czwartek, 9 lutego 2017

Ale się upiekło :-)

Nic tak nie poprawia humoru, jak dobry pachnący chleb lub smaczne domowe ciasto. Mamy wszak karnawał i choć obchodzi się go mniej hucznie, niż dawniej, to zawsze miło w weekend chociażby upiec coś pysznego. Nie jest to blog kulinarny, a kucharka ze mnie marna, ale coś tam czasami popełniam, a że w dzisiejszych czasach o dobry chleb trudno, więc w wolnej chwili lub w przypływie weny idę do kuchni.
Taka na przykład pizza w wersji skromnej, z tego, co akurat było w domu. Ciasto to po prostu mąka, drożdże, woda, sól i oliwa. Z oliwą ciasto jest bardziej elastyczne. W jakimś programie widziałam prostą wersję pizzy dla tych, którzy nie mogą jeść mąki. Zamiast ciasta był placek z ziemniaków startych na grubej tarce, wymieszanych z ziołami i jajkiem, rozłożonych na blasze, jak ciasto do pizzy.
Podobno dziś obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Pizzy.
Nie będę jednak rywalizować z moim mężem w pieczeniu placka drożdżowego, który niektórzy czytelnicy bloga już znają, a wśród znajomych i rodziny stał sie wręcz legendarny. Ja drożdżówki nie piekę...
Natomiast zainspirowana blogiem Jagi upiekłam kilka razy chleb. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym przepisu nie zmodyfikowała. Dodałam też mąki razowej, więc moje chleby nie są takie ładne, jak chlebki Jagi, ale zapewniam, że były smaczne:
Do pierwszego dodałam żurawinę i więcej było mąki pszennej, do drugiego dodałam różne zioła i więcej było mąki razowej. Taki chlebek to zdrowy wypiek, dający wiele satysfakcji i smakuje wybornie bez masła nawet. Naprawdę nie jest pracochłonny, to tylko kwestia motywacji.

Do napisania tego postu natchnęła mnie nieoceniona Grażynka z Dukli, o której już kiedyś pisałam, a której poleciłam blog Jagi i w rezultacie przysłała mi zdjęcie swoich wypieków, które pozwoliła zamieścić na blogu.
Jak Wam się podoba ? Prawda, że apetycznie?

Mówią, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, ale to tylko częściowa prawda, bo mój syn ma niezrozumiałe dla mnie zamiłowanie do gotowania, wręcz eksperymentowania w kuchni, czyli nie po mnie, natomiast ostatnio nabrał ochoty na słodkie wypieki, więc to już bardziej po mężu.

A tak się upiekło młodzieży ze szkoły gastronomicznej w moim mieście. Cała piernikowa wioska, którą podziwiać można w pijalni wód mineralnych. Na zdjęciach tego tak bardzo nie widać, ale podziwiam za cierpliwość w składaniu elementów chat, kościołka, choinek itd.

Czy zachęciłam Was do upieczenia chleba? jeśli nie - zajrzyjcie na blog ZAPIECEK JAGI :-)

poniedziałek, 6 lutego 2017

Ku pamięci i ku przestrodze...

Urodził się jako bliźniak. Wraz z siostrą szybko ochrzczeni po narodzinach, bo lekarze obawiali się czy dni kilka przeżyją. Przeżyli wbrew prognozom i wyrośli na schwał, bardzo zżyci ze sobą, jak to bliźnięta.
Jerzyk chował się zdrowo, mały rozrabiaka, w przeciwieństwie do siostry, która wydawała się cicha i spokojna. Skończył dobre technikum, na studia nie poszedł, bo wolał pogrzebać przy motorze czy pójść z kolegami na piwo, niż nad książkami ślęczeć.
Dziewczyny miewał, a jakże, ale żadna jakoś rodzicom do gustu nie przypadła, więc kawalerem był , podczas gdy siostra za mąż wyszła i po kolei 3 córki urodziła.
Jerzy żył życiem siostrzenic, smykałkę miał do wszystkiego, biurko zrobić, huśtawkę, pokój pomalować, to dla niego była pestka. Dla kolegów zawsze jednak czas znalazł, bo przy piwie gadało się dobrze o tym i owym. Mocniejsze trunki mu nie smakowały, może jedynie wino, które ojciec sam pędził z owoców hodowanych na działce.
Na wszystkich uroczystościach rodzinnych wino domowe lało się strumieniem obfitym, dla smakoszy mocniejsze trunki były, dla pań likiery.
Gdy Jerzy zaczął pracę w PGRze, nie obyło się bez wkupnego – flaszka na głowę to przyjęta norma. Właściwie tam zaczął Jerzy popijać także mocniejsze trunki i coraz częściej wracał do domu wstawiony. Kryzys młodego człowieka pogłębiły problemy finansowe. Podżyrował koledze pożyczkę, którą potem spłacał przez kilka lat, bo tamtego wylali za pijaństwo w pracy.
Gdy pożyczka była niemal spłacona zlikwidowano jego etat w spółdzielni, więc wrócił na garnuszek rodziców, którzy suszyli mu ciągle głowę: a o to, że się nie ożenił, a to, że roboty nie szuka, a to, że na działce nie pomaga. Wyniósł się w końcu od rodziców i zamieszkał z babcią. Póki staruszka żyła, to i Jerzy jakby się ustatkował, miała na niego dobry wpływ. Gdy zmarła, mieszkał nadal w mieszkaniu po babci i zaczął go odwiedzać kuzyn, który też miał alkoholowe ciągoty, a znalazł sobie u Jerzego metę, bo żona nie pozwalała mu pić w domu.
Działo się to w czasach, gdy o alkoholizmie jako chorobie nikt nie słyszał, mówiło się najwyżej, że ktoś za kołnierz nie wylewa lub lubi wypić.
Widywało się dwóch kuzynów w pielgrzymce od baru do baru. Za co pili? A to najęli się do wykopania rowu, a to pomocy na budowie ktoś potrzebował, a to złom znaleźli i sprzedali. Potem już i na te prace sił nie było.
Jerzy zmarł w jednym z barów, gdzie pił po raz ostatni. Nawet pięćdziesiątki nie dożył. Jego kuzyna widuję czasami, jak z niewidzącym wzrokiem błądzi po ulicach, zasuszony, ale w miarę czysty, widocznie żona nie wyrzuciła go z domu i widocznie ma silniejszy organizm, skoro tyle lat przeżył swego kompana od kielicha…

Dlaczego o tym piszę? Bo to nadal aktualny problem, bo nadal widuję ludzi w różnym wieku i w stanie upojenia alkoholowego, a zaczyna się niewinnie i najbliżsi nie dostrzegają z początku problemu.
Badania naukowe dowodzą, że jedna na 10 osób pijących uzależnia się od picia alkoholu.

piątek, 3 lutego 2017

By nie zwariować...

Bywają w życiu takie chwile, sytuacje, sploty wydarzeń, że wyć się chce…
Często osoby pracujące w zawodach narażających je na nieustanny kontakt z innymi ludźmi (pacjenci, petenci, uczniowie, klienci, pasażerowie) ulegają od czasu do czasu takiej presji ze strony czynników zewnętrznych, że w pewnym momencie dochodzą do przysłowiowej ściany. Gdy dodamy do tego takie elementy jak : gorsze samopoczucie, kłopoty rodzinne, zmęczenie, konflikt z szefem lub współpracownikami itp. to nic tylko palnąć sobie w łeb.

Czasami sytuacja nas przerasta na tyle, że niektórzy wpadają w depresję, mówi się o wypaleniu zawodowym, fobiach różnego rodzaju. Nie każdy czuje się na siłach lub nie ma możliwości skorzystania z fachowej porady terapeuty, zmiany miejsca pracy lub wzięcia dłuższego urlopu dla poratowania zdrowia psychicznego.

Sama miałam taki epizod w życiu, kiedy wykonywałam pracę przewidzianą dla dwóch osób, pracowałam po 9 godzin i do podejmowania codziennie swoich obowiązków motywowała mnie perspektywa pracy w takich warunkach tylko przez rok .
A bywa, że ktoś ma podobnie lub gorzej przez kilka lat. Jeśli jest się młodym, można wiele wytrzymać, ale w pewnym wieku, z dwudziestokilkuletnim stażem nie jest łatwo sprostać presji psychicznej, a i nasza fizyczność domaga się odpoczynku, dłużej odreagowuje się zmęczenie fizyczne i psychiczne.
Przyznam się, że gdy sytuacja bardzo mi dopiekła i czułam, że będę warczeć na wszystkich i na wszystko lub po prostu zwariuję , robiłam sobie godzinną przerwę od czytelników. Nie od pracy, bo przecież nie przysługiwała mi taka przerwa, ale od kontaktów z żywym człowiekiem, który ciągle coś mówi, ciągle czegoś chce, telefon dzwoni, drzwi się nie zamykają.
Taka przerwa z herbatą, w całkowitej ciszy, oderwanie myśli od czynności zawodowych ma zbawienny wpływ na psychikę, czego nie doceniają niektórzy pracodawcy. Chociaż słyszałam o praktykach w nielicznych firmach, które oferują swoim pracownikom pokoje socjalne, gdzie można wypić w spokoju kawę i zjeść ciastko ( na koszt firmy), pograć w piłkarzyki, posłuchać muzyki.
Na przeciwnym biegunie są pracodawcy, którzy specjalnie zatrudniają młodych pracowników, by wycisnąć z nich wszystkie soki i potem wyrzucić jak zużyty kapeć.

Takie stresy w pracy ludzie różnie odreagowują, jedni w miarę zdrowo, inni niestety mniej:
• Uprawiając różne sporty tzw. zwyczajne
• Próbując sportów ekstremalnych, co nie zawsze jest bezpieczne
• Wychodząc z przyjaciółmi na drinka, co często kończy się uzależnieniem
• Zajadając stresy lub pijąc zbyt duże ilości kawy i napojów energetycznych
• Oddając się pasjom rozmaitym, pozwalającym zapomnieć o problemach w pracy lub innych
Szczęściarzami mogą nazwać się te osoby, którym udało się połączyć pasję z zarabianiem pieniędzy i nie narażają się na niekorzystne czynniki z zewnątrz.
Ale czy dziś istnieją takie miejsca pracy lub tacy pracodawcy?

Poza tym podobne reakcje i konieczność podreperowania psychiki mogą dotyczyć nie tylko osób pracujących zawodowo. Wielu z Was pewnie mogłoby sypać przykładami jak z rękawa i oburzyć się, że piszę tylko o osobach w tzw. wieku produkcyjnym. A nie zapominajmy też o kobietach wychowujących dzieci i nawet jeśli nie pracują zawodowo, to sytuacji przyprawiających o ból głowy im nie brakuje...
Bywają także skomplikowane sytuacje życiowe, które powodują wieczny stres, bezsenność, liczne problemy zdrowotne, których przyczyn doszukujemy się wszędzie, tylko nie w naszej psychice, bo zapominamy o relaksie, odseparowaniu się na jakiś czas od sytuacji lub osób, które mają na nas niekorzystny wpływ.

A jak Wam udaje się odreagować sytuacje, przyprawiające o ból głowy?