wtorek, 4 października 2022

Horror pod bokiem...

Frau Be zainspirowała mnie kiedyś do napisania o różnych strasznych sytuacjach, jakie mogą nam się zdarzyć we własnym domu/mieszkaniu, a może komuś z czytelników zdarzyły się podobne lub jeszcze gorsze?

 Mówi się, że stresujące sytuacje dopadają nas w pracy lub w urzędach, a okazuje się, że pod bokiem mamy dość atrakcji, dzięki którym włos siwieje, a skóra sztywnieje.

Na porządku dziennym są pękające rury, zapchane zlewy, sparciałe uszczelki, rybiki w łazience, mole w szafach.
Ale bywają bardziej ekstremalne sytuacje, sama o podobnych pisałam i trzeba mieć łut szczęścia, by wyjść z nich o zdrowych zmysłach. Oto przykłady:

1. Od znajomych wiem o szczurach, które zamieszkały w osiedlowej kanalizacji i potrafiły wejść na piętra i do łazienki przez muszle klozetowe. Znajomi założyli specjalną kratę na sedes, by uniknąć niemiłej niespodzianki do czasu deratyzacji...
Sama chodziłam kiedyś do uczennicy, której rodzina zajmowała jeden pokój, mimo posiadania sporego mieszkania na parterze, bo pod podłogą pozostałych pomieszczeń grasowały szczury, zwłaszcza nocą!

2. Osy potrafią zamieszkać w rozmaitych miejscach, pół biedy jeśli są one z dala od ludzkich siedzib.
W tym roku u mojego syna  osy znalazły miejscówkę na balkonie, w drewnianej konstrukcji między sąsiednimi tarasami. Trzeba było wezwać odpowiednie służby do usunięcia gniazda.

3. Zdarzyło mi się kiedyś opiekować mieszkaniem znajomych latem. Gdy przyszłam podlać rośliny doniczkowe, zauważyłam mrówki wędrujące po meblościance. Byłam ciekawa, dokąd pójdą, otworzyłam drzwiczki jednej z szafek... a tam pełno mrówek - wszędzie między swetrami, bluzkami, ręcznikami mrówki. Od sąsiadki tych znajomych dowiedziałam się, że problem był w całym bloku i gdy ktoś zostawił na stole w kuchni cokolwiek spożywczego, rano  było tam czarno od mrówek!

4. Koleżanka z pracy, wracając z wakacji zastała w domu awarie kanalizacji, a ze mieszkała na parterze, to wszystkie fekalia z bloku wybiły w jej mieszkaniu. Gdy usunięto awarię, nie wiedziała czy zakasać rękawy,  czy uciekać daleko, czy zaskarżyć spółdzielnię za brak reakcji na liczne zgłoszenia o nieprawidłowym działaniu instalacji. Trzeba było skuwać tynki itp. nie mogli mieszkać u siebie długo...

5. Równie przerażające bywają pożary. Pewna historia spowodowała, że nawet gdy na krótko wychodzę z domu, zamykam okna, bo zdarzył się w jednym z wieżowców w moim mieście pożar mieszkania od niedopałka. Sąsiad z wyższego piętra rzucił niezgaszonego peta z okna, a ów niedopałek wleciał z wiatrem do mieszkania poniżej, od niego zajęła się firanka i spaliło całe mieszkanie.
Kiedyś też media donosiły o pożarach wywołanych przez ładowarki do telefonów, stare baterie w urządzeniach itp. 
Katastrofa czyha wszędzie!

6. Nam samym zdarzyło się wyrojenie much w szybie wentylacyjnym. Nie mieliśmy wówczas zamontowanej siatki w kratce wentylacyjnej. Wchodzę razu pewnego do pokoju syna, a tam całe okno w wielkich czarnych muchach. Pokój sąsiadował z łazienką i widocznie gdy w szybie znalazła się padlina, muchy mnożyły się rekordowo i wylatywały przez łazienkę do pokoju. Po zamontowaniu siatki problem zniknął.

7. No i uważajcie na latające samochody...

83 komentarze:

  1. Z osami też walczyłem... na działce. Wygrałem!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam dwa horrory , z jednej i z drugiej strony domu , one nawet mają imiona :) A ja w środku - ciągle walcząca od pewnego czasu z różnymi dziwnymi przypadłościami. Przypadek? Nie sądzę ;) Czasem mam wrażenie, że powstała jakaś laleczka voodoo z moją podobizną i gdy się te dwa horrory spotkają, to kłują tak dla rozrywki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, taka sytuacja to prawdziwy horror, trzeba by jakieś egzorcyzmy może?

      Usuń
  3. W bloku przeżyłam czerwone mrówki. Były, trzeba było sobie radzić, a potem nagle zniknęły. Bałam się, że wprowadzając się do domu, przeniosę je na nowe miejsce, ale nic takiego się nie zdarzyło. W domu, w którym teraz mieszkam, był najazd myszy, ale to normalne w domach wiejskich, zwłaszcza jesienią (w leśniczówce w pokojach zdarzały się szczury, w stodole oraz oborze często i trudno było je wytępić, brrrrr- blisko były obory PGR oraz silosy z paszami). Kiedy nałożyliśmy na drewniane podłogi panele i wszystkie dziury wokół rur centralnego zagipsowałam, problem myszy zniknął. Na razie oprócz wpadających do mieszkania ptaków, szerszeni oraz innych "lotników", nic się nie dzieje. Pukam w niemalowane drewno:):):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myszy też mieliśmy na trzecim piętrze w bloku, wchodziły dziurami, które zostawili niedbali budowlańcy.

      Usuń
  4. Przeżyłam i mrówki - faraonki i myszy i osy, nawet pożar udało mi się przez swoje porządnictwo wywołać w szkole, ale najgorsza była przygoda z szerszeniami i to nie jedna. O szczurach wiem, więc kładę na desce sedesowej ciężką butlę z Domestosem, ku licznym kpinom i żarcikom synów, ale to mnie wcale nie zniechęca ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, ile człowiek musi przeżyć niespodzianek, to głowa mała, a w zaciszu domowym powinien być tylko spokój!

      Usuń
  5. Nawet nie chcę sobie przypominać owadzich walk, bo to nadal dość stresujące! BBM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno, ale ja najbardziej boję się pękających rur i ulatniającego się gazu...

      Usuń
  6. Pluskiew na liście brakuje. Populacja w Polsce wzrosła podobno kilkukrotnie w przeciągu ostatniej dekady, w większych miastach to prawdziwa plaga. U matki w bloku po śmierci lokatora, który je "hodował", rozlazły się po całej kamienicy, niezwykle odporne na środki owadobójcze, potrafią się hibernować przez około roku, czekając na dogodne warunki i żywiciela.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam i o tym, koleżanka w wieżowcu miała niechlujnych sąsiadów i wszyscy na piętrze zatykali otwory drzwiowe szmatami nasączonymi preparatem przeciw owadom.

      Usuń
  7. Dla mnie źródłem stresu jest każdy duży owad w domu, przy próbie pozbycia się wtyka amerykańskiego czułam się jak bohaterka filmu katastroficznego.
    Z mrówkami kiedyś żyłam, ale to był wynajęty dom na potrzeby wyjazdu służbowego, na wsi pod miastem. Miały swoje trasy z jednej strony domu na drugą, nawet pod prysznicem można było spotkać mrówkę idącą po kafelkowej półce. Nie było to straszne (bo nie chodziły przez mój pokój ;)), dopóki nie zaczęły wchodzić do jedzenia, potem trzymałam pieczywo wysoko na lodówce, bo tam się nie zapuszczały... Jeden kolega nie pozwalał ich wytruć, bo te środki przeciw owadom są szkodliwe też dla ludzi, tylko zabijał mechanicznie po jednej, ale kiedy pod jego nieobecność odkryłam wielkie kłębowisko pod zlewem i narobiłam krzyku, spryskaliśmy, dodatkowo wysypaliśmy proszek z trucizną i nastał spokój.
    A rybiki to podobno mają nawet swoje zalety. :) Chociaż ja tam wolę, jak są dyskretne i się nie pokazują. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Media donosiły kiedyś o śmiertelnym zatruciu oparami 3 - latki, bo ojciec rozsypał pod oknem jakąś trutkę, dorośli zatruli się lekko, dziecko niestety zmarło.

      Usuń
    2. Niestety je wszystkie trzeba stosować rozsądnie, zwykle wyraźnie piszą, żeby uważać przy dzieciach i alergikach, nie przebywać w pomieszczeniu, schować rzeczy mające kontakt z żywnością i tak dalej... Ale przy takim ekologicznym zabijaniu, jakie uskuteczniał kolega, mrówcze stado nawet nie zauważało, że im kogoś ubyło.

      Usuń
    3. Podobnie z opryskami w ogrodach i sadach!

      Usuń
  8. Przetrzymałem inwazję mrówek, pluskiew (też tych elektronicznych), i karaluchów, ale czym wytruć płaskoziemców?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Warszawie przeżyłam inwazję mrówek faraona, wyniosły się na zawsze gdy porozkładałam w mieszkaniu kostki kwasu bornego. Były też wątpliwej jakości atrakcje z prusakami. Raz odkryłam w toalecie ślady łapek szczurzych-zdumiona i zgorszona pognałam na skargę do ADM i pani potraktowała mnie jak niedorozwiniętą umysłowo (no bo wiadomo, że są) i kazała wrzucać do toalety saszetki z jakąś trucizną, która powodowała nadmierne wykrwawianie się szczurów. Była też plaga gołębi bo ludzie je dokarmiali na parapetach, więc balkon miałam cały okryty siatką wolierową. A w piwnicy przez jakiś czas były pchły, bo tam grasowały bezdomne koty.

      Usuń
    2. Pchły pojawiały się regularnie w piwnicy u moich rodziców i gdy ojciec schodził po ziemniaki, wracał z nogawkami upstrzonymi pchłami.
      Gołębie to cały czas u nas problem, bo ludzie wyrzucają żywność gdzie popadnie...są już tak przekarmione, że nie mogą uciekać przed autami i kotami.

      Usuń
    3. @Anzai - płaskoziemcy niechaj sobie żyją spokojnie, dla każdego to określenie co innego znaczy...

      Usuń
  9. Najgorsze jest to, że za swoje czyny, działania, remonty możesz odpowiadać i pilnować, ale już za sąsiadów nie i nie możesz być pewna, co oni zrobią. Mieszkanie w bloku to zdecydowanie nie dla mnie, męczyłabym się tam. Mieszkałabym w bloku z konieczności. U mnie co roku są myszy. Mrówki się zdarzały, ale nie żeby było ich aż tak wiele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, całe zawodowe życie nie zarobiłam na dom, a na emeryturze to już wcale, jedynie ogrody lub tarasu mi brak.

      Usuń
  10. Aktualnie mam inwazję Franusiów :) Czyli mrówek jak je pieszczotliwie nazwaliśmy. Jakoś mnie nie denerwują za bardzo. Po prostu uczą nie zostawiać słodkiego na wierzchu. Bardzo lubią moją szarlotkę :) Mając dwóch czynnych strażaków wiem dużo o katastrofach. Nauczyłam się też przyjmować je normalnie, jako koszt życia na tej planecie. Zwierząt i owadów się nie boję, nie zaliczam ich wizyt do katastrof. Na szczęście nie mieszkam w dżungli amazońskiej, tam to dopiero się dzieje....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to na pewno, ale dla mieszczucha to już szczury i robale wystarczą!

      Usuń
  11. Pamiętam, jak kiedyś, jeszcze w latach 80-tych, wynajmowałyśmy z siostrą mieszkanie.
    Zagnieździły się w nim, w meblach pluskwy domowe. Ciężko je były wytępić.
    Masakra!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno strasznie gryzą, znajoma kupiła kiedyś używaną kanapę z robalami, pogryzły dzieciaki!

      Usuń
  12. Z tego wszystkiego jedynie z rybikami mieliśmy kiedyś walkę i ze spadającym sufitem. Okazało się, że taras nad nami ma zły odpływ i wilgoci było za dużo. Pomógł remont tarasu ale i wymiana okien w mieszkaniu, na takie z nawiewnikami. Do tego sufit podwieszany i voila. Oby żadnych więcej straszności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie życzę, bo znam horror podobny, straszne sytuacje ...

      Usuń
  13. Co do robaków nie wiem, bo mam koty i jakoś czysto. Mieszkam w domku jednorodzinnym i okazało się, że śmiałam odmówić kominiarzowi. Niby nic, ale menda próbował mnie rozjechać na własnym podjeździe. Policja uświadomiła mnie, że ten pan jest już jej znamy. Poza tym nie lubi słowa "nie" oraz "reklamacja". Trzeba dziś uważać na wszystko i na wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, usługi - zwłaszcza remontowe to również horror, dlatego odkładam odświeżenie sypialni, tak się pechowo nacięłam...

      Usuń
  14. Witaj, Jotko.

    Jedną z najgorszych plag, jakiej doświadczyłam, było... przedszkole (pisałam już o tym kiedyś). Przy nim takie faraonki w szafce ze słodyczami czy gniazdo szerszeni pod okapem to - betka:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim utrapieniem były kolonie i wycieczki, każdy ma jakiegoś mola, co go gryzie...

      Usuń
  15. Mrówki faraonki to zaraza niebywała - im nie potrzeba jedzenia na wierzchu, choć to im się bardzo podoba. Włażą jednak wszędzie i żarcie znajdą wszędzie, jeśli choćby najmniejsza szczelina pozostanie. Gdy piekliśmy ciasta, braliśmy balię z wodą, na środku kamur, na kamurze ciasta - pływać im się najwyraźniej nie chciało. Z nimi nie da się wygrać, ale po kilku latach odchodzą w inne miejsce. Tu w BE mamy zwykłe mrówki - te tylko słodyczami i owocami się interesują - da się z nimi wytrzymać, choć jak za dużo łażą po stole, to sprajujemy tu i ówdzie i jakiś czas jest spokój. O tej porze plagą są tu kątniki olbrzymie (do 10cm średnicy), my je łapiemy i wynosimy do szopy, ale ludziom z arachnofobią nie zazdroszczę. Na podwórku dziesiątki krzyżaków - pranie jest po godzinie z każdej strony porządnie przytwierdzone pajęczą siecią w kilku miejscach do sznura i oczywiście przynosi się łobuzerkę potem do chałupy. Sąsiadka miała raz osy w garderobie, po otwarciu drzwi od garderoby, w całym domu dziesiątki paskowanych upierdliwców. Myszy i szczury u nas spacerują po ogrodzie w biały dzień - trujemy systematycznie w okresie zimowym (w Belgii szczury to plaga). Żadnych z tych rzeczy (poza osami w pokoju) jednak jakoś specjalnie stresującymi bym nie nazwała, może dlatego żem na wsi wychowana i zwierzęta takie czy inne to dla nas zwyczajna sprawa. Pożar to co innego. Tego typu atrakcji dostarcza nam niezrównoważona sąsiadka. Czasem to nawet żałujemy, że wynieśliśmy ją z płonącego mieszkania ;-) U nas tylko raz w nocy włączył się czujnik dymu - pół nocy nie spaliśmy szukając tego dymu na wszystkich trzech piętrach, ale się okazało, że to tylko cholerne urządzenie się popsuło haha. Najwięcej adrenaliny to jednak sami sobie dostarczamy… aż mam ochotę wszystkie te wydarzenia spisać u siebie w jednym wpisie, tylko nie wiem czy to nie jest materiał na całą książkę, thriller hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już czytając komentarz miałam ciarki, koniecznie opisz, nawet książkę chętnie przeczytam!

      Usuń
  16. kiedyś mi wybił gejzer brudnej cieczy w kuchni ze zlewozmywaka, bo sąsiadka z góry spuściła wodę ze swojego, a poniżej nas nagle pion się zatkał... gdy narobiłem wrzasku na całą klatkę sąsiad szybko przetkał sprężyną ten pion, w samą porę do tego, bo za kilka minut od sąsiadki woda z pralki miała lecieć... a horrorem potem było szorowanie kuchni...
    a wieczór tego dnia zapowiadał się naprawdę miło...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to ja, bo mnie wylogowało czemuś :/

      Usuń
    2. No ba, czemu tylko mnie ma wywalać;-)
      Boję się takich atrakcji z zalewaniem , gdy wyjeżdżamy zakręcamy zawory od wody, bo licho nie śpi...

      Usuń
    3. taka akcję też miałem, to samo mieszkanie, wyjeżdżaliśmy kiedyś rano, a w trakcie zakręcania zaworów coś pieprzło i woda zaczęła się lać... na szczęście administracja i hydraulicy, ale w sumie pojęcia nie mam, jak to się stało, że sytuacja zostala opanowana, a my jakimś cudem dziwnym zdążyliśmy w ostatniej chwili na pociąg...

      Usuń
    4. */znaczy administracja i hydraulicy byli dom dalej... coś dzisiaj ze mną jest, bo zjadam permanentnie końcówki zdań komentarzy...

      Usuń
    5. Mieliśmy podobnie, a i tak anioł jakiś czuwał, bo to było przed wyjazdem na wesele, gdybyśmy pojechali, to cały blok by zalało...

      Usuń
  17. Jak czytam tekst i komentarze, już mnie ciary biorą. Nienawidzę wszelkiego robactwa. Nienawidzę. Brrr... Kiedyś miałam do czynienia z faraonkami... wyprowadziłam się. Więc mocno trzymam kciuki, by nigdy nie było powtórki. Cokolwiek by to miało nie być.
    Pozdrawiam serdecznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś spałam przy zapalonych światłach, bo na obozie wędrownym w schronisku młodzieżowym nam i dzieciom leciały na głowy robale po zgaszeniu lamp...okropność!

      Usuń
    2. Wiesz, ponieważ nie lubię robali, od dawna unikam "niepewnych" miejsc. Ale to co przeżyłaś to jakiś horror. Co za przygoda...
      Pa...

      Usuń
  18. U mnie w domu ma strychu mieszkają szerszenie 😍 mają przepiękne i ogromne gniazdo. Wbrew wszystkiemu wcale nie atakują. Są wręcz neutralne. Ja sobie wieszałam pranko, one budowało gniazdo. Zimą umierają , że nam pozostaje w spadku ich pusty domek😄
    Mrówek nie lubie, ale staram się naturalnymi metodami eksmitowac. Szczury nie lubią dźwięków na pewnych częstotliwościach. Nie lubię zabijać zwierząt- nawet szkodników. I ten dźwięk mi kiedyś pomógł w eksmisji gryzoni. Polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez nie lubię, ale plaga to plaga, jak przegonisz pójdą gdzie indziej i za jakiś czas wrócą...

      Usuń
  19. O rany! Ja dotąd walczyłam "tylko" z myszami i molami spożywczymi - jedni i drugie paskudne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mole spożywcze miała w szafach moja mama, trzeba było wszystko wyrzucić i szafy zdezynfekować!

      Usuń
  20. U nas ostatnio plaga... Biedronek. Wracają co roku w pazdzierniku. Każda szczelina służy im za szlak migracyjny. Są ich tysiące!
    Osy kiedyś umiejscowiły nam się w skrzynce na listy. I raz w dziurce od klucza takiej metalowej furtki podwórkowej. Dziwne miejsce sobie wybrały, ale kto wie, jaki plan na życie mają osy?
    Ale jest cos, do nie musi być plagą ani nie musi się przyczajac w ciemnym kącie czekając na powrót lokatorów. Ćmy! Jeśli ćma wleci mi do pokoju, zabieram poduszkę, wychodzę i zamykam drzwi. Albo ona albo ja. Nie będę przebywać w tym samym pomieszczeniu co stworzenie, które lata jak opętane i obija się od wszystkiego w losowy sposób! O nie! Ja się w ogóle panicznie boje motyli. A ćmy to już w ogóle coś, czego nie potrafię znieść, brrr...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedronki znalazłam po zimie w szczelinach okiennych, mnóstwo.
      Ćmy uprzykrzały nam kiedyś życie na wakacjach w lesie, że o komarach nie wspomnę, chodziliśmy do lasu na jagody ubrani jak kosmici;-)

      Usuń
  21. Mój największy koszmar to myszy... Przez kotłownię do naszego domu dostała się ciężarna mysz, która urodziła swoje potomstwo w gniazdku w naszej spiżarni... Dramat! Wieczorami zaczynały skrobać tak, że ciarki przechodziły mi po plecach. Na szczęście za pomocą żywołapek wyłapaliśmy całą rodzinkę i wypuściliśmy na łąkę. Trauma myszowa jednak we mnie została. Nie życzę nikomu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobrażam sobie, bo nam wlazły 3 myszy na trzecie piętro, kto zaśnie, gdy mu myszy łażą po mieszkaniu?

      Usuń
  22. O matko, a jakąż to ja katastrofę przeżyłam, bo już nie pamiętam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś w komentarzach gadałyśmy o różnych takich zdarzeniach i ja zapytałam czy słyszałaś o szczurach w muszli klozetowej, powstał więc pomysł postu, bo przypomniały mi się też inne "plagi"

      Usuń
  23. Przeczytałam tekst i komentarze i zastanowiłam się, jakie plagi mnie dotknęły.... Jak jedna mysz wleciała kilka lat temu do domu to się liczy? :) Kot ją od razu złapał, córka piszczała a ja zamykałam drzwi do kolejnych pomieszczeń, na wypadek jakby kotu uciekła:) nie uciekła.
    W domu najbardziej boję się pożaru. Nigdy nie miałam, ale i tak się boje. Zawsze zwracam uwagę na to, czy gaz wyłączony, czy kable całe, czy sprzęty wyłączone z prądu, gdy wychodzę. Nie zostawiam zapalonych świeczek w pokoju, z którego wychodzę nawet na chwilę. Bo jakbym tak zemdlała, a tam pożar się rozprzestrzeni?:) Nie mam paranoi, ale z ogniem i prądem jestem bardzo uważna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paranoi też nie mam, ale staram się być ostrożna.

      Usuń
  24. Gdy mieszkałam w akademiku w czasach studenckich, były tam mrówki faraonki. Ale one nawet sympatyczne były... :) :) Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  25. Po wprowadzeniu się do nowego mieszkania, w nowym bloku, który stanął tam, gdzie wcześniej były pola, wchodzę do kibelka, podnoszę klapę sedesu a z niego wyskaluje mysz. Uciekłam z krzykiem do kuchni i na stól.
    Od tamtego czasu, i w innym mieszkaniu, zawsze zanim skorzystam z toalety dwukrotnie spuszczam wodę; mysz to jeszcze ,ale szczur??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i tak bywa, szczury są wszędzie, niestety!

      Usuń
  26. W pierwszym mieszkaniu mieliśmy pluskwy /przechodziły prawdopodobnie od sąsiadów/ a w drugim karaluchy /przechodziły ze zsypu bo obok naszych drzwi były te do zsypu/. I za pierwszym i za drugim razem były to mieszkania w nowych blokach.
    Po nocach mi się jeszcze śnią i jedne i drugie robale....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mówiąc o hałasie ze zsypu, zwłaszcza gdy ktoś wrzucał butelki...

      Usuń
  27. Masz wielki talent do podawania tematow ! Kazdy ciekawy i nawet pozyteczny.
    Wielkich katastrof domowych nie mialam poza jedna - gdy w trakcie prania zepsula sie pralka. W sumie nic wielkiego - przyszedl naprawiacz i naprawil a dzieki temu ze pralka miala wieko od gory nawet nie zalalo mi podlogi co zdarza sie tym ktorzy maja drzwiczki z frontu a pranie przy awarii nalezy wyjac - i nauczylo zawsze kupowac pralke z klapa od gory, chociaz te z frontowymi duzo ladniejsze.
    Zdarzaja mi sie mrowki ale sklepy maja dobre produkty na ich tepienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz mam pralkę z klapą od frontu, ale odpukać, jeszcze z pralki mi się nie lało...
      Dzięki, czasami skojarzenia, komentarze, obserwacje przywołują kolejne tematy.

      Usuń
  28. Bardzo nie lubię ciem, boję się ich. Szczególnie tych dużych.. Są niesamowicie natarczywe. Potrafią popsuć mi cały wieczór. Często przy zapalonej lampce nocnej. czytam przed snem. Nagle bezgłośnie ląduje mi jakaś ćma na czole, czy nosie. Ciężko taką ćmę złapać..... gaszę i zapalam światło, przeszukuję każdy kącik.... nie ma.... ale to nieprawda, za chwilę znów spada mi z góry na głowę i od nowa zabawa. .
    Kiedyś przeżyłam ich inwazję. Ponieważ drzwi sypialni wychodzą na balkon więc oczywiście dostają się tamtędy do środka.,
    Ale zdarzyło się, że chcąc oświetlić ogród umieściliśmy silną, oświetleniową lampę przy balkonowych, otwartych drzwiach sypialni, by mieć dostęp do gniazda z prądem..
    Późnym wieczorem, po grillu, po wygaszeniu wszystkich świateł weszłam do sypialni.... ale nic nie widziałam - ciemno od ciem.... było ich setki, może tysiące. Walczyliśmy z nimi do rana.


    , .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, komary to się zdarzają, ale tyle ciem? masakra!

      Usuń
  29. A ja się denerwuję, kiedy mi ciepło z grzejników ucieka... Nie było tematu :D

    OdpowiedzUsuń
  30. Gdy byłem chłopcem, grupa trzy lata starszych kolegów bawiła się po zmroku puszczając "bączki" z saletry. Oczywiście przyglądałem się temu z rozdziawioną miną. Technicznie, bączek był nabitą w kapsel po wódce mieszanką saletry amonowej, bądź potasowej (w zależności od dostępności) i cukru (najlepiej pudru). Kapsel był zasklepiany swą własną uszczelką i miał przewierconą dziurkę po aluminiowej stronie. Saletra była podpalana przez dziurkę, bączek rzucany. Gwałtownie płonąca saletra dawała wystarczającą siłę nośną, by zmienić bączek w rakietę pozbawioną sterów. Po zmroku takie coś zostawiało za sobą ognisty, syczący ogon i "śmierdziało piekłem". Jedna z nieświadomych sąsiadek wyszła u siebie w domu na balkon, gdy jeden z bączków, zupełnie niechcący, zmienił kierunek lotu i walił prosto w nieszczęsną kobietę, która padła jak rażona gromem. W wyniku zdarzenia doznała zawału. Na szczęście, bączek nie trafił ani w nią, ani nie wleciał do mieszkania, bo ewentualny pożar mógłby uniemożliwić nadejście pomocy na czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Młodzi ludzie miewają szalone pomysły, szkoda, że owymi pomysłami nie idzie wyobraźnia o skutkach takich wyczynów:-(

      Usuń
  31. Apokalipsę wymyśliłaś? A może ona już trwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trwa niestety, tylko nie wszyscy zauważają...

      Usuń
  32. mnie atakują same rzeczy w mojej głowie. sam sobie wymyslam przerozne problemy. a teraz na jesien to juz w ogole. to sie boje tego, to tamtego. wole nie zglebiac sie w tym co moze jeszcze pojsc nie tak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natręctwo myśli tez może być jak plaga, a już na pewno jak horror!

      Usuń
  33. Właśnie uporaliśmy się z inwazją myszy na nasz dom. Dobrały sie do zapasów psiej karmy na pierwszym piętrze i ucztowały w najlepsze. Wyłapaliśmy wszystkie. Na razie.Bo to dopiero poczatek ich ataku na domostwa i spichlerze. A sporo ich łapie się też w budynku gospodarczym, z czego wnosimy, że zima moze być ostra.
    Teraz użeramy sie z atakiem azjatyckich biedronek. Obsiadają nasz dom od południowej strony. Strach drzwi otworzyć bo wlatują na gwałt. Zbieramy je odkurzaczem. Tak jest co roku o tej porze. I trwać będzie póki sie nie ochłodzi albo nie zacznie padać ulewny deszcz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To faktycznie plaga za plagą, a zimy strach się bać...

      Usuń
  34. Wśród sprzętów kuchennych zagościł szybkowar. Nic to innego jak garnek wysokociśnieniowy na parę. Po kilku tygodniach użytkowania jakoś tak się stało, że podczas codziennej eksploatacji najzwyczajniej eksplodował. Ziemniaki znalazły się na suficie. Odłamki metalu walały się po kuchni. Jakby wybuchł granat. Szczęście w nieszczęściu, że nikogo nie było w pomieszczeniu.

    Kolejna eksplozja miała miejsce gdy w przestrzeniach domu zagościła kuchenka mikrofalowa. Ktoś postanowił zagotować w niej jajko. Wyjął z lodówki, włożył do urządzenia, nastawił czas, a tu nagle bum. Dużo wody w rzece musiało upłynąć zanim kupiliśmy nową mikrofalę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam podobne historie i trochę się obawiałam szybkowara, ale gdy dostałam w prezencie szybkowar firmy Zepter, to życie stało się lżejsze. mamy go chyba 20 lat i nic się nie dzieje...

      Usuń
  35. O matko... aż mnie ciarki przeszły brrrrr... U nas czasami szczury pojawiają się na podwórku ale sąsiadów koty chodzą i chyba radza sobiez nini. Koleżanka z pracy też miała szczura, właz jej w rurę wydechową w samochodzie, a u drugiej właz przez podłogę i przedryzl rurę w zmywarce 🙈
    Z samochodami które wjechały w domy też słyszeliśmy u nas na Mazurach.. 🙈

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koleżance szczury tez coś w aucie pogryzły!

      Usuń