Był podobno Dzień Seniora, cokolwiek to znaczy. Imprezy, wiersze, laurki, rozmowy ze staruszkami w parku... a co poza świętem?
Bloki bez windy; kolejki do lekarzy; drobny druk, którego żaden senior bez lupy nie przeczyta; wykluczenie cyfrowe i zawodowe; samotność i depresje - można długo wymieniać. Taka refleksja się u mnie pojawiła, bo jakby nie patrzeć, do seniorów się zaliczam, że łatwiej mówić pięknie i na okrągło o jesieni życia, niż o konkretach i bolączkach, bo młodość starości nie zrozumie.
Sama w wieku 30-40 lat nie pojmowałam pewnych spraw ludzi starych, a starsza ode mnie koleżanka była oburzona na dziennikarza radiowego, który nazwał 60-latkę stauszką.
Codziennie słyszę na ulicy, w przychodni, w sklepie opowieści o problemach ze starymi rodzicami, o opiece ponad siły nad chorymi czy niedołężnymi członkami rodzin, a pomocy od instytucji znikąd, chyba że masz pokaźne konto w banku.
Jak dojechać do szpitala, na rehabilitację, zabiegi, gdy osoba samotna, a taksówki drogie? jak pomagać sobie wzajemnie, gdy wszyscy sąsiedzi w podobnym wieku, a dolegliwości po kokardy?
Pchają ci seniorzy swoje wózki, dźwigają worki pełne problemów, wyglądają przez okna, bo po schodach zejść ciężko. Nie pamiętam zbiórek społecznych na poprawienie komfortu życia seniorów.
Czy jeden dzień w roku pod tytułem Dzień Seniora cokolwiek zmieni?

Muszę się przyzwyczaić, że to już moje święto. Olewam już niestety Dzień Chłopaka. Od zawsze śmieszyły mnie babcie idące w grupce, gdy w pewnej chwili jedna mówi do pozostałych, spójrzcie dziewczyny. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńTo jest naprawdę duży, ogromny temat.
OdpowiedzUsuńO seniorstwie należy myśleć od wczesnej młodości. Aktywność intelektualna, fizyczna. Są miejsca i srodoww Polsce, gdzie to działa bardzo dobrze. Uniwersytety 3go wieku ,grupy turystyczne. Zupełnie inaczej wyglądają późne lata życia kiedy się należy do takich grup, samotność mniej dokucza też.
Dałaś mi do myślenia, coś jutro o tym napiszę
Mnie od zawsze denerwuje wrzucanie kilku generacji do jednego worka, jednak jest różnica, czy masz lat 60 czy 90, a tu proszę, wszyscy seniorami.
OdpowiedzUsuńU nas starość najlepiej wygląda na akademiach - z bukietem goździków, wzruszającym wierszykiem i obowiązkowym zdjęciem do kroniki. Potem oficjele wracają do swoich gabinetów, a senior do codziennego toru przeszkód. Najzabawniejsze, choć śmiech raczej przez zaciśnięte zęby, że młodsi traktują starość jak chorobę zakaźną, na którą mają dożywotnią odporność. Tymczasem czas nie prowadzi zapisów na ochotnika. Bierze wszystkich, jak leci.
OdpowiedzUsuńOstatnich z dziesiec lat mialam do czynienia ze staroscia, i to nie ta 60-70 letnia ale pozniejsza. Wtedy, niektorym nie pomagaja wspolne wycieczki, spotkania, towarzystwo, rehibilitacje czy dostepnosc do lekarza . To czysta geriatria!
OdpowiedzUsuńKazdy starzeje sie bardzo indywidualnie. Jak to bedzie przebiegalo, nikt nie potrafi przewidziec dzialajac tak czy inaczej we wczesniejszych latach. Jeden wylew zmienia wiele. Pamiec czasem tez gdzies uleci jak ptaki jesienia i juz nie wroci. Wydaje mi sie, ze spoleczenstwo powinno to przewidziec i pomoc, albo chociaz nie przeszkadzac. Starosc to nie choroba ale caly zespol. Starosc powinna byc rowniez godna. Dla kazdego!