Pokazywanie postów oznaczonych etykietą typy ludzi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą typy ludzi. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 maja 2026

Pani da na chleb...

 Co jakiś czas zdarza mi się spotykać osoby żebrzące na ulicy.

Kiedyś szybciej łapałam za portfel, by poratować potrzebującego, ale teraz zapala mi się najpierw lampka ostrzegawcza, zwłaszcza gdy w historyjce, mającej skruszyć sumienia, coś nie styka... 

Ostatnio dwa takie przypadki.

Starsza pani, znajoma z widzenia siedzi na ławce przed galerią handlową i zaczepia ludzi : pani / pan da na chleb. Pytam, dlaczego nie ma na chleb? Bo ze szpitala wyszła, a emerytura za dwa dni... 

Tu złapana na kłamstwie, bo widuję ją niemal codziennie, do lodówki społecznej chadza, na papierosy ma, a jeszcze niedawno z panami na ławeczce popijała, ale ławeczkę zlikwidowano, bo mieszkańcy na hałasy się skarżyli. 
Po kilku dniach idziemy z mężem, podobna sytuacja, podobne teksty do przechodniów. 
Zagaduję: a pani miała emeryturę dostać, bo ja dostałam.  Pani mi na to, że nie dostała i nie ma na chlebek...

Pan dość młody, dobrze ubrany, zaczepia nas na parkingu , jest sobota, my na wycieczce.
Recytuje : jestem samotnym ojcem, od 5 miesięcy nie mam pracy, nie mam żadnej rodziny ani znajomych, a muszę pilnie ratę dziś zapłacić. gdybyście państwo mogli jakąś kwotę...
Samotny ojciec bez rodziny, a gdzie teraz te dzieci? nie ma pracy? ogłoszenia widujemy co krok: pomocnik piekarza potrzebny, praca przy produkcji mebli, praca dla magazyniera, kasjer/sprzedawca w sklepie, praca przy wymianie okien itd.
Pan mówi, mówi, mówi, póki nie informujemy, że nie posiadamy gotówki, wszędzie płacimy kartą. Wówczas odwraca się na pięcie i odchodzi.

Kiedyś zaczepiła mnie pani z prośbą o datek na chleb. Gdy zaproponowałam, że wejdę z nią do sklepu i chleb kupię, wzruszyła ramionami i odeszła. 

Zawsze miewam mieszane uczucia, ale zbyt często dawałam się nabierać...

środa, 25 marca 2026

Zwyczajni ludzie

Pomyśleć, że są arabskie księżniczki, które marzą o najdroższych hotelach i torebkach za 105 tysięcy dolarów oraz arabscy szejkowie, którym śnią się czerwone maserati nabijane diamentami. 
 
W głowie się nie mieści, że są kobiety, które całe dnie spędzają w gabinetach kosmetycznych i na zakupach, bo mężowie milionerzy wymagają od nich odpowiedniej prezencji i organizowania życia towarzyskiego na wysokim szczeblu.

Z drugiej strony istnieją ludzie, którzy marzą o spacerze do lasu, o kupnie wypatrzonej książki, o wyprawie do teatru...

Podziwiam ludzi, którzy swoje zdolności i majątki poświęcają na rewitalizację zabytkowych budowli , często uciekają z miasta do swoich wymarzonych siedlisk , by żyć inaczej i zarażać pasjami.

Takie to rozważania po obejrzeniu kilku programów, filmów dokumentalnych o życiu ludzi z różnych środowisk.
Jak różne potrafią być aspiracje i marzenia , a od czego zależne? od wychowania, wykształcenia, statusu społecznego, zainspirowania się pomysłem lub osobą, a może podróżą lub filmem?

Na bazie podobnych rozmyślań powstał wiersz o zwyczajnych marzeniach zwykłych ludzi,
takich jak ja i Ty.

 Całkiem zwyczajni ludzie

zwykłe marzenia mają,

które do żadnych mediów

z reklamą się nie pchają.

Jakiś wieczór spokojny

przy winie, z łezką w oku,

urlop w leśnej gęstwinie,

zwyczajnie święty spokój.

Brak zmartwień, tak zwyczajnie,

choć często w kościach łamie,

słowa życzliwe i czułość,

przyjaźnie niezbyt banalne.

Cieszyć się dniem zwyczajnym

co ciche radości niesie,

zachwyt nieba błękitem

i horyzontu bezkresem.

Całkiem zwyczajni ludzie

zwykłe marzenia mają,

ale czy są mniej szczęśliwi?

Innych nie pożądają...


A jakie są Twoje marzenia? szybują wysoko, zahaczając o chmury, czy wolisz swojskie klimaty i skromne plany? 


poniedziałek, 16 marca 2026

Co ludzie mają w głowach?

 Małgosia z bloga To Przeczytałam rzuciła kiedyś pytanie - co ludzie mają w głowach? Pytanie miało związek z oburzeniem tych, co oddają książki na regały wymiany, a potem złorzeczą na tych, którzy te książki zabierają i sprzedają... wszak oburzeni pozbyli się ich , chętny szybko  się znalazł, więc o co chodzi?

To pytanie utkwiło mi w głowie i męczyło, bo zawsze znajdzie się moc przykładów na to, co ludzie mają w głowach, gdy robią różne rzeczy.

Poniższe przykłady znam z własnych obserwacji.

1. Pewna pani, często chodziła po okazje do ciucholandu. Zawsze lubiła się targować. Kiedyś chwaliła się znajomym, jak to utargowała sporo z ceny sukienki, bo w przymierzalni zrobiła dziurę żyletką, którą nosi w torebce na podobne okazje. Nie wiem czy dziura była widoczna, nie sprawdzałam...

2. W naszym mieście zdarzają się podpalenia wiat śmietnikowych, podobno w styczniu było nawet kilka podpaleń, sprawcy na razie nie wykryto. Czyżby nietypowa rozrywka piromana? a może działanie na zlecenie? takie wiaty drogie chyba są...

3. Co trzeba mieć w głowie, by buty po spacerze z psem otrzepywać z błota i trawy o świeżo pomalowaną ścianę klatki schodowej lub trzepać wycieraczki o elewację budynku.

4. Kiedyś sąsiadka z bloku miała psa i jego legowisko trzepała na balkonie, z wiatrem wszystko leciało na mój balkon, na którym wisiało pranie...

5. Nie wszyscy lubimy ulotki wrzucane do skrzynek pocztowych, ale żeby wyjmować ulotki, zgniatać i rzucać na posadzkę? na kogo ta złość i kto ma to posprzątać?

6. W blokach są domofony, nosimy przy sobie telefony, a jednak co jakiś czas słychać nawoływanie przez okna. Jeśli nastolatek siedzi w słuchawkach i domofonu nie słyszy, to i wołania z zewnątrz tym bardziej nie....

7. No i co trzeba mieć w głowie, by porysować karoserie aut zaparkowanych przed blokami, gwoździem lub innym narzędziem. Z zazdrości, z głupoty czy bezmyślności?




poniedziałek, 8 grudnia 2025

Na gorąco!

 Miał być inny wpis, ale trafiłam w telewizji na obrady Sejmu i wystąpienie posła Czarnka, który wrzeszczał na posłankę Koalicji. 

Upomniany prze marszałka sejmu, że każdy komunikat można przekazać w innej formie - odpowiedział, że jeśli marszałkowi przeszkadza ton wypowiedzi posła, to zawsze może wyjść. Słoma z butów Czarnka, to mało powiedziane, i to jest nauczyciel akademicki, i tak wychowuje swoje dzieci?

Sytuacja przypomniała mi własne doświadczenie z poczekalni do lekarza. Korytarz pełen ludzi, pacjenci z różnymi chorobami, w poczekalni ciche rozmowy. Jeden z pacjentów głośno rozmawiał przez telefon, krzyczał na żonę, która nie potrafiła czegoś załatwić, obrzucał niewybrednymi epitetami jakieś urzędniczki itp.

Gdy poprosiłam, by odszedł dalej, bo jego krzyki przeszkadzają innym -  odpowiedział, że jeśli mi to przeszkadza, to ja mam wyjść! Rozległy się głosy oburzenia, ale na szczęście pan wchodził do gabinetu... 

Od chamstwa i podobnych osobników jak najdalej!


piątek, 24 października 2025

Lepkie rączki...

 Dlaczego musi być tak, że niemal wszystko trzeba monitorować, ogradzać, pilnować, bo ktoś lubi niszczyć, zabierać, wyrywać, śmiecić, przestawiać.

Jak nie kamery, to ochroniarze, bramy, kłódki, zamki cyfrowe, psy, ogrodzenia pod prądem.

A mawiała babcia - nie twoje, nie rusz!

Co trzeba mieć w głowie, by przewrócić przenośną toaletę, połamać świeżo wsadzone drzewka, wywalić zawartość kubła na śmieci, zdewastować podjazd dla niepełnosprawnych, popsuć zamek w wiacie śmietnikowej, zbić szyby na przystanku autobusowym?

Pewnie to czyny o małej szkodliwości społecznej, ale czy na pewno małej?

Często zaczyna się od drobiazgów, by opieszałość ścigania ośmieliła złodziei i wandali.

Byłam kiedyś świadkiem, jak pewna pani zrywała lawendę z miejskiego skweru. Chyba zdawała sobie sprawę, że to niezbyt chwalebne, bo szybko się oddaliła, jakby ze wstydem. Powie ktoś : komu szkodzi, że sobie te kwiatki zerwała? dziś ta pani, jutro jej sąsiadka i za chwilę klombu nie będzie, bo jeszcze ktoś inny wykopie jakieś byliny lub drzewko, bo przecież tyle tego nasadzili...


Na lokalnej stronie internetowej znalazłam kiedyś informację o kradzieży w parku miejskim. W części rekreacyjnej parku postawiono palenisko do grillowania lub ogrzewania w porze jesienno-zimowej, obok są ławeczki, leżaki do opalania, staw z kaczkami.
Pewnej nocy palenisko skradziono i mimo zainstalowania kamer, nie udało się znaleźć złodziei.


Kiedyś już wspominałam o kradzieży figurki żaczka z deptaku głównego w centrum miasta. Odnaleziono go w skupie złomu, nieco zniszczonego, ale wrócił na swoje miejsce.

W regionie natomiast najbardziej bulwersująca była chyba kradzież koła ratunkowego. Kilka takich kół rozmieszczono wzdłuż bulwaru nad Wisłą w Toruniu. Komu przydało się takie koło? 

Ale co się dziwić, że skradziono koło ratunkowe, skoro złodzieje nie pogardzą nawet defibrylatorem, ratującym życie, wyposażeniem wozu strażackiego czy łodzią ratowników WOPR. 


Fantazja złodziei nie ma chyba granic, potrafią ukraść wszystko, co da się sprzedać legalnie lub poprzez paserów: od włazów od studzienek, po szyny kolejowe czy kable elektryczne.

A jaką trzeba być hieną, by okradać pacjentów w szpitalu, groby na cmentarzu czy pozbawiać osoby niepełnosprawne ich sprzętu, ułatwiającego poruszanie się?

Kiedyś okradziono moją koleżankę, złodzieje włamali się przez okno i zostawili tylko telewizor, bo był za duży, by wynieść go przez otwór okienny.
Bywały tez włamania do mieszkań na parterze , gdy właściciele smacznie spali.

Rekordem są chyba kradzieże rowerów z balkonów na wyższych piętrach...


 Oby nikomu z nas nie przydarzyły się podobne historie!


sobota, 4 października 2025

Musztarda czy ketchup?

Jesteśmy tak różni, że o sobowtóra trudno, a nie tylko wygląd zewnętrzny o tych różnicach decyduje. Jeszcze większe zróżnicowanie widać w innych cechach, upodobaniach  i nawykach indywidualnych.

Niby drobiazgi, ale zagwozdka jest. Znam osoby, które lubią rodzynki, ale nie w cieście, z ciasta wydłubują! Ja np. lubię czarne jagody, ale nie w deserach...

Różnice w sprawach większych i całkiem małych, jedni wolą wakacje nad morzem, inni tylko w górach; jedni pakują  plecak, inni wyłącznie walizki. Jedni potrzebują laptopa oraz innych urządzeń, inni robią wszystko w telefonie!

Proponuję chwilę w przerwy w codziennym zabieganiu i spojrzenie na swoje nawyki i preferencje w drobiazgach, napiszcie proszę, co Wam wyszło...

1.  spód czy wierzch bułki?

2. kawa czarna czy biała?

3. masło czy tłuszcz roślinny?

4. torba na prawym czy lewym ramieniu?

5. pomidorowa z makaronem czy z ryżem?

6. naleśniki słodkie czy wytrawne?

7. jajko na miękko czy na twardo?

8. urodziny czy imieniny?

9. wanna czy prysznic?

10. woda z gazem czy niegazowana?

Smacznego weekendu wszystkim!

wtorek, 15 kwietnia 2025

Kompleks męskości...

Jeśli nawet  nie interesujesz się polityką, to polityka zainteresuje się tobą!
Mamy teraz taki czas, że wszelkie media bombardują informacjami, filmami, relacjami - kampania wyborcza!
Nie śledzę wszystkich kandydatów, do niektórych mam stosunek ugruntowany i negatywny, inni niepotrzebnie robią tłok na listach, dwóch odpadło, bo oszukiwali...

Gdy słucham wypowiedzi kandydata obywatelskiego i oglądam ludzi, którymi się otacza, to mam wrażenie, że pan Karol odczuwa jakiś kompleks męskości.
Kompleksy nie są dobre, bo obniżają poczucie wartości, a człowiek nimi dotknięty zamyka się na różnorodność.

Jak dla mnie, kandydat powinien być merytoryczny i skupić się na swoich atutach jako przyszły mąż stanu, planach, powinien mieć szerokie horyzonty, nie dzielić ludzi wedle własnych poglądów i nie ubliżać konkurentom. Wiele wypowiedzi wspomnianego kandydata  tym wymogom zaprzecza.

Ale przyjrzałam się owej męskości, o której prezes Karol N. często napomyka i której odmawia głównemu konkurentowi. 
Wedle wspomnianego prezesa męskim jest ten, kto:

- ćwiczy boks

- wcina kiełbachę

- poluje lub strzela

- biega w kapturze, ale bron Bóg nie w bieliźnie termicznej

- ma tatuaże

- nie musi być mądry, ma szanować tradycję ( sama słyszałam tę wypowiedź)

- nadużywa słowa tchórz w stosunku do innych

- nie afiszuje się znajomością języków obcych

- krzyczy głośno - Polska dla Polaków!

Natomiast w Wikipedii znalazłam zbiór cech męskich w ujęciu tradycyjnym, wszak tradycja , to rzecz święta! oto one, przypisywane mężczyznom z zachodniego kręgu kulturowego:

  • Gotowość do stosowania siły – mężczyzna postrzegany jest historycznie jako wojownik
  • Odwaga, gotowość do ponoszenia ryzyka i żądza przygód, powiązana z niską refleksyjnością
  • Siła fizyczna, chęć walki, duch konkurencji, grubiaństwo
  • Dominacja, dążenie do władzy
  • Samoopanowanie, nawet chłód
  • Zdolności techniczne i organizacyjne

Nie oglądałam całej debaty kandydatów na prezydenta, to za wiele dla mnie. Natomiast  kandydat obywatelski (czytaj kandydat PiS) pokazał się od jak najgorszej strony i dotyczy to nie tylko tej debaty.

Na mój głos na pewno nie może liczyć!


piątek, 28 marca 2025

Obserwacje tu i tam...

Podobno obserwowanie otoczenia rozwija uważność i chyba ćwiczy pamięć, bo zaobserwowane trzeba zapamiętać i przenieść na blog.
Staram się nie oceniać, cieszy mnie różnorodność i fantazje niektórych ludzi, czasem odwaga, której mi czasami brakuje.

Widuję często panią w monochromatycznej kreacji, cała w bieli od stóp po głowę. Latem to super stylizacja, ale zastanawiam się, jak udaje się tej pani zachować czystość ubrań przy zmiennej zimowej pogodzie...ale fantazja najważniejsza!

  Inna znów pani, cała w różowym kolorze, różowe są nawet włosy i ubranko psa także landrynkowe. Ciekawe, gdzie kupiła takie różowe kozaczki, może sama przemalowała? Chociaż razu jednego wystąpiła w złotych!

Idę przez park za panem, który niby ma włosy, ale jakieś takie rozpłaszczone. Gdy stajemy razem przed zebrą dla pieszych, okazuje się, że na łysinie pan ma wytatuowane włosy , a na policzkach wytatuowane  bokobrody, niesamowite!

Mija mnie para młodych ludzi, on dzielnie wspiera ramieniem niezwykle chudziutkie dziewczę. Jej patykowate nogi, ledwo dźwigają buty na monstrualnych platformach. Wygląda to, jakby za karę kazano jej chodzić w takich kopytach, ale za co została ukarana?

Byliśmy na niedzielnym obiedzie we włoskiej restauracji. Tam kącik zabaw dla dzieci. Zanim zamówiliśmy nasze dania, obserwowaliśmy zabawę dwóch dziewczynek , zaraz jednak mama odwołała je z kącika zabaw, bo pora była wracać do domu. Mój wnuk zauważył, że dziewczynki nie posprzątały zabawek i  zostawiły wszystko na dywanie, a przecież odkurzacz wciągnie zabawki i co wtedy? 

Mówi się, że niektórzy mężczyźni dowartościowują się odpowiednio wypasionym autem. A co myśleć o wielkim wytatuowanym kulturyście , który spaceruje z maleńkim pieskiem ubranym w kolorowe ubranko? piesek tak maleńki, że masz wrażenie, iż pan niechcący nadepnie na swego pupila, który przebiera nóżkami i plącze się niesamowicie między wielkimi stopami właściciela.

Zmierzam w stronę centrum miasta, przede mną czarny tłum, który zatrzymuje się przed bramą muzeum miejskiego. Czyżby w muzeum organizowano stypy? Nie, to młodzież szkolna wybrała się na wystawę! Wszyscy na czarno, jedynie opiekunka w nieco weselszej kreacji.

Załatwiałam coś w pewnym urzędzie, gdzie wydaje się numerki dla klientów, każdemu się śpieszy, człowiek na człowieku. Gdy dotarłam do swojego stanowiska, widzę kątem oka, że pani za sąsiednim biurkiem po kryjomu podjada kanapkę. Każdy powinien mieć choć krótką przerwę na zjedzenie śniadania...

Odwiedzam ostatnio przychodnię, robię badania. Tu pobór krwi, tam EKG. Rezonans i USG wszystko pod ręką, nie trzeba wychodzić z budynku. Kolorowe ściany, obrazy, miłe panie w rejestracji, regał do wymiany książek. Dlaczego nie w każdej przychodni podobnie? Jedynie pacjenci chyba wszędzie tacy sami...

Jeszcze obserwacja dotycząca  lekarzy. Jeden bagatelizuje twoje spostrzeżenia, mówiąc: naczytała się pani Internetu ( a podobno powinno się zgłaszać lekarzowi niepokojące objawy), inny wręcz przeciwnie, jakby na siłę doszukuje się w nas jakiejś choroby i zdziwiony, gdy na każde pytanie odpowiadamy negatywnie....ale w sumie badania warto zrobić, prawda?


Zdrowia dla wszystkich i sporej dawki dobrego humoru!


niedziela, 1 grudnia 2024

Ludzie są dziwni...


Czesław Niemen śpiewał, że dziwny jest ten świat, ale to raczej ludzie bywają dziwni i nie chodzi mi o jakieś ekstremalne zachowania, bo każdy sam odpowiada za siebie, a normalność to pojęcie względne.

Ludzie bywają dziwni, bo postępują często jakby jutra miało nie być, a zamieszkana przez nas planeta odnawiała swe zasoby co kilkaset lat i zachęcała do czerpania z niej garściami.

Ludzie marzą o pokoju i raju na Ziemi, ale robią wszystko, by to marzenie nie miało szansy się ziścić.

Zabrzmiało to wszystko globalnie i złowieszczo, ale także w drobniejszych kwestiach ludzie bywają dziwni.

1. Marzą o bliskości, ale nie mają czasu lub ochoty na spotkania w realu.
2. Mówią o ekologii, ale nie ograniczają konsumpcji.
3. Narzekają na ceny żywności, ale nadal wiele wyrzucają na śmietnik.
4. Propagują auta elektryczne, ale prąd do nich wytwarzają z węgla!
5. Koszą trawniki do gołej ziemi, a jednocześnie zakładają łąki kwietne dla owadów.
6. Betonują osiedla i centra miast, by stawiać drzewa i krzewy w donicach.
7. Podróżują po całym świecie samolotami, a nie poznali najbliższej okolicy.


8. Zaniedbują żywych, a oddają cześć grobom i pomnikom.
9. Sięgają po używki, leki i nieznane substancje, a potem leczą swoje uzależnienia.
10. Twierdzą, że świat jest globalną wioską, a Internet zbliża ludzi i jednocześnie odmawiają prawa do pobytu emigrantom.
11. Wydają krocie na produkcję i reklamy niezdrowej żywności, by za chwilę reklamować diety i zdrowy styl życia.


12. Podziwiają i często ślepo naśladują świat show biznesu i wpędzają się w kompleksy, bo nie wyglądają jak gwiazdy filmowe.
13. Zapełniają siłownie i sale ćwiczeń, zamiast zażywać ruchu na świeżym powietrzu i podziwiać piękno natury.

14. Chcą być sławni , bogaci i rozpoznawalni, a potem uciekają przed paparazzi i chronią życie prywatne.
15. Wierzą w niewidzialnych bogów, a modlą się do figur i obrazów.
16. Wyprowadzają się z miasta na wieś, a później narzekają na zapachy i pianie koguta.


17. Tracą zdrowie, by zarobić mnóstwo pieniędzy, a później wydają te pieniądze, by ratować zdrowie.
18. Palą ziarna kawy, by napar był czarny, a potem dolewają mleka by złagodzić jego smak.
19. Szukają szczęścia daleko w świecie, zapominając, że szczęśliwym się bywa i sami mamy na to duży wpływ.
20. Mają szafy pełne ubrań i nadal nie mają co na siebie włożyć.

Tyle udało mi się zebrać dziwnych sytuacji i paradoksów, może dorzucicie cos od siebie?

poniedziałek, 25 listopada 2024

Rozmowy...

 

Rozmowa - wzajemna wymiana myśli za pomocą słów.

Prosta definicja, prosta czynność, a tymczasem prowadzić konwersację z niektórymi osobami nie jest łatwo!

Rozmowy twarzą w twarz różnią się od tych prowadzonych przez telefon. Telefoniczne wolę krótkie i rzeczowe. Zimą nie odbieram telefonu na zewnątrz, bo ręka mi zamarza na mrozie.
Przez telefon niektórzy potrafią powiedzieć wiele przykrych rzeczy, czego nie odważyliby się prosto w oczy!

Rozmowy na żywo prowadzimy z różnymi osobami, czasami są to przelotne pozdrowienia z grzecznościowym pytaniem: co słychać, czy wszystko dobrze? To takie podtrzymywanie znajomości nawet z tymi, których znamy głównie z widzenia czy krótko.

Bywają rozmowy , w których jesteśmy głównie słuchaczami, a ilość informacji, które atakują nasz mózg przyprawia o ból głowy. Ale czasami dobrze wysłuchać drugiego człowieka, nie zawsze rozmówca czeka na dialog, chce się po prostu wygadać!

Mnie czasami zaskakuje lakoniczność konwersacji z niektórymi osobami , a nie są to ludzie nam obcy, spotykani przelotnie. Bo jaki sens mają dialogi, w czasie których muszę zadać ze sto pytań pomocniczych, by dowiedzieć się czegokolwiek, przecież to nie wywiad! a jeśli coś ma zostać  tajemnicą, to wystarczy to wyraźnie zakomunikować.

Takie przykłady:
  
* - masz już plany wakacyjne?
   - wyjeżdżam !

* - byłeś gdzieś w wakacje?
   - tak, u babci
   - a gdzie babcia mieszka?
   - na wsi...

* - wyprowadzasz psa rodziców?
   - tak
   - a gdzie wybyli?
   - daleko!

No i bądź tu człeku mądry, zadawać kolejne pytania czy odpuścić? Kiedy seria pytań będzie dopytaniem o szczegóły, a kiedy zostanie potraktowana jak wścibstwo?
   
 Równie trudno rozmawia się z osobami zgorzkniałymi, urodzonymi pesymistami. Zapomnij wtedy o komplementach czy pochwałach, ryzykownie dyskutować o aktualnej sytuacji życiowej rozmówcy czy sytuacji w kraju. Jak to mówią - pesymista znajdzie problem na każdą okazję, zdusi w zarodku twój optymizm, popsuje humor, bo sam wstał lewą nogą.


Inny rodzaj rozmówcy, to tzw. dusza towarzystwa. Może i osoba dobra dla rozruszania małomównych smutasów, ale na dłuższą metę męcząca. Próbuje narzucić temat rozmów, chwali się ostatnio przeczytaną książką i odgrywa rolę eksperta, rzuca dwuznacznymi dowcipami. W rozmowie z takimi "ekspertami" czujesz się jak uczeń i masz ochotę uciekać...

Czy spotykacie czasami trudnych rozmówców? Może jakiś typ pominęłam?


sobota, 25 lutego 2023

Ludzie z kolcami?

 

Każdy pewnie zna kogoś takiego...nie tylko sroga mina i wzrok lodowaty, ale usposobienie, że bez kija nie podchodź. 
W zasadzie nie wiadomo, jak rozmawiać z takim osobnikiem, bo cokolwiek powiesz, to dostaniesz po łapkach, a jak ignorujesz, to też niedobrze.
Jeśli to możliwe, najlepiej unikać i uciekać gdy pojawi się na horyzoncie, a gdy nie da rady zejść mu z drogi, to trzeba być mistrzem ciętej riposty, ja niestety nie jestem...

Kiedyś w sklepie byłam świadkiem rozmowy takiego gościa z żoną, nie wiem jak ona z nim wytrzymuje, bo znam tę parę z widzenia i czy na spacerze, czy w rozmowie telefonicznej, on taki jest zawsze:
- ciekawe czy mają mój ulubiony krem?
- to nie zastanawiaj się tylko szybko sprawdź i wychodzimy
- zapytam ekspedientkę
- po co, one niczego nie doradzą, łażą tylko i udają, że pracują
- o, jest, ale podrożał!
- to kup tańszy, cudów i tak nie zdziała!

Innym razem w rozmowie z koleżanką przyrzekłam sobie, że nie powiem jej już nigdy żadnego komplementu:
- cześć, ładnie wyglądasz!
- ale tam, całą noc nie spałam, łeb mi pęka!
- braku snu nie widać i kolor włosów zmieniłaś, podoba mi się
- eee,  spieprzyła mi fryzjerka kolor, miał być bardziej blond, a wyszedł szary
- za to pasuje do oczu i sukienki
- stara kiecka, od siostry dostałam, bo w nic się już nie mieszczę...

Na skromną imprezę w bibliotece wpada koleżanka, zapraszam na kawę, imprezka składkowa, ktoś zrobił sałatkę, kto inny ciasto kupił,  owoce do kompletu.
- zapraszamy, kawka czy herbata?
- herbatę mi zrób, bo od kawy mnie wątroba boli
- częstuj się, jest sałatka, ciasto, od czego zaczniesz?
- a w sałatce nie ma ryby, bo nie lubię?
- nie ma, same warzywa
- a majonez swojski czy kupny, bo kupnego nie jadam
- trudno, to spróbuj ciasta
- pewnie z cukierni, tam wszystko mają wczorajsze...

To tylko sygnalne przykłady i za każdym razem zastanawiam się, czy to takie przykre przywary tych osób, jednostkowe zachowania spowodowane gorszym nastrojem czy postawa obronna?
Wszystkie kolce mają swoje zastosowanie w przyrodzie, czy u ludzi także?



poniedziałek, 27 lipca 2020

Odrobina życzliwości...

Czasami wypada pójść do sklepu, na przykład po nowe donice.
Wybrałam się więc do znanego marketu z różnościami dla domu i ogrodu.
W dziale ogrodniczym donic wielki wybór, wybrana na oko przeze mnie stała wysoko na regale.

Szukam kogoś z obsługi, by pomógł mi tę donicę z regału wydostać.
Proszę pana ubranego na zielono o pomoc, pan grzecznie odpowiada, że później podejdzie, bo zajęty z innym klientem.
O.K. myślę, nie śpieszy mi się, mam urlop.

Kręcę się po dziale, oglądam rośliny, czas mija, pan nadal zajęty.
W maseczce duszno, rozglądam się więc po sklepie w poszukiwaniu innego pracownika.
Jakaś pani myje podłogę, zresztą słyszała, że prosiłam o pomoc, więc chyba to nie jej bajka.

Znajduję w pobliżu pana z działu ŁAZIENKA, siedzi wpatrzony w laptop, znaczy chyba wolny.
- Przepraszam, czy mogę pana prosić o zdjęcie donicy z regału?
- Tam jest kolega...
- Pytałam już, ale ciągle zajęty a ja już długo czekam.

Pan z miną cierpiącego na hemoroidy ruszył się ze swego stanowiska, idziemy razem do działu OGRÓD.
Sprawdził, że kolega faktycznie zajęty, ale koleżanka przy biurku siedzi, nie zagadał jednak do niej, może się bał naruszać jej spokój.
Westchnął tylko ciężko i coś mamrotał pod nosem.
Powoli wziął drabinę:
- to gdzie ta donica?
- ta biała, na najwyższej półce
Pan znowu westchnął, aż mi się go żal zrobiło.
- ale wie pani, to nie mój dział, ja mam inne biurko i inne obowiązki
- ale to tylko chwila...
- muszę chyba biurko przestawić, bo koledzy za bardzo się schowali i wszyscy do mnie...
- no taki pański los, że klienci ciągle głowę zawracają, co za ludzie...
Pan spojrzał z ukosa, ale nic nie odpowiedział.

Za to sprzedawca z innego działu był bardzo uczynny i cierpliwy, nawet sprawdził, kiedy będzie dostawa towaru i poinformował, kiedy najlepiej przyjść, by nie fatygować się dwa razy.
Można? Jak najbardziej!

Ale przy kasach kolejny incydent. Dwie kasy czynne, kolejka rośnie, ale nie czekam długo.
Trzecia kasjerka zajmuje swoje stanowisko.
Jakiś pan podchodzi i mało grzecznie zwraca pani w kasie uwagę, że tylu klientów, a ona sobie gdzieś chodzi.
- Proszę sobie wyobrazić, że nawet kasjerki muszą do toalety, a gdy wychodziłam nie było kolejek wcale...a pan był w toalecie?
Pan nie odpowiedział, strzelił focha i wyszedł, obsłużony przez inną kasjerkę.
No cóż, są ludzie i ludziska.

poniedziałek, 11 maja 2020

Wyszedł na ludzi...

S. nie miał łatwego życia.
Ojciec opuścił dom , gdy był chłopiec był całkiem mały, zostawiając na pastwę losu matkę z trójką dzieci i słuch o nim zaginął.
Matka robiła co w jej mocy by dzieciaki miały co jeść, dopilnowane czasami przez babcię, póki ta żyła.

Najstarszy brat odszedł na swoje, gdy tylko stał się pełnoletni, znalazł dobrą pracę z daleko od rodzinnego miasta.
Matki nigdy nie odwiedził.

Siostra S. też miała pod górkę, wcześnie została wdową, urodziła czworo dzieci dwóm różnym partnerom.
W końcu dwie dziewczynki w wieku szkolnym trafiły pod opiekę babci, bo matka nie prowadziła się wzorowo.

Pozbawiony wzorów i motywacji do pokierowania swym życiem S. ciągle popadał a jakieś tarapaty.
Pił, brał różne świństwa, hodował marihuanę w pokoju za szafą, podrabiał talony sklepowe...
Gdy trafił na odwyk, poznał odpowiedniego człowieka, który podpowiedział chłopakowi, jak zejść ze złej drogi.

Najpierw S.poszukał pracy i wyuczył się fachu piekarza.
Zrobił, z pomocą syna sąsiadów, prawo jazdy, którego niemal nie stracił, bo starzy kumple przypomnieli o sobie i zaczęli wyciągać S. na piwo.

Na jakiś czas S. zniknął z oczu sąsiadom i rodzinie - czyżby trafił do więzienia lub co gorszego?

Mijały lata.

Pewnego dnia S. pojawił się pod domem matki. Nie sam jednak, z młodą kobietą i dzieckiem u boku.
Przyjechali własnym autem.
W młodym mężczyźnie trudno było poznać cherlawego blondyna z bladą twarzą i przekrwionymi oczami.
Trudniej poznać dawnego sąsiada w maseczce i okularach na nosie...

- Witaj S. Co słychać? dawno Cię nie było!
- Dzień dobry! To prawda, musiałem wyjechać, mieszkam w Gdańsku, pracuję w zawodzie, praca ciężka, ale dobrze zarabiam, mam partnerkę i syna.
- Gratulacje! a dlaczego tak daleko los Cię wywiał od rodziny?
- Uciekłem od kumpli i starych pokus, musiałem zrozumieć, co jest w życiu naprawdę ważne. Nie było łatwo, różnie bywało, pomógł mi starszy brat, poznałem M. urodził mi się syn i nie chcę powielać błędów moich rodziców .
- To dobra wiadomość, trzymaj się i oby Wam się wiodło!
- Dziękuję, proszę pozdrowić syna, bawiliśmy się jako dzieci!
- Tak zrobię i opowiem mu o Tobie.

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Urodziny...

Pani X chciała zrobić swojej mamie niespodziankę.
Starsza pani wkrótce miała obchodzić okrągłe urodziny.
Jej mąż już nie żył, mieszkała wprawdzie sama , ale na samotność nie narzekała, była aktywna, nawet za granicę wyjeżdżała.
Bliscy rozjechali się po świecie, więc zjazd rodzinny z okazji urodzin był dobrym pretekstem do spotkania.

Impreza zamówiona w pięknej restauracji, długo ustalano termin, by wszyscy goście mogli przybyć.
Zaproszono nawet ulubioną synową starszej pani, bo chociaż syn dawno już po rozwodzie, ale wnuk jeszcze mocno nieletni, był oczkiem w głowie pani Y.

Gdy nadszedł czas uroczystości, pani X zawiozła mamę do restauracji.
Pani Y uprzedzona, że niedzielny obiad poza domem, wybrała się do fryzjera, założyła najlepszą sukienkę.
Wydawała się zadowolona. Lubiła gdzieś wychodzić.
Goście ruszyli z życzeniami już w hallu restauracji, kelnerzy zaopiekowali się kwiatami.
Na sali solenizantka omiotła wzrokiem całość, zacisnęła usta i powiedziała:
- Po co tyle zachodu, żeby mi przypomnieć jak stara jestem?
Córkę zamurowało, ale przełknęła uwagę i wskazała mamie miejsce honorowe za stołem.

Starsza pani usiadła sztywno, nie zagadała do dawno niewidzianych wnuków, z marsową miną jadła przystawkę.
Nastrój był gęsty jak smoła...
Rozmowy nie kleiły się, niektórzy przemyśliwali o powrocie do domu w połowie uroczystości.

Dwa miejsca przy stole pozostały puste, oczekiwano więc zapewne brakujących gości, a bohaterka imprezy ciągle zerkała w tamta stronę.
Nagle, tuż przed drugim daniem weszła spóźniona ulubiona synowa z wnukiem solenizantki.
Starszej pani humor momentalnie wrócił, chwyciła kieliszek, by zainicjować toast, przysiadła się do spóźnialskich, by zapytać jak przebiegała podróż.

Niektórzy z gości byli zdziwieni takim obrotem sprawy, ale lepsze to, niż dotychczasowy nastrój stypy.

Na salę wjechał wreszcie urodzinowy tort, pierwszy kawałek solenizantka podała najmłodszemu wnukowi i jego mamie, resztę gości obsłużył kelner.
Goście powoli zbierali się do domu. Gdy starsze wnuki przyszły pożegnać się z babcią, jeden z nich powiedział:
- Szkoda babciu, że nie zapytałaś co u nas... i nie cieszysz się chyba z naszej obecności, bo cała twoją uwagę zajął M. i ciocia J.

Starsza pani machnęła tylko ręką i stwierdziła, że przesadzają.
Natomiast jej córka szepnęła do męża - jak jeszcze kiedyś wpadnę na podobny pomysł, to kopnij mnie , wiesz gdzie...
- Masz to jak w banku!

środa, 25 marca 2020

Bywa i tak...

Wybrałam się w poniedziałek do sklepu na większe zakupy, by nie chodzić codziennie po coś.
Nabiał i owoce się skończyły.
Na spacery chodzimy z mężem razem, po zakupy osobno.
Wczesnym rankiem ludzi niewielu, panie wykładają towar, spokojnie wybieram to i owo.
Do sklepu wchodzi bardzo starsza pani.

Od progu zagaduje do każdego, także do mnie.
- już otwarte, a mieli dopiero od ósmej, a te surówki to świeże?
Pani podchodzi bardzo blisko, lekko się odsuwam, jak każą.
Po chwili staruszka zagaduje do sprzedawczyni, do sąsiadki, którą rozpoznaje z daleka.
Nikt nie kwapi się do dłuższej rozmowy, zajęty pracą w sklepie lub wybieraniem towarów z listy , no i z wiadomych względów bezpieczeństwa.

Między regałami słyszę nagle taki dialog:
- nie boi się pani sama chodzić po zakupy? w pani wieku to niebezpieczne, ten wirus teraz...
- nie mam nikogo, a obcych nie chcę fatygować... zresztą co mi zostało? siedzę sama jak palec, jedyna radość to wyjść z domu i do ludzi zagadać, a dzisiaj nawet na ulicach i w sklepach pusto...do przychodni tylko na telefon!
- a jak pani się zarazi?
- trudno, albo umrę na wirusa, albo ze zgryzoty, nie wiem co gorsze...

sobota, 16 listopada 2019

Nawet w rybnym...

Wstąpiłam do sklepu rybnego , bo mają dobre surówki.

Swoją drogą - ciekawe, że w piątki wszyscy jedzą ryby, jakby w poniedziałek nie można było ryby przyrządzić na obiad.

Przede mną jakiś starszy pan szuka drobnych przy kasie i wymienia ze sprzedawczynią sprośne uwagi - taki erotoman gawędziarz.

Taki dialog na koniec przekomarzań:
- Grosik czy nie, nie chcę mieć zobowiązań...
- To ja jeszcze panu oddam.
- Mnie chce się pani oddawać?
- No panu, bo przecież nie pani?
- Nigdy nie wiadomo, nikt na czole nie ma napisane, co woli...- wtrąciłam do rozmowy
- Ma pani rację, dzisiaj to różne rzeczy bywają, przecież w szkołach uczą seksu!
- Nie tylko w szkołach, nawet już w przedszkolach! To potem dzieci nie wiedzą, kim chcą być!
- Co też państwo za bzdury opowiadacie, skąd ta wiedza?
- No przecież mówili w wiadomościach, małe dzieci uczą seksu, niedługo do żłobków wejdą.
- Niech pan takich rzeczy nie opowiada, pracuję w szkole, opowiada pan bzdury.

Starszy
pan wyszedł szybko, widocznie nie miał argumentów lub ochoty na dyskusje. Ekspedientka zaś kontynuowała:
- Ale wie pani, niektórzy wychowawcy poruszają TE tematy..
- Czyli jakie?
- No to się wychowanie w rodzinie nazywa czy jakoś tak...
- Czy wyobraża pani sobie, że wychowawca czy ktokolwiek inny demonstruje dzieciom jak mają się masturbować lub uprawiać seks z partnerem? zwłaszcza w żłobku? czy zna pani taki przykład?
- No co też pani!
- To skąd twierdzenie, że w szkołach uczą seksu? gdyby uczyli, to może dzieci umiałyby się przed pedofilem obronić i nastolatki nie zachodziłyby w ciążę, uświadamianie to nie seksualizacja, o czym mylnie informują niektórzy w mediach.
- No pani rację, przecież dziewczyna pewne rzeczy musi wiedzieć... to co podać?
- 30 dag surówki z kukurydzą poproszę.

sobota, 29 czerwca 2019

Sielanka?

Okres wakacji, urlopu, przerwy w pracy powinien kojarzyć się z relaksem.
Jedni relaksują się w ruchu, inni w czasie spotkań towarzyskich, część z nas szuka przede wszystkim spokoju i ciszy.
I ci ostatni napotykają na trudności, bo o spokój i ciszę coraz trudniej i to nie tylko z powodu sporej liczby turystów.
Nawet tam, gdzie spodziewamy się oddechu od cywilizacji i tłumów zdarzają się zdumiewające sytuacje zakłócenia ciszy.
Chociaż, to może ja jestem dziwna i spodziewam się nie wiadomo czego...
Nie na darmo zamieściłam zdjęcie trawy i nożyczek. Od wczesnej wiosny do późnej jesieni prześladują mnie kosiarki, duże, małe i traktorowe.
Na osiedlu, w pracy, w mieście, na letnisku - wszędzie masowe koszenie traw, o każdej porze dnia, jedynie w niedziele jest trochę spokoju.
Koleżanka udostępniła nam domek nad jeziorem na weekend.
Teoretycznie mieliśmy się relaksować. Las, woda, cisza, spokój. Nic bardziej mylnego.
Od rana koszenie trawników, naprawy dachów, ogrodzeń, po południu śmierdzące grille, wieczorem imprezy z alkoholem i śpiewy: od Góralu czy ci nie żal, po hymn narodowy.
Na innym letnisku, gdy spaliśmy w przyczepie kempingowej, ktoś wpadł na pomysł gry w kosza o drugiej nad ranem.
W zasadzie, nie pozostało nic innego, jak przyłączyć się lub w akcie zemsty o 6 rano rozkręcić dyskotekę na powietrzu...
Byliśmy kiedyś w Szklarskiej Porębie, pensjonat niezbyt duży, prowadzony przez starsze małżeństwo, myślę sobie - tu będzie spokój, wyśpię się...
Pokoje miały balkony i na tych balkonach niektórzy goście urządzali sobie nocne pogawędki, niczym Romeo i Julia, ale nie w sensie romantycznych dialogów, a raczej krzyków z parteru na drugie piętro.
Na moje prośby, by raczej przenieśli się do pokoi, bo niektórzy chcą się wyspać przed wyruszeniem na szlak, spojrzeli na mnie dziwnie, choć nie miałam na głowie papilotów...
Pechowa jestem lub zbyt duże mam wymagania, bo nawet na działce rekreacyjnej u mojego taty o spokój trudno. Bywa tam bowiem akordeonista amator, który całe życie uczy się grać lub wydaje mu się, że już umie i raczy działkowiczów wokół swoja grą czy chcesz, czy nie.
Większość właścicieli działek chyba ma słuch przytępiony, bo nikt nie protestuje, ja przestałam bywać na działce, mam wybór.
Nie dalej, jak w zeszłym roku nocowalismy w Koniakowie. W tygodniu było O.K.
W piątek zjechały 3 rodziny z dziećmi ze Śląska, zaczęli grillem w ogrodzie, myślę, będzie dobrze, bo dzieci itd.
Owszem, położono dzieci spać w głębi pensjonatu, a w pokoju obok naszego dorośli rozkręcili imprezę.
O drugiej w nocy wyszłam na korytarz i poprosiłam o ciszę do rana, bo następnego dnia wracaliśmy do domu, a kierowca przed drogą powinien się wyspać.
Właścicielka pensjonatu spała w innym budynku, więc nie było u kogo interweniować...zresztą mieliśmy nadzieję, że kiedyś impreza się skończy.
Niektóre kwatery bazują chyba na weekendowych wizytach gości, bo w tygodniu pustawo tam.

Czy tylko my miewamy takiego pecha czy naprawdę cisza i spokój to wartości dziś już nieosiągalne?

sobota, 22 czerwca 2019

Obrazek...

Poszliśmy na zakupy, bo w lodówce światło i w drodze powrotnej mąż nabrał ochoty na mały kubełek z KFC.
Czemu nie, raz do roku można.
Przed wejściem widzimy dwie młode mamy z piątką dzieci w sumie, pchały dwa wózki z maluchami.
Do lokalu dwoje drzwi, mąż trzyma zewnętrzne, ja wewnętrzne, by towarzystwo mogło bezpiecznie przejść, taki odruch.
Mamuśki z dziećmi przeszły, ani dzień dobry, ani dziękuję...
Szczegół, nie jestem drobiazgowa.
Mąż tylko zwrócił uwagę, że panie ubrane jak na plażę lub do siłowni, a tatuaży miały tyle, że wystawę grafiki można by z ich udziałem zorganizować na miejscu.
Zamówiliśmy nasz kubełek, zajęliśmy miejsce.
Panie z dziećmi także zamówiły (trochę to trwało) i zaczął się spektakl. Najpierw przywołały obsługę, by dostawiono specjalne krzesełka dla dzieci i je w nich posadzono, po uprzednim umyciu krzesełek oczywiście.
Jedna z mam odebrała zamówione kubełki, frytki i kubki z napojami. Druga zaczęła rozdawać dzieciom jedzenie. Zdziwiłam się, że tak małe dzieci dostają frytki i colę, ale co mi tam.

Rajwach przy stoliku był straszny, frytki fruwały, kubki z colą przewracały się, ale przecież dolewać można do woli.
Spadały różne przedmioty, a to butelka, a to zabawka, ktoś z klientów próbował podnosić, ale ile można?
Mamusie dobrze się bawiły, gadały przez telefony, podziwiały wzajemnie paznokcie i nowe tatuaże, dzieci testowały cierpliwość pana z obsługi, starszego emeryta, który zapewne dorabiał w lokalu do skromnej emerytury.

Na szczęście zjedliśmy szybko nasz mały kubełek kurczaka na ostro i małe frytki i mogliśmy wyjść na zewnątrz.

Coraz trudniej znaleźć spokojne miejsca, coraz trudniej o cierpliwość.

czwartek, 17 stycznia 2019

Jak grom z nieba...

Wiadomość trafiła znajomych jak przysłowiowy grom z nieba.
Nikt się tego nie spodziewał...

Mężczyzna nie był młody, ale aktywny zawodowo i towarzysko.
Przez długi czas przebywał za granicą, wreszcie wrócił do kraju, kupił mały dom, który postanowił wyremontować.
Ci, co go bliżej znali wiedzieli, że nie był łatwy w kontaktach.
Z synami nie widywał się od lat, z jednym bodajże od 12, czasem spotykał się z wnukiem - swoim imiennikiem.
Miał kilkoro rodzeństwa i tylko on nie utrzymywał z nikim kontaktu, rozżalony na wszystkich, nie wiadomo za co.
Druga kobieta w jego życiu także odeszła.

Na spotkaniach bardziej lub mniej oficjalnych zanudzał towarzystwo rozmowami o swoich interesach, nie zapytał nigdy co słychać u rozmówcy, jak mu się żyje, jak rodzina, zdrowie...
Jedyny przyjaciel z lat młodości także zauważył niedobre zmiany w jego osobowości, nie dało się z S. normalnie porozmawiać, winił wszystkich za wszystko, za swoje porażki obwiniał cały świat.

Pewnego poranka znalazł go współpracownik, który nie mógł nawiązać kontaktu telefonicznego i przyjechał do domu S. by sprawdzić, co się dzieje.
Mężczyzna leżał u podstawy schodów, nie żył. Śmierć nagła, prokurator, sekcja zwłok.
Znajomi i najbliżsi zastanawiali się, czy śmierć nastąpiła na skutek upadku czy może zasłabł na górze i dlatego spadł...

Okazało się, że nieszczęśliwie spadł ze schodów i rozbił czaszkę o kamienną posadzkę na parterze.
Nieuregulowane sprawy, niedokończony remont, niepogodzony z rodziną.

Osoba dość znana, więc na pogrzebie tłumy.
Dzieci, a zwłaszcza córka zorganizowały mu piękny pogrzeb.
Szkoda, że nowego życia po powrocie do kraju nie zaczął od pojednania się z bliskimi...

wtorek, 15 stycznia 2019

Co znaczy być przyzwoitym?

Według definicji słownikowej PRZYZWOITY to:
1. postępujący zgodnie z obowiązującymi zasadami etycznymi i moralnymi; porządny, uczciwy, solidny;
2. świadczący o takim postępowaniu, np. przyzwoite zachowanie;
3. spełniający wymogi, taki jak należy; odpowiedni, właściwy, zadowalający

Wiele razy słyszymy takie określenia:
- to przyzwoity człowiek;
- ktoś zachował się przyzwoicie;
- popełnił błąd, ale to porządny człowiek;
- różnie jej się w życiu wiodło, ale to przyzwoita kobieta...
- zachowaj się przyzwoicie i zrób to...

Niektórzy twierdzą, że przyzwoitość to postawa typu - nie kopnął psa, a mógł... ale czy to wystarczy?
Pozornie sprawa jest prosta, ale czy na pewno?

Przecież sama słownikowa definicja tak naprawdę nie precyzuje tego znaczenia, a zasady moralne zmieniają się w różnych czasach i okolicznościach lub raczej innemu osądowi podlegają.
Jak często zastanawiamy się czy jesteśmy lub bywamy przyzwoici?

Mój mąż stanął kiedyś wobec groźby utraty pracy. Dwaj koledzy zrezygnowali z części swoich etatów, by on mógł pracować choćby w wymiarze połowy należnych godzin. Jakoś ten okres przetrwaliśmy, a nie było łatwo, nawet nie ze względów finansowych, bo niejeden kryzys przetrzymaliśmy. Każdy mężczyzna czuje pewną presje i odpowiedzialność za utrzymanie rodziny.
W takich sytuacjach przekonujemy się właśnie czy mamy do czynienia z przyzwoitymi ludźmi. Na szczęście mąż miał przyzwoitych kolegów.

Czasem też spotykamy na swej drodze mniej przyzwoitych.
Pracowałam kiedyś ze starszą panią emerytką. Ona na 2/3 etatu, ja na całym etacie. Byłam młoda, zbieraliśmy z mężem pieniądze na mieszkanie, zależało mi na dodatkowych godzinach, nie bałam się pracy. Gdy zwróciłam się do dyrektora o przyznanie mi 1/3 wolnego etatu, niby zgodził się,ale pod pewnym warunkiem - że napiszę czarno na białym, iż moja starsza koleżanka nie bardzo sobie już radzi i powinna pracy zaprzestać.
Nie zgodziłam się, a 1/3 etatu pozostała bez obsady, chociaż uczniów było wówczas dwa razy więcej, niż teraz.
Nie poparła mnie także przewodnicząca związków zawodowych, gdyż dyrektor inaczej przedstawił jej sprawę, a ona uwierzyła jemu, nie mnie, młodej bibliotekarce.
Nie wiem dla kogo szykował to miejsce, jakie miał w ogóle zamiary, ale gdy ktoś chwalił go jako człowieka, ja miałam moralnego kaca, bo i dowodów żadnych na jego brak przyzwoitości.
Nadgodzin oczywiście nie dostałam i wypisałam się ze związków...

Gdy zmarła moja mama, ojciec znalazł w Jej dokumentach listę osób, którym w potrzebie pomogła, pożyczyła pieniądze. Nie wszyscy je oddali i nie wszyscy po śmierci mamy kwapili się do uregulowania długu. Przykrym było dla wdowca upominanie się o zwrot pożyczonych kwot.
Pytanie, czy dłużnicy mieli krótką pamięć czy liczyli na to, że mąż pogrążony w żałobie nie zajmie się tak przyziemnymi sprawami?

Czy naprawdę tak trudno być przyzwoitym człowiekiem, cokolwiek to znaczy?