Dom pod Dobrym Aniołem
to nie nazwa.
Adres?
Też raczej nie!
Dom pod anielskim skrzydłem
to przystań -
ze ścianą lasu w tle.
Przycupnięty między łąkami
żniwnym polom
kłania się wpół.
Dom pod Dobrym Aniołem -
to otwarty
na oścież ogród
i gościnny stół.
Przybywasz z drogi
strudzony,
by spokój odnaleźć
wśród ciszy.
Dom pod anielskim skrzydłem.
Adres?
U Bogdana i Gabrysi.
Znaleźliśmy taki dom, wracając z czeskich wojaży. Fakt tym bardziej niezwykły, że gospodarze Bogdan i Gabrysia zaufali nam i zostawili pod naszą opieką wszystko, co kochają, a sami leczą się w sanatorium. Opiekując się zwierzętami (psem, sarenką i kurami)korzystamy z uroków okolicznych lasów i chociaż to Śląsk, a kopalnia o krok, dom naszych gospodarzy stoi wśród pól, pod lasem. Codziennie chodzimy na spacery, spędzając w lasach po 4-5 godzin dziennie, nawet pogoda nie jest przeszkodą.
Gdy znudzi nam się cisza lasu siadamy w altanie z książką lub spacerujemy po dużym ogrodzie, jedząc jabłka. Na śniadania robimy jajecznicę z jajek od domowych kurek. W wolnych od spacerów chwilach zdążyłam zrobić dżem z porzeczek i mus z jabłek. Gospodarz zostawił nam także złowionego własnoręcznie karpia, którego zjedliśmy na obiad, a właściwie dwa, bo ryba była duża.
Oczywiście przeszliśmy okoliczne szlaki wzdłuż i wszerz, podziwiając przyrodę i miejscowe ciekawostki.
W wędrowaniu najmilsze są niespodzianki, takie jak staw pośrodku lasu, z ławeczką i miejscem na ognisko.
Wielu właścicieli tutaj trzyma konie, niektóre do pracy w polu, a inne pod wierzch, przynajmniej tak wyglądają...
Na małym wzniesieniu między polami znajdujemy pozostałości jakiegoś komina, sadząc po zagłębieniach terenu wybierano tu glinę i wypalano cegły, ale być może się mylę...
Nietypowa droga krzyżowa z symbolicznymi płaskorzeźbami, prowadząca do cmentarza i kolejny akcent symboliczny - ostatnia stacja drogi krzyżowej czyli złożenie do grobu tuz pod bramą cmentarza.
Takie pióro i inne ślady walki znaleźliśmy w lesie, kilka razy także widzieliśmy z oddali sarny i daniela, a na ziemi mnóstwo śladów ich kopyt.
Żal tylko, że jeżyny dojrzeją już po naszym wyjeździe, a grzybów niestety nie ma, znaleźliśmy raptem dwa jadalne, natomiast muchomorów wielkie okazy rosną nawet przy drodze.
Nie są to oczywiście wszystkie ciekawostki, na które trafialiśmy w naszych wędrówkach, ale post nie może być tak długi, żeby czytelników nie zanudzać, lepiej zostawić niedosyt.