Wiele osób wspiera nauczycieli na różne sposoby. Wczoraj gdy wracałam ze szkoły zatrzymała mnie mama ucznia z pytaniem - jak długo jeszcze?
Odpowiedziałam, że nie wiem, bo to nie od nas zależy. Mama ucznia na to - nikomu nie jest łatwo, ale nie poddawajcie się, trzymamy kciuki!
Bywają też głosy inne, ale te, mam nadzieję, wynikają z braku znajomości tematu.
Tym wszystkim chcę zadedykować notkę, ale posłużę się słowami mądrzejszych ode mnie, bo jestem tylko szkolnym bibliotekarzem.
Nie chodzi o to by kogoś przekonać, każdy ma prawo do swoich poglądów, ale łatwiej zrozumieć czyjeś racje , czytając u źródła o co chodzi, a nie bazując na info z TVPis
I jeszcze jedno, jako koledzy niestrajkujących nauczycieli nie nazywamy ich kanaliami czy zdrajcami, ale zwyczajnie, po ludzku zastanawiamy się, jak po wszystkim spojrzą nam w oczy?
Głos dyrektora szkoły
Finanse mają znaczenie. Nie można oczekiwać od nas życia powołaniem i misją. Przyznam, że sama, jako samotna matka, musiałam pomyśleć o tym, jak godnie przeżyć i po prostu znaleźć dodatkowe zajęcia, pomimo tego, że jestem dyrektorem i moja pensja jest wyższa. Jako pracodawca widzę, ile osób łączy etat z dodatkowymi godzinami w innych placówkach, firmach. Rozmawiam też z młodymi nauczycielami, którzy chcą odejść ze szkoły, bo pensja jest “za mała, by godnie żyć, a za wysoka, by umrzeć’. Znam to również z autopsji. Dlatego, tak jak często pisałam w przestrzeni bloga, finanse mają znaczenie. Powinniśmy godnie zarabiać.
Jako dyrektor nie będę strajkować, daleko jest mi również do zacietrzewionych polityków i ludzi, którzy eskalują sytuację, ugrywając coś na tym. Jestem ze środowiskiem, które jest zmęczone i sfrustrowane brakiem partnerstwa, dialogu i troski. Sytuacją, która nabrzmiewała od wielu lat. I wierzę, że w końcu połączymy siły nie tylko w walce o godne płace, ale także w codziennej pracy na rzecz edukacji. Mądrej, wzmacniającej, odpowiedzialnej społecznie, mającej szerszą perspektywę.
(Oktawia Gorzeńska jest dyrektorką 17 LO w Gdyni – Szkoły z mocą zmieniania świata według Fundacji Ashoka, koordynatorką projektów, trenerką, członkinią grupy Superbelfrzy )
Głos nauczyciela
Oficjalną przyczyną strajku jest żądanie podwyżki wynagrodzeń. Nauczyciele powszechnie uważają, że ich pensje są zdecydowanie zbyt niskie w stosunku do wymaganych kwalifikacji, trudności pracy i towarzyszących jej oczekiwań społecznych. Twierdzą (słusznie), że nie może być mowy o poprawie jakości edukacji, jeżeli wykonywanie tego zawodu w zasadzie wyklucza posiadanie aspiracji materialnych. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej.
Mamy obecnie do czynienia z lawinowym wzrostem liczby dziecięcych problemów rozwojowych, a także zaburzeń psychicznych, coraz częściej wymagających interwencji psychologicznej, a nawet psychiatrycznej. Stany depresyjne dotykają już nawet dzieci poniżej dziesiątego roku życia. Lawinowo wzrasta liczba opinii psychologicznych i indywidualnych zaleceń, których realizacja w warunkach szkolnych jest trudna lub wręcz niemożliwa, z racji braku funduszy, odpowiednio przygotowanych kadr, a także, coraz częściej, po prostu braku skutecznych terapii i procedur. Na to wszystko nakłada się ogromna presja ze strony rodziców, oczekujących od personelu placówek oświatowych indywidualnego i skutecznego pod każdym względem traktowania swoich dzieci. Co nie zawsze jest możliwe, nawet przy pełnej dobrej woli, o którą zresztą trudno wobec nawału podobnych problemów.
Bezsilną frustrację nauczycieli budzi powszechne negowanie ich autorytetu, które wyraża się kwestionowaniem wielu funkcjonujących dotąd w placówkach oświatowych rozwiązań, czego przykładem jest nabrzmiały problem zadawania (lub nie) prac domowych. Placówka oświatowa traktowana jest dzisiaj jako instytucja usługowa, której obowiązkiem jest zaspokojenie wszystkich oczekiwań klientów, nawet wtedy, gdy są one sprzeczne.
Na to wszystko nakłada się burza wywołana fatalną reformą systemu edukacji, która wprowadziła do szkół chaos organizacyjny, obciążyła nauczycieli i uczniów wymaganiami często niemożliwymi do spełnienia, dostarczyła trudnego do opisania słowami stresu uczniom obecnych klas ósmych i trzecich gimnazjalnych, ich rodzicom, a także nauczycielom. Protest jest zatem także wyrazem buntu przeciwko zmianom, które zamiast skierować ludzką energię na tory nowoczesnej edukacji powodują jej marnotrawstwo w rozpaczliwych próbach utrzymania jakiej-takiej sprawności codziennego funkcjonowania.
Jeżeli komuś wydaje się, że wystarczy zmienić nauczycieli – niezadowolonych skłonić do odejścia, a na ich miejsce zatrudnić nowych, to powinien wiedzieć, że nie rozwiąże to żadnego obecnego problemu. Bez wątpienia nauczyciele powinni lepiej zarabiać. Ale polska oświata musi się zmienić do samych fundamentów, aby pieniądze zainwestowane w pracowników miały szansę przełożyć się na lepszą edukację. Straciliśmy właśnie dwa lata, taplając się w reformatorskim bagnie. Protest nauczycieli mówi politykom, dosyć. Czas na zmiany, tym razem sensowne!
(Jarosław Pytlak jest dyrektorem Szkoły Podstawowej nr 24 STO na Bemowie w Warszawie oraz pomysłodawcą i wydawcą kwartalnika pedagogiczno-społecznego Wokół Szkoły. Działalnością pedagogiczną zajmuje się przez całe swoje dorosłe życie)
Fragmenty wypowiedzi zaczerpnęłam z portali Edunews oraz Superbelfrzy.
