Czasami niektórym z nas udaje się ziścić marzenie o własnym domu.
Bywa także i tak, że ktoś mieszkający całe życie w wolnostojącym domu zamienia się na mieszkanie w bloku, bo to i pracy mniej i z sąsiadami można zacieśnić stosunki towarzyskie.
Zasłyszana ostatnio historia przypomniała mi jeszcze dwie inne, a każda z innym zakończeniem, jedynie wspólnym motywem jest dom właśnie.
Koleżanka zdradziła mi, że nasza wspólna znajoma kupiła dom w szeregu , gdyż zawsze o tym marzyła, choć miała piękne mieszkanie w bloku na ogrodzonym osiedlu, garaż w podziemiu i te sprawy...spokojna okolica w pobliżu parku. Ale dom to dom.
Wiosną i latem dopieszczała swój nowy domek, zajmowała się ogródkiem, co w czasie ZOSTAŃ W DOMU, było całkiem przyjemne. osiedle domków rozrastało się, przybywało nowych sąsiadów i tu zaczęły się schody, bo znajoma trafiła na młodych właścicieli sąsiedniego domu, płot w płot, a owi lokatorzy to towarzystwo bardzo imprezowe, zwłaszcza nocami.
Znajoma sen ma czujny, więc nie wysypia się należycie i teraz zastanawia się czy zacząć wojnę z sąsiadami czy poszukać nowego domu...
Inny wymarzony dom nie doczekał się zamieszkania przez pewne młode małżeństwo, które w trakcie budowy nowego lokum zaczęło trzeszczeć w podstawach. W końcu para rozstała się, ale bez przyjaźni.
Kobieta wyjechała za granicę, nie zostawiając adresu, a mężczyzna poznał nową partnerkę.
Nowemu związkowi brakowało jedynie wspólnego zamieszkania, ale funduszy na mieszkanie brak, dom daleki od wykończenia, a sprzedać go nie można, bo współwłaścicielka przebywa nie wiadomo gdzie i nie upoważniła nikogo do czynności prawnych związanych z domem.
Stoi więc nieukończona budowla , kiedyś cel życia, gdzieś pośrodku pola i niszczeje, aż żal serce ściska.
Ostatnia historia związana jest z obejrzanym kiedyś filmem. Niestety nie pamiętam tytułu, ale rolę główną zagrała w nim Anna Seniuk.
Bohaterką filmu była kobieta w średnim wieku, która wyjechała do Ameryki, by zarobić na wymarzony dom. W Polsce zostawiła dorosłego syna, któremu wysyłała zarobione pieniądze, a młody mężczyzna miał dopilnować budowy domu i wysyłać matce zdjęcia, dokumentujące postęp prac na budowie.
Kobieta harowała, żyła skromnie, sił dodawało jej marzenie o pięknym domu, który powstawał w kraju, bo tak wynikało ze zdjęć, które syn regularnie wysyłał matce.
Mijały lata, kobieta wreszcie wróciła do Polski, ale chciała synowi zrobić niespodziankę.
Taksówka zawiozła ją pod wskazany adres, a tam gołe pole, ani śladu wymarzonego domu, syn mieszkający obok w jakiejś ruderze, wyniszczony alkoholem.
Pamiętam tylko przejmujący krzyk kobiety w ostatniej scenie tego filmu, gdy okazało się, że w gruzach legły wszystkie jej wysiłki i marzenia, że została oszukana i wykorzystana przez własnego syna... posiada tylko to, co zmieściła w walizce i nie ma dokąd pójść.
Mam znajomych w podobnym wieku, posiadaczy sporego domu na wsi. Dzieci wyfrunęły z gniazda, dom jest za duży dla nich dwojga, planują przenieść się do bloku w dużym mieście.
Młodsi już nie będą, pracy przy domu sporo, do lekarza i na większe zakupy daleko. Wielu ich znajomych dziwi taka decyzja, ale oni chcą być bliżej dzieci i atrakcji, które daje duże miasto.