Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezpieczeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezpieczeństwo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 maja 2019

Narzędzia i procedury...

O pedofilii powiedziano już wiele i równie liczne słowa jeszcze padną. Wypowiedziałam się wielokrotnie w komentarzach na innych blogach.
Dziś chcę nawiązać do bezpieczeństwa dzieci, bo sprawa nastolatka, który zabił nożem kolegę przeszła prawie bez echa.
Zapowiedziano natomiast kontrole bezpieczeństwa w szkołach przez odpowiednie organa.

Tak się zastanawiam właśnie, na czym te kontrole będą polegać?
Każda szkoła i placówka zajmujące się dziećmi i młodzieżą mają opracowane narzędzia i procedury postępowania w różnych sytuacjach, są regulaminy, statuty, kontrakty, monitoring, w niektórych szkołach nawet bramki elektroniczne i ochrona.
Problem w tym , że nie można sprawdzić ani przewidzieć intencji uczniów czy osób dorosłych.

Wielu rodziców
jest przeciwnych nawet monitoringowi czy zamykaniu drzwi szkół dla postronnych osób. Przecież rodzic ma prawo…
Rodzice mają wiele praw w szkole i słusznie, w końcu chodzi o ich własne dzieci, ale ich egzekwowanie nie może zaburzać pracy szkoły czy zagrażać bezpieczeństwu innych dzieci. Nauczyciel nie może rozmawiać z rodzicem na osobności, zostawiając jednocześnie klasę samą, bo rodzic nie mógł być na zebraniu.
Rodzice chodzący po szkole – przecież szukam tylko córki, bo zapomniała śniadania - ale bywało, że rodzic, wujek, babcia dokonywali samosądów na kolegach swojego podopiecznego, ojciec porywał dziecko, pijany wujek awanturował się z woźnym, jakaś mama krzyczy na wychowawcę przy uczniach - na to dzieci patrzą i nie czują się z tym dobrze, nie jest to też dobry przykład dla budowania wzajemnego szacunku.

Nauczyciele mają ograniczone uprawnienia – nie wiemy, co uczniowie wnoszą do szkoły w plecakach, jego zawartość uczeń może jedynie sam opróżnić, a jeśli nie zechce? Bywa, że mają noże, scyzoryki, zapalniczki, w gimnazjach zdarzały się petardy, piwo… przepisy nie pozwalają odebrać uczniowi telefonu, ani go wyłączyć , a uczeń może zrobić ukryte zdjęcia czy filmiki i zamieścić w Internecie.
Coraz więcej dzieci ma problemy emocjonalne, potrzebuje pomocy psychiatry, psychologa, leków, a tymczasem w szkołach często jeden pedagog szkolny musi wystarczyć na kilkaset dzieci.

W czasie przerw
nauczyciele pełnią dyżury, ale trzeba także pamiętać, że jest nas coraz mniej, były zwolnienia nauczycieli lub pedagodzy pracują w kilku szkołach, uzupełniając etaty, więc w czasie przerw przemieszczają się do innych placówek. Kto pracował kiedykolwiek z tak dużą liczbą dzieci na raz ten wie, jak trudno zapewnić bezpieczeństwo uczniom w każdym miejscu i w każdym momencie.
Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co uczniowie mają w głowach, w jakim stanie przyszli z domu
( ojciec pijany, mama wyjechała, starszy brat narkoman) czy biorą leki, czego się boją, do czego są namawiani przez rówieśników.

Presja jest ogromna, a pomocy znikąd, ileż to lat alarmujemy o dodatkową pomoc, władze jakby głuche na problemy, łatwiej wezwać dyrektora z nauczycielem do kuratorium i zbesztać.
W ośrodku specjalistycznym lekarz, wychowawca mają sanitariuszy do pomocy w razie ataku szału u pensjonariusza. Kogo ma do pomocy nauczyciel? Najwyżej swego kolegę, koleżankę.

Nawet nie spróbuję rozdzielić dwóch agresywnych ósmoklasistów, którzy są o głowę wyżsi ode mnie , że o sile nie wspomnę. Mogę jedynie prosić, przemawiać do rozsądku, nie wolno mi ucznia dotknąć, zrewidować, uczeń może wszystko, ze szkoły wyrzucą, gdy ma 18 lat czyli najwyżej w liceum.
Gdy nauczyciel zajrzy do szatni, toalety – może być oskarżony o wiele rzeczy, gdy nie zajrzy, a przemoc wydarzy się na jego dyżurze – zostanie oskarżony o brak reakcji.

Za chwilę podwójny rocznik uczniów w szkołach - ciekawe czy pani minister pomyślała jak w takim tłoku zapewnić uczniom bezpieczeństwo, ale to nie jej problem, to problem dyrektorów i nauczycieli.
Ile złego musi się stać, by ktoś dostrzegł wreszcie problem?

Jedna z nauczycielek próbowała opanować agresję młodszego ucznia, przyciskając go do ściany, obtarła dłonie do krwi, została pokopana i opluta… ale uchroniła drugiego ucznia, może przed najgorszym. Zyskała kilka siwych włosów.

Gdy zaatakowany zostaje lekarz, ratownik, pielęgniarka podpada to pod paragraf.
Uczniowie nie są przestępcami, trzeba brać pod rozwagę ich emocji, trudną sytuację rodzinną,presje rówieśników, choroby itp.
Nauczyciel jest w pracy, sam z całą klasą, bez realnej pomocy w danej sytuacji.

Gdy media donoszą o jakimś wydarzeniu na terenie szkoły – najbardziej denerwują mnie pytania: gdzie był nauczyciel, co zrobiła szkoła, czy dzieci są bezpieczne…

Między innymi w proteście przeciwko zrzucaniu całej odpowiedzialności na nauczycieli był kwietniowy strajk