Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 sierpnia 2026

Na karuzeli...

 

Takie niespodzianki uwielbiam! Wracamy z wycieczki, a tu przesyłka w skrzynce. Poznaję pismo nadawcy i jeszcze na schodach rozrywam kopertę.

Jest! nowy tomik wierszy Kasi Kadyjewskiej, pięknie wydany, choć radosne kobiety na okładce nie kojarzą mi się z wariatkami, raczej z dobrymi wróżkami!

Wpisałam w etykietach bloga słowo recenzja, ale nie mam uprawnień, więc to raczej subiektywne wrażenia po lekturze.
Zresztą nigdy nie lubiłam rozbierania poezji na czynniki pierwsze, wiersz albo do nas przemawia, albo milczy , a może to my nie słyszymy...

 Intymne strofy, często miniatury, bo nie potrzeba wielu słów, by ująć w wersy sedno.
 Jest w nich tyleż samo osobistych refleksji autorki, co bardziej uniwersalnych myśli, jakie każdej wrażliwej duszy  są bliskie, a przynajmniej przychodzą czasami w dolnych stanach codziennych nastrojów. Za zgodą poetki pozwalam sobie zamieścić dwa wiersze, które są mi najbardziej bliskie.

Gdybym miała oceniać całość tego tomiku, napisałabym , że gdyby wszystkie osoby cierpiące na depresję umiały swoje uczucia przekazać za pomocą podobnych wierszy, o ile lepiej moglibyśmy je zrozumieć i próbować wczuć się w emocje, jakie wkradają się do umęczonej duszy! 

Wariatka jest aniołem

zbyt lekkim
by utonąć

zbyt ciężkim
by odfrunąć

zbyt wrażliwym
by życ

zbyt młodym
by umrzeć

zbyt upadłym
by zmartwychwstać


Wariatka jest kobietą

wariatka urodziła się kobietą
czuje się kobietą
jest kobietą ale nie wie
czy na pewno

nikt nie daje jej kwiatów
nie prawi komplementów
nie umawia sie na randki
więc

myśli że jest coś 
o czym nie wie
że świat jest inny niż ten
który zna
że prawdziwe życie
wygląda inaczej niż jej
lecz nie pojmuje
co robi źle

taki Forrest Gump w spódnicy
a może i to nie
bo przeważnie chodzi w spodniach

Dziękuję autorce za kolejny tomik, jestem dumną posiadaczką trzech!
Czytam i przymierzam spotykane refleksje do swoich emocji, a nic tak nie porządkuje uczuć i myśli jak dobra poezja!



sobota, 18 lipca 2026

Zapiski codzienności cz.41

 Pisałam o książkach zakupionych na Festiwalu Pisarzy Niezależnych. Jedna już przeczytana. Powiem krótko - fabuła dość ciekawa, choć pomysł nienowy. Zabrakło tego czegoś, ale najbardziej przeszkadzały błędy,  i to nie tylko literówki, dziwny spis treści i ciągłe powtórki, jak dla czytelników z zanikiem pamięci krótkotrwałej. Dialogi też nie były idealne, mówiąc delikatnie... 

Gdyby to był debiut, to jeszcze, ale z kolejnymi książkami powinien pisarz się rozwijać, prawda?


Na spacerze po parku odkryłam nową ławeczkę ku pamięci. Tym razem upamiętniono panią Marię Patyk, krzewicielkę sztuki ludowej Kujaw. Dane mi było poznać Ją osobiście. Koleżanka prowadziła klasę o profilu regionalnym i pani Patyk zawitała kiedyś do szkoły, by nauczyć dzieci sztuki wycinanki ludowej. Przemiła pani z wielkimi umiejętnościami.


Inna Maria, to Maryla Rodowicz. Znajoma przysłała mi zdjęcie z koncertu, na którym była. Pani Maryla jak zwykle dała czadu i co by nie powiedzieć o piosenkarce, to podziwiam energię, głos i zdrowie , a najmłodsza już nie jest!


Znowu w Toruniu miła niespodzianka, czytające postaci w oknach jednego z hoteli na Starówce.


Jak miło pić kawę i jeść ciacho w towarzystwie sympatycznych wróbelków. Całe ich stadko upodobało sobie taras wśród kwiatów i drzewek ozdobnych, wypatrując czujnie każdej okazji do zjedzenia choćby okruszka...


Przed sklepem z piernikami taka sympatyczna tablica ostrzegawcza, typowa dla Torunia, w starym stylu i dowcipna:-)


W okresie turystycznym czyli od maja do października, można zwiedzić nad Wisłą bunkier z dawnych czasów. Dodatkową atrakcją jest doświadczenie symulacji nalotu bombowego.
Mąż skorzystał, ja podziękowałam. Miałam taką okazję w Szymbarku i na powtórkę nie miałam ochoty.
Okropne doświadczenie...


Gęsi nad naszym stawem osiedlowym coraz większe, czasami ćwiczą obloty nad wodą i blokami, niebawem pewnie polecą na inne miejsca, oby za rok wróciły...


Na obiad racuchy drożdżowe z jabłkami, najlepsze robi mój mąż, zjadamy z serkiem owocowym lub z dżemem. 


A co u Was latem na obiady? U nas bywały pierogi z jagodami, zupa z wiśni z makaronem, młode ziemniaki z koprem i jajkiem, makaron z truskawkami i śmietaną...

piątek, 15 listopada 2024

Magiczne stoliki


Wyobraźcie sobie kawiarenkę z niecodziennym klimatem, gdzie wita was barman - magik, który oprócz drinków serwuje gościom sztuczki magiczne i gdzie każdy przybył w określonym celu, by usiąść przy wybranym stoliku.

Każdy stolik także jest magiczny:

1. przy pierwszym będziesz mógł czytać w myślach swojego rozmówcy.

2. drugi stolik jest miejscem powrotów do przeszłości, ale wracają tylko dobre wspomnienia.

3. przy trzecim stoliku - nadziei, zrobisz przegląd wszystkich sytuacji najgorszych w życiu, które jednak  obróciły się na dobre, przyniosły nadzieję i otuchę.
"szczęście mogą w pełni odczuwać tylko ci, którzy przeżyli wielkie wzloty i upadki [...] , ci, którzy taplają się w letnich emocjach, nigdy nie poznają istoty życia. To nauka płynąca ze studni: czasami trzeba sięgnąć dna, by pojąc czym jest raj..."

4. stolik zamieniający ludzi w poetów, a jeśli jesteś poetą, doskonalisz się w pisaniu haiku, na przykład o miłości: "pióro w prawej, serce po lewej, a ty wszędzie!"

5. stolik wybaczania samemu sobie - każdy ma za sobą jakieś złe decyzje, niefortunne słowa, ale nie można żyć przeszłością, kiedyś trzeba ruszyć dalej!

"życie można zrozumieć patrząc w przeszłość, ale żyć można wyłącznie patrząc w przyszłość"

6. stolik pożegnań - siadasz przy nim na ostatnie spotkanie z kimś, kogo więcej nie zobaczysz...

A wszystkie te magiczne przeżycia, refleksje i cytaty znalazłam w książce, której okładka poniżej.


To taka pozycja, którą zaliczam do balsamów dla duszy, czyta się sympatycznie, ja zawsze robię jakieś notatki, powracam do pewnych fragmentów - refleksyjnie i optymistycznie.
Czasami po prostu takiej lektury mi trzeba.

Czy któryś stolik zainteresował Was bardziej, a może zabrakło jednak tego najwłaściwszego, który pomógłby w poszukiwaniu sensu wszystkiego?

Ja dodałabym jeszcze stolik mądrych opowieści...

piątek, 21 czerwca 2024

Po prostu iść...

 

Nie jest to książka dla każdego...wiele osób powie nawet, że mało się tam dzieje, że bohater bywa irytujący.
Mamy tu motyw drogi, wędrówki, rozmyślań w marszu, rozrachunku z własnym życiem, ale ja lubię takie lektury i dobrze się to czyta.

Nie wszyscy tolerują streszczanie treści lektury, więc tego nie zrobię, nie zamierzam też oceniać czy polecać, bo każdy lubi co innego. Są okresy, gdy czytamy poważne i ciężkie tomiska, są i takie, gdy sięgamy po lekturę głównie dla rozrywki. Ta książka plasuje się gdzieś pomiędzy.

Co mnie urzekło w tej książce? Bohater i zakończenie! 
Ilu z nas miałoby tyle odwagi i samozaparcia, by ruszyć w drogę, przez całą Wielką Brytanię na własnych nogach? Bez planu, a pod wpływem impulsu, wyjść z domu na chwilę i iść...ale to nie ucieczka, raczej podjęcie wyzwania.

Kilka osób pewnie podjęłoby takie ryzyko, ale pamiętajcie, że można mieć  tylko ubranie, buty i kartę do płacenia w sklepie. Bez telefonu, bez plecaka, bez parasola i czapki... gdy kończą się pieniądze, śpisz gdzie popadnie, liczysz na dobroć napotkanych ludzi, zaczynasz wyglądać podejrzanie, śmierdzisz.

Mierzysz się z własnymi słabościami, ranami na stopach, głodem, wspomnieniami, ale masz cel i ten cel nie pozwala ci zawrócić, ani szukać drogi na skróty. 

Bohater przeżywa kilka przełomów, poznaje różnych ludzi, wędruje prawie 90 dni, jego wyczyn staje się sławny, na odległość ma wsparcie żony, która nie od początku wierzyła w sens i powodzenie wyprawy.

W związku dwojga starszych ludzi, gdzie wszystko jakby się wypaliło, podjęta wędrówka staje się zaczynem nowego uczucia, odkrywaniem bliskiej osoby na nowo, rodzi się zapomniana tęsknota i duma. 

Ludzie podejmują podobne wyzwania z różnych pobudek i w różnych okresach życia. Nie wiem czy odważyłabym się na podobne samotne wędrowanie, ale może warto czasami podjąć jakiekolwiek ryzyko, zaufać sobie i odkryć swoje prawdziwe JA , bez odgrywania narzuconych ról i powinności.
Tylko my i droga przed nami...

To taki wpis na początek wakacji, bo choć nie wszyscy zaczynają urlop, to przyznacie, że klimat wakacyjny czują niemal wszyscy!



niedziela, 15 października 2023

Wynotowane...

 

Wspominałam już, że lubię zaznaczać w książce lub wynotowywać ciekawe fragmenty lektur, złote myśli, przypowieści, ciekawostki.

Każda z nich może być inspiracją do wpisu blogowego, refleksji o życiu czy dyskusji przy kawie.

Dziś kilka wybranych fragmentów i ciekawostek z książki, której okładkę zamieszczam poniżej.

Zainteresowała mnie nietypowa fabuła i kontekst społeczno-historyczny oraz jedno zdanie na okładce: Piękna opowieść o miłości i tożsamości, w ciekawy sposób przedstawiająca mało znaną historię żydowskich imigrantów w Ameryce Południowej. 

1. Przypowiastka rebego Zussia: rebe chciał w młodości naprawiać świat, ale odkrył, że jest on tak wielki i złożony, że ograniczył się do naprawienia własnego kraju. Ten jednak też okazał się wielki i złożony, więc rebe postanowił naprawić swoje miasto. gdy dojrzał, zaczął walczyć o naprawę rodziny, a na łożu śmierci wyznał przyjacielowi, iż ma nadzieję, że naprawił choć samego siebie...

2. Dobry uczynek: pewien elegancki mężczyzna poprosił szewca o naprawę walizki, ale zapytał czy może zapłacić w naturze i oddał rzemieślnikowi cenny rodzinny przedmiot, pamiątkę po teściowej. Szewc miał wyrzuty, że pozbawił klienta takiej pamiątki i postanowił ją oddać, ale zastał w domu żonę klienta. Gdy ta rozpoznała ów przedmiot, poleciała z awanturą do sąsiadki, że ta uwiodła jej męża...

3. Agunot - liczba mnoga od słowa AGUNA, czyli kobieta spętana. Zgodnie z prawem żydowskim małżeństwo ustaje wraz ze śmiercią jednego z małżonków lub przez rozwód udzielony przez mężczyznę. Kobieta staje się aguna, gdy porzuci ją mężczyzna, gdy zostanie uznany za zaginionego lub odmówi udzielenia rozwodu. takie kobiety, jeśli ponownie wyjdą za mąż uznawane są za cudzołożnice.

4. Geniza - miejsca , zwykle w piwnicach świątyń, gdzie pozostawiano zniszczone książki, skazane na zapomnienie. Czasem wystarczyła jedna wymazana litera, podarta strona, jeden błąd - ale nie można było ich spalić albo wyrzucić , bo zawierały imię Boga. Tradycja nakazywała je zakopać...

5. Mówi się, że na dnie rozpaczy mieszka ulga, bo tam niczego się już nie oczekuje, a wszystko jest wystarczające. Pszenica nie zapowiada chleba, winogrona nie obiecują wina, a brzask nie zwiastuje słońca. Żadnego niepokoju czy wróżby. tam życie nie jest ani przededniem ani rozwiązaniem.

6. Racjonalność - zawsze żyłem w zgodzie z logiką i wolę mieć przekonania, niż wierzyć. Choć logika czasem przeraża, ciągle jest wielką przyjaciółką. Lepiej jest płacić za wiedzę, niż łudzić się za darmo. Człowiek, który wierzy w to, co mu odpowiada, ma skłonność do niewiary w to, co mu nie odpowiada, a nie ma nic bardziej niebezpiecznego, niż uczynić z osobistej korzyści czynnik przekonania.

7. Perfumy ciotki Sabiny - ciotka Sabina chowała na wyjątkowy dzień flakon perfum. strzegła go jak oka w głowie, nikomu nie pozwalała się do niego zbliżyć, bo może się stłuc. Posiwiała, perfumy się starzały, a ona czekała. Gdy razu pewnego dziecko stłukło flakon, ciotka nie umarła z żalu, ale wręcz przeciwnie, posprzątała w swojej sypialni i stwierdziła, że teraz znowu czuje się wolna, bo lepiej żyć bez marzeń, niż marząc nie żyć naprawdę!

8. Człowiek nie uczy się być nieszczęśliwy z dnia na dzień. Ambitni niemal zawsze wymykają się, rzucają wyzwanie, nie godzą się z tym , w co stopniowo są zmieniani. Pewnego dnia są już tak wmieszani w okoliczności, że staja się ich częścią. Wtedy, zamiast je odrzucić, odrzucają podszepty romantycznych snów albo nieograniczonych ambicji, które mogłyby zdestabilizować ich świat. Jedni nazywają to konformizmem, inni dojrzałością.

9. Przypowieść o diabłach. Diabełek poprosił tatę, by ten nauczył go jak się wyrządza zło. Stary diabeł kazał mu zacząć od rzeczy prostych, na trudniejsze przyjdzie czas. Te proste, to nie pozwalać ludziom, by spełnili swoje marzenia. Gdy młody diabeł dojrzał, ojciec podpowiedział, by spróbował straszniejszych rzeczy, czyli teraz pomagał ludziom spełnić ich marzenia...

10. Dlaczego Żydzi kładą kamienie na grobach zmarłych - jedna z wersji mówi, że lud wybrany żył na pustyni i zmarłych grzebano w dołach, które narażone były na wiatr, burze piaskowe, dzikie zwierzęta. Aby chronić zmarłych i oznaczyć ich groby, kładziono na mogiłach kamienie. Każdy kto przechodził, mógł dołożyć swój kamień ku pamięci.



poniedziałek, 29 maja 2023

Dwa spojrzenia

 

Lubię lektury, które dostarczają nie tylko wrażeń estetycznych, ale poruszają interesujące tematy, zmuszają do refleksji, a nawet dyskusji.

W jednej z takich książek* znalazłam ciekawe spojrzenie na aktualne sprawy tego świata, a w zasadzie dwa spojrzenia przedstawicieli różnych  pokoleń - starszego pana przy końcu życia i młodej kobiety, która mogłaby być jego wnuczką.

Wypowiedzi wydadzą się Wam zapewne znajome, ale uprzedzam, że nie dotyczą Polski, więc może nasze cechy narodowe nie są tylko naszymi?

Spojrzenie starszego pana:

M. martwił się o swój kraj. Coś psuło się gdzieś w głębi, następował powolny rozkład, zatracała się różnica między dobrem, a złem.

Zupełnie jakby setki cynicznych szczurów podgryzały każde włókno, cierpliwie rok po roku, aż wszystko zaczęło się rozłazić i zmieniać w kadź pełną szarej mazi wymieszanej z nienawiścią do samych siebie.

Opary owej mikstury zaczęły wydobywać się ze szkolnych klas, z ust prezenterów wiadomości, z ekranów kin i telewizorów i zaczynały powoli zmieniać sposób patrzenia na własny naród, aż doszło do tego, że duma z własnego kraju stała się czymś groteskowym, patriotyzm głupotą, a sugestia, że ludzie powinni myśleć o sobie, uważana była za przejaw braku wrażliwości.

Historię zmieniano z godziny na godzinę, bohaterów wykorzystywano do uzasadnienia politycznych decyzji. M. czuł, że żyje w państwie, w którym jedni mają wolność słowa, a inni nie.

(...) obecnie kraj wolności oznaczał co innego. Każde pokolenie było słabszą wersją swoich poprzedników, tak że szybko stawali się narodem narzekającym i domagającym się łatwego życia - wręcz tego oczekującym (...) teraz już nawet młodzi nie wyprowadzają się od rodziców, miał wrażenie, że wszystko schodzi na psy!

Spojrzenie młodego pokolenia:

Och, teraz dzieje się tyle wspaniałych rzeczy. Codziennie odkrywane są nowe leki, ludzie są coraz bardziej tolerancyjni i otwarci na innych: na inne rasy, religie, style życia. 

Życie jest dziś łatwiejsze, kobiety mogą zrobić wszystko, co chcą, a do tego Internet! (...) Wierzcie mi, uważam, że dorastałam w najlepszych czasach!

Mam nieodparte wrażenie, że spojrzenie starszego pana pasuje do naszych realiów i moich odczuć, co nie znaczy, że nie doceniam zmian, jakie nastąpiły, ale boję się tych, które nadchodzą...

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

*  Flagg F. - Całe miasto o tym mówi, Kraków, Wydawnictwo Literackie, 2018

wtorek, 1 listopada 2022

Pupoświecenie :-)

 Tytuł zabawny, ale taki ma jeden z rozdziałów w książce, która wpadła mi w ręce. Książka niby dla młodego czytelnika, a sama chętnie przeczytałam i wiele się dowiedziałam nowego.

Pupy, ogonki i kuperki napisał przesympatycznie Mikołaj Golachowski, doktor nauk przyrodniczych, polarnik i podróżnik, przy współpracy Marii Bulikowskiej.

W krótkim wstępie autor pisze:

"Są na świecie pupy, o których nie śniło się filozofom! Bo któż mógłby wymyślić pancerny tyłek australijskiego wombata? .... Jeśli dodamy do tego jeszcze fantazyjne ogony, to okaże sie, że przyroda w pupach zwierzątek ukryła wiele fascynujących zjawisk i tajemnic!"

Poznajemy więc w tej książeczce niektóre zwierzęta od pupy strony. A swoją drogą mówimy: delikatny jak pupa niemowlaka; świecić goła pupą; ładna pupa to nie wszystko; zbić pupę na zgniłe jabłko; odwrócić się do kogoś pupą...


Pupa pawianów zadziwia swoim kolorem. Jest jaskrawo czerwona i służy do porozumiewania się. Gdy samicy podoba się jakiś samiec, jej pupa puchnie i nabiera jaskrawości. Wielka purpurowa pupa jest więc jak walentynka, nawet ma kształt niemal serca. Natomiast samce odwracają się pupą do przeciwnika, któremu chcą się poddać w walce.


Sarny mają na pupie tzw. biały talerz. Biała plama pojawia się jako informacja dla innych saren i dla ewentualnego wroga, jest latarnia zapalona prosto w oczy. Gdy do kompletu sarna podskakuje, to znak dla napastnika, że jest widziany , a sarny nie warto gonić, bo jest czujna i gotowa do ucieczki.


Hipopotam ma w zadku wiatraczek. Jego ogonek kreci się szybko jak śmigło helikoptera, ale nie służy do chłodzenia, a raczej do rozrzucania odchodów na wiele metrów dookoła. To zaznaczenie terenu i alarm dla rywali - trzymaj się z daleka! 

(grafika Pixabay)

Osy mają w pupach zabójczą broń, zresztą nawet ich ubarwienie o tym ostrzega. jad osy dla człowieka nie bywa śmiertelny, chyba że w dużej ilości, za to dla małych zwierząt owszem. Jesienią osy zmieniają dietę i spotkać je możemy w pobliżu soku, dżemu i ciast, uważać więc trzeba, by owada nie połknąć.

(grafika Pixabay)

Pająki mają  trzęsący się zadek, bo gdy poszukują partnerki i chcą na niej zrobić wrażenie biegają szybko i trzęsą pupą, a pupa pająka bywa strojna w jaskrawe klapki, które potrafią unieść się jak żagiel, jakby zalotnik machał chorągiewką.

(grafika CC BY-SA 2.0 DE  via Wikimedia Commons)

Owady zwane świetlikami mają w odwłokach latarnie, które są małymi fabrykami chemicznymi. Są lepsze od żarówek, bo nigdy się nie nagrzewają, więc nie marnują energii na ciepło.
Wyobraźcie sobie las pełen świetlików w ciemności, bajeczny widok!

Mam nadzieję, że zaciekawiłam Was choć trochę, a jeśli znacie inne podobne ciekawostki, napiszcie w komentarzach:-)




czwartek, 13 października 2022

Co Ty wiesz o Laponii?

 

Bardzo lubię książki, które obok warstwy fabularnej niosą sporą dawkę konkretnej wiedzy, w tym wypadku o Laponii i jej dawnych mieszkańcach.

Nie będę streszczać treści, bo sama nie lubię, gdy ktoś mi opowiada szczegóły lektury. 

Książka ta, to Ostatni Lapończyk Oliviera Truca  - wydana w Czarnej Serii jako thriller, choć tak bym jej nie klasyfikowała, ale ma zaskakujące zakończenie, a to także duży plus.

Tematyka raczej nietypowa, o co w zalewie popularnej literatury trudno. W czasie czytania warto popijać gorące napoje, bo bohaterowie książki działają w temperaturach od minus 20 do minus 40 stopni i panuje noc polarna. Bywają dni, kiedy słońce pojawia się zaledwie na dwie godziny na dobę, a bez sań i skuterów na płozach nie dostanie się człowiek nigdzie poza miasta i wioski.

Z czym najczęściej kojarzymy Laponię? Oczywiście z reniferami, Mikołajem od prezentów i zorzami polarnymi. Nawet nie wiedziałam, że nazwa Lapończyk używana jest niechętnie przez rdzennych mieszkańców Laponii, którzy nazywają siebie Saamami, gdyż w językach skandynawskich słowo lapp ma wydźwięk negatywny (szmata lub łata).

Laponia jest krainą poza kołem podbiegunowym , której granice zahaczają o terytoria Szwecji, Norwegii, Finlandii i Rosji, a w czasach, gdy nie obowiązywały ścisłe granice, hodowcy reniferów nie mieli problemów i mogli wypasać swoje stada dowolnie, byle nie wchodzili sobie nawzajem w drogę. Współcześnie, wielu hodowców zlikwidowało stada, gdyż płacili wysokie mandaty za przekroczenie granic państw skandynawskich przez renifery. Konflikty między hodowcami i nielegalne wypasy spowodowały powstanie tzw. policji reniferów.

Kultura ludów Laponii rozwijała się bez przeszkód do czasu, gdy wkroczyły na te tereny - chrześcijaństwo, poszukiwacze surowców oraz władza państw skandynawskich.
Mieli swoje wierzenia, szamanów, kultywowali tradycyjne metody hodowli reniferów, czcili matke naturę, potrafili przetrwać w najtrudniejszych warunkach.

Naród Lapończyków poddany został podobnej eksterminacji, jak Indianie Ameryki Północnej lub Aborygeni w Australii. 
Zwalczano ich wierzenia, palono szamańskie bębny, rozpijano i wykorzystywano do niewolniczej pracy w kopalniach uranu. Saamskie dzieci, które trafiały do skandynawskich szkół i sierocińców bito, jeśli używały języka dawnego zamiast skandynawskiego.

Wiele wytworów kultury saamskiej oglądać można jedynie w muzeach lub zbiorach prywatnych, nie licząc współczesnych podróbek saamskiej sztuki ludowej, produkowanych na potrzeby przemysłu turystycznego.

W kopalniach uranu Saamowie umierali nie tylko od niewolniczej pracy, ale także na skutek wdychania gazu radonu, który powodował raka płuc. Górnicy umierali masowo, właściciele kopalń więzili i bili Lapończyków, którzy nie chcieli pracować pod ziemią. Rudę uranu przewożono transportem z użyciem siły reniferów, które także padały, a  zwierzęta te były źródłem utrzymania Saamów. Tak znikały całe wioski...

Czytając książkę Ostatni Lapończyk odkrywamy jeszcze jeden aspekt fabuły, bardzo uniwersalny i smutny zarazem - dla zysków i sławy, dla swoich racji i swojej religii człowiek posunie się do każdego świństwa, dla osobistej korzyści poświęci  nawet planetę, na której mieszka, a życie ludzkie nie ma dla niektórych żadnej wartości...


Zaznaczony ciemnym kolorem na mapie obszar Laponii.
Grafika: CC BY-SA 3.0  via Wikimedia Commons)


czwartek, 20 stycznia 2022

Okiem nastolatka...

 

Lubię czasami poczytać w przerwie śniadaniowej, to wiecie.

Tym razem książka napisana z humorem, z punktu widzenia nastolatka, który obserwuje środowisko szkolne i swoich rodziców, a przemyślenia i uwagi, które zapisuje są świetną okazją dla nas dorosłych, do spojrzenia na świat nastolatków.

Gdy pracuje się z dziećmi i młodzieżą, dobrze wiedzieć, co wróg zamyśla - taki żarcik oczywiście. 

Jeśli czytaliście kiedyś "Sekretny dziennik Adriana Mole'a" i odpowiada Wam ten rodzaj humoru, to i ta pozycja przypadnie Wam do gustu.

Dobrze czasem spojrzeć na siebie oczami nastolatka, bo szybko zapominamy, jacy byliśmy w podobnym wieku.

Oto niektóre z zakreślonych przeze mnie fragmentów:

* każdy dzień w mojej szkole trwa 3 wieki
* szkoła nie ma absolutnie nic wspólnego z moją karierą, bo chcę zostać komikiem
* na lekcji moja noga poszła spać i chętnie bym do niej dołączył
* mam tylko jedną wielką ambicję - gdy skończę 20 lat, chciałbym myć sałatę w restauracji hotelowej 
* od zajęć na kółku francuskiego, wolałbym spaghetti z dżdżownic
* poszedłem spać kompletnie wyczerpany - długotrwałe bycie miłym dla rodziców to naprawdę bardzo wyczerpujące zajęcie!
* puste miejsce po telewizorze w moim pokoju wyglądało, jak świeżo wykopany grób
* mój pokój zamienia się w obóz pracy - tato , zmuszając mnie do robienia dodatkowych  zadań łamie wszelkie prawa nieletnich
* jaka jest różnica między brokułami a glutami? dzieci nie jedzą brokułów!
* dbaj o czystość Ziemi - siedź w łóżku!
* moi rodzice ciągle coś do mnie mówią i próbują mi wcisnąć coś edukacyjnego, cierpię na przeciążenie rodzicami!
* nie pytamy więźnia jak mu minął dzień, a rodzice chcą znać każdy szczegół mojego szkolnego życia.
* jest takie japońskie powiedzenie - "Problem, to tak naprawdę góra pełna skarbów"





sobota, 6 listopada 2021

Wywiad z autorką

 

Mam przyjemność zaprezentować Wam nowa książkę Gabrysi Kotas,  znanej wielu czytelnikom z blogów Pogodna Dojrzałość oraz Z głosu serca.

Nowa książka to "Uśpione niebo",  w której to autorka opowiada historię kobiety po jej związku z księdzem. Po 15 latach życia z kochankiem w sutannie bohaterka zostaje porzucona dla kariery, musi wiec zaczynać wszystko od nowa...

Więcej nie zdradzę, bo sama nie lubię, gdy ktoś opowie mi całość w najmniejszym detalu.

Dziś, zamiast recenzji proponuję rozmowę z autorką książki. Gabrysię poznałam dzięki blogowaniu, nasza znajomość przeniosła się do realu i dziś cenię sobie bardzo nasze rozmowy pozablogowe, a nade wszystko PRZYJAŹŃ, którą nas z mężem obdarzono i staramy się ją odwzajemnić.
Tym cenniejsza jest dedykacja w autorskim egzemplarzu powieści.

Wywiad z Gabrielą Kotas

1. Przede wszystkim gratulacje z okazji udanej premiery, która to już

publikacja?


Dziękuję bardzo za gratulacje. „Uśpione niebo”, to  już moja ósma książka, jednak jest ona pierwszą moją samodzielną powieścią. 

Do tej pory były tomiki zawierające moje wiersze, książki dla dzieci i książka stworzona z historii życia ośmiu kobiet. ( Bez) ludna wyspa, w której miałam przyjemność gościć także i Ciebie, Asiu. 


2. Wiem, że tym razem ze szczególną tremą czekałaś na gotowe dzieło

od wydawcy, skąd ta trema?


Nie do końca nazwałabym to tremą, to raczej ciekawość. Ciekawość tego, co poczuję kiedy będę trzymała w rękach swoją powieść i ciekawość tego, co poczują czytelnicy, kiedy ją już przeczytają. 

Może trochę było w tym tremy , bo to jednak, mimo wszystko - mój „debiut”


3. Czy trudno było zdobyć sponsorów i jak to się robi?


Od tego trzeba zacząć, że porzuciłam już marzenia o tym, iż kiedyś moją książkę wyda jakieś popularne wydawnictwo, które zrobi to nie żądając zapłaty. 

Po pierwsze, jest to potwornie długi czas oczekiwania ( Gdy dostałam odpowiedź dotyczącą jednej z książek, ja miałam już wydane 3 kolejne) 

Po drugie - nastała moda na wydawanie książek , których „ autorami” są celebryci, bo ich nazwiska głośno krzyczą z księgarskich półek. Zatem zysk gwarantowany. 

Miałam zamiar poradzić sobie - jak zwykle - sama, lecz zbyt bliska odległość czasowa od wydania

 ( Bez) ludnej wyspy, sprawiła, że koszt jej wydania jeszcze  mi się nie zwrócił i stąd ta decyzja.  

W pewnej grupie na FB, w której zebrane są kobiety biznesu, przedstawiłam propozycję zamieszczenia logo firm, które chciałyby się zareklamować na okładce książki - w zamian za finansowe wsparcie. 

Nie było to prywatne pisanie wiadomości, kiedy zawsze można udać , że się jej nie otrzymało, tylko propozycja przedstawiona w grupie kilkunastu tysięcy kobiet biznesu. 

 Przedstawiłam w miarę szczegółowo tematykę książki i niewiele się spodziewając zamknęłam temat. 

Ogromne było moje zdziwienie, kiedy zaczęły pojawiać się propozycje i to bardzo konkretne z dokładnie podanymi ,oferowanymi sumami. 

Decyzje te zapadały po zapoznaniu się z tematyką książki z założeniem, że odniesie sukces , a reklama firmy pójdzie w świat i będzie długo po nim krążyła.

Były też obietnice nie dotrzymane - oczywiście , ale na okładce książki można już dziś zobaczyć, kto obietnicy dotrzymał. 

 

4. Czy jesteś zadowolona ze współpracy z wydawnictwem “Studio Wydawnicze Million”?


Czy jestem zadowolona? Ja jestem zachwycona!

Tak długo szukałam, a  to Wydawnictwo jest w moim mieście. Co tu dużo mówić - ludzi z pasją w oczach i działaniu nie trzeba reklamować. 

Pierwszy raz moja książka została tak szumnie zapowiedziana, wypromowana - jak bym sobie nawet wymarzyć sama nie potrafiła. 

Współpraca przy tworzeniu, korektach i każdym etapie powstawania książki , była przewspaniała i teraz tak myślę, że to Wydawnictwo jest dla mnie nagrodą za wieloletnią moją cierpliwość i konsekwencję w działaniu. Do tej pory to ja byłam dla moich książek praktycznie wszystkim: autorem, redaktorem, sama nauczyłam się promować swoje dzieła i je rozprowadzać. 

Myślę, że to wszystko było potrzebne , bo poznać i docenić,  jaka jest różnica - kiedy nagle dzieło wpada w ręce takich profesjonalistów.  


5. Może nazwa wydawcy wróży co najmniej milion czytelników?


Mam nadzieję, że tak, chociaż  wydawnictwo oferuje „ milion emocji każdego dnia” 

Ale „milion czytelników” - całkiem dobrze brzmi :) 


6. Milion emocji to więcej warte, niż milion egzemplarzy, tak myślę.

 Książka dotyczy trudnego tematu, czy jesteś przygotowana na

nieprzychylne recenzje lub po prostu złośliwości, przecież nawet film

KLER „obrażał” uczucia religijne niektórych osób.


Przyjęłam, Asiu  jedną zasadę, którą zresztą ogłosiłam publicznie  w jednym z moich filmów( na kanale YT) , dotyczących książki „ Uśpione niebo”

Ja nie podejmę dyskusji z nikim, kto książki nie przeczytał i tego mam zamiar się trzymać. 

A jeśli tak będzie, to nieprzychylnych recenzji się Asiu, nie obawiam - ale z każdym chętnie temat przedyskutuję. 

Są natomiast już osoby, które po zobaczeniu okładki , delikatnie mówiąc - skreśliły mnie oraz moją książkę. 

Szkoda, bo widać - nie wierzą ani we mnie, ani w to, że krzyż , który znajduje się na okładce - musi tam być, a dlaczego? No właśnie - odpowiedź w książce. 

Są też oczywiście osoby, które przestrzegają innych przed sięgnięciem po książkę i pewnie takich też będzie jeszcze więcej, ale myślę, że one pierwsze po nią sięgną, nikomu nic nie mówiąc, a potem - mam nadzieję, będzie im po prostu wstyd. 

To, że dotykam tematu „ związek z księdzem” nie oznacza, że chcę obrazić Boga. Wręcz przeciwnie, bohaterka stoi po przeciwnej stronie przepaści , patrzy na krzyż który znalazł się tak daleko za sprawą sługi bożego. 

Jeśli  jednak dla kogoś ksiądz Bogiem jest - bo i tak bywa , to tylko żałować takiego człowieka. 


7. Przestrzeganie przed czytaniem książki może być też niezłą reklamą, wszak bywamy przekorni.

Ja już to wiem, ale na pewno czytelników zainteresuje, jaki procent

fabuły oparłaś na prawdziwych osobach i zdarzeniach?


Trudno tu mówić o procentach.

Moja koleżanka czyta właśnie książkę i tylko co jakiś czas pisze do mnie „ cała Gabrysia, cała ona” :) 

Kto mnie zna, ten mnie tam odnajdzie , moje przeżycia, wspomnienia i emocje. 

Tytułowa historia i cały wątek jest zbiorem prawdziwych historii i emocji. W książce znajduje się jednak dużo zdarzeń fikcyjnych , które to wszystko razem łączą w całość.


8. W książce występują też prawdziwe miejscowości, czy wszystkie

poznałaś naocznie?


Aż mi się oczka zaświeciły Asiu. 

Oczywiście, że tak. Nad Bugiem - jak sama wiesz, bywałam bardzo często i zakochałam się w tamtych stronach. W Dusznikach, jak wiesz też bywałam i bywam do tej pory razem z mężem, którego tam poznałam. 

A Śląsk ? To wszystko, co dzieje się na Śląsku - to tu, gdzie się urodziłam i mieszkam . 



9. Miałam okazję towarzyszyć Twoim bohaterom w czasie powstawania

powieści i zauważam inne zakończenie historii, które sugeruje ciąg

dalszy.

Czy będzie następna część, a może cykl?


Jedna z pierwszych opinii po przeczytaniu książki , jest taka „ czekam na kolejną część” 

A ja oczywiście , już ją piszę , bo przecież historia sama domaga się dokończenia. 

 

10. Gdybyś miała krótko określić przesłanie płynące z opowiedzianej historii, jak by brzmiało?


Nie przestrzegę kobiet, przed źle ulokowaną miłością. Serca rządzą się swoimi prawami i zawsze idą przed rozumem. Temu zapobiec się nie da. Chcę jednak pokazać, że nawet gdy wydaje nam się, że w nas nie ma  już miłości , bo  oddaliśmy ją  drugiemu człowiekowi, który ją  sprzeniewierzył  - jest jeszcze coś. 

Jest miłość i szacunek do samego siebie i tego - jeśli same o to nie zadbamy -  ani nam nikt nie da, ani też nikt nie odbierze. 

A na to nigdy nie jest za późno. 



11. Czy możesz zdradzić czytelnikom, jaki jest pierwszy odzew, bo

sprzedano już sporo egzemplarzy, także w przedsprzedaży.


„ Książka nieprzespanych nocy” - to pierwsze, co mi przychodzi do głowy, bo ten motyw występuje w każdej opinii, która do mnie dociera. 

„ zarwałam noc, bo nie mogłam przerwać czytania” 

„ czemu chcesz, żebym się nie wyspała”

„ czytałam do północy” 

„ noc nieprzespana” i tak dalej…

Bardzo podobało mi się zdanie jednej z czytelniczek „ Szczerze powiem, że po temacie spodziewałam się ciężkiej lektury, ale miło się zaskoczyłam. Mimo poruszonego tematu, czytało się bardzo przyjemnie”

 

Dziękuję za rozmowę i za egzemplarz z dedykacją i już czekam na kontynuację.


piątek, 27 sierpnia 2021

Kloszard...

 

Kloszard, włóczęga, bezdomny - wiele synonimów, najczęściej zabarwionych negatywnie, ale na to w jakimś stopniu sobie zapracowali...

Niektórzy z wyboru, inni z przypadku, samotni indywidualiści lub idący przez życie z innymi podobnymi sobie, bo w kupie nawet cieplej.
Budzą różne uczucia, ale nigdy nie powinniśmy okazywać im pogardy, bo nigdy nie wiadomo, czym nas samych los zaskoczy.

Schodząc na dno ludzkiego żywota zostawili za sobą wszystko, co mieli i kochali; dla niektórych był to wybór, bo nie umieli odebrać sobie życia lub zawalczyć o swoje, inni szukali nowego sensu, gdy stracili grunt od nogami. 

Wielu z nich to ciekawe osobowości, domorośli filozofowie i obserwatorzy. Droga jest ich życiem, doświadczają nędzy, brudu, chorób, zapijają się na śmierć, zamarzają na mrozie.
Niektórzy pracują dorywczo, pomagają sobie wzajemnie, inni wolą żebrać lub przeszukiwać śmietniki.

Temat postu nasunęła mi książka Barbary Smal WĘDROWIEC.
Książka nie dla każdego, ale jeśli chcesz zwolnić, zatrzymać się nad refleksjami o życiu, relacjach, upadaniu i odradzaniu, to warto po nią sięgnąć. 
Ja zaczynałam kiedyś czytać, ale to nie był ten czas, musiałam dojrzeć i teraz dawkuję sobie piękną opowieść o ludzkim losie , o człowieku w drodze.

A oto kilka krótkich refleksji z tej książki:

* Silniejszy jest nie ten, kto walnie pięści w stół, aż wszystko podskoczy zgodnie z jego pragnieniem, ale ten, kto przetrwa to walnięcie...

* śmiech zbliża...jest zaraźliwy jak ziewanie, trzeba naprawdę być ponurakiem, żeby komuś nie udzieliła się powszechna wesołość, albo nosić w sobie jakiś ból przeogromny...

* człowiek zawsze ma wybór, ale nie zawsze sobie to uświadamia, bo nie szuka, nie pyta i nie stara się udzielić odpowiedzi, za szybko chce mieć. Pędzi do tego i nie widzi co i kiedy gubi po drodze.

* Lęk zamyka, zatrzaskuje w skorupie szczelnej i nieprześwitującej. Ciemno w niej, cicho, spokojnie i duszno. Od własnych myśli i spraw.

* Ludzie się wyczuwają, wiedzą, gdy są z tej samej bajki i wiedzą, gdy nie. Wcale nie jest łatwo znaleźć kogoś, kto jest na tyle podobny, że odruchowo akceptuje wszystko w nas, tak jakby akceptował siebie.

* Ludzie dzielą się na tych, którzy wierzą i na tych, którym wiary brak. Wiary w siebie, w ludzi i ich dobro, w miłość i jej siłę, we własne zdolności i umiejętności, w to, co warto ocalić i o co warto się bić.

* Tęsknota...to takie coś, co rozrywa od środka i każe gnać myślom w określone miejsce. Wypatrywać, czekać, być obok, być blisko. Chociaż tak, jeśli nie da się inaczej.

* Ludziom się zdaje, że muszą coś nowego wymyślać i tak właśnie rozumieją sukces...
  Nie widzą, że równie wartościowe jest odkrycie czegoś na własny rachunek, tak dla siebie, ale w pełni, głęboko, z przekonaniem, by zapadło do wnętrza i zostało na zawsze...



Zostawiam Was z tymi myślami, bo mnie urzekły bardzo!

środa, 21 lipca 2021

Ucieczka przed życiem...

 

Po lekturze ciekawej książki mam ochotę podzielić się swoimi wrażeniami, a być może zachęcić do jej przeczytania inne osoby.

Lubię książki, które oprócz emocji dostarczają wiedzy, zmuszają do refleksji i długich dyskusji na różne tematy.

Taką książką jest opowieść o Marii Czubaszek, pióra Violetty Ozminkowski. 

Nie jest to typowa biografia, raczej obraz życia i twórczości niezwykle ciekawej osoby, widzianej oczami i sercem równie ciekawych osób, takich jak: Wojciech Karolak, Artur Andrus, Jerzy Dobrowolski.

Wynotowałam, co często robię, niektóre ciekawostki, które mogą stanowić zachętę do zapoznania się z całością. Dają także wgląd, choć minimalnie w osobowość pani Marii, którą widzowie i czytelnicy znali tylko z mediów, podziwiając jej cięte riposty i dystans do siebie samej.

Wiele ciekawych myśli przetrwało w notatkach czynionych na skrawkach papieru, liścikach do męża, nagraniach telewizyjnych i radiowych.

1. "Wolę być czarną owcą. Bo czarne wyszczupla."

2. "Życie nie jest największą wartością. Życie jest jedyną wartością."

3. "Myślę, że ateizm, podobnie jak wiarę, odkrywa się w sobie z czasem. Najpierw słuchamy tego, co opowiadają nam rodzice, ale pewnego dnia zaczynamy pytać i zastanawiać się samodzielnie, o co w tym chodzi..."

4. "Nie radzimy sobie z banalnym rytuałem umierania. Nie ma takiego przedmiotu w szkole "przygotowanie do śmierci"... W kościele? Wolne żarty! To raczej straszenie Sądem Ostatecznym i trąbami jerychońskimi. Na bogato!"

5. Żartowała, że po śmierci chce być skremowana, by po raz ostatni puścić dymek.

6. Krytykowana za dwie aborcje i stosunek do eutanazji, bała się wielu rzeczy, oprócz śmierci. 

7.  Miała za sobą co najmniej dwie próby samobójcze, według  najbliższych - żyła jakby ciągle przed czymś uciekała...

8. Nie lubiła szkoły, bo nauczyciele wydawali się jej przemądrzali, a uczniowie dziecinni, wiele lat pobierała naukę w domu, podejrzewana o spektrum autyzmu. Wedle autorki biografii, zbyt łatwo dziś przylepia się łatki zaburzeń cechom, które świadczą o indywidualności człowieka...

9. Nie lubiła dzieci, za to kochała psy, już jako dziecko wybrała psa w prezencie, zamiast roweru.

10. Miała niesamowite poczucie humoru, także na swój temat - mawiała, że jest nienachalna z urody lub że jako dziecko wyglądała jak  mała purchawka. 

Umarła, jak żyła - zbyt skromna, by zaprzątać innym głowę swoją osobą.


Portret M.Czubaszek - Wikimedia commons - CC BY-SA 4.O


wtorek, 4 maja 2021

Wyspa jest kobietą...

 

To taki żarcik, ja w wianku  :-) ,  ale wianek cudny, prawda?

Chcę napisać o projekcie , którego efektem jest książka, a ja miałam zaszczyt i przyjemność, że mnie do tego projektu zaproszono.

Pomysłodawczyni, Gabriela Kotas wymyśliła zaproszenie pań w różnym wieku, od 35 do 79 lat do spędzenia 10 dni na bezludnej wyspie (wirtualnie oczywiście). Nie znałyśmy się wcale, jedynym łącznikiem była Gabrysia właśnie.
W ciągu tych 10 dni każda z nas zmierzyła się ze swoimi wspomnieniami, nie zawsze miłymi, emocjami, pragnieniami...

Przegadanie pewnych  tematów i poznanie punktu widzenia innych kobiet to swoiste katharsis, utwierdzenie się w przekonaniu, że kobiety mają MOC, są w stanie przetrwać wszelkie zawieruchy życiowe i dziejowe.

Spotkacie tu powroty do lat dzieciństwa, smaki i zapachy, niezawodne babcie, ciocie i Anioły, marzenia i rozczarowania, lęki i wyzwania,  radość i smutek, choroby i śmierć, ale nade wszystko nadzieję.

Pomysł na projekt narodził się spontanicznie i miał być antidotum na małe i całkiem spore smutki szarej rzeczywistości , a powstała mocna grupa wsparcia i  finalnie książka pod tytułem (Bez)ludna wyspa.

Nie wiem czy książkę należy polecać szeroko, bo jak wynika z pierwszych recenzji, jej lektura była przyczyną przypalenia obiadu, nieprzespanej nocy, oraz innych perturbacji, o czym możecie przeczytać TUTAJ i  TUTAJ



Każda z uczestniczek projektu wyniosła cos dla siebie, chwilami dało się zapomnieć o pandemii i być może uda się kiedyś nam wszystkim spotkać w realu przy ognisku.

Koordynatorka projektu podziękowała wszystkim uczestniczkom w bardzo sympatyczny sposób.
Otrzymałyśmy nie tylko autorskie egzemplarze książki, ale także wzruszające listy na specjalnie zaprojektowanej papeterii i wyspowe wianki.
Powiem szczerze, że gdy założyłam wianek, taki wesoły, wiosenny, poczułam jakby ubyło mi lat i miałam ochotę naprawdę wyjechać na jakąś wyspę, na taki szczególny sabat czarodziejek, bo przecież nie czarownic:-)

A co Wam pomaga przetrwać najgorsze chwile?

Pytanie bardzo osobiste, ale być może taka refleksja jest nam wszystkim potrzebna, bo jednak trwamy, mimo wszystko...