Pokazywanie postów oznaczonych etykietą park. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą park. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 lipca 2025

Pawie w Puławach

 To było dla mnie zaskoczenie, bo nie wiedziałam, że spotkamy tam pawie i to w takiej liczbie! Do  pałacu w Puławach postanowiliśmy wstąpić w drodze powrotnej do domu i to był dobry pomysł, bo wybrać się tam specjalnie? Może czułabym rozczarowanie, ale o tym innym razem.


Pierwsze ptaki już nad stawem z karpiami, spacerowały sobie wolno, nie zwracając uwagi na zwiedzających.


Kolejne, przy wejściu do pałacu. Zajęte poranną toaletą - trudno było zrobić im zdjęcie... 


Był także i biały paw, ale nie chciał zaprezentować swojego ogona.


Ptaki bardzo ruchliwe, wskakiwały na zewnętrzne parapety okien, na balustrady, na tarasy, niby duże i ciężkie, ale czyniły to z gracją, jak wielkie samoloty!


Tu przyłapałam pawia na tarasie, podejrzałam przez okno pałacu, jak samiec próbował oczarować samiczkę, ale ta nie zwracała na niego uwagi, może dlatego, że siedział obok niej inny samiec...
Bardzo ciekawa obserwacja!


Na ostatnim zdjęciu widać trzy pawie, w tym jeden na żerdzi koło lampy pod sufitem, wskoczył lekko, choć to wysoko. nawoływały się co rusz, a wiecie, jaki mają straszliwy głos...


Dobrze pawiom w pałacowym parku, a o parku i pałacu będzie następnym razem.

czwartek, 20 kwietnia 2023

Obserwacje na skwerze

 Miałam okazję zawitać na chwilę do Poznania, gdy towarzyszyłam synowi w załatwianiu różnych spraw. Aby nie pałętać się po urzędach poszłam na spacer na pobliski skwer i o dziwo mój aparat zauważył kilka ciekawych obiektów. Za zimno było, by posiedzieć na ławce, ale za to pospacerowałam kilkakrotnie alejkami, na co ucieszył się mój krokomierz.

Pomnik Powstańców Wielkopolskich robi wrażenie, choć prosty w formie i detalach.
Ludzi na ulicach niewielu, każdy przemykał szybko w swoich sprawach, jedynie mamy lub babcie z dziećmi zajrzały na mały plac zabaw i karmiły ptaki.
Jakaś pani biegła z porem pod pachą, warzywem  wielkim, niczym miecz samurajski, może zabrakło jej do obiadu, bo spieszyła się bardzo.
W Poznaniu buduje się wiele wysokich biurowców, aż dziw, że inwestorzy mają nadzieję na wynajęcie ich różnym firmom i organizacjom, wszak nadal przeważa praca online, a opłaty za wynajem wielkich powierzchni użytkowych w centrum miasta nie są na pewno małe.
Urozmaiceniem skweru, na którym się dotleniałam są schodki, podjazdy i kręte ścieżki oraz rozmaite instalacje typu pergole, zakątki, konstrukcje przestrzenne czy chociażby stara pompa.
Chętnie zajrzałabym tam w okresie letnim, bo na razie zieleni było tam niewiele i kwitły tylko forsycje.
Ciekawa obserwacja dotyczy zestawienia starej urokliwej zabudowy z nowoczesnymi budynkami, które jednak są ciekawe architektonicznie, nie to, co ciężkie betonowe gmaszyska z dekad wcześniejszych.
Na pobliskiej stacji benzynowej kupiłam kawę na wynos i wafelka, kilka osób kupowało hot-dogi i kawę także. Okazało się, że obok był budynek urzędu paszportowego i co niektórzy zgłodnieli, czekając w długiej kolejce na załatwienie swoich spraw. Wyglądało to dziwnie, bo petenci siedzieli w rzędach jak w kinie i wpatrywali się w ekran, niczym zahipnotyzowani. Pewnie wypatrywali na ekranie swojego numerka. Przed budynkiem z kolei stała grupka osób uzależnionych od dymka i co jakiś czas musieli wyjść na zewnątrz, by dorzucić się do miejskiego smogu.

Popijając kawę, zerkałam na gmach kliniki stomatologicznej, spory i nowoczesny.
Pacjenci wchodzili z ociąganiem jakby, wychodzili szybko, niektórzy umęczeni, pewnie ciężkimi zabiegami. Kazdy dzierżył w rękach jakieś papiery, pewnie skierowania i recepty.
parking dla pacjentów o dziwo płatny, tak jak i ten, na którym zostawiliśmy auto. Od następnego dnia miał być dużo droższy, bo odbywać się miały jakieś zawody czy pokazy motocyklowe. Tak sobie wtedy pomyślałam: czy podniesienie opłat za parkowanie przy okazji dużej imprezy to pazerność właściciela czy współczesna zaradność?


Lubię Poznań , choćby z uwagi na to, że jest tam wiele podobnych miejsc, przeznaczonych do codziennego relaksu, nawet w środku osiedli mieszkaniowych, a ilość kwitnących krzewów i klombów kwiatowych zawsze radowała moje oczy.

sobota, 17 grudnia 2022

Chociaż mróz...

 Mróz nie powinien przeszkadzać w realizowaniu cyklu spacerów po zdrowie, bo nie ma złej pogody, jedynie niewłaściwe ubranie. Przed południem spaceruję sama, po południu wyciągam na spacery męża, a czasami on wyciąga mnie, taka współpraca, bo każdy miewa leniwe dni.

Tym razem wybraliśmy się na wieczorny spacer, by zrobić fotki świątecznym dekoracjom w parku.

Widać gołym okiem, że miasto oszczędnie gospodaruje funduszami, bo nie pojawiły się zwykłe o tej porze ozdoby parkowe, a i na osiedlu czy w centrum brak choinek i światełek, jakie były co roku, ale i to, co jest cieszy oko i umila spacery.


Taka świetlna fontanna na skwerze w pobliżu pijalni wód mineralnych, można wejść w środek instalacji i robić fotki ze światłami na okrągło.


Anioły prowadzą spacerowicza od muszli koncertowej do głównej alei w stronę tężni.


Wiewiórka z olbrzymim orzechem zaprasza , by wejść na scenę w muszli koncertowej i spróbować kolędowania w plenerze:-)

Mostek przerzucony prze staw oświetlony oddolnie, na moście skrzypi śnieg. Wcześniej, oświetlone świątecznie i udekorowane były także latarnie.


Tężnia solankowa udekorowana tylko w połowie, bo trwa remont konstrukcji, część wyremontowano wiosną, teraz kolej na resztę.


Widok na most od strony tężni, piękne odbicia wodne, ale trudno było znaleźć dobre ujęcie i ręce mi zamarzały na mrozie...

Weszliśmy do pijalni wód by ogrzać się troszeczkę, bo w końcu długi spacer przy -7 Celsjusza wymaga przerw na rozgrzewkę i przy okazji obejrzeliśmy fragmenty wystawy piernikowej.

A jak u Was wyglądają dekoracje dla mieszkańców, czy zauważacie  oszczędności ?

środa, 20 marca 2019

Parę figur, parę fotek...

Nie jest tajemnicą, że mieszkam w mieście uzdrowiskowym i odwiedza nas wielu kuracjuszy.
Dla nich głównie poszczególne sanatoria nie tylko modernizują swoje budynki i usługi, ale także starają się zapewniać różne atrakcje.
Pisałam już o pijalni wód i palmiarni, ogrodach zapachowych, muszli koncertowej i oczywiście tężniach w parku Solanki.
Z tego co wiem, sanatoria proponują zabiegi SPA, kriokomorę, nie mówiąc o specjalistycznych usługach leczniczych.
Nie będę Was o tym zanudzać, bo się na tym za bardzo nie znam, zainteresowani znajdą wszystko w necie.
Chcę wspomnieć za to o innych atrakcjach, które przygotowano z myślą o gościach uzdrowiska. W parku znajdziemy wiele rzeźb, aleję sław czyli dęby posadzone rękoma znanych gości honorowych miasta, siłownie na świeżym powietrzu.

Ostatnio przybyła galeria rzeźb w drewnie, taki mały kujawski skansen.
Usytuowany na terenie sanatorium Przy Tężni, ale można wejść i przyjrzeć się z bliska.
Na pierwszym zdjęciu Kujawiak i Kujawianka w strojach ludowych i oczywiście wóz drabiniasty.
Na drugim figura Piasta Kołodzieja na tle Mysiej Wieży w Kruszwicy oraz model rotundy św.Prokopa w Strzelnie.
Na tych zdjęciach prezentują się Skarbnik z kopalni soli oraz wojownik na tle bramy osady w Biskupinie.
Przyjemnie posłuchać szumiącej wody z koła młyńskiego, a w tle widać chaty kryte strzechą, które kryją woliery dla strusia i papug.
Woliery maja tę wadę jednak, że zbyt małe oczka siatki nie pozwalają na swobodne obserwowanie ptaków.
Jeśli komuś trudno chodzić na inhalacje pod duże tężnie, może skorzystać z tego zabiegu solankowego przy mini tężni...
Dla wielbicieli sielskich klimatów jest także drewniana wiejska studnia, ale w środku nie ma wody, a wielka bryła soli...
Tu i ówdzie zauważyłam także kilka wyrzeźbionych ptaków drapieżnych.
I wreszcie pomyślano także o miłośnikach ogrodów. Wśród roślin posadzonych na urokliwym klombie znalazłam kwitnącą kalinę, taka przynajmniej nazwa widniała na tabliczce informacyjnej.
Jeśli lubicie takie klimaty zapraszam do Inowrocławia:-)

wtorek, 16 października 2018

Artysta uliczny...

Widywaliśmy Go w parku codziennie, zajmował jedną z ławek, na której rozkładał swój skromny warsztat.
Obok napis - Portrety, karykatury/ 15zł
Nie wiedziałam o nim nic więcej, poza tym, że rysuje chętnym spacerowiczom i turystom portrety, ot tak , na kolanie.
Z czasem tracił chyba pewność ręki, bo podglądane prace stawały się coraz mniej doskonałe, jakby rysowało dziecko, a i klientów zaczęło ubywać, ostatnio nie widziałam, by w ogóle rysował...
Nic dziwnego, byliśmy świadkami, gdy zainkasowane wynagrodzenie spieniężał w pobliskiej kawiarni, zapraszając tego i owego na piwo. a wiadomo, że chętnych do kielicha nigdy nie brakuje. Ostatnimi czasy nawet ustronna ławka była barem pod chmurką

Lata mijały, artysta jakby coraz bardziej przygarbiony, coraz bardziej przypominał z wyglądu kloszarda. Jednocześnie, na lokalnych stronach internetowych obserwowałam, że bywał na wernisażach, spotkaniach, plenerach, odbierał nagrody i stypendia.
Nikt pewnie nie posądzałby znanego z parku rysownika o bywanie w środowisku artystów, o prowadzenie zajęć warsztatowych.
Ja też nie, dopóki nie przeczytałam, że zmarł niedawno i na portalu naszego miasta poświęcono Mu notkę biograficzną.

Wracając kiedyś z pracy zastanawiałam się, dlaczego ławka artysty jest pusta, może zachorował? Może miał inne problemy, skoro na ławce przybyła kartka z napisem ZBIERAM NA CHLEB...

Miejmy nadzieję, że tam, gdzie trafił znajdzie amatorów pamiątkowej karykatury lub grafiki zainspirowanej muzyką...

Znalazłam w sieci jeden z wierszy Romana Senskiego, bo tak się nazywał ów artysta i pozwolę sobie przytoczyć:

Ponownie

wygwoździć wyśrubować
Chrystusa
by nadal przechodził
szarymi ulicami by spojrzał
w oczy draniom dwulicowym
by wygnał przekupniów
z kurii przedsiębiorstw i spółek

nad biurkami zostaną
puste krzyże a mesjasz stoi
w kolejce
po dobre słowo
po zapomogę
po nowe sandały

wygwoździć
niech sunie po wodzie
po nadzieję człowieka
po rany i kłótnie
i wielkie banknoty
wiszące jak INRI

( źródło http://menazeria.eu/)



środa, 29 sierpnia 2018

Ratunek dla mieszczucha...

Upały minęły, ale taka naszła mnie refleksja, że mieszkańcy miast w taką pogodę mają przechlapane, zwłaszcza jeśli mieszka się na dużym osiedlu w bloku.

Nie tylko grzeje słońce od góry, ale od dołu asfalt lub beton, z boku ściany budynków, a drzew często jak na lekarstwo.

Nawet przechodząc obok parkingów wyczuwa się gorąco od samochodów, a parkingów coraz więcej.

Mieszkam na moim osiedlu już ponad 25 lat i najpierw było mało zieleni, bo wiadomo, nowe osiedle, drzewa musza urosnąć - teraz znów ubywa zieleni, bo potrzebne są parkingi.

W dodatku niektóre wspólnoty mieszkaniowe wymyśliły sobie rozmaite innowacje florystyczne i jakieś ogródki niby - japońskie, które może i ładnie wyglądają, ale cienia toto nie daje...

Na szczęście blisko naszego domu jest skwer ze stawem , a na nim fontanna. Ostatnio także władze miasta zainwestowały w kilka tysięcy drzewek, które są sadzone w całym mieście i podlewane, co miałam okazję zaobserwować.

Ratunkiem dla nas jest także piękny park, o którym już kiedyś pisałam, a niektórzy z moich czytelników znają z autopsji.
Park ma ponad 140 lat i ciągle się zmienia, co cieszy nie tylko mieszkańców, ale także kuracjuszy i turystów weekendowych.

To tylko fragment ogrodów zapachowych, gdzie rosną nie tylko kwiaty, ale także zioła i kwitnące krzewy.


Rabaty i klomby kwiatowe, które zmieniają się wraz z porami roku.


Ławeczki i fontanny - szum wody dobrze działa na psychikę i sprawia wrażenie ochłody w upalny dzień.



Jest także fauna, wiewiórki jedzą z ręki, konie dzielnie pozują do zdjęć, ale i pojeździć można lub przejechać się bryczką.


W nowej części parku jest także plaża z leżakami i wielka grillownia, z której mieszkańcy licznie korzystają, nie wszyscy mają przecież działkę czy ogród.



Oblegane wręcz są tężnie, udostępniane wszystkim bezpłatnie oraz mostki, rzeźby i inne ciekawe instalacje...

Ku mojemu zadowoleniu obserwuję dbałość o skwery i inne strefy zielone w polskich miastach i miasteczkach.
A jak jest u Was?
Czy macie gdzie wypoczywać w upalne dni, jeśli akurat nie możecie wyjechać w plener?

sobota, 9 września 2017

Wszyscy jesteśmy z jednej gliny....

Pod takim hasłem celebrowaliśmy Bałkański Festiwal Smaków. Wokół muszli koncertowej w parku miejskim rozsiadły się stoiska z wszelkim dobrem, festiwal smaków kulinarnych, artystycznych i zapachowych. Rozbrzmiewała muzyka, rozkręciły się w tańcu piękne tancerki, po alejkach parkowych maszerował korowód GLINIADY, znacząc spacerowiczów białymi śladami dla podkreślenia idei, że wszyscy jesteśmy z jednej gliny, mamy podobne tradycje, na podobnych instrumentach gramy, podobne rzeczy lubimy. Na Bałkanach może bardziej potrafią cieszyć się życiem i tańczą przy każdej okazji.
Korowód GLINIADY robił niesamowite wrażenie, jedno ze zdjęć wyszło mi poruszone i wyglądało , jakbym uchwyciła duchy w tańcu...
Uraczyliśmy się muzyką bałkańską oraz jej stylizacjami w wykonaniu zespołu Bum Bum Orkestar z Warszawy. Jak oni grali ! Każdy z wykonawców miał swoją solówkę, a akordeonista miał tyle energii, ze instrument w jego rekach ważył tyle, co nic....
Muzyka energetyczna, niektóre kawałki znane z filmów lub koncertów takich wykonawców jak Kayah czy Goran Bregović. Nogi same rwały sie do tańca lub przynajmniej przytupywania i kołysania biodrami. Możecie ich posłuchać TUTAJ
Gdy muzycy szli na przerwę tańczyły dla nas przepiękne tancerki w strojach będących wariacjami klasycznych lub zespół ludowy w kameralnym składzie. Widownia nieśmiało próbowała swoich sił w tańcu, chyba zbyt jasno jeszcze było...
W jednym z namiotów podziwiałam tradycyjne stroje bałkańskie, misternie haftowane, ale jeszcze piękniej prezentowały się na tancerzach, którzy przechadzali się alejkami po skończonym występie.
W strefie artystycznej, pod okiem artystów plastyków można było pomalować według wzorów swój własny talerz lub bałkańskie koło fortuny. Dzieci chętnie też robiły kolorowe latawce...
Tancerki jako złote anioły lub tańczące z jedwabnymi szarfami zebrały więcej braw, niż zespół tańców ludowych. Ciekawe, czy była to zasługa kolczyków w ich pępkach?
Nie byliśmy na festiwalu do końca , bo trwał długo, robiło się chłodno, a podobno były jeszcze pokazy akrobacji z ogniem, prezentacje multimedialne, warsztaty kulinarne i wiele innych atrakcji.
Gdy wracaliśmy do domu, mnóstwo ludzi ciągnęło jeszcze w stronę muszli koncertowej.
Gdybyście byli kiedyś w pobliżu Inowrocławia, zjedźcie z trasy, zapewniam, że całe lato w każdy weekend dzieją się ciekawe rzeczy...

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Za mundurem...

Wracam ja sobie z pracy do domu przez park, a tu niespodzianka - na placu przed muszlą koncertową odbywa się uroczystość tuż przed Świętem Wojska Polskiego. Miejscowy Garnizon Wojska Polskiego w letniej scenerii parkowej obchodził swoje święto: wręczono awanse i odznaczenia.
Nie byłam od początku, ale załapałam sie na część atrakcyjną dla obserwatora czyli defiladę z towarzyszeniem orkiestry wojskowej.
Wierzcie mi, że gdy tak maszerowali w mundurach galowych w takt wojskowych pieśni, aż miło się robiło na sercu. Nie bez przyczyny mówi się, że za mundurem panny sznurem. W tłumie przystojnych i wysportowanych żołnierzy dojrzałam jednak kilku spędzających chyba dużo czasu za biurkiem, bo z wielkim trudem udawało im sie dorównać kolegom kroku marszowego...
Po defiladzie obejrzałam wystawę, na której zgromadzono wozy bojowe oraz inne wojskowe ciekawostki.
Ten na pierwszy rzut oka kombinezon płetwonurka, okazał się kombinezonem przeciwwybuchowym - dla saperów likwidujących różne znajdowane w ziemi powojenne niespodzianki czyli niewybuchy. Sporo było też chętnych do przymierzenia oprzyrządowania, jakiego używają nasi żołnierze na misjach.
Mnie zauroczyła piękna żołnierka z bukietem biało-czerwonych róż i pozwoliła na zrobienie pamiątkowego zdjęcia. To może teraz trzeba dodać - za mundurem chłopcy sznurem?

Wpis ten dedykuję pułkownikowi w stanie spoczynku, którego od lat znam osobiście. Jest mężem mojej bliskiej koleżanki. Niezwykle oczytany, historię Polski zna jak mało kto, z wnukami śpiewa pieśni patriotyczne w najważniejsze święta państwowe, pomocny i szarmancki, z sercem na dłoni.
Z wielkim oddaniem opiekuje sie matką, łączniczką z Powstania Warszawskiego.
Nie znam większego patrioty.

piątek, 10 czerwca 2016

Aleja dębów, aleja sław...

Wiele miejscowości chwali sie alejami gwiazd czyli wmurowanymi w chodnik płytami, upamiętniającymi znane osoby, związane w jakiś sposób z daną miejscowością. Ma swoją aleję Władysławowo, w Toruniu powstała piernikowa aleja gwiazd, sławę artystów głoszą gwiazdy w stolicy, równie znana jest podobna aleja w Międzyzdrojach. Często jest taka aleja główną atrakcją turystyczna, obok możliwości spotkania takiej Gwiazdy na żywo.


W moim mieście w parku solankowym też kilkanaście lat temu zapoczątkowano taką aleję, ale oprócz tablic z nazwiskami znanych osób odwiedzających Inowrocław podziwiać mozna dęby zasadzone rękoma sławnych gości miasta.
Z czasem w alei zabrakło miejsca na nowe tablice i drzewa, więc zaczęto upamiętniać gwiazdorów także w innych miejscach parku, a dla sławnego nieżyjącego ufundowano ławeczkę. Z gen.Sikorskim wszyscy spacerowicze robią sobie fotki.

Nie liczyłam wszystkich dębów, ale oprócz nazwisk, które widzicie na zdjęciu, spotkacie nazwiska nie tylko artystów , ale także sportowców, pisarzy, aktorów. Zapamiętałam następujące: Krzysztof Penderecki, Irena Szewińska, Grzegorz Turnau, Joanna Brodzik, Beata Kawka, Zbigniew Zamachowski, Zbigniew Wodecki, Bogusław Linda, Maciej Stuhr, Justyna Steczkowska, Natalia Kukulska, Wojciech Malajkat itd.
Obok ławeczki Sikorskiego w pijalni wód mineralnych jest także pomnik teściowej, nie jakiejś konkretnej, raczej symboliczny. Być może w takiej interpretacji ktoś rozpozna swoją teściową?

Grzegorz Turnau, który w takiej alei także ma swoje drzewo związany jest z miastem poprzez koligacje rodzinne. Tutaj mieszkali jego dziadkowie, u których spędzał wakacje jako dziecko i przyjeżdża do nas w okolicach swoich urodzin. Organizowany jest wtedy koncert artysty z udziałem zaproszonych przyjaciół i na scenie przy tężni rozbrzmiewa Noc Solannowa. Koncert sponsorowany przez władze miasta dla wszystkich mieszkańców i kuracjuszy.