Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 marca 2026

Puszki, pudełka, przydasie...

Lubię nadawać przedmiotom drugie życie. To nie tylko oszczędność, ale i chęć zatrzymania ładnych opakowań, które często są ładniejsze i trwalsze, niż specjalnie kupowane pojemniki na różności.

Solidne pudełka , ciekawe wzory - można w nich przechowywać wszystko - od nici i przyborów do szycia po biżuterię czy elementy do tworzenia art żurnala.


Równie praktyczne są puszki, świetne do przechowywania ciastek, herbaty, kawy oraz przypraw i drobiazgów kuchennych.



Niektóre pudełka czy puszki, przypominają kogoś lub coś.
Mąż tez posiada pojemniki na swoje skarby, ale jakoś bałagan w śrubkach i kabelkach nie chce go opuścić.

W puszkach na zdjęciu poniżej trzymam guziki, szydełka, agrafki oraz różne drobiazgi do szycia...


Z dawnych lat zostały mi dwa puzderka, kupowane w pierwszych butikach z różnościami. W Toruniu pojawiały się malutkie sklepiki, gdzie można było kupić ręcznie robione ceramiki. Miałam jeszcze jedno, ale nie wytrzymało próby czasu. Te puzderka idealne są do przechowywania drobiazgów typu: łańcuszek, obrączki, cenna broszka itd.


Oczywiście to nie wszystkie moje zbiory, ale część pochowana głęboko w szafach, wiec pokazuje tylko przykładowe egzemplarze.
Taka pudełkomania pozwala zaprowadzić porządek w zbiorach, które najczęściej tworzą bałagan w szufladach...

 A jak tam u Was, pudełka i puszki czy szufladowy chaos?

wtorek, 21 października 2025

Lanie wody...

 Woda źródłem życia, szum wody pozytywnie wpływa na nasze rozedrgane nerwy. Może dlatego tak lubimy fontanny, wodospady, strumyki...

Na zdjęciu obok, źródełko z wodą pitną na Rodos.

Jest też inny aspekt związany z laniem wody. Mówimy tak o kimś, kto mówi dużo, nie na temat i czasami mija się z prawdą. 

Wodolejstwo, kojarzy mi się także z pisaniem prac szkolnych na tzw. wolny temat. A to wcale nie jest prosta sztuka.

Jednak wody nie powinno się marnować, jest zbyt cenna. Tym bardziej martwią nas wszelkie domowe awarie wodne, w kuchni lub w łazience.
Gorzej gdy do niepotrzebnego lania się wody przyczynimy się sami.

Na szczęście, nie zdarzyła mi się teraz awaria ( odpukać ), za to rozlałam wodę w ilości niemałej przez gapiostwo i brak przewidywania. I to dwa razy jednego dnia!
Jak to było? Podlewałam roślinki z ulubionego dzbanka, który nagle odstawiłam na podłogę, bo nowej roślince chciałam się przyjrzeć. zaniosłam ja na stolik i gdy wracałam, zapomniałam o dzbanku na podłodze, wiele nie trzeba, woda rozlana. Dobrze, ze niewiele w naczyniu zostało, a ile wycierania podłogi  i ratowania dywanu było...

Drugie wody lanie pozbawiło mnie snu do rana. Postawiłam wieczorem szklankę z wodą na stoliku nocnym i jakimś trafem machnęłam ręką lub kołdrą i znów woda ze szklanki rozlana. Zerwałam się z łóżka, bo obok szafki listwa przedłużacza do wtyczek rozmaitych, no i lampka nocna. Tym razem też wody w szklance mało było, a wycierania i osuszania mnóstwo. 
Na zegarze 4 nad ranem i jak tu spać po takiej akcji?


Mam nadzieję, że dość już lania wody na ten tydzień...

niedziela, 9 lutego 2025

Okładka była czerwona...

 Robiłam porządki na półkach z książkami i wpadł mi do głowy pomysł blogowy. Pamiętam z okresu mojej pracy w bibliotece, ile razy czytelnicy, nie pamiętając tytułu książki mówili: ale okładka na pewno była czerwona. Ba! A ile czerwonych okładek, gdy w księgozbiorze kilkanaście tysięcy egzemplarzy.

W dodatku treść książek, mimo koloru okładek bywa tak różna, że głowa mała, co widać na zdjęciach poniżej! Podpowiedzi czytelników też nie zawsze były pomocne, bo książka o epoce lodowcowej, to po prostu była "Zaczarowana zagroda" Centkiewiczów i bądź tu człeku mądry...


Równie ciekawe bywały zakładki czytelników. W tej roli występowały: bilety autobusowe, paragony sklepowe, stare zdjęcia, kartkówki z ocenami, papierki od cukierków, a niekiedy zagięte rogi, niestety!


Czasami widuję ( w sieci, u znajomych) książki uporządkowane według kolorów, jak ubrania na wieszakach. Innym razem wedle wysokości grzbietów, czy grubości tomów. Czasami w idealnym ładzie, czasem w uroczych stertach lub całkowitym chaosie....

Każdy z nas przechowuje swoje zbiory w rozmaitych aranżacjach: w oszklonych witrynach, na otwartych półkach, w regałach robionych na zamówienie... a gdy pojawia się nadmiar, książki stawiamy w podwójnych rzędach, na parapetach, upychamy po szufladach, kufrach, a żadna z tych możliwości nie bywa rozciągliwa w nieskończoność. 


U mnie książki podzielone na te już przeczytane, na całkiem nowe; na takie, do których lubię zaglądać często, na albumy do oglądania i słowniki do studiowania, a ostatnio przybywa książek do czytania z wnukiem.

Ciekawi mnie, wedle jakiego klucza porządkujecie swoje księgozbiory, bo gdy spora liczba egzemplarzy, to jakoś te wszystkie czytadła poukładać trzeba...


poniedziałek, 18 marca 2024

Wspomnienie...

 

Czasami jeden dźwięk czy obraz wywołują w nas wspomnienia głęboko ukryte. Dziwna jest ta pamięć i często nas zaskakuje.

Tym razem wspomnienia dwa.
 
Moi rodzice mieli ogródek działkowy.  Mój ojciec był działaczem społecznym i między innymi z jego inicjatywy przydzielono działkowiczom  rozległy teren, na którym powstawały w mozole działki pracownicze. Pomagaliśmy z mężem w niektórych pracach, a dużo później korzystaliśmy z uroków działki w upalne dni.

Przyjemnie było siedzieć pod jabłonią lub jeść porzeczki prosto z krzaczków, a dla małego dziecka to był istny raj. Niekiedy ciszę na działkach zakłócał pan Marian, wdowiec, który przygrywał sobie na akordeonie na swojej ławeczce przed działkową altaną. 
Pan Marian fałszował niesamowicie i był niezmordowany w swej muzycznej pasji. Wiele osób zwracało mu uwagę, że niekoniecznie przychodzimy na działki, by  słuchać jego popisów, ale interwencje pomagały na krótko. Z drugiej strony, muzyk amator zdawał się być tak szczęśliwy, gdy grał, że z czasem nikt już nie uciszał pana Mariana, wtopił się w koloryt działkowego bytowania, a cisza zaczynała wręcz niepokoić...

Inne wspomnienie jest także związane z muzyką.
Gdy mieszkałam z rodzicami, naszą sąsiadką była pani Maria, emerytowana nauczycielka szkoły muzycznej, która udzielała lekcji gry na pianinie w swoim mieszkaniu. Dorabiała zapewne do skromnej emerytury.
Przychodzili do niej uczniowie w różnym wieku, z mieszkania słychać było zarówno fragmenty pięknych melodii, jak i plumkanie początkujących pianistów.
U nas mało było słychać, bo mieszkaliśmy dwa pietra wyżej, ale sąsiedzi mieszkający obok pani Marii na pewno słyszeli to i owo. Pani Maria była sympatyczną starszą panią, miała pieska i czasami prosiła swoich uczniów o wyniesienie śmieci lub wyprowadzenie pieska. W dniu imienin odwiedzali ją zawsze absolwenci szkoły muzycznej z kwiatami.

Jaka pointa z tych historii? Warto czasami przymknąć oko na niedogodności wynikające z sąsiedztwa, jeśli dzięki temu czyjeś życie będzie radośniejsze i lepsze...  

Wyobrażam sobie system nerwowy rodziców, których dzieci uczą się gry na instrumentach, w dodatku na przykład jedno na pianinie, drugie na skrzypach.

Przypomniała mi się też opowieść mojej teściowej, której sąsiad co jakiś czas ćwiczył z synami różne utwory przed występem na weselach, to był dopiero kosmos!


niedziela, 26 listopada 2023

Prąd czy gaz?

 

Jesteśmy zależni od mediów, takich jak prąd, gaz, woda...

Gdy któregoś nam zabraknie bywa problem, bo nie tylko ogrzewanie, ale i gotowanie posiłków staje się niemożliwe, w zależności od tego, z jakiej energii korzysta się najwięcej.

Brak wody w bloku czy domku jednorodzinnym można uzupełnić, kupując wodę butelkowaną, przynajmniej doraźnie.

Niektóre gospodarstwa mają własne zbiorniki na gaz, wiele jednak korzysta z gazu z sieci. Bywają kuchenki częściowo na gaz, bo piekarniki są już elektryczne.

Taka opcja bywa praktyczniejsza, jeśli któregoś źródła energii zabraknie. A wszystko może się zdarzyć.

Zdarzyła się właśnie w naszym mieście wielka awaria sieci gazowej, bez gazu zostało całe miasto. Samą awarię podobno usunięto szybko, ale przywrócenie dopływu gazu , zwłaszcza dla odbiorców indywidualnych , to nie tak prosta sprawa. Z tego, co czytałam na lokalnej stronie internetowej, operacja wymaga dotarcia do tych odbiorców i wykonania jakiejś operacji, by nie nie było katastrofy.

A takich odbiorców jest ok. 16 tysięcy. Zatrudniono więc pracowników gazownictwa z innych miejscowości, także spoza województwa, ale i tak bez gazu możemy być kilka dni.

Jaka sytuacja u mnie?

Mamy czajnik elektryczny i piekarnik gazowy, kawę robimy w ekspresie. Musiałam zmienić repertuar kulinarny na weekend, w sobotę  na obiad pizza z piekarnika, a w niedzielę jedziemy na wycieczkę, więc obiad zjemy w trasie. 

Taka krzywa pizza mi wyszła...

Zastanawiałam się, którego z mediów brakowałoby mi bardziej i wyszło , że jednak prądu, bo wszystkie urządzenia są na prąd, indukcji wprawdzie nie mamy, ale obiady w piekarniku można robić, ale niestety nie wszystkie dania...

 Brak którego z mediów odczulibyście  najbardziej - wody, prądu czy gazu?

wtorek, 12 września 2023

Awarie nas kochają...

 Kiedyś przeżyliśmy potop w kuchni i to przed wyjazdem na wesele. Sytuacja została zażegnana, ale problem może się powtórzyć. Nie tylko od nas to zależy. Blok ma ponad 30 lat, rury skorodowane, spółdzielnia odpowiada za usterki poza mieszkaniem.

Tym razem poprosiliśmy o wymianę zaworów od zimnej i ciepłej wody w tzw. pionie, bo nie trzymały i nawet drobnych napraw nie mogliśmy sami zrobić. Poza tym słabo leciała woda, a nie była to wina ciśnienia.

Panowie ze spółdzielni wymienili zawory, ale woda nie leciała nadal. Jeden z nich zaczął walić młotem w rury, bo "pewnie kamień się nagromadził i trzeba odblokować". Podobnie robili w kuchni, przez co odpadło nam pół ściany nad zlewem, ale to przecież nie ich problem!

rurki rozlatywały się w rękach....

Skutkiem walenia było pękniecie rury od ciepłej wody, zimna nie leciała nadal. Zakręcili nam wodę i poszli, ratuj się człowieku sam. Dobrze, że ujęcie w kuchni ma osobny pion!

stanowisko dowodzenia i wanna w przedpokoju...

Mąż znalazł w Internecie jakiegoś sensownego hydraulika, który przyjechał, obejrzał wszystko, obiecał kupić części i nowe baterie, ale musieliśmy czekać tydzień. Tydzień mycia się w kuchni w takie upały!
Dobrze, że choć spłuczka działała, bo głupio prosić sąsiadów...

przy okazji naprawili partactwo poprzedników w ubikacji...

Szczęściem w tej niefajnej sytuacji było to, że fachowcy (pracowali we dwóch) znaleźli rozwiązanie oszczędzające nasze ściany i kafle, zrobili obejście z rurek, które schowano w zabudowie wanny i w szafce pod umywalką, a brakujące kafle mąż znalazł w piwnicy!

jeden otwór w ścianie i wszystko jasne...

Po dwóch dniach i uszczupleni o 3 tysiące mogliśmy zacząć sprzątać i zrealizować marzenie o kąpieli w wannie, a nie w kuchni! Panowie sprzątali po sobie, informowali, co robią i dlaczego, kupili piękne i solidne baterie do umywalki i wanny, rachunek przedstawili, dali gwarancję na ewentualne wycieki..

Nasz hydraulik miał chyba wzięcie, bo telefon ciągle dzwonił i niejeden klient został odprawiony z kwitkiem, więc i tak udało nam się wpasować w lukę.
Za poczęstunek podziękowali, bo " to szefowa już nie te czasy", a tylu ciekawych historii się nasłuchałam, że na niejeden post by starczyło.

Najlepsze było to, że panowie fachowcy wcale nie kształcili się w kierunku hydraulika, ale wiecie co? Wcale mi to nie przeszkadza, tym bardziej, że nie wiem, po jakich szkołach byli panowie ze spółdzielni...

niedziela, 24 stycznia 2021

Wymarzony dom...

 

Czasami niektórym z nas udaje się ziścić marzenie o własnym domu.

Bywa także i tak, że ktoś mieszkający całe życie w wolnostojącym domu zamienia się na mieszkanie w bloku, bo to i pracy mniej i z sąsiadami można zacieśnić stosunki towarzyskie.

Zasłyszana ostatnio historia przypomniała mi jeszcze dwie inne, a każda z innym zakończeniem, jedynie wspólnym motywem jest dom właśnie.

Koleżanka zdradziła mi, że nasza wspólna znajoma kupiła dom w szeregu , gdyż zawsze o tym marzyła, choć miała piękne mieszkanie w bloku na ogrodzonym osiedlu, garaż w podziemiu i te sprawy...spokojna okolica w pobliżu parku. Ale dom to dom.

Wiosną i latem dopieszczała swój nowy domek, zajmowała się ogródkiem, co w czasie  ZOSTAŃ W DOMU, było całkiem przyjemne. osiedle domków rozrastało się, przybywało nowych sąsiadów i tu zaczęły się schody, bo znajoma trafiła na młodych właścicieli sąsiedniego domu, płot w płot, a owi lokatorzy to towarzystwo bardzo imprezowe, zwłaszcza nocami.

Znajoma sen ma czujny, więc nie wysypia się należycie i teraz zastanawia się czy zacząć wojnę z sąsiadami czy poszukać nowego domu...


Inny wymarzony dom nie doczekał się zamieszkania przez pewne młode małżeństwo, które w trakcie budowy nowego lokum zaczęło trzeszczeć w podstawach. W końcu para rozstała się, ale bez przyjaźni.
Kobieta wyjechała za granicę, nie zostawiając adresu, a mężczyzna poznał nową partnerkę.

Nowemu związkowi brakowało jedynie wspólnego zamieszkania, ale funduszy na mieszkanie brak, dom daleki od wykończenia, a sprzedać go nie można, bo współwłaścicielka przebywa nie wiadomo gdzie i  nie upoważniła nikogo do czynności prawnych związanych z domem.

Stoi więc nieukończona budowla , kiedyś cel  życia, gdzieś pośrodku pola i niszczeje, aż żal serce ściska.

Ostatnia historia związana jest z obejrzanym kiedyś filmem. Niestety nie pamiętam tytułu, ale rolę główną zagrała w nim Anna Seniuk.
Bohaterką filmu była kobieta w średnim wieku, która wyjechała do Ameryki, by zarobić na wymarzony dom. W Polsce zostawiła dorosłego syna, któremu wysyłała zarobione pieniądze, a młody mężczyzna miał dopilnować budowy domu i wysyłać matce zdjęcia, dokumentujące postęp prac na budowie.

Kobieta harowała, żyła skromnie, sił dodawało jej marzenie o pięknym domu, który powstawał w kraju, bo tak wynikało ze zdjęć, które syn regularnie wysyłał matce.

Mijały lata, kobieta wreszcie wróciła do Polski, ale chciała synowi zrobić niespodziankę.
Taksówka zawiozła ją pod wskazany adres, a tam gołe pole, ani śladu wymarzonego domu, syn mieszkający obok w jakiejś ruderze, wyniszczony alkoholem.

Pamiętam  tylko przejmujący krzyk kobiety w ostatniej scenie tego filmu, gdy okazało się, że w gruzach legły wszystkie jej wysiłki i marzenia, że została oszukana i wykorzystana przez własnego syna... posiada tylko to, co zmieściła w walizce i nie ma dokąd pójść.

Mam znajomych w podobnym wieku, posiadaczy sporego domu na wsi. Dzieci wyfrunęły z gniazda, dom jest za duży dla nich dwojga, planują przenieść się do bloku w dużym mieście.
Młodsi już nie będą, pracy przy domu sporo, do lekarza i na większe zakupy daleko. Wielu ich znajomych dziwi taka decyzja, ale oni chcą być bliżej dzieci i atrakcji, które daje duże miasto.


środa, 9 grudnia 2020

Dżungla za progiem :-)

 Miałam pisać o czymś innym, ale tyle jest we mnie złości i oburzenia, że postanowiłam przedstawić Wam moją domową dżunglę, pielęgnowaną latami, bo w innym przypadku sprofanuję blogspota, tyle niecenzuralnych słów pcha mi się na język.

O imprezie Rydzyka na pewno słyszeliście, a kto nie słyszał jeszcze, na pewno usłyszy.

Od wybuchu w czaszce uratowała mnie dyskusja w pracy, więc nieco złagodniałam i teraz te roślinki, bo odkurzyć musiałam, żeby zdrowiej rosły.




Roślinki mam w każdym niemal pomieszczeniu, oprócz łazienki, bo okna brak, a nie ma chyba roślin , które przetrwają bez światła słonecznego
?



Przewinęło się przez nasze mieszkanie wiele roślin doniczkowych, do niektórych przemawiałam, gdy traciły liście, niektóre zmarniały przez zauroczenie - wierzę w takie zabobony, bo mi się nieraz zdarzyło. Chwalił ktoś, chwalił, przyglądał się, a następnego dnia difenbachia wielka jak drzewo zaczęła gubić liście...




Sporo roślin mam także w bibliotece , co przeraża czasami moją koleżankę, a panie sprzątaczki przyprawia o ból głowy.
Gdy zdarza mi się być na zwolnieniu, to martwi się, by kwiatki nie zmarniały, bo ona jest z tych, co to kaktusa nawet zmarnują i nie ma zmiłuj.

Często podbieram szczepki różnych roślin, których nie posiadam , ukorzeniam i wsadzam do ziemi, podobno mam do tego rękę, a nie trzymam się ściśle dat czy przepisów.

Jedyną rośliną lub raczej rodziną roślin, które mnie nie kochają są wszelkie paprociowe.

Nie mam ogrodu ani działki, więc lubię, jak mi dżungla w doniczkach rośnie :-)

Miałabym tego więcej, ale nie mam już tyle sił, by zwłaszcza duże rośliny regularnie myć i przesadzać.

poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Na mszyce i inne takie...

Czasami spotykamy sytuacje, w których potrzebna jest pomocna dłoń.
Ileż to razy dzwonimy do babci, ciotki, przyjaciółki... a może częściej zaglądamy do sieci, bo tam rady na wszelkie okazje i wypadki.
Zajrzałam do starego poradnika, który wielokrotnie podpowiedział mi to i owo.
Wypisałam dla Was co dziwniejsze porady, może ktoś je zna, a może będzie to przydatna, ale całkowita nowość?


1. Aby zapobiec wysychaniu napoczętej musztardy w słoiczku, wlej odrobinę oleju na wierzch.

2. Rodzynki lub inne bakalie nie opadną na dno ciasta, jeśli zmieszasz je z mąką i dopiero wówczas wsypiesz do ciasta.

3. Włóczka skręcona po spruciu swetra będzie jak nowa, gdy nawiniesz ją na butelkę z gorącą wodą.

4. Jeśli farbują ci buty, przetrzyj skórę wewnątrz octem lub spryskaj lakierem do włosów.

5. Gdy potrzeba ci tylko kilku kropel soku z cytryny, nie przekrawaj owocu, tylko zrób kilka otworów i wyciśnij sok.
6. Szyszka umieszczona na sznurku za oknem będzie doskonałym wilgotnościomierzem. Gdy zbliża się deszcz lub śnieg łuski na szyszce zamykają się, a gdy poprawa pogody, wówczas się otwierają.

7. Na mszyce, najlepiej włożyć do ziemi w donicy ząbek czosnku, a szkodniki znikną.

8. Jeśli fikus traci liście, zrób nacięcie na łodydze tuż nad miejscem, gdzie odpadł liść, a niebawem wyrośnie nowy.

9. Lawenda sadzona wśród róż, odstrasza od nich mszyce.

10. Wysuszone obierki z ziemniaków dłużej utrzymują żar w piecu, a poza tym, podczas ich spalania rozpuszczone zostają sadze w przewodzie kominowym.
11. Zielsko, wyrastające między płytkami na ścieżkach ogrodu szybko zniknie, gdy polejesz je wrzątkiem z solą.

12. Jeśli zmieniasz wodę w akwarium nie wylewaj jej, stanowi dobry nawóz dla roślin doniczkowych.

13. Prawdziwe perły lubią kontakt ze skórą, długo nie noszone tracą kolor i blask.
14. W chlebaku przechowuj chleb w obecności jabłka, pieczywo będzie dłużej świeże, ale usuń plastikowe opakowanie.

15. Zabrudzenia w kubkach i szklankach łatwo usuniesz solą - wystarczy trochę soli na gąbkę, zwilżyć wodą i wytrzeć plamy po herbacie.

Na koniec sposób mojej mamy. By sól w solniczce nie zatykała otworów, wsyp do solniczki kilka ziaren ryżu, a do pieprzniczki kilka całych ziaren pieprzu.

Niestety, na chciwość i głupotę polityków nie znalazłam żadnej porady...


czwartek, 9 kwietnia 2020

Z dnia na dzień...

Wreszcie pierwszy dzień bez zdalnej pracy, bo legalna przerwa świąteczna.
Podobno ma być przedłużona przerwa w szkołach, a wszystko przeniesione na wrzesień.
Podobno, a już chodzą słuchy z dobrze poinformowanych źródeł, że będą ogromne cięcia finansowe w oświacie...
Przymiarki już są.
Ja w każdym razie zamierzam wrócić do mojej biblioteki, siedzę tam sama, zrobię inwentaryzację, szkoła odkażona, osób jak na lekarstwo, nie muszę się z nikim kontaktować, chyba że na odległość.
Od zdalnej pracy już mnie plecy bolą, w końcu wyląduję u lekarza...

Póki co, dziergam zawzięcie, czytam jak wszyscy.
Mąż ściągnął jakieś filmy, kilka nam polecono, ale na razie oglądamy jakieś powtórki - taki paradoks, czas jest, skupić się nie można.

Spacerujemy na pola, widujemy sarny, słuchamy skowronków...
Wczoraj zawędrowaliśmy bocznymi dogami do bardzo znanego domu - do chaty, w której urodził się Jan Kasprowicz.
Kiedyś stała we wsi Szymborze, nadal tam stoi, tyle że Szymborze to już dzielnica miasta.
Miejsc związanych z imieniem poety u nas sporo - ulica, biblioteka, dwa pomniki, szkoła średnia, tablica upamiętniająca matkę piewcy Kujaw.

Kto nie czytał o starej szymborskieJ tradycji wielkanocnej odsyłam TUTAJ - PO RAZ PIERWSZY CHYBA W HISTORII NIE ODBĘDĄ SIĘ PRZYWOŁÓWKI!

Co poza tym?
Bawię się słowami, przeglądam stare zdjęcia, kombinuję w kuchni, piekę placki na zmianę z mężem.
Zdjęcie z babcią posłużyło do napisania posta wspomnieniowego, który czeka na publikację.
Dziś sesja kamerkowa z rodzinką w Poznaniu, mąż zdmuchnie świeczkę na torcie, zaśpiewamy mu sto lat:-)

Miejcie się dobrze, nie martwcie na zapas, szukajcie radości w każdym dniu i w każdej sytuacji:-)



poniedziałek, 13 stycznia 2020

Natura chomika...

Zawsze uważałam siebie bardziej za minimalistkę, niż chomika, bo z łatwością wyrzucam niepotrzebne lub zniszczone rzeczy, w przeciwieństwie do mojego męża.
Nastąpił postęp jednak z tym jego chomikowaniem, bo zrobił porządek w swojej części szafy, gdzie gromadził tzw. przydasie i teraz mamy więcej miejsca na buty, które powkładałam do kartonów i opisałam, by łatwiej było znaleźć odpowiednia parę.

Pisałam już , że czeka nas remont na przełomie stycznia i lutego, oby ekipa nie wystawiła nas do wiatru.
W związku z tym zaczęliśmy przeglądać szafy i inne schowki, bo zamierzamy też wymienić meble. Później, ze skromnej emerytury będzie to trudne.
I tutaj okazuje się, ile niepotrzebnych przedmiotów gromadzimy w domach przez lata, bo gdy już zaczęłam, to nie poprzestałam na tzw.salonie, poszłam dalej i... wyrzuciłam kilkanaście toreb różnych przydasi, które zalegały szafki, szuflady, schowek w kanapie, komody w przedpokoju i zakamarki w kuchni.

Obiecałam sobie, że 4 razy się zastanowię, zanim kupię kolejny gadżet do domu.
Ale to nie tylko moja wina, wśród owych przydasi były także przez lata gromadzone nietrafione prezenty, bo żal wyrzucić, bo może coś z tym zrobię, może komuś oddam...
Syn doradził, by wystawić na OLX, ale to wymaga jakiegoś jednak zachodu, bycia w domu, wysyłania paczek itd. a ja nie mam na to siły, ani ochoty.
Część naczyń oddałam córce sąsiadki do domku letniskowego, milion kubków zaniosłam do pracy.

Na swoją kolej czeka przepastna szuflada z dokumentami, które trzeba dokładnie przejrzeć i wyrzucić stare gwarancje, PiTy sprzed 10 lat i wszystko, co się tam wrzuca ( to znaczy ja wrzucam, a mąż próbuje zaprowadzić ład).

Najbardziej cieszę się z uporządkowania książek, co zajęło mi dwa dni i najstarsze mąż zawiózł do biblioteki publicznej,lektury zabrałam do biblioteki szkolnej, a my mamy wreszcie trochę wolnego miejsca na nowe.

Pewnie przed wywiezieniem mebli jeszcze coś tam wyrzucimy, wtedy poczuję się lżejsza o nadbagaż życiowy :-)

A jak to jest z Wami, jesteście minimalistami czy macie raczej naturę chomika?


poniedziałek, 6 stycznia 2020

Zadziwiające lampy...

Na mojej tablicy Pinterest zapisuję czasami to, co w danym momencie mi się spodoba - zdjęcia, cytaty, przepisy, ciekawostki.
Przeglądając od czasu do czasu zapisane piny, wpadam na pomysł kolejnego wpisu na blog.
Tym razem wpadły mi w oko lampy.
Niby zwykłe przedmioty, a ile od nich zależy!


Rozpraszają mrok, pokazują drogę, nadają wnętrzom przytulny klimat, aranżują wnętrze - czasem kilka lamp wystarcza za całą dekorację mieszkania. Lampy podłogowe, biurkowe, plafony, kinkiety, lampy użytkowe i wyłącznie ozdobne...
Zanim pojawiły się we wszystkich domach przeszły długą historię.
W zasadzie koło dziejów dziś się zamyka, bo często rezygnujemy z oświetlenia elektrycznego na rzecz bardziej nastrojowego płomienia świec i światła z kominka.
I pomyśleć, że niegdyś na świece stać było tylko ludzi zamożnych. Kaganki i lampy oliwne lub naftowe dawały o wiele mniej światła, a nasze prababcie czytały i cerowały wyłącznie przy takim świetle.

Prymitywnych lamp używano już w starożytnej Grecji w epoce neolitu, powszechne też były w cywilizacji egejskiej.
Wykonywane z różnych materiałów, miewały piękne kształty, choć światło dawały nikłe, często gorsze od świec.
Sytuacja uległa poprawie po 1830 roku gdy wynaleziono szklane cylindry do lamp oliwnych.
Oczywiście prawdziwą rewolucją było zastosowanie elektryczności, zaczęły znikać kopcące lampy i świece, a oświetlenie żarówkowe stawało się coraz tańsze.
Dziś nie wyobrażamy sobie innego, zwłaszcza gdy mamy do wyboru taką różnorodność kształtów, mocy i zastosowania.
Na potrzeby bloga wybrałam lampy bardzo ozdobne, w większości w moim ulubionym stylu - Secesja i wariacje na temat.
Nie do każdego wnętrza pasują, ale pozachwycać się formą i światłem zawsze można.

Jestem przed remontem mieszkania i zaczęłam myśleć o zmianie także lamp, szukać zamierzam długo, bo nie śpieszy mi się, a chcę wybrać dobrze, by były ładne, odpowiednie do funkcji w każdym pomieszczeniu, no i nie zrujnowały skromnego budżetu.

A czy Wy przywiązujecie wagę do lamp w mieszkaniu?