niedziela, 17 sierpnia 2025
Odcienie przyjaźni...
sobota, 31 maja 2025
Ciepłe i kojące...
sobota, 11 czerwca 2022
Wieczorny telefon...
Wieczorny telefon niczego dobrego nie wróży, zwłaszcza gdy dzwoni dawno niewidziana osoba.
Tak było i tym razem, po podniesieniu słuchawki i krótkim - słucham?- kobiecy głos z wyrzutem atakuje:
- jak mogłeś zaprosić mojego byłego na Wigilię, poczułam się zdradzona!
- po pierwsze - mogę zapraszać, kogo mi się podoba, po drugie - znam człowieka ponad 20 lat i nic mi złego nie zrobił, po trzecie - to ty odizolowałaś się od rodziny i znajomych, bo nie chcieli zeznawać w sądzie przeciwko Markowi, ale i tak zabrałaś mu wszystko i zniszczyłaś psychicznie
- przesadzasz, rozwód to nie przedszkole, musiałam walczyć o siebie i córkę
- córkę też nastawiłaś przeciw niemu, choć to Marek ją praktycznie wychował , ty robiłaś karierę!
- nie wyciągaj starych brudów, odwołasz zaproszenie?
- ani mi się śni, Marek jest samotny i przygnębiony i chętnie zastąpimy mu rodzinę w te święta, wasz rozwód nie oznacza, że mam się wyrzec wszystkich przyjaciół, których ty nie akceptujesz
- ale mnie nie zaprosiłeś!
- a dziwisz się? słyszałem, że nie doskwiera ci nadmiar przyjaciół, ciekawe dlaczego?
Rozstania, rozwody, to także fatalna sytuacja dla rodzin i znajomych bohaterów dramatu. Oni zaczynają nowe życie, często u boku kolejnych partnerów, a członkowie rodziny czy znajomi nagle znajdują się w dwuznacznej sytuacji towarzyskiej. Nie zawsze przecież ludzie rozstają się w przyjaźni i utrzymują kontakt ze sobą i wszystkimi dawnymi przyjaciółmi.
środa, 4 października 2017
Szorstka przyjaźń z kotem.
Z psem na pewno.
Historię tu opisaną poznałam kilka dni temu i dowodzi ona, że raczej to kot decyduje, na ile dopuści nas do swojego świata...
Znajomy męża często chodzi do garażu, bo lubi sobie tam pogrzebać przy aucie. Kiedyś jego poczynaniom przyglądał się kot. Czekał cierpliwie, nie podchodził. Gdy czas był do domu wracać, kot podążył za mężczyzną i odprowadził go pod same drzwi, progu jednak nie przekroczył.
Wieczorem cała rodzina usłyszała miauczenie pod oknem. Okazało się, że to „znajomy” kot, wyniesiono więc mu miskę mleka i jakiś smakołyk.
Kot zjadł i zniknął. Rano nie było go pod domem, za to znów pojawił się po południu koło garażu i cała sytuacja powtórzyła się. Potem zniknął na kilka dni, by pojawić się znowu. Nigdy nie podchodził blisko, nie dał się pogłaskać, nie wchodził do domu.
Członkowie rodziny próbowali zwabić kota, by wszedł do mieszkania i został, bo piękny był, a nic nie świadczyło o tym, by do kogoś należał. Daremne starania, pozwalał podziwiać się tylko z daleka.
Ciekawi mnie co wydarzy się, gdy na dworze zima zawita...
piątek, 18 września 2015
Na lekkość duszy
Niektórym pomagają zakupy, innym wizyta w SPA, zajęcia zumby lub romantyczna komedia z ocieraniem łez. Zawsze dobrze robi na duszę list lub telefon zapewniający, że ktoś o Tobie myśli, że trzyma kciuki, zwyczajnie pochwali, że dobrze coś robisz.
Ten kwiatek pojawił się u mnie niedawno, podarowany przez koleżanki z pracy i chociaż moje okazje imieninowo-urodzinowe przypadają w wakacje i nie widzimy się wtedy, to czekał na mnie po powrocie do pracy...
Wrzosowy prezent otrzymałam od koleżanki, która odwiedziła mnie w domu. Jest już na emeryturze, ale spotykamy się na plotki, najczęściej w kafejkach, ale że ja teraz z chorym kręgosłupem, więc zaprosiłam ją do domu. A mój mąż na poprawę humoru upiekł placek drożdżowy z czarną porzeczką, który nie zdążył dobrze ostygnąć przed zniknięciem w naszych żołądkach. A kalorie? Przepraszam, a widział ktoś kalorię, choć jedną? No to o czym mowa?
Czasami dobrze jest zmienić coś w swoim otoczeniu, kupić świeże kwiaty, reprodukcję, nakryć stół nową serwetą. Dla mnie najlepszym balsamem dla duszy jest rozmowa z kimś kto tego bardzo potrzebuje i słyszę potem : jak dobrze zrobiła mi ta rozmowa, już mi lepiej...
Poza tym na lekkość duszy zawsze najlepiej robi dobra książka, jest kilka takich które zaliczam do kategorii BALSAM DLA DUSZY, udana wycieczka i Wasze blogi, na których zawsze coś ciekawego...
A jakie są wasze sposoby na lekkość duszy?
piątek, 21 sierpnia 2015
Dwa domy - dwie Hanny
Pewna reklama telewizyjna przywołała wspomnienie z okresu, gdy chodziłam do podstawówki. Miałam dwie koleżanki, w domach których bywałam. Obie akurat miały na imię Hania. Były to tak różne Hanie, jak odmienne były też ich domy, a w zasadzie mieszkania.
Pierwsza Hania mieszkała w starej kamienicy, jej mama była krawcową, mieli tylko pokój z kuchnią. Pokój pełnił funkcje jadalni, sypialni, miejsca zabaw i miejsca do odrabiania lekcji. Całe życie rodziny skupiało się w przytulnej kuchni, dość dużej, z bogatą spiżarnią, ciepłym piecem. Mama Hani zawsze miała coś do roboty, częstowała herbatą i własnymi wypiekami. Bywałam tam często, gdyż pomagałam Hani w lekcjach, zwłaszcza w pisaniu wypracowań, których wówczas pisaliśmy dużo, nie to, co teraz. Wstępowałam też po Hanię w drodze do szkoły, na zajęcia pozaszkolne, na lekcje religii.
Druga koleżanka Hanka mieszkała w nowym bloku, jej rodzice byli nauczycielami matematyki w szkole średniej, mieszkanie było sterylnie czyste, a Hanka zapraszała do siebie tylko pod nieobecność rodziców. Nawet wówczas mogłyśmy przebywać tylko w jej pokoju. Żadnych poczęstunków nigdy nie było, bo mama Hanki nie uznawała przekąsek między posiłkami, nigdy też nie widziałam, aby koleżanka jadła słodycze. Gdy rodzice Hanki byli czasem w domu, musiałyśmy się bardzo cicho zachowywać, nigdy nie słyszałam, żeby ktoś tam się śmiał. Zawsze zastanawiałam się jak w domu może być tak czysto, nawet w kuchni żadnych oznak przygotowywania posiłków, nie pamiętam kwiatów w wazonie lub roślin na parapetach. Nawet na biurku Hanki panował wzorowy porządek. Nie muszę chyba dodawać, że Hanka była dobra z matematyki. Przegadałyśmy na podwórku niejedną godzinę. W rozmowach tych zwierzyła mi się kiedyś ze swoich podejrzeń, że została adoptowana. Szczerze mówiąc, obserwując oschłość jej rodziców (a ojciec był dużo starszy ), nie dziwię się, ale była jednak bardzo podobna do matki.
Z opisu zapewne domyślacie się, u której koleżanki zawsze było gwarno i wesoło, a która wracała do pustego i cichego domu.
niedziela, 12 lipca 2015
Dla Gabrysi
Gabrysia - imię pogodne,
Gabrysia - oczy łagodne.
Gabrysia w zbożu i w różach,
Gabrysia ciągle w podróżach.
Poetka, kobieta, żona,
rusałka, dobroć wcielona,
jak balsam na duszę, przyjaciel.
Świat kocha - nie umie inaczej.
Z portretu w zadumie zerka,
dla dzieci wierszyk napisze,
pogodna z Niej marzycielka,
Jej wiersz nam dusze wyciszy.
Ze słowem dobrym, kojącym
na pewno do Ciebie trafi.
Z anielską, cierpliwą uwagą
ukoić smutki potrafi.
czwartek, 30 kwietnia 2015
Moje ptaki, zwierzaki i krewni...
Jako dziewczę dorastające miałam psa, którego śmierć przeżyłam dwukrotnie. Raz, gdy potrącił go samochód i nie wykazywał oznak zycia, ale po zaniesieniu do domu, kąpieli i zawinięciu w koce, odzyskał wigor i był z nami jeszcze jakiś czas. Drugi raz odszedł naprawdę, to na mamę przypadło uśpienie przyjaciela domu. Nie rozmawiała z nikim przez 2 dni. Drugi pies pojawił się wkrótce potem, ale ja już wyszłam za mąż.
Mieliśmy z mężem akwarium z rybkami, papużkę falistą i żółwie czerwonolice. Do rybek nie mieliśmy szczęścia, papużki też nie są długowieczne, a żółwie tak urosły, że nie mieliśmy miejsca na nowe terrarium i oddaliśmy je do sklepu zoologicznego, aby ucieszyły kogoś innego.
Po przeprowadzce do nowego mieszkania była zoologiczna przerwa i pojawił się na świecie junior.
Dzieci jak to dzieci domagają się na ogół psa. Ja na psa zgody nie wyrażałam, bo spędzałby samotnie długie godziny w pustym mieszkaniu. Stanęło na chomiku. Oczywiście najpierw zarzekałam się, ze żadnych gryzoni w domu nie chcę, co syn wypominał mi bardzo dłuuuuuuuugo oraz to, ze o chomika dbam lepiej, niż o własne dziecko. Po chomiku pojawiły się papużki, tym razem dwie, żeby nie czuły się samotne. Bardzo przeżyłam, gdy umierały. Były jeszcze dwa kolejne chomiki, ale jeden - Roborowskiego nie dał się oswoić. Gdy pochowaliśmy ostatnie zwierzę w parku, mąż zakazał wszelkich zwierząt w domu, bo ryczę jak bóbr,gdy odchodzą, a on nie ma zamiaru na to patrzeć.
Pozostały mi więc zwierzaki w sklepach i ogrodach zoologicznych, ale nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa, a w piwnicy klatka i terrarium czekają...






















