Pokazywanie postów oznaczonych etykietą burza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą burza. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 lipca 2017

Dwie wyprawy

Nie wiem czy wytrzymacie te wszystkie relacje, ale powróciłam w pielesze domowe i będę Was zanudzać obrazkami i opowiastkami z wakacji.
Pierwsza wyprawa do Niedzicy, zamek pewnie wiele osób zna, ja też kiedyś byłam, ale nie płynęłam statkiem przez jezioro Czorsztyńskie do ruin drugiego zamku. Rejs bardzo przyjemny, może poza muzyką, bo pan kapitan żywił zamiłowanie do disco polo.
W czasie rejsu zbierały sie nad nami ciemne chmury i gdy dopłynęliśmy do celu, biegiem dotarliśmy na zamek by schronić się w ruinach. Burza dogoniła nas szybko. Mówię Wam, co to było za przeżycie! Dobrze, że ruiny na szczycie wzniesienia zaopatrzono w jakieś szyby i drzwi, bo nie wiem czy pisałabym dziś ten tekst...
Wróciliśmy już innym stateczkiem, bo kursują tam trzy i kilka gondoli, ale w takiej gondoli w czasie burzy to nie chciałabym być...
Druga wyprawa to wyjazd do Szczawnicy i długi marsz ścieżką spacerowo-rowerowa na Czerwony klasztor. Kiedyś była to fajna spacerowa trasa, teraz zrobiła się rowerowa autostrada. Po przejściu 12 kilometrów nie mieliśmy ochoty wracać tą samą droga. Wsiedliśmy więc do słowackiej łodzi i spłynęliśmy Dunajcem do Szczawnicy. A Szczawnica...cóż drugie Zakopane, więc tak szybko nas już tam nie zobaczą...
Nasz system nerwowy ratowało tylko wczesne wstawanie i wyruszanie na szlak przed tabunem innych urlopowiczów.
Zdziwiło mnie, że sporo grup dzieci, nawet nie młodzieży pływa pontonami i kajakami po Dunajcu i w większości jest to chyba słowacka inicjatywa. Czyżby mieli luźniejsze przepisy o bezpieczeństwie, bo niektóre pontony wydały mi się przeładowane.

Wkrótce inne wyjazdowe ciekawostki.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Jak w thrillerze

W całej Polsce znowu burze, dużo strat w Wielkopolsce. Traf chciał, że właśnie wczoraj byliśmy w Poznaniu, żeby odwieźć syna na kwaterę i doświadczyliśmy licznych atrakcji burzy, która po południu rozszalała się w Poznaniu. Zaczęła się, gdy robiliśmy zakupy w Tesco, stojąc w kolejce do kasy mieliśmy wrażenie, że dach marketu pofrunie razem z wiatrem, ze wszystkich szczelin wydostawało się wycie wichury i krople deszczu, aż dziw, ze prądu nie wyłączyli. Musieliśmy czekać, aż przycichnie, żeby dobiec do auta na parkingu. Zawieźliśmy zakupy i moi panowie taszczyli je na górę, a ja postanowiłam poczekać w samochodzie. I to był błąd. Wiem, że samochód jest w czasie burzy w miarę bezpieczny i nie stał pod drzewem, ale wrażenia w środku są niesamowite.Raczej nie chciałabym tego powtórzyć... Wracając do domu oglądaliśmy skutki nawałnicy na ulicach Poznania i doszliśmy do wniosku, że mieliśmy szczęście. Nie trwało jednak długo, bo na wyjeździe z miasta trzepnął nas ktoś w tylny zderzak. Nic się nikomu nie stało i uderzenie nie było silne, ale nerwy były... W sumie sprawca kolizji ucierpiał bardziej, bo auto odwieziono lawetą. Nam przyjdzie czekać na działanie ubezpieczyciela.
Wróciliśmy bardzo późno, a adrenalina nie dawała zasnąć.
Ale był też sympatyczny akcent. Wybraliśmy się na kawę w jakiejś galerii handlowej, a tam wystawa aut filmowych, m.in. z "Powrotu do przyszłości", "Jaskiniowców", "Ghostbusters" itp.




Nie wszystkim pojazdom udało mi się zrobić zdjęcia, bo oblężone były przez rodziców z dziećmi, ale fajną niespodziankę mieli mieszkańcy odwiedzający galerię, też z przyjemnością obejrzałam.