Nasza stara drukarka komputerowa HP odmówiła współpracy i trzeba było nabyć nową.
Zepsuty egzemplarz oczekiwał w niełasce na wyniesienie do miejsca składowania elektrośmieci o niewielkich gabarytach.
W poszukiwaniu odpowiedniego kontenera wyruszyliśmy na spacer, zabierając ze sobą stary opiekacz do chleba, który także chcieliśmy utylizować.
Spacer zakończył się sukcesem, gdyż znaleźliśmy kontener na elektrośmieci w pobliżu sklepu Kaufland.
Wrzuciwszy doń opiekacz, wróciliśmy do domu po drukarkę, wszak spacerów nigdy dość. Nie zdarzyłoby się nic przykrego, gdyby przedtem mój mąż wyjął z drukarki pojemnik z resztkami tuszu. Drukarka w torbie wykołysała sie znakomicie, wylewając tusz czarny do wnętrza torby. Mąż zgrabnie wyrzucił drukarkę do pojemnika, torba pusta, więc postanowiliśmy wejść do sklepu i coś tam zakupić. Ja szłam przodem, nie widziałam więc niczego niepokojącego w wyglądzie męża, a w sklepie patrzymy przecież na regały i towary, a nie sobie w oczy.
Gdy podeszliśmy do kasy i mąż zaczął wykładać towar na taśmę, sam sie bardzo zdziwił, jakie ma czarne dłonie, ja z kolei spojrzałam na niego i osłupiałam, bo cała kurtka ( biała zresztą, z kolorowymi wstawkami) była upaprana tuszem, CZARNYM!
Spakowaliśmy sie błyskawicznie, bo kasjerka dziwnie się mężowi przyglądała i wróciliśmy do domu jak najmniej uczęszczanymi uliczkami, a małżonek cała drogę użalał sie nad swoją kurtką.
W domu nastąpiły liczne próby wywabienia plam, także z pomocą porad z google, ale niestety nasze wysiłki spełzły na niczym i ciepła zimowa kurtka trafiła na śmietnik.
Była już wprawdzie leciwa i swoje wysłużyła, ale zawsze żal...

