Chyba to za sprawą tej deszczowej pogody, jakoś trafiają się niezbyt wesołe tematy. Tym razem, temat jest jednocześnie ciekawy kulturowo. Oglądam cykl programów francuskiego podróżnika, który zwiedza świat pociągami i dociera do najróżniejszych zakątków i ludzi.
Tym razem zwiedzał Litwę i na jednym z cmentarzy spotkał człowieka, który za opłatą opłakuje zmarłych, których nawet nie zna. Jest to usługa, za którą płaci rodzina zmarłego, można to opłacić na kilka lat z góry.
Pan OPŁAKIWACZ, bo tak go nazwałam, wprowadza się jakby w trans żalu, płyną prawdziwe łzy, czasami cicho coś śpiewa, zaciska dłonie, pogrąża się w głębokim smutku.
Czasami opłakuje zmarłych na dwóch lub więcej grobach. Na cmentarzu towarzyszy mu żona, która pomaga po seansie wyjść Opłakiwaczowi z tego żałobnego transu.
Jak to określiła żona bohatera reportażu, mąż był zawsze bardzo wrażliwy, szybko się wzruszał, a zajmuje się zawodowo opłakiwaniem zmarłych od 1986 roku.
Na co dzień jest podobno pogodnym człowiekiem, choć w trakcie filmu trudno to stwierdzić.
Sam cmentarz bardzo skromny, dużo starych nagrobków.
Zdjęcia zrobiłam z ekranu telewizora, stąd kiepska jakość.
Opłakiwanie musi być bardzo wyczerpującym zajęciem, bo pan Opłakiwacz miał tego dnia drugie zlecenie, ale nie potrafił znaleźć grobu, stwierdził, że jest zbyt zmęczony...
Co kraj to obyczaj, a myślałam, z płaczki żałobne już nie istnieją.
Z tego, co wiem, u nas można opłacić opiekę nad grobem, ale opłakiwanie zmarłych za pieniądze?



Niezwykła ciekawostka.
OdpowiedzUsuńO opiekunach grobów słyszałam. Zapewne popyt na tę usługę wynika z tego, że coraz częściej młodsze pokolenie mieszka daleko od rodzinnych stron, wyjeżdżają za granicę, a tu pozostają groby bliskich.
Ale znam panią, która opiekuje się pewnym grobem na parafialnym cmentarzu bez żadnej niczyjej prośby i opłaty. Po porostu zawsze go sprząta na święta, zapala znicze, stawia kwiaty. Nie jest to grób nikogo z jej rodziny. Po prostu tak sobie wzięła do serca, zęby tym grobem się zająć, bo wie, że nikogo z bliskich tej osoby tutaj nie ma.
To szlachetne bardzo, u nas jest tradycja zapalania znicza na jakimś opuszczonym grobie...
UsuńCiekawe, kto będzie opłakiwał pana Opłakiwacza…🤔
OdpowiedzUsuńMoże żona lub następca, ale o takowym nie wspomniano...
Usuńteraz Twój post wisi i mój nowy też wisi...jprd.
OdpowiedzUsuńciekawa historia, że w XXI wieku nadal funkcjonuje zawodowa płaczka.
No też się zdziwiłam! w dodatku facet!
UsuńAle przecież usługi płaczek stare jak świat 😃
OdpowiedzUsuńNo niby tak, ale dziwne to, opłakiwać cudze żale...
UsuńZnając moich bliskich nie sądzę, żeby życzyli sobie opłakiwania. Kochali życie, szukali w nim piękna i radości. Z okazji urodzin śp. pamięci Starszego, które przypadały na czas, gdy mnie na blogach nie było ;) posiedziałam dłużej przy jego grobie i było mi tak dobrze, spokojnie. Wiem, jak fatalnie to brzmi, ale co poradzę, skoro tak jest?
OdpowiedzUsuńAle dlaczego fatalnie, tak powinno być - znaleźć wreszcie spokój, mamy wszak wspomnienia:-)
UsuńMoi chyba tez nie chcieliby takiego opłakiwania, ja także nie!
Zawód stary jak świat. Dobrze, że istnieje, bo byłam na takich pogrzebach, na których nikt nawet łezki nie uronił, a taki, choć za pieniądze popłacze.:) Można takiego wynająć sobie wcześniej jeszcze za życia i niech płacząc udaje, że ktoś za umarłym tęskni.
OdpowiedzUsuńModlą się za pieniądze, płaczą za pieniądze. Pieniądz jest wszechmocny.
M
Od dawna już łzy nie są dla mnie miernikiem miłości czy żalu, nie móc płakać, to dopiero problem!
UsuńNiektórzy płaczą nad sobą, zostali sami i co dalej?
Oplakiwaczy maja tez inni. Tradycja jest dalej podtrzymywana. W Pl pogrzeby Romow tez cos z twgo maja (mialy).
OdpowiedzUsuńLitwa jest interesujacym krajem tez pod innymi wzgledami.
Gdy jestem na cmentarzu i mam juz konewke wody w reku to podlewam inne groby choc nie mam pojecia czyje a kwiatki widac, ze spragnione. Mam jedynie nadzieje, ze nikt nie ma za to pretensji..
U Romów zauważam raczej cos na kształt spotkania towarzyskiego i czuwania przy grobie, z wódeczką, poczęstunkiem, na bogato. A jest ich na naszym terenie sporo. Na cmentarzu, gdzie spoczywają moi rodzice, mnóstwo grobowców romskich.
UsuńNa pewno ktoś doceni to podlewanie, my czasami poprawiamy dekoracje zniszczone przez wiatry. Gorzej, gdy nie wiemy, z jakiego grobu kwiaty czy znicz...
Ciekawostka Góra Krzyży w Meszkucie.
UsuńSłyszałam o tym, też w jakimś programie dokumentalnym wspomniano o tych krzyżach.
UsuńCzytajac cos o prawoslawiu trafilam na ten zwyczaj w Karelii i doczytalam, ze powstalo jakies stowarzyszenie przywracajace ten zwyczaj. Nawet organizuja kursy i maja calkiem duzo uczestnikow. Jednak troche sie zmienia. Slowa sa bardziej wspolczesne a "placzka/placzek" robi to bardziej dla siebie niz dla innych vzy za innych. Ale... organizowane sa przeglady, gdzie w grupie mozna pokazac swoje umiejetnosci plakania.
UsuńRomowie pewno tez sie dostosowywuja do wspolczesnosci, jak wszyscy inni.
Ja spotkałam się z instytucją pogrzebu humanistycznego( świeckiego), gdzie celebrantka organizuje wszystko, z opieką psychologiczną nad rodziną włącznie. Jest muzyka, spersonalizowane przemowy, wszystko, czego klient sobie zażyczy.
UsuńW bliskiej rodzinie skorzystano z takiej oferty (jednak bez psychologicznej opieki ;) i byli zadowoleni.
UsuńU nas takie uslugi prowadzi pastor, ale on ma czas na przygotowanie czesto miesiac lub dluzej i to tez jest bardzo humanistyczne choc w kosciele lub kaplicy. Nie wazne czy bedzie spopielenie czy nie. Sa cieple slowa, pozytywna ocena zycia zmarlego, muzyka koscielna ale moze byc tez swiecka, ladna oprawa, spotkanie po na wspominki be trunkow wyciskajacych lzy. Przez tydzien mozna wejsc na strony internetowe i obejrzec ceremonie, potem znika. Ale to protestanci.
Ja korzystalam z uslug transmisji pogrzebu w realu z kosciola katolickiego. Bardzo cenne dla tych co daleko (3 dni to malo na wyprawe na pogrzeb). Przed ekranem tez mozna poplakac w spokoju i ciszy.
Niecodzienne, ale ciekawe i dla wielu osób przydatne, bo jak mówisz, każdy ma inne potrzeby i inne możliwości, a uroczystość przestaje być bezosobowa i byle jaka.
UsuńCiekawe. Również nie sądziłam, że taka funkcja nadal istnieje, i to w Europie, tak blisko. I że to jest jedna osoba, a nie grupa.
OdpowiedzUsuńA cmentarz bardzo mi się podoba, lubię takie stare i zarośnięte. Na cmentarzu, gdzie leżą dziadkowie, ostatnio zrobiono pustynię i co prawda nie lecą liście, ale albo wieje, albo jest jedna wielka patelnia... Na cmentarzu komunalnym tuż obok (gdzie też są katolickie pogrzeby i to tam stoi kaplica, ale babcia wybierając miejsce na grób dziadka chciała ten pierwszy...) już jest inaczej.
Tak, zmieniają się cmentarze, miejsc brak, u nas także wycięto drzewa i krzewy, wszędzie nowe groby...a latem zero cienia, wszystko wypala słońce.
UsuńDziwne i tak naprawdę nie wiadomo w jakim celu zatrudniają opłakiwacza?w innych kulturach ludzie wierzą ze po śmierci rodzimy się w nowej rodzinie jako małe dziecko i chyba to jest najbardziej optymistyczne i w to staram się wierzyć...
OdpowiedzUsuńJakaś forma reinkarnacji...w każdym razie lepiej odrodzić się w jakimś dziecku, niż w postaci robala czy szczura ;-)
Usuńa tak naprawdę przydał by się eliksir długowieczności,bo wszyscy boimy się,co nas czeka potem ..
OdpowiedzUsuńI tak żyjemy coraz dłużej, a w pewnym momencie starzy ludzie chcą już odejść...
UsuńTo mnie zaskoczyłaś, ja pamiętam z lat młodzieńczych że przychodziły (na życzenie takie ala płaczki), modliły się, płakały, nad ciotką się użalały że taki młody i musi odejść z tego świata bo to zmarł moj kuzyn.Jotko,taki nerw mnie tam wziął że myślałam że te kobiety za szmaty wezmę i wywalę,dobrze że tylko w tej dzielnicy tak było,pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńOch, to musiało być okropne, uciekłabym na pewno!
Usuńja bym się nadawała, potrafię płakać niepohamowanie, łzy mi się leją strumieniami
OdpowiedzUsuńWypłakałabyś wszystkie siły i emocje... brr!
UsuńNigdy nie spotkałam się z zawodową płaczką, tylko w filmach czy ksiażkach.
OdpowiedzUsuńNo ja także nie!
UsuńJest popyt, jest podaż, i tyle. :)
OdpowiedzUsuńNo jasne, ale i tak to dziwne...
UsuńOj, są na świecie dużo dziwniejsze zwyczaje pogrzebowe. ;)
UsuńZ pewnością, zwłaszcza dla Europejczyka:-)
UsuńNiecodzienna profesja i osobliwy sposób zarabiania na życie. Ja nie skorzystałabym z takiej usługi, bo łzy nie są dla mnie oznaką rozpaczy, ani żalu. Liczy się to, co w sercu. Ale- jak napisała Lou- jest popyt, jest podaż. Ot, prawo rynku.
OdpowiedzUsuńA mnie ciekawi czy jest takich opłakiwaczy więcej? czy nowi się szkolą?
UsuńCiekawe:-) A może to jest pomysł na biznes? Taka szkoła kształcąca i agencja 'wypożyczająca' zawodowych opłakiwaczy;-)
UsuńTak jak napisałam wyżej, można u nas skorzystać z pogrzebu humanistycznego i opieki celebrantki, dla mnie to super idea.
UsuńNo cóż....żadna praca nie hańbi. A na pogrzebach to bywa różnie - raz byłam na takim, na którym większość obecnych z trudem powstrzymywała się od.....głośnego śmiechu.
OdpowiedzUsuńReakcje bywają rozmaite, może nie pogrzebie, ale i na stypach bywa wesoło...
UsuńTrochę jak kupowanie życia wiecznego za pieniądze. Czyli tzw msze gregorianskie. To jest bardzo drogie...
OdpowiedzUsuńPodobno teraz wszystko można kupić, nawet wirtualny udział w pielgrzymce, czy rozgrzeszenie.
UsuńO takich ludziach nie słyszałam. O klakach czy klaskaczach to i owszem.
OdpowiedzUsuńNo ja tez nie, całe życie się człowiek uczy...
UsuńNie miałam pojęcia, że w obecnych czasach jeszcze są tacy ludzie. Ale skoro taki zawód istnieje, to znaczy, że faktycznie jest na to jakiś popyt :)
OdpowiedzUsuńO dbaniu o groby to osobiście słyszałam, niektóre firmy pogrzebowe oferują takie usługi, przydatne zwłaszcza dla tych, co mają groby bliskich porozsiewane w różnych miejscach, często daleko od siebie. Czyszczą, dbają i wysyłają nawet rodzinie zdjęcie...
Otóż to, nie każdy ma możliwość jeżdżenia na groby, a chciałby zapalić znicz czy położyć kwiaty, są tez przecież kwiaciarnie wysyłkowe.
UsuńHe, he, he... czego to ludzie nie zrobią dla pieniędzy?
OdpowiedzUsuńJa bym tam nie chciała tak zarabiać...
UsuńFajna praca! Ale ja bym nie dał rady! Nawet na pogrzebach najbliższych w ogóle nie płaczę.
OdpowiedzUsuńMożna udawać lub zawodzić, coś w tym stylu...
UsuńMozna mnie wynająć, płaczę w zasadzie na zawolanie, taka uroda mojej menopauzy :P
OdpowiedzUsuńMenopauza ma tyle obliczy, że nie ma chyba dwóch podobnych przypadków!
UsuńWzruszam się ale nie narzekam :P całe życie nie potrafiłam uronić nawet łzy, to teraz nadrabiam :)
UsuńTo też jakaś koncepcja:-)
UsuńNie słyszałam o tego rodzaju pracy. Sama nie umiem płakać na zawołanie...
OdpowiedzUsuńPodobno można to wytrenować ;-)
UsuńCóż, skoro codziennie wypłacze się za wszystkie czasy, to mu wszystkie "humory" z łzami wypłyną - i potem może być szczęśliwy i pogodny.
OdpowiedzUsuńMoże to sposób na pogodne usposobienie?
UsuńPomysł na dorabianie... ja bym niby mogła, bo mam oczy na mokrym miejscu - ale musiałabym potem założyć kapelusz z bardzo gęstą woalką 🤣
OdpowiedzUsuńStrój chyba dowolny ;-)
UsuńWitaj, Jotko.
OdpowiedzUsuńCóż... zawód opłakiwacza/płaczki jest przynajmniej tak stary jak Biblia:)
Pozdrawiam:)
Aż trudno uwierzyć, że nadal istnieje...
UsuńCzego to ludzie nie wymyślą..
OdpowiedzUsuńHmmm... co kraj, to obyczaj i potrzeby niepowtarzalne...
OdpowiedzUsuń