Pokazywanie postów oznaczonych etykietą awaria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą awaria. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 maja 2025

Czas na nowe...

 Na nowe meble w kuchni czas. Najpierw był pomysł na rewitalizację tego i owego, ale gdy trzy dni temu jedna z szafek prawie zwaliła mi się na głowę, to zapadła decyzja, by zmienić całość mebli kuchennych, no może sprzęty zostaną, bo dobre jeszcze, choć lodówka ostatnio dziwne dźwięki wydaje...


Jak zwykle, awarie zdarzają się, gdy człek sam w domu, ale ustrojstwo nie było ciężkie, oparłam o to i owo, pobiegłam po śrubokręt, odkręciłam drzwiczki i czekałam na męża.


Myślałam, że szafka nie do uratowania, ale mąż popatrzył, pomyślał i przystąpił do działania.


Fachowego ścisku nie było, ale sznurki dały radę! Pomysłowy Dobromir:-)


Nie tylko pomysłowy, ale w przydasie różne wyposażony!
Obiecał w tym bałaganie porządek zrobić i nie trzeba co pół roku przypominać :-)


W trakcie naprawy szafki przez męża, ja popełniłam kolejna kartę w AJ, ale nie mam stu par butów, tutaj mój ukochany ma nie mniejszy zbiór, żeby nie było...
W razie czego sprzedamy część butów i będzie na szafki ;-)

Dobrego tygodnia bez awarii!


niedziela, 26 listopada 2023

Prąd czy gaz?

 

Jesteśmy zależni od mediów, takich jak prąd, gaz, woda...

Gdy któregoś nam zabraknie bywa problem, bo nie tylko ogrzewanie, ale i gotowanie posiłków staje się niemożliwe, w zależności od tego, z jakiej energii korzysta się najwięcej.

Brak wody w bloku czy domku jednorodzinnym można uzupełnić, kupując wodę butelkowaną, przynajmniej doraźnie.

Niektóre gospodarstwa mają własne zbiorniki na gaz, wiele jednak korzysta z gazu z sieci. Bywają kuchenki częściowo na gaz, bo piekarniki są już elektryczne.

Taka opcja bywa praktyczniejsza, jeśli któregoś źródła energii zabraknie. A wszystko może się zdarzyć.

Zdarzyła się właśnie w naszym mieście wielka awaria sieci gazowej, bez gazu zostało całe miasto. Samą awarię podobno usunięto szybko, ale przywrócenie dopływu gazu , zwłaszcza dla odbiorców indywidualnych , to nie tak prosta sprawa. Z tego, co czytałam na lokalnej stronie internetowej, operacja wymaga dotarcia do tych odbiorców i wykonania jakiejś operacji, by nie nie było katastrofy.

A takich odbiorców jest ok. 16 tysięcy. Zatrudniono więc pracowników gazownictwa z innych miejscowości, także spoza województwa, ale i tak bez gazu możemy być kilka dni.

Jaka sytuacja u mnie?

Mamy czajnik elektryczny i piekarnik gazowy, kawę robimy w ekspresie. Musiałam zmienić repertuar kulinarny na weekend, w sobotę  na obiad pizza z piekarnika, a w niedzielę jedziemy na wycieczkę, więc obiad zjemy w trasie. 

Taka krzywa pizza mi wyszła...

Zastanawiałam się, którego z mediów brakowałoby mi bardziej i wyszło , że jednak prądu, bo wszystkie urządzenia są na prąd, indukcji wprawdzie nie mamy, ale obiady w piekarniku można robić, ale niestety nie wszystkie dania...

 Brak którego z mediów odczulibyście  najbardziej - wody, prądu czy gazu?

wtorek, 12 września 2023

Awarie nas kochają...

 Kiedyś przeżyliśmy potop w kuchni i to przed wyjazdem na wesele. Sytuacja została zażegnana, ale problem może się powtórzyć. Nie tylko od nas to zależy. Blok ma ponad 30 lat, rury skorodowane, spółdzielnia odpowiada za usterki poza mieszkaniem.

Tym razem poprosiliśmy o wymianę zaworów od zimnej i ciepłej wody w tzw. pionie, bo nie trzymały i nawet drobnych napraw nie mogliśmy sami zrobić. Poza tym słabo leciała woda, a nie była to wina ciśnienia.

Panowie ze spółdzielni wymienili zawory, ale woda nie leciała nadal. Jeden z nich zaczął walić młotem w rury, bo "pewnie kamień się nagromadził i trzeba odblokować". Podobnie robili w kuchni, przez co odpadło nam pół ściany nad zlewem, ale to przecież nie ich problem!

rurki rozlatywały się w rękach....

Skutkiem walenia było pękniecie rury od ciepłej wody, zimna nie leciała nadal. Zakręcili nam wodę i poszli, ratuj się człowieku sam. Dobrze, że ujęcie w kuchni ma osobny pion!

stanowisko dowodzenia i wanna w przedpokoju...

Mąż znalazł w Internecie jakiegoś sensownego hydraulika, który przyjechał, obejrzał wszystko, obiecał kupić części i nowe baterie, ale musieliśmy czekać tydzień. Tydzień mycia się w kuchni w takie upały!
Dobrze, że choć spłuczka działała, bo głupio prosić sąsiadów...

przy okazji naprawili partactwo poprzedników w ubikacji...

Szczęściem w tej niefajnej sytuacji było to, że fachowcy (pracowali we dwóch) znaleźli rozwiązanie oszczędzające nasze ściany i kafle, zrobili obejście z rurek, które schowano w zabudowie wanny i w szafce pod umywalką, a brakujące kafle mąż znalazł w piwnicy!

jeden otwór w ścianie i wszystko jasne...

Po dwóch dniach i uszczupleni o 3 tysiące mogliśmy zacząć sprzątać i zrealizować marzenie o kąpieli w wannie, a nie w kuchni! Panowie sprzątali po sobie, informowali, co robią i dlaczego, kupili piękne i solidne baterie do umywalki i wanny, rachunek przedstawili, dali gwarancję na ewentualne wycieki..

Nasz hydraulik miał chyba wzięcie, bo telefon ciągle dzwonił i niejeden klient został odprawiony z kwitkiem, więc i tak udało nam się wpasować w lukę.
Za poczęstunek podziękowali, bo " to szefowa już nie te czasy", a tylu ciekawych historii się nasłuchałam, że na niejeden post by starczyło.

Najlepsze było to, że panowie fachowcy wcale nie kształcili się w kierunku hydraulika, ale wiecie co? Wcale mi to nie przeszkadza, tym bardziej, że nie wiem, po jakich szkołach byli panowie ze spółdzielni...

środa, 19 lipca 2017

Hydraulik na wagę złota...

W ramach przerwy w relacjach z wypraw turystycznych podzielę się z Wami wątpliwymi atrakcjami w zakresie hydrauliki. Tuż przed wyjazdem przeżyliśmy mały potop w mieszkaniu. Tempo lania się wody było expresowe, uratowały nas przed zalaniem trzy rzeczy:
- zimna krew mojego męża, który szybko zakręcił zawór,
- refleks domowników, którzy rzucili się z ręcznikami na podłogę
- zwykły przypadek
Była sobota, mieliśmy odwieźć syna z partnerką na wesele do Żnina. Ofiarowałam się uprasować synowi koszulę, a że mam w kuchni przedłużacz do żelazka, to po rozstawieniu deski do prasowania poszłam do kuchni. Wchodzę i oczom nie wierzę - skądś leje się dołem woda...przecież nie mam w kuchni pralki!
Gdy krzyknęłam, wszyscy przybiegli na pomoc. Woda nie sikała na kuchnię, bo zawory i część rur zasłaniała szafka na liczniki, lała się dołem po podłodze, pod szafkami. Wodę udało sie szybko zebrać, chociaż martwiliśmy się o panele na podłodze.
Przed wyjazdem do Żnina wezwaliśmy pogotowie techniczne, nawet szybko przyjechali, ale jak spodziewaliśmy się, ONI nie są od tego, awaria w mieszkaniu należy do lokatora, ONI najwyżej mogą zakręcić wodę. Brzmi jak dowcip, ale nam nie było do śmiechu. Musieliśmy czekać do poniedziałku na pracowników spółdzielni mieszkaniowej. Pojechaliśmy do Żnina z duszami na ramionach, ale z drugiej strony zadowoleni, że nie stało się to podczas naszej nieobecności.

W poniedziałek przyszli panowie ze spółdzielni, powtarzając, że awarie za zaworem nie leżą w ich gestii, że to do lokatora należy. Czyli co? Gdybym była samotną staruszką, to musiałabym zostać bez wody do czasu znalezienia hydraulika? A za co płacimy prawie stówkę w ramach eksploatacji mieszkania?
Panowie jednak okazali ludzką twarz, popatrzyli, napocili się i znaleźli przyczynę awarii czyli dziurę na palec w kolanku, co widać na zdjęciu.
Nie mówiłam już nic na to, że zniszczyli kawałek tapety na zlewem, bo okazało się, że rury są tak zakamieniałe, iż woda przestała lecieć i musieli walić w ścianę, by wznowić przepływ. Oczywiście przy tej czynności odpadło kawał tynku pod tapetą.

Teraz właśnie mój mąż nakleja kafelki w miejsce zniszczonej tapety, bo takiej samej już nie dostaniemy...
Panowie przyszli zlikwidować awarię, ale nie przynieśli żadnych części zamiennych. Mój mąż przyniósł z piwnicy torbę ze swoimi skarbami, z których to panowie skwapliwie skorzystali, nawet pakuły do uszczelniania mieliśmy własne. Powie ktoś, ze w takim razie mąż mógł naprawić wszystko sam. Otóż nie, bo przy takich okazjach trzeba rozmontować licznik do wody i zaplombować na nowo.

Pojechaliśmy w góry w nadziei, że pod naszą nieobecność nie zaleje nas powtórnie z innej dziury...

Po powrocie dowiedzieliśmy się, że miała miejsce seria potopów - u mojego syna w Poznaniu i u mojego ojca. U syna woda lała się przez próg z korytarza, a u ojca sąsiedzi z góry zalali sufit w salonie.
Dziwne jest to, że blok, w którym mieszka mój tato ma prawie tyle lat co ja, ale blok mojego syna ma około półtora roku! Strach pomyśleć co będzie dalej!

Pozdrawiam nadal wakacyjnie i strzeżcie się awarii w mieszkaniach.



poniedziałek, 26 października 2015

Gdy mąż się nudzi...

Fajnie gdy mąż ma dzień wolny w pracy, zrobi zaopatrzenie, obiad ugotuje...gorzej, jeśli zacznie rozglądać się po domu i szukać co by tu naprawić, zmienić i jeśli lubi majsterkowanie, to na pewno coś do roboty znajdzie. W dodatku gdy można połączyć zakupy i majsterkowanie to już taki mąż jest w niebie.
Zaczęło się od wymiany żarówki, która się przepaliła. Poszedł mąż do sklepu, a tam wyprzedaże, więc wymyślił, że przy okazji wymiany żarówki wymieni także lampę w przedpokoju. Kupił nową, założył i byłoby dobrze, gdyby nie pomyślał, że szkoda starej lampy i można zmienić także lampę w ubikacji (łazienka i toaleta osobno). Jak pomyślał, tak uczynił. Wróciłam akurat do domu z myślą, że włączę pralkę, zajrzę do laptopa i poczytam przy herbatce. Miała nastąpić prezentacja, mąż nacisnął włącznik i... stała się ciemność, brak prądu objął także pozostałe urządzenia elektryczne w domu. W dodatku nie pomogła interwencja w centralce z korkami, okazało się, że korki wysiadły na klatce w pionie, a klucz od szafki ma pogotowie techniczne. Trzeba było więc dzwonić po fachowców. Pralka czekała samotnie, książkę czytałam przy świecach w kuchni i patrzyłam czy z lodówki nie kapie woda...
Na szczęście fachowcy przybyli na tyle szybko, że lodówka nie zaczęła się rozmrażać. Okazało się, że żarówka przepaliła się dlatego, że stara lampa była już felerna i należało założyć na powrót w ubikacji tę, która wisiała uprzednio.
Ale następnego dnia mąż zaczął mieć wątpliwości czy zakup był dobry, bo lampa tak średnio mu się podoba. Ja w pierwszej chwili nie byłam zakupem zachwycona, ale z kolei teraz podoba mi się coraz bardziej.
Czy wasi mężowie(partnerzy) też miewają podobne zrywy?