Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starość. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 kwietnia 2026

Dwie staruszki...

Wzruszający obrazek.

 Jedna pani starsza od drugiej,  bardziej pochyła i cieplej ubrana, widocznie krążenie wolniejsze...

Spacerowały wolniutko, trzymając się za ręce, jedna milcząca, z oczami zmrużonymi od słońca, druga śmielej kroczyła chodnikiem, jakby była przewodniczką tej starszej.

Ile wyczytać można z twarzy, ruchu całego ciała i oczu, żywych i wesołych w pomarszczonej twarzy.

Młodsza opowiadała starszej o kwiatach w osiedlowych ogródkach, o Słońcu, które mocno już grzeje, o ptakach na drzewach i kotach na balkonach...

Widać było czułość w każdym geście, a to uwaga na krawężnik, a to apaszkę trzeba poprawić lub chusteczkę podać, bo oczy łzawić zaczęły.

Nie wiem, jakie więzy łączyły te spacerowiczki, bo podobieństwa rysów nie widziałam, ale jeśli to tylko sąsiadki lub przyjaciółki, to pozazdrościć takiego wsparcia na starość. Obie panie czerpią zapewne z tej relacji wiele dobrego. 

Nie każdy ma rodzinę, która zadba o pogodną starość dziadka, babci, ciotki czy kuzyna. Zaprzyjaźniona duszyczka, z którą mamy serdeczne relacje, to może sposób na samotność w tzw. jesieni życia...


piątek, 8 sierpnia 2025

Och, ten PESEL!

 Tak - mówią, że wiek, to tylko liczba, że jak dbasz o zdrowie, to długo i lepiej żyjesz. Ale PESEL nie kłamie, w dodatku jest tak złośliwy, że co 10 lub co 5 lat dokłada nowych dolegliwości i zmian. 

W pewnym wieku nie warto ustawiać w telefonie rozpoznawania twarzy zamiast kodu , bo może być tak, że wstajesz rano, chcesz sprawdzić sms-a, a tu komunikat - twarzy nie rozpoznano...

Może lepszy odcisk palca, ale gdy kąpałam się zbyt długo, skóra pomarszczona i nie wybudzisz ekranu smartfona, bo odcisk kciuka nie zgadza się.


Poszłyśmy z koleżanką na kawę i naszły nas refleksje o PESELU właśnie. Bo chcesz czy nie, długie siedzenie meczy kręgosłup, chodzenie po schodach męczy stawy kolanowe, zbyt długie leżenie w jednej pozycji odpada. Praca w pochyleniu - koszmar, grozi wypadnięciem dysku, dźwiganie grozi urazem nadgarstków.
To wcale nie śmieszne jest. bo u kosmetyczki, dentysty tkwisz długo w jednej pozycji, schody na klatce trza umyć, a gdy masz talerze lub garnki w szufladach, to schylaj się , o matko!

A czy można połączyć siedzenie w fotelu i chodzenie na spacery? no nie można!

Nawet o tej kawie warto pomyśleć, bo wypita późną porą grozi bezsennością lub kołataniem serca, a rumianku nie lubię.


Dlaczego po przejściu na emeryturę ludzie biegają po lekarzach? Bo lubią? Bo nagle im wszystko wysiada? Nic podobnego!
Pracując zawodowo,  żyjemy dawkując sobie adrenalinę, a ta zagłusza wiele dolegliwości, które wyłażą na światło dzienne, gdy stres przestaje nas napędzać. A gdy mamy dużo czasu, to zauważymy każdą dolegliwość, no i wyobraźnia pracuje...

Co nam zostaje? Sprawdzić, czy to, co boli,  faktycznie ma drugie dno, czy szukamy wymówki, by poleniuchować na kanapie. 
Nie znaczy to, leniuchowanie jest złe, teraz wreszcie można!


Pozdrawiam wszystkim z zaawansowanym PESELEM :-)

poniedziałek, 3 marca 2025

Na własnych warunkach...

Inspiracją do tego wpisu było doniesienie o tajemniczej śmierci aktora Gene'a Hackmana i jego żony w ich posiadłości. Martwego znaleziono także ich psa. 
Od razu przyszło skojarzenie z książką, którą kilka dni temu skończyłam czytać.
"Mamy jeszcze czas" M.Zadooriana, to powieść drogi, historia podróży dwojga osiemdziesięciolatków przez USA słynną drogą 66. Napisana z humorem, ale i pełna refleksji o życiu i przemijaniu.

Ona chora na raka, on dotknięty chorobą Alzheimera, postanawiają odbyć podróż wspomnieniową w miejsca niegdyś odwiedzane, swoim starym kamperem i wbrew woli swoich dzieci, zatroskanych o zdrowie rodziców. Nie zamierzam opowiadać całej książki, skupię się jedynie na zakończeniu. Jest to o tyle niefortunne, że popsuje odbiór ewentualnym przyszłym czytelnikom, ale jest niezbędne, by nawiązać do tego, co napisałam na początku.

W czasie podróży małżonkowie wspominają swoje życie, przydarzają im się różne niespodzianki, ale na finiszu zdrowie obojga znacznie się pogarsza. Ostatecznie, to żona podejmuje decyzję o zakończeniu ich podróży życia, dosłownie i w przenośni. Przygotowuje wszystko starannie, by wszystkim postronnym sprawić jak najmniej kłopotu. Ponieważ sama nie chciała poddawać się uporczywemu leczeniu, a mężowi obiecała, że nie do odda go do domu opieki, zadbała o równoczesne i spokojne zejście z tego świata na własnych warunkach. 

"Wspólnie ułożyliśmy sobie życie i zadowoleni przejdziemy przez to, co ma nastąpić. Skoro miłość łączy nas za życia, to dlaczego nie może nadal łączyć nas po śmierci?
Mieliśmy udane wakacje. Świetnie się bawiłam. Gdybyśmy zostali w domu, wszystko pogorszyłoby się dużo wcześniej, cierpiałabym dużo, dużo bardziej. Musiałabym znosić poniżające zabiegi, jakie ma do zaoferowania współczesna medycyna... w końcu odesłaliby mnie do domu, żebym tam umarła.
A potem, wbrew swojemu życzeniu John trafiłby do domu opieki, tam przeżył rok, dwa, trzy...do ostatecznego kresu.
Taki koniec byłby smutny. Jedno z nas zostałoby samo. Do tego by doszło, gdybym nie zakończyła tej historii inaczej. Może trudno wam się z tym pogodzić, ale to jest szczęśliwe zakończenie. Takie,  jakiego pragniemy, ale nigdy nie jest nam dane.
Miłość nie zawsze oznacza coś takiego, lecz właśnie to oznacza dla nas dzisiaj.
Nie wam wypowiadać sądy! "

O eutanazji na życzenie wiele było dyskusji , wielu wybitnych medyków, filozofów, duchownych i polityków zabierało w tej sprawie głos. 
Rozstrzygnięcia nie ma i pewnie nie będzie, bo różne są poglądy, przepisy prawa, religie i pojemność ludzkiego sumienia. 
Jestem jednak zdania, że każdy ma prawo do decydowania o swoim życiu w obliczu niewyobrażalnego cierpienia i niewiadomego końca. 

Co innego jednak zamysł, a co innego odwaga zrealizowania takiego czynu. Jeszcze  czym innym jest udział osób trzecich w przeprowadzeniu eutanazji, bo tu dopiero zakrada się mnóstwo wątpliwości i zawirowań prawnych.

Zostawiając jednak poza dyskusją prawne i etyczne aspekty - nie nam wydawać sądy o decyzjach, gdy iskra życia przygasa na tyle, że nie widać światła w tunelu, a jedynym wyjściem wydaje się przekroczenie granicy snu,  ku światu bez bólu i cierpienia... choć wielu twierdzi, że to nadzieja umiera ostatnia.

czwartek, 17 października 2019

Wyścigi balkoników...

Starość ma różne twarze, czasem jest sprawna, pogodna i zasobna, kiedy indziej jest samotna, schorowana i zrzędliwa.
Niektórzy starzy ludzie zasiedlają domy opieki i jeśli zdrowie i stan ducha pozwalają tworzą tam szczególne społeczności. Pomocnym w ciekawym przeżywaniu reszty życia jest stan portfela lub rodzina, no i oczywista kraj oraz status owego przybytku jesieni życia.

Mnie zauroczył pamiętnik 85-letniego pensjonariusza domu opieki w Holandii Hendrika Groena, napisany z werwą i humorem. Nie wiem czy dożyję takiego wieku, ale gdyby to miało nastąpić, chciałabym zachować takie poczucie humoru, pamięć i ciekawość świata, jak bohater mojej lektury.

Czytałam z ołówkiem w ręku, by wynotować najciekawsze fragmenty, które być może zachęcą was do przeczytania tej książki lub skłonią do paru refleksji.

- codziennie warto zmuszać mózg do wysiłku, gimnastyka mózgu wzmacnia ducha
- pan Bóg i ja mamy taką umowę, że nie zawracamy sobie nawzajem głowy; a co sądzić o Bogu, który obiecuje mężczyznom 72 dziewice? A jaka nagroda przewidziana jest dla kobiet?
- ludzie są zbieraczami, gromadzą wokół siebie mnóstwo dupereli, które nie są im do niczego potrzebne
- po 40-ce człowiek osiąga podobno najniższy punkt szczęśliwości, z badań wynika, że 80-latkowie są szczęśliwsi
- w ramach klubu Starzy ale jeszcze Żywi mamy umowę, że nie narzekamy na nasze przypadłości i choroby, raczej sobie z nich żartujemy – dzięki temu życie jest łatwiejsze do zniesienia
- młoda pani doktor mówi do mnie wolno i głośno, a dobre wychowanie nie pozwala mi powiedzieć, że nie jestem głuchy ani głupi…
- zawsze znajdzie się powód, by czegoś nie robić i wkrótce człowiek będzie już tylko gapić się w okno, trzeba być w ruchu, dosłownie i w przenośni…
- Bach to na pewno doskonały kompozytor, ale nie pisze wesołych piosenek…
- spadek umiejętności przeżuwania może pociągać za sobą pogorszenie pamięci – gratisowe gumy do żucia dla każdego!
- największe niebezpieczeństwo z podróży do popularnych miast to możliwość zadeptania przez chińskich turystów, nie można zapominać też o Hindusach, ich też jest sporo, ale jeszcze tyle nie podróżują, nie stać ich…
- nigdy nie będziemy wiedzieli czy jest coś lepszego, niż mielony, jeśli nie spróbujemy czegoś innego, niż mielony
- w czasie dyskusji nad prawami emigrantów w Europie przyznano im prawo do łóżka, wanny i chleba- nie wystarczyłaby umywalka? Nawet rodowici mieszkańcy nie zawsze mają wanny…
- najlepiej aktywizować się wzajemnie, gdy przyjaciel coś proponuje, mówimy - czemu nie? Gdy sami na coś wpadniemy, mówimy – ale właściwie po co?
- gdy osoba w podeszłym wieku przestanie coś robić, to bardzo rzadko sie zdarza by zaczęła to robić od nowa, na przykład prowadzić auto...
- staruszkowie i dzieci maja m.in. to wspólne, że lubią słodycze - mogą nie zmieścić ostatniego ziemniaka z obiadu, ale ciastko czy puchar lodów zawsze się zmieszczą.

Wyszło trochę długo, ale to i tak namiastka tego, co mi się podobało.
Nie będę jednak przepisywać książki :-)

Obyśmy długo zdrowi i sprawni byli...

poniedziałek, 24 września 2018

Odwrócone role...

Opiekowali się nami, wyprowadzili na ludzi, teraz sami potrzebują opieki, a często realnej i konkretnej pomocy.
Nasi rodzice.
Bywa, że przejmujemy całkowicie rolę przypisywaną kiedyś rodzicom - prowadzimy do lekarza, pilnujemy przyjmowania leków, przywozimy obiad, robimy zakupy, wynajmujemy panią do sprzątania.
Możliwości jest wiele, w zależności od zasobności portfela, raczej naszego, chyba że rodzic ma godną emeryturę, ale to raczej rzadkość.
Pół biedy, jeśli rodzic współpracuje lub nie wymaga opieki całodobowej, bo wówczas NASZE życie biegnie swoim torem. Jeżeli jednak pojawiają się problemy z demencją lub przewlekła choroba przykuje bliską nam osobę do łóżka, a nie stać nas na zatrudnienie kogoś do czasowej opieki, wtedy musimy przebudować nasze życie pod kątem opieki nad rodzicem.
Kogo stać bowiem na Dom Opieki, gdzie pobyt kosztuje miesięcznie od 3 tysięcy wzwyż?

Nawet posiadanie rodzeństwa nie gwarantuje , że brat czy siostra odciążą nas w sprawowaniu opieki choćby na czas naszego wyjazdu do sanatorium.
Bywa nawet, że spośród kilkorga rodzeństwa tylko jedno z dzieci poczuwa sie do pomocy, reszta cierpliwie czeka na spadek, odwiedzając chorego rodzica raz na jakiś czas i jeszcze spodziewając się ugoszczenia...wszak przyszli z wizytą.

Wszyscy starzy ludzie, których znam, a jeszcze trzeźwo myślą powtarzają, że nie chcieliby dożyć momentu całkowitej zależności od dzieci i że starość się panu Bogu nie udała.

Nie jestem jeszcze zgrzybiałą staruszką i zdrowie jakoś nie najgorsze, ale kto wie, co szykuje mi los i chyba nie chciałabym , aby mój syn musiał mi zmieniać pampersy...

Jakoś ten jesienny klimat nastroił mnie na refleksje o jesieni życia... no i wpis Szarabajki na blogu Wrzosy, polecam blog i notkę :-)

środa, 21 marca 2018

Uciekła mi pamięć...

Spotkałam Ją w drodze z pracy.
Dzień był zimny, wietrzny, a Ona bez czapki, szalika i rękawic, prowadziła psa na smyczy, a właściwie to pies ciągnął swoją panią.
- Witaj Mireczko!
Chwyciła mnie za ręce, nawet przez rękawiczki czułam, jakie ma skostniałe dłonie.
- Jak ładnie wyglądasz!
Patrzyła na mnie, chyba mnie poznała, ale nie mogła przypomnieć sobie imienia i te smutne oczy…
- Ładnie wyglądasz i nic się nie zmieniasz, a ja – widzisz, stara baba jestem!
- Mireczko, wszyscy się starzejemy, ale grunt, to mieć dobry humor i kondycję!
Pies szarpnął się zniecierpliwiony…
- A ty jak zwykle z psem na spacerze, dużo chodzisz, jak zawsze.
Spojrzała na mnie smutnymi oczami, skurczona, zziębnięta, ale jakby nie zauważając tego zimna odpowiedziała:
- Pamięć mi uciekła, nawet imienia psa nie pamiętam, chodzę tymi samymi ścieżkami, by trafić do domu, przez ponad rok tak się posunęłam, że sama siebie nie poznaję…
Skurczyła się, włosy w strąkach, zniknęła energia i wieczny uśmiech na twarzy, oczy uparcie patrzą w chodnik.
- Tak mi przykro, a nie zimno Ci? taka paskudna pogoda.
- Zimno?
Spojrzała na swoje zgrabiałe dłonie…
- Zimno, ale zapomniałam, gdzie leżą rękawiczki… to mój czwarty pies, młodziutki, musi się wybiegać.
- Uważaj na siebie!
I poleciała za psem, który rwał się do biegu za kawkami.

Była wychowawczynią mojego brata, moją koleżanką z pracy. Nauczycielem z powołania, który wszystkie siły i każdą wolną chwilę oddawał pracy. Niepocieszona, gdy musiała odejść na emeryturę, bo taki nastał czas, bo zabrakło etatu, bo nie miała nic innego poza pracą, może tylko synów, ale i oni poszli swoimi drogami, gdy dorośli.
Teraz opiekują się matką, każdy na swój sposób, ale pamięci jej wrócić nie mogą, a Ona resztkami świadomości trzyma się tego świata i nie może pogodzić się z diagnozą – Alzheimer.

czwartek, 29 grudnia 2016

W młodych nadzieja !

Świąteczne spotkania z rodziną i znajomymi obfitują w serdeczne relacje i ciekawe obserwacje. O tyle ciekawe, że gdy przy stole zasiadają trzy pokolenia i wymieniają poglądy na różne sprawy, to jest to pole dla wielu własnych refleksji.
Co jednak najważniejsze, nikt się nie kłócił, nie wymachiwał pięścią, nie wygłaszał mów jedynie słusznych, a tematy zahaczały o politykę i religię.
Jest w naszym gronie kilka osób przed trzydziestką, niektóre skończyły, inne kończą studia, ale wszyscy pracują, rozwijają się i zawsze znajdują czas dla rodziny.
Ktoś kiedyś powiedział, że obcując z ludźmi młodymi, sami stajemy sie młodsi, motywujemy się do samorozwoju, staramy sie nadążać za światem, by z tymi młodymi znaleźć wspólny język. Nie uniknie się przy tym porównań, jacy my byliśmy w podobnym wieku - oczywiście ukształtowały nas inne warunki, inaczej byliśmy wychowywani, ale tym bardziej warto uczyć sie od młodszego pokolenia, aby w średnim czy mocno średnim wieku nauczyć się czerpać z życia, a nie tylko czekać na nieuniknione.
Jakie zatem cechy podziwiam u młodych, a jakich mnie samej często brakowało?
Otwarcie na innych ludzi - łatwiej nawiązują kontakty, są jakby bardziej ufni, co czasem niesie za sobą pewne niebezpieczeństwa, ale i ułatwia życie. ( ja byłam raczej nieśmiała, zakompleksiona, nawet w sklepie bałam się odezwać)
Głód wrażeń - każdy dzień niesie nowe atrakcje, z których grzech nie skorzystać i kolekcjonują bardziej wrażenia, niż przedmioty. Na gromadzenie rzeczy, jak mówią przyjdzie czas później (my chyba byliśmy bardziej pragmatyczni)
Myślenie globalne - o środowisku, o cierpieniach zwierząt - tu zaimponowali mi, nie ukrywam. Z założenia bywają wegetarianami, czytają metki, śledzą w sieci, gdzie i jak produkowane są towary, wspierają żywność ekologiczną ( bez względu na cenę), oszczędzają wodę i żywność.
Ja też się staram, ale często wygrywa jednak aspekt ekonomiczny, jeśli chodzi o zakupy.
Testowanie nowych smaków, eksperymentowanie w kuchni - tego uczę się od młodych właśnie, nie polubię już chyba gotowania, ale lubię poznawać nowe potrawy, nowe połączenia smaków i dodatków. Dzisiejsze zaopatrzenie sklepów pozwala na takie eksperymenty, dodatkowo mamy do dyspozycji restauracje z kuchniami z całego świata.
Zdrowsze odżywianie i dbanie o kondycję - ulegają wprawdzie modom i trendom, ale nie są to w większości złe nawyki, a przetetestowane na sobie pozwalają wybrać najwłaściwsze dla siebie diety i ćwiczenia fizyczne. Ilu starszych ludzi wstydzi sie biegać, chodzić na siłownię, ilu krytykuje te wymyślne dania z "robakami" i zielskiem jak dla królików?
Nie boją się wyzwań w pracy i w życiu - często i chętnie zmieniają miejsce pracy, szkolą się, śmiało negocjują warunki, znają swoją wartość, potrafia porównywać i wyciagać wnioski. Moje pokolenie jest przywiązane do miejsca pracy, czeka cierpliwie na podwyżkę, na widok szefa staje na baczność.
Dużo podróżują - swój czas wolny potrafią dobrze zaplanować, wyznając zasadę, że pracuje się, aby żyć. Dziś Internet umożliwia szybkie zamówienie noclegów, tanich biletów i wiele ninnych rzeczy. Nawet z małym budżetem są w stanie zwiedzać świat i zachęcają do tego samego NAS.
Znajomość języków obcych - nie tylko znają, ale świetnie się komunikują, co ułatwia im nie tylko podróżowanie, ale także podejmowanie pracy w zagranicznych firmach, poznawanie ludzi z całego świata. My też uczymy się języków obcych, ale z komunikacją już bywa gorzej, nie mówiąc o odwadze do zmiany pracy, zwłaszcza w innych krajach.
Chętnie dyskutują z dorosłymi na różne tematy- mają swoje zdanie, potrafią argumentować, często zadziwiają odmiennym punktem widzenia. My byliśmy nauczeni nie dyskutować z dorosłymi, bo dzieci i ryby....
. Uczestniczą w kulturze - a często nawet są jej twórcami, wbrew rankingom dużo czytają, chodzą do kina, na koncert potrafią wybrać sie na drugi koniec Polski, chętnie angażują się we wszelkie akcje od charytatywnych po happeningi. My jesteśmy bardziej ostrożni, zachowawczy , nieufni.
. Chętnie podążają za modą - nie ma dla nich barier typu: to nie wypada, to mi nie pasuje, tamto jest be i pod względem stylów ubierania się są bardziej wyrozumiali dla nas , niż my dla nich.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że powyższe uwagi nie dotyczą większości populacji młodych ludzi, tak jak wielu starszych nie wpasowuje się w model zgorzkniałych i zrezygnowanych, ale póki obie strony dogadują się ze sobą i mogą czerpać z siebie wzajemnie, to jest nadzieja dla tego świata, nie sądzicie?

I takim akcentem warto pożegnać Stary Rok !

piątek, 26 sierpnia 2016

Slow life ...


Wreszcie ciepły dzień, postanowiliśmy wykorzystać go na ruch na świeżym powietrzu. Pojechaliśmy na wycieczkę rowerową. Przejeżdżając przez park zatrzymaliśmy się, żeby odpocząć na ławce pod drzewem, w pobliżu lodziarni. Lody są tam pyszne i niedrogie. Zostawiłam rower pod opieką męża i idę kupić deser. Kolejki nie widać, bo pora nie tak wczesna, dzień powszedni, więc tłumów w parku nie ma. Przede mną podchodzi do okienka starsza pani (mocno starsza, bo ja już też młódką nie jestem) z kijkami i plecaczkiem. Zamówiła lody.

Młody sprzedawca nałożył porcję truskawkowych pyszności i zaczął się maraton:
- pani zdjęła plecaczek, mocowała sie z zamkiem
- z plecaczka wyjęła czarną saszetkę, mocowała sie z zamkiem
- z czarnej saszetki wyjęła różowa kosmetyczkę, mocowała sie z zamkiem
- z różowej kosmetyczki wyjęła woreczek ze strunowym zamknięciem, mocowała sie z nim
- ze strunowego woreczka wysypała garść żółtych monet i zaczęła odliczać kwotę
- w końcu z pomocą sprzedawcy zapłaciła

I tu myślicie, że wzięła swoje lody i odeszła? Tutaj zaczęła się ta sama procedura, tylko w odwrotnej kolejności czyli...
- pani schowała resztę monet do woreczka z zamknięciem strunowym
- woreczek strunowy schowała do różowej kosmetyczki
- różową kosmetyczkę do czarnej saszetki
- czarną saszetkę do plecaczka
- plecaczek pieczołowicie zamknęła i założyła na plecy

Ja czekałam cierpliwie, uśmiechając się w duchu, za mną ustawiło się już kilka osób, nie rozumiejących pewnie, co może trwać tak długo i czemu nikt nie odchodzi z lodami...
Pani przeprosiła , wzięła swoje lody i odeszła.

wtorek, 17 listopada 2015

Luksusowa kobieta...

Znałam panią Czesławę jako dziecko i nastolatka. Pracowała w banku, ubierała się elegancko, nigdy nie widziałam jej z siatkami zakupów. Jej mąż był stroicielem fortepianów, pani Czesia była jego drugą żoną. Czasami odwiedzali ich synowie pana domu, światowi ludzie, dla mnie stanowili taką samą egzotykę, jak przybysze z dalekich lądów. Państwo T. przyzwyczajeni byli do pewnych luksusów: perfumy, dobre trunki, codziennie gazeta do śniadania i świeżutkie pszenne pieczywo, najlepsze wędliny (wówczas nierealne), bomboniery itp. Skąd to wiem? Bo jako dziecko biegałam po te gazety i pieczywo zmuszana przez babcię, która z nami mieszkała, a do państwa T. czuła jakąś dziwną atencję. Gdy zmarł stroiciel fortepianów pani Czesława została sama jak palec, synowie męża przestali ją odwiedzać, a ona sama żyła we własnym świecie, nie utrzymując specjalnie kontaktu z sąsiadkami.
Przejście na emeryturę zapoczątkowało upadek pani T. gdyż załapała się na emeryturę ze starego portfela (za mało żeby żyć, za dużo żeby umrzeć) i zaczęło brakować na podstawowe potrzeby, nie mówiąc o tych luksusowych. Najpierw pożyczała od moich rodziców np. na opłacenie telefonu lub spłatę zadłużenia za prąd lub gaz. Potem zaczęła oszczędzać na jedzeniu, kurczyła się w sobie , co widać było gołym okiem. Pomocy nie chciała przyjąć, bo niczego nie potrzebowała (jej słowa). Czasami wyrzucałam jej śmieci lub coś kupowałam, czasami to co kupiła sama, a jej nie smakowało przynosiła dla naszego psa. Nie potrafiła zrezygnować jednak z perfum, wizyt u fryzjera, koniaku.

Gdy zachorowała, jedna z sąsiadek, która była pielęgniarką zaopiekowała się panią Czesławą, umówiła wizytę, załatwiła opiekunkę z PCK.
Lekarz powiedział, że pacjentka jest niedożywiona, zamorzyła się i traci siły witalne. Opiekunka przynosiła obiady, ale podopieczna mało co lubiła. Opiekunka zasugerowała, ze uczesze panią Czesię, to zaoszczędzą na wizytach u fryzjera. Na to pani T. oburzyła się, że z wizyt u fryzjera nie zrezygnuje. Kiedyś opiekunka wściekła się, bo pani T. za ostatnie pieniądze koniak kupiła, a do renty jeszcze daleko było.
Na kilka lat straciłam z oczu panią Czesławę, a gdy zobaczyłam ją po długiej przerwie, prawie jej nie poznałam. Z kobiety eleganckiej, pachnącej perfumami, dostojnej zmieniła się w zasuszoną starowinkę, w zniszczonym ubraniu, która w końcu trafiła do domu opieki, gdyż nie była w stanie mieszkać sama, a i sąsiadki obok też były już stare i schorowane.
Taka w tej historii skojarzyła mi się refleksja, że dla odrobiny luksusu i zachowania resztek godności pani Czesława była w stanie poświęcić zdrowie, a może i życie...