Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulica. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 lutego 2019

Na ulicy...

Idę dziś do pracy, zimno, głowa mnie boli, gonitwa myśli, co muszę dziś i jutro zrobić.
Zatrzymuje mnie mężczyzna w średnim wieku, schludnie ubrany, pod kurtką widać białą koszulę i krawat.
Widzę, że wyjmuje z torby jakieś broszury. Robię się czujna...

- Dzień dobry, czy zastanawiała się pani nad tym, czy cierpienie kiedykolwiek się kończy?
- Niech pan sobie wyobrazi, że nawet tak, wszystko się kiedyś kończy, ale co to za pytanie o poranku?
- Chciałbym panie wręczyć...
- Za broszury dziękuję, nie jestem zainteresowana, a pan nie w pracy?
- Ja głoszę słowo boże, to moja praca.
- A ja do pracy właśnie...

Tak sobie szłam i myślałam: może ja też rzucę robotę, będę ludzi na ulicy namawiać do czytania książek.
Tylko kto moje rachunki zapłaci?

****
Wczoraj w naszym mieście zdarzył się wypadek.
Na ruchliwym skrzyżowaniu blisko centrum zderzyły się dwa samochody. Bywa.
Pech chciał, że jedno z aut wpadło na chodnik i uderzyło w dwie kobiety, stojące przed pasami, bo było czerwone światło dla pieszych.
Jedna z tych kobiet, młodsza ode mnie zmarła w szpitalu.
To mogłam być ja - często stoję w tym miejscu, gdy jest czerwone światło...

Nie macie wrażenia, że najwięcej wypadków z udziałem pieszych zdarza się na pasach?
Uważajcie na siebie, zwłaszcza na pasach!

piątek, 14 września 2018

Uciekinier...

Wracam z pracy i widzę z daleka, że na chodniku leży człowiek, trudno powiedzieć w jakim wieku, włosy w każdym razie siwe.
Samochody przejeżdżają, żaden się nie zatrzymał, z przeciwka chodnikiem zbliża się chłopak na rowerze.
Zatrzymuje się przy leżącym, coś do niego mówi. Podchodzę i ja, pytam co się dzieje, ale widzę, że człowiek przytomny,ale nie reaguje, tylko szuka lewą ręką czegoś na chodniku.
Ruchy ma bezładne, nie odpowiada na pytania, nie może wstać...
Na szczęście przy nas zatrzymuje się jakiś pan w małej furgonetce i w stroju roboczym wyskakuje z auta, które zostawił na światłach awaryjnych.

Droga prowadzi do galerii handlowej, więc niezadowoleni kierowcy trąbią na zawalidrogę.

Kierowca próbuje podnieść mężczyznę z chodnika, ten nadal nie rozumie lub nie może odpowiadać...

Wyciągam komórkę i dzwonię na 112.
Zgłasza się operator. Opowiadam co się dzieje, łączy mnie z pogotowiem. Trochę to trwa.
W międzyczasie kierowca próbuje posadzić delikwenta na ławce, ten zaczyna się rozbierać, z kieszeni polówki wypadają jakieś kartki.

Pogotowie zgłasza się, więc udzielam wyczerpujących informacji o zdarzeniu, gdy tymczasem mężczyzna wyrywa się kierowcy i oddala . Informuję więc operatora z pogotowia, że pacjent zbiegł.

Otrzymuję odpowiedź, że na siłę nikogo nie ma obowiązku ratować, więc pożegnałam się i rozłączyłam.

Na jednej z kartek, które wypadły uciekinierowi z kieszeni znajdujemy numer telefonu i nazwisko.
Tym razem dzwoni kierowca, krótko rozmawia i rozłącza się.

Pytam, co powiedzieli - odpowiada, że osoba po drugiej stronie słuchawki kazała dzwonić na policję...

Oczywiści nikt z nas nie zadzwonił, bo co mielibyśmy powiedzieć?

czwartek, 8 czerwca 2017

Podpatrzone, podsłuchane...

Chodzenie na własnych nogach w dużych dawkach obfituje w sytuacje podpatrzone i podsłuchane mimo woli. Nie powiem, że narzekam, bo koloryt jest ciekawy i dla celów blogowania przydatny. Dziś 3 przykłady zapamiętane i spisane z zastosowaniem oryginalnego słownictwa, ale niektóre słowa musiałam niestety wykropkować, sami rozumiecie dlaczego...

Wracając kiedyś z pracy szłam dłuższy czas za parą w średnim wieku. On drobny, niewysoki, zasuwał jak chodziarz na maratonie, ona biegła niemal za nim, mała, okrąglutka jak piłeczka, ledwo nadążała. Niosła dwie ciężkie torby, a on panisko kroczył z papierosem w ręku, nie troszcząc się czy nadąża i czy nie ma zbyt ciężko. Gdy ona odzywała sie do swego pana u boku, on ledwo raczył zwrócić głowę w jej stronę by coś odburknąć. Zatrzymali się przed wejściem do Biedronki, on wyciągnął rękę, ona wysupłała z torby portfel i dała pieniądze, po czym pan wszedł do sklepu, a pani czekała z tymi torbami przed wejściem. Smutny to był widok, ale może nie jest w tym związku tak źle, skoro ona wydziela jemu pieniądze...

Druga sytuacja spowodowała ból moich uszu lub raczej pogwałciła poczucie smaku za sprawą rozmowy telefonicznej. Znowu wracam z pracy, za mną idzie dziewczyna , rozmawiając z koleżanką przez telefon. I słyszę dialog, a w zasadzie odpowiedzi na pytania padające z drugiej strony:
- Jesteś w szkole? ja byłam u lekarza, jak mi wyje....a receptę to dwie stówy w aptece bym zostawiła, powiedziałam, niech spadają, nie będę tego gówna brać, ale zwolnienie się przyda.
- Pewnie, że będę na imprezie, tylko matka pierd....ca dostanie, jak zobaczy, co chce założyć, chyba w bramie się przebiorę.
- Jak to nie masz z kim iść? Dzwonił do mnie kumpel mojego i pytał czy znam fajne laski, a ja mu na to, że znam same fajne laski i chętne, więc kochana myj d..ę, bo nigdy nie wiadomo.
- Matce powiem, że idziemy do Jolki na urodziny, bo by stara zawału dostała...
Reszty nie słyszałam, bo nasze drogi, na szczęście się rozminęły.

Trzeci obrazek na pierwszy rzut oka sielski, idę przez park i widzę parę na ławce, objęci czule, ale widok może zmylić, bo zbliżając się słyszę :
- Bo ty k...a nigdy nic nie mówisz, jak je...a niemota!
- Ale przecież...
- Zamknij ryj i słuchaj! Wkur...a mnie, że nie odzywasz się, wszystko muszę sam w tym pier.....m urzędzie załatwiać.
- Ale mówiłeś...
- Zamknij ryj! Nigdy mnie nie słuchasz, co z tobą nie tak, głupia babo?
- Ale ja...
- Zamknij ryj!
Mijając ławkę przyspieszyłam kroku, bo byłam zażenowana, że słyszę coś takiego.

niedziela, 26 czerwca 2016

Obrazki uliczne...

Wędrówki ulicami miasta maja wiele walorów poznawczych, można podpatrywać różne sytuacje, przyglądać się ludziom, podsłuchiwać ich rozmowy.
Dziś chcę się podzielić kilkoma ciekawymi obrazkami:
Dobra motywacja – idzie przede mną para osobliwa, oboje w zaawansowanym już wieku, pani krewka całkiem, ubrana może niezbyt modnie, ale z fantazją, pan trochę przygarbiony, ale włosy ma farbowane (!!!) i nie tak energiczny jak małżonka. Widać także, że włosy żona mu podcina, może dla oszczędności.
Idąc, dźwigają dwa składane krzesła, pani kroczy przodem, za nia ledwo nadąża pan, sapiąc bardzo, w końcu słyszę, jak się skarży:
- Ja już nie mogę, zwolnij trochę!
- No coś ty, taki silny mężczyzna i pasujesz?
- Muszę trochę odpocząć, zobacz, tam jest ławka…
- Daj mi to krzesło, wyprostuj się i nie stękaj, idziemy!
Pani wzięła obydwa krzesła i ruszyła przed siebie, za nią potulnie potruchtał pan. Byłam pod wrażeniem, tylko nie wiedziałam czy zazdrościć tej pani wigoru czy pożałować pana, który za żoną nie nadążał…

Kuracjuszki – o kuracjuszach można by cykl stworzyć, gdy wraca się z pracy przez uzdrowisko lub chodzi na spacery do parku, jest możliwość poczynienia wielu obserwacji. Kiedyś idę ulicą, naprzeciw mnie idą trzy panie, wystrojone, świeżo od fryzjera, każda z siateczką, w siateczkach owoce i jakieś drobiazgi. Myślę: założyłabym się, że kuracjuszki. Faktycznie, panie pozdrawiają i pytają o drogę do swojego sanatorium. Innym razem zaczepia mnie samotna pani i pyta o drogę do galerii handlowej, zaproponowałam, żebyśmy poszły razem, bo je też w tym kierunku. Pani chętnie na to przystała, bo dopiero co przyjechała, okazało się, że jest z Warszawy, że zaplanowano dla kuracjuszy wycieczkę do Lichenia. Rozmawiałyśmy całą drogę i tylko w pewnym momencie zorientowałam się, że idę za szybko, więc zwolniłam. Pożegnałyśmy się przy wejściu do galerii, pani była wdzięczna za pomoc, ale właściwie co to za pomoc, przecież i tak szłam tą samą drogą…

W Dniu Ojca – ze sklepu wychodzi młoda kobieta i dźwiga reklamówkę, spotyka koleżankę, która pyta, co też za zakupy tak dźwiga?
- no jak to co, sześciopaki dla starego i tescia , w końcu k…a dzień ojca, nie?


Zmęczona babcia – babcie bywają w różnym wieku i kondycji, wnuki bywają mniej lub bardziej ruchliwe. Zaobserwowałam kiedyś , jak pewna babcia, wyglądająca na zmęczoną lub chorą prosi wnuczka, lat ok. 4: chodźmy już do domu, włączę ci bajki. Wnuczek koniecznie chciał iść na plac zabaw. Babcia prosi ponownie, deklaruje kupno lodów, ale chłopiec uparcie chce na bujawki i coraz bardziej oddala się od ławki, na której siedzi babcia. Kobieta zrezygnowana, z bólem w oczach wstaje i podąża za chłopcem. I tak sobie pomyślałam czy opieka nad malcem nie przerasta jej czasami.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Stacz alternatywny...

Bywali kiedyś STACZE KOLEJKOWI , którzy zarabiali na życie lub dorabiali do renty staniem w kolejkach za kogoś : do sklepu po upragniony towar, który mają rzucić, do rejestracji w przychodni, do urzędu. Gdy nie mógł ktoś stać sam, a było go stać, płacił staczowi. Od jakiegoś czasu natomiast obserwuję facetów w różnym wieku,przeważnie jednak chyba starszych (może emerytów), którzy wystają godzinami w stałych miejscach, jakby przenieśli swoje życie z domów na zewnątrz. Przyszła mi do głowy nazwa STACZ ALTERNATYWNY. Bo jakby stać nie muszą w konkretnym celu, ale stoją pojedynczo lub grupami, nie są bezdomni, wyglądają w miarę schludnie, a co robią? Rozmaicie: jedni przyglądają się przechodzącym, inni podglądają jak pracują służby miejskie (takie wywożenie śmieci lub praca koparki to niezwykle zajmujący obiekt dla obserwacji), jeszcze inni dyskutują, wymachując laskami (teraz już nie mogą złorzeczyć - panie to wszystko przez Tuska).
Są też stacze przypisani do sieci Biedronka, którzy schodzą się grupowo, robią zrzutkę na wino marki wino lub najtańsze piwo, wypijają pod sklepem i po krótkiej wymianie wrażeń, co tam u kogo ostatnio, gdzie była rozróba, kto nie wrócił na noc do starej, wykonują kolejną rundkę zbiórkową.
Kiedyś taki stacz zaczepił mojego męża: pan da 2 zł na piwo, bo tak mi się pić chce. Mąż dał złotówkę za szczerość, stacz grzecznie podziękował, podszedł do kolegi stacza i podliczali groszaki, na jakie piwo wystarczy.
Jest także gatunek STACZY KLATKOWYCH: tacy dosyć młodzi mężczyźni, nie wiadomo czy powinni być w szkole czy w pracy lub żadna z opcji i stoją godzinami w wejściu na klatkę schodową, z rękami w kieszeniach, gadają nie wiadomo o czym, taki chyba sposób na życie...czasami nawołują kolegę z innego bloku lub śledzą coś na swoich telefonach komórkowych, czasami coś piją i konsumują.
Zdarzało się, że sąsiadki z parteru w moim bloku przeganiały takich staczy, bo zostawiali po sobie śmietnik. Nie wiem czy to tak przyjemnie wystawać na ulicy, może w domach im duszno, może to taki alternatywny Internet, a zawsze taniej niż w knajpie...