Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim za życzenia w komentarzach, chrzest lotniczy mam za sobą, przebiegł pomyślnie, to na pewno zasługa Waszej dobrej energii.
Zanim ogarnę emocje, widoki pod powiekami i wszystkie fotki, pozwólcie, ze zrelacjonuje tylko podróż w obie strony, choć pewnie dla wytrawnych podróżników nie będą to żadne rewelacje.
Lotnisko zrobiło na mnie pozytywne wrażenie, wszystko sprawnie i szybko, gdyby godzina wylotu była bardziej ludzka, to zupełny luzik. Dla mnie nieprzespana noc to masakra, a najblizszy posiłek z kawa za wiele godzin dopiero.
Oprócz dowodu osobistego nikt nie oglądał żadnych dokumentów, a i w Grecji tylko paszport covidowy, ale jednym okiem, gdybym miała cudzy, też by przeszedł.
Wylatując z Polski siedziałam przy oknie, więc zrobiłam kilka fotek z samolotu, niezła frajda, nawet nad chmurami krajobraz wygląda jak arktyczny, super wyglądają z góry wyspy greckie i wielkie statki pasażerskie.
Kreta powitała nas temperaturą 28 stopni, więc nie tak źle, wiaterek, sprawna odprawa, odnalezienie swojego autokaru i kierunek hotel...
Czekając na pokój mogliśmy skorzystać z baru przy basenie, obejrzeliśmy dostępne tarasy , zjedliśmy obiad w głównej restauracji, zapoznaliśmy się z ofertą all inclusive i około 15 pracownik hotelowy zawiózł nas do naszego miejsca zakwaterowania, bo ten akurat hotel ma 3 odrębne filie i tylko posiłki jada się w restauracji głównej.
W hallu głównym takie oto dekoracje, wygodne kanapy i fotele wszędzie, przestronne tarasy wokół całego budynku.
Przy tym basenie spędzaliśmy wiele godzin, przez ostatnie 10 lat nie pływałam tyle, co przez miniony tydzień.
Typowy posiłek obiadowo-kolacyjny, jedynie śniadania miały inny charakter, więcej było nabiału, pieczywa i nie podawano lodów ani wina.













