Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kino. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 grudnia 2025

Bo im pozwolono!

 


Jak napisać o filmie, by za wiele nie zdradzić, a zachęcić; by połączyć własne wrażenia z przesłaniem twórców? Recenzja to nie będzie, bo emocji było za wiele, a niektóre sceny i zdania jeszcze odbijają się echem w mojej głowie.

Byłam w rozkroku, czy w ogóle iść na ten film, bo z jednej strony wszystko zachęcało ( temat, obsada, tanie kino wtorkowe, krótki termin projekcji, a już Kafka mi przepadł), z drugiej strony wątpliwości : długi film, późna pora, temat mało świąteczny; emocje, które nie pozwalają zasnąć...

O dziwo, nie byliśmy sami na sali, wśród widzów byli też ludzie młodzi.
Gdy na ekranie pojawiły się napisy końcowe, ludzie zaczęli wychodzić , w ciszy kompletnej i bez pospiechu. 

Proces norymberski, fragmenty filmów dokumentalnych z wyzwolenia obozów koncentracyjnych, egzekucje zbrodniarzy hitlerowskich, portrety psychologiczne oskarżonych....przeżycie ciężkie, ale na takie obrazy nigdy nie ma dobrej pory! 

Dlaczego warto obejrzeć? bo aktorstwo rewelacyjne i ciekawe ujęcie tematu z punktu widzenia psychiatry; klimat filmu i efekty dźwiękowe, jakie tylko w kinie spotkasz, no i warto zajrzeć za kulisy przedsięwzięcia, które znamy z oficjalnego obiegu. To, co zwykłemu człowiekowi wydaje się oczywiste i nieskomplikowane, nie bywa już takie w kontekście rozkładu sił pokojowych i uwarunkowań prawnych. Obserwujemy to i teraz,  chociażby na przykładzie wojny w Ukrainie.

Młody psychiatra, ale świetny w swym fachu miał za zadanie przyjrzeć się zbrodniarzom wojennym, być może wykryć u nich jakieś cechy nadzwyczajne, które zadecydowały o tym, kim się stali, a co równie ważne - zapobiec samobójstwom w celach więziennych, w czasie potrzebnym na przygotowanie procesu.

Samobójstwom nie udało się zapobiec, ale wnioski lekarza porażające wówczas, dziś mniej zaskakują. Mówił o tym między innymi pan Marian Turski w Oświęcimiu. Nie trzeba specjalnych cech czy predyspozycji, by  człowieka zmienić w potwora. Nie dzieje się to z dnia na dzień i rzadko kto się taki rodzi. Decydują o tym okoliczności, zakres władzy, bezkarność i poplecznictwo.

Był taki sławny eksperyment psychologiczny, w którym zwykłych uczestników podzielono na dwie grupy - więźniów i strażników. Badani tak weszli w swe role, że eksperyment wymknął się spod kontroli. 

Nawet dziś znajdą się tacy, którzy albo poprą zbrodnie hitlerowskie na rzecz nowego porządku świata, albo zaprzeczą, że w ogóle miały miejsce... 

Przez cały film przewijają się hasła, które siłą rzeczy kojarzymy i z naszej rzeczywistości: 
- Uczynić państwo znowu wielkim!
- Te ziemie do nas należały!
- Czystość rasy, to wielkość narodu!
- Izolacja dla przeciwników politycznych!

Watykan niestety, nie okrył się dobrą sławą, zarówno jeśli chodzi o stosunek do III Rzeszy, jak i powojennych starań o postawienie zbrodniarzy hitlerowskich przed sądem międzynarodowym.

Po obejrzeniu filmu, zostaje w głowie naczelne przesłanie - w każdym zakątku świata i niezależnie od ustroju może odrodzić się  zło, którego granice będą tak wielkie, na ile my wszyscy pozwolimy...
 

wtorek, 19 listopada 2019

Refleksje po filmie

Nie zamierzam pisać recenzji, bo nie jestem krytykiem filmowym, a i thrillery nie wszyscy lubią.
Mąż namówił mnie na ten film, trochę się opierałam, bo dobry thriller, to jak dobra komedia - raczej rzadkość.
Okazało się, że dobrze trafiliśmy - ludzi mało, na sali cisza, prawie 3 godziny minęły jak mgnienie i zresetowaliśmy się porządnie.

Film jest i nie jest kontynuacją "Lśnienia" z Jackiem Nicholsonem, jeśli ktoś nie widział, niewiele straci, połapie się bez trudu.

Jak zwykle moją uwagę zwróciły wątki psychologiczne oraz zjawiska paranormalne, co to oko mędrca nie widziało i wyjaśnić nie potrafi.
Bo takie kontaktowanie się z innymi światami, wnikanie w umysły innych ludzi czy posiadanie mocy niemierzalnych to jednocześnie DAR i PRZEKLEŃSTWO.
Można je wykorzystać w dobrym lub złym celu, dla dobra lub pognębienia ludzkości. jak powiedział jeden z bohaterów - świat jest jak koszmar. Jeśli chcemy przetrwać, musimy przeciwstawiać się złu w kazdej postaci, bo nie można tylko ŻYĆ DŁUGO i JEŚĆ DOBRZE...

Nienależnie od tego, w co lub kogo wierzymy, oceniają nas po skutkach postępowania, poprzez opowiedzenie się po jednej ze stron - bo nie wierzenia czynią nas lepszymi lecz czyny!

Nasz mózg jest jak ogromna biblioteka, gromadzi wszystko, co zaobserwujemy, usłyszymy lub poczujemy. Od nas zależy w jakich szufladkach, jak w bibliotecznym katalogu to wszystko poukładamy i komu pozwolimy z niego czerpać, które szufladki otworzymy, a które zamkniemy jak puszkę Pandory, by nikt ich nie wykorzystał przeciwko nam.

Jest w tym filmie wiele symbolicznych scen i analogii - ludzie, którzy karmią się naszym bólem; bezsilność wobec wykorzystywania łatwowierności i prostolinijności dla czynienia zła; wmawianie nam, że niektórzy ludzie są wyjątkowi i nalewy im się rząd dusz, podczas gdy ci zwyczajni bez nadprzyrodzonych zdolności, to jedynie niewolnicy niezbędni do przeprowadzenia nadzwyczajnego planu wybrańców.

Drugi element godzien uwagi dla miłośników kina to efekty specjalnie i klimat grozy, ale takiej z nutką fantazji.
Są momenty mocne, zwłaszcza dla osób wrażliwych, są także znajome z innych produkcji, ale i nowe, które potrafią zaskoczyć.

Więcej nie powiem, bo kto zechce obejrzeć, to ze szczegółów się nie ucieszy...
Czy polecam? jeśli lubicie baśnie o walce dobra ze złem, to tak, tylko pamiętajcie, że w baśniach nie wszystko jest cacy.

czwartek, 3 marca 2016

Serca na drodze...

Co mają ze sobą wspólnego: półsierota z bidula, wytatuowany ksiądz, nauczycielka tańca klasycznego oraz sraluch (zabłąkany kurczak)? Jeśli zaintrygowało Was to pytanie musicie obejrzeć film Jana Jakuba Kolskiego SERCE SERDUSZKO. Nie jest to film dla miłośników kina przygodowego, ani pospolitych komedii ze szczęśliwym zakończeniem. Nie jest to także mroczny kryminał ani trzymający w napięciu thriller.
Jest to film, który mnie oczarował swoim przekazem, grą aktorów, epizodami zwykłego życia szarych ludzi uwikłanych w perypetie rodzinne i psikusy losu. Film zapadający głęboko w duszę, obraz, po obejrzeniu którego dźwięczy cisza, bo emocje muszą opaść, aby głos mógł odzyskać siłę...

Jest to film opowiadający perypetie dziewczynki goniącej za marzeniem : zdać egzamin do szkoły baletowej, co w jej przypadku nie jest łatwe, ale zbieg okoliczności i życzliwi ludzie, których spotyka na swej drodze zbliżają ją powoli do celu...
Jest to niejako film drogi, bo większość zdarzeń ma miejsce w drodze przez całą niemal Polskę, różnymi środkami transportu w zetknięciu z ludźmi, którzy normalnie nie mieli szans się spotkać.
Film ten powinni obejrzeć wszyscy, którzy obwiniają los za swoje niepowodzenia, rodzice, którzy lekceważą pragnienia swoich dzieci, ludzie, którzy uważają, że posiedli wszystkie mądrości tego świata, a tak niewiele wiedzą o duszy człowieka. Ale nie jest to film smutny ani tragiczny, ma nawet momenty humorystyczne i zaskoczenia. A taniec Mai Komorowskiej w zwiewnej koszuli nocnej czy solo Marcina Dorocińskiego a'la "Jezioro Łabędzie" warto zobaczyć...
"Nie jest to idealistyczna wizja świata bez przemocy i trudności, ale obraz nieustannego dążenia do tego, co dobre i piękne, pomimo własnych słabości czy nie najszczęśliwszych okoliczności losu. To świat, w którym karci się za zło i głupotę" - czytamy w recenzji S.Blady na stronie tominowina.pl

wtorek, 16 lutego 2016

Z wizytą u pań Dulskich...i nie tylko

Film nie jest nowy, ale obejrzałam dopiero w sobotę. Trochę obawiałam się, co też jeszcze można zrobić z dramatem Zapolskiej, której twórczość bardzo lubię i wiele adaptacji teatru telewizji widziałam. Pomyślałam, że skoro Zapolska i do tego reżyseruje Bajon, a główną rolę gra Janda to musi być dobrze.
I nie zawiodłam się...
Trzy pokolenia pań Dulskich, przekrój czasowy od epoki Zapolskiej po współczesność, powtarzalność postaci i sytuacji wplecionych w aktualne realia. Każde pokolenie przenosi w genach wirus dulszczyzny na potomnych, a potomkowie wzbogacają wredne geny o dodatkowe "wartości". Ale to co zaskakuje najbardziej, to zakończenie, odmienne niż u Zapolskiej, z dozą sensacji. Można rzec, że bohaterkę dramatu zgubiła hipokryzja. Ale nie powiem więcej, bo może ktoś zechce obejrzeć.

Nienawistna ósemka to bardzo długi film, którego akcja toczy się w jednym pomieszczeniu, ale nie myślcie, że jest nudno. Miedzy bohaterami toczy się skomplikowana gra psychologiczna, zakończenie historii jest krwawe, ekscytujące i właściwie nie jest zakończeniem filmu. Na koniec reżyser pozostawił bowiem sedno czyli początek, zalążek, z którego wykluła się ta niesamowita historia. Jeśli więc lubicie krwawe westerny i grę psychologiczną między bohaterami, nawet nie zauważycie jak miną Wam 3 godziny w kinie...
Marsjanin to dla mnie majstersztyk w temacie kino jednego aktora, bo większa część filmu niesiona jest na barkach głównego bohatera, któremu przyszło przetrwać 4 lata samotnie na odległej planecie. Powie ktoś, co można nakręcić o astronaucie i Marsie?
Tyle filmów o podbojach Kosmosu już powstało. A jednak widz się nie zawiedzie, nie nudziłam się ani chwili, film trzyma w napięciu do końca...

Na koniec wisienka na torcie - Zjawa z Leonardo di Caprio. Dla mnie najlepszy film, jaki widziałam w ostatnim czasie i liczę na kilka Oskarów, zasłużonych. Nie tylko gra Leonarda zachwyca,
( choć za nim nie przepadam ) na nagrody wszelkie zasługują zdjęcia, charakteryzacja, scenariusz, krajobrazy itd.
Mój podziw dla głównego bohatera wzrósł gdy obejrzałam dokument o kręceniu filmu : aktor nie korzystał z usług kaskadera, sam wchodził do lodowatej wody i wykonywał wszelkie ryzykowne manewry.
Niewiele jest filmów, których akcja przykuwa tak do fotela , a wymowa zapada głęboko w duszę. Podobne wrażenie zrobiły na mnie filmy Django i Zielona mila.


środa, 6 stycznia 2016

Katastroficznie...

W minionym tygodniu obejrzałam dwa filmy, bardzo różne w wymowie, traktujące o różnych epokach historycznych, z odmiennymi typami bohaterów, ale mające wspólny element - katastroficzny, chociaż w obu filmach nawet katastrofa ma inny wymiar.
Pierwszy film obejrzeliśmy w domu w formacie 3D (nie lubię tych okularów) z dysku podłączonego do telewizora.
EXODUS , bo o nim mowa, film Ridleya Scotta z fabułą znajomą, bo opowiadający historię Mojżesza. Zajrzałam do recenzji o tym filmie i muszę przyznać, że moje odczucia pokrywają się z opinią np. na stronie Filmweb.
To co podobało mi się w tej produkcji najbardziej ( a widziałam już inne filmy o Mojżeszu) to sposób potraktowania postaci i głównego bohatera. Bez zbytniej wzniosłości religijnej, bez hollywoodzkiej pompy, nawet kolejne plagi i wędrówka ludu do ziemi obiecanej są pokazane bardzo realistycznie, w sposób dający się wytłumaczyć naukowo (dziś o podobnych zjawiskach w przyrodzie czytamy w Internecie), co nie znaczy, że wszystko co oglądamy odarte jest z tajemniczości kompletnie. Ale jest też trochę psychologii (co lubię), pokazano proces przemiany mentalnej głównych bohaterów, ludzie są przyziemni, a nie idealistycznie natchnieni. Film długi, ale ogląda się dobrze, może nie powala na kolana, ale zobaczyć warto.
Drugi film obejrzeliśmy wczoraj w kinie, na małej kameralnej sali.
FALA - film norweski, typowo katastroficzny. Dla mnie męczące było słuchanie dialogów w języku Norwegów, dziwny, szorstki język, miałam wrażenie, że słyszę same spółgłoski i ciągle te same wyrazy...
Film ciekawy, jeśli lubi się filmy wnoszące element wiedzowy na temat tąpnięć skał i powstawania tsunami. Na upartego można się przyczepić do paru scen czy rysów bohaterów, ale nie chcę wchodzić w szczegóły, może ktoś zechce obejrzeć sam... Obraz nie powala jakoś szczególnie na kolana, ale obejrzeć warto.

Na koniec podzielę się wrażeniami z pobytu w kinie, bo czasem jest to dla mnie trauma ...sala kinowa bardzo duszna, nie przewietrzona po seansie DKFu. Wszyscy widzowie (oprócz mnie i męża) zaopatrzeni w popkorn, hektolitry coli, chipsy itd. Ze wszystkich stron słychać mlaskanie, siorbanie, chrupanie. Tu i tam razi w oczy niebieskie światło wyświetlaczy komórek, bo niektórzy co 5 minut muszą sprawdzać, czy nie dostali smsa. Ale przebojem były wczoraj 3 dziewczyny pochodzenia romskiego, które przyszły pogadać, a gadały cały film i to nie szeptem, zdziwione, że ktoś je ucisza. Miałam wrażenie , że opowiadały tej w środku co widać na ekranie. Nie rozumiałam o czym gadały, bo robiły to w romskim języku chyba... W końcu przyszedł facet z obsługi i zagroził, że je wyrzuci. Długo nie wytrzymały, po paru minutach ostentacyjnie ubrały się i wyszły...

niedziela, 13 grudnia 2015

13 grudnia roku pamiętnego...

Znowu czyjś blog stał się inspiracją. Zajrzałam do Elżbiety, a tam wspomnienia z pamiętnej niedzieli 13 grudnia. Równie ciekawe, co wspomnienia jej czytelników w komentarzach. Postanowiłam dorzucić swoją cegiełkę, by to co wtedy przeżyłam ocalić od zapomnienia.
Byłam studentką, mój chłopak, a właściwie już narzeczony w wojsku, jego jednostka w Grudziądzu. Rozdzielono nas na dwa lata, więc chociaż w niedziele mogliśmy się widywać, chociaż nie tak często jak byśmy chcieli, bo wiadomo, studia, warty w wojsku itd.
W pewną niedzielę wybierałam się jak zwykle do Grudziądza, zima siarczyście mroźna, wokoło cisza, bo wstawałam skoro świt, nie włączałam radia ani Tv żeby nikogo nie obudzić, poleciałam na dworzec, dojechałam do Grudziądza, poszłam pod koszary, a tu niespodzianka: zakaz odwiedzin, brama zamknięta, nikt nie udzielał informacji, ludzie nie odchodzili od furtki licząc, że coś usłyszą. Nie każdy wie, że w Grudziądzu jednostek wojskowych było mnóstwo, do żołnierzy w koszarach przyjeżdżały tłumy odwiedzających. Gdy wreszcie rodziny żołnierzy zaczęły wycofywać się na dworzec widać było tłumy smutnych, zdezorientowanych osób. Na dworcu czekaliśmy długo na jakikolwiek pociąg, mróz szczypał w nos i odmrażał w uszy, zza torów kolejowych widzieliśmy najbliższe koszary, z których wyprowadzano wojsko w pełnym rynsztunku, z bronią. Próbowałam dostrzec wśród nich mojego narzeczonego, popatrzeć choćby z daleka...Kobiety płakały, mężczyźni szeptali w grupach, ktoś przybiegł i krzyczał, że to wojna. Przyjechał wreszcie mój pociąg, niestety tylko do Torunia, wagony oblodzone nawet w środku, na ławkach leżał śnieg. Wsiadłam, łzy płynęły mi po twarzy, byłam sama w obcym mieście, zmarznięta, bez pewności kiedy dotrę do domu. W pociągu panowała kompletna cisza.
Gdy dojechałam, dowiedziałam się, o co chodzi, rodzice nie wiedzieli co się ze mną działo cały dzień, bo nie było przecież jeszcze telefonów komórkowych, ba! niewielu ludzi miało w domach stacjonarne telefony. Długo nie mieliśmy pojęcia co dzieje się z moim narzeczonym. Po czasie opowiadał, że co dzień mieli ideologiczne pranie mózgu, ciągle chodzili na patrole, nie wolno było słuchać radia ani oglądać Tv.
Kiedy sytuacja unormowała się na tyle, że mogłam go odwiedzać, musiałam za każdym razem udać się do urzędu po przepustkę na wyjazd do innego miasta. Kiedyś pani urzędniczka zapytała, po co tak często jeżdżę do narzeczonego? Byłam tak zdziwiona pytaniem, że chyba nic nie odpowiedziałam...
W klimat tych wspomnień doskonale wpasował sie film, na którym byliśmy ostatnio w kinie czyli MOST SZPIEGÓW. Od razu powiem, że na początku byłam przerażona bo film trwa 2,5 godziny, a tematyka to nie całkiem moja bajka. Ale warto było!!! Nawet dla Toma Hanksa, który gra główną rolę i gry psychologicznej między osobami dramatu, która rozgrywa się na naszych oczach. Fabuła osadzona w okresie zimnej wojny, jej początku, jesteśmy świadkami podziału Berlina na wschodni i zachodni i dramatu ludzi pozostających po obu stronach budowanego muru....Czas, kiedy każdy mógł zostać uznany za szpiega i skazany na śmierć. Polecam, film w reżyserii Spielberga zawsze warto obejrzeć.

niedziela, 22 listopada 2015

Subiektywnie o filmach


Na prośbę Gabrysi postanowiłam napisać coś o filmach, bo każdy z nas szuka czegoś ciekawego do oglądania w długie wieczory jesienno-zimowe. Oczywiście z góry zastrzegam, że mój przegląd jest bardzo subiektywny, wszak lubimy inne książki, inne filmy, różne obrazy nam się podobają. Nawet gdy czytam niepochlebną opinię o książce czy filmie, to biorę ją oczywiście pod uwagę, ale ostateczne zdanie wolę wyrobić sobie po przeczytaniu lub obejrzeniu. No i rzecz jasna odwrotnie.Zawsze dobrze na tym wyszłam, a poza tym czemu ktoś miałby czytać lub oglądać za mnie? Nie jest mną.
Zanim jednak polecę te filmy, które sama polubiłam, pozwólcie, ze wspomnę swoje pierwsze fascynacje kinowe, gdy jako nastolatka chodziłam do kina. Bilety wtedy chyba nie były drogie, bo pamiętam, że biegałyśmy z koleżankami ciągle na jakiś film, a kina były u nas 4, teraz jest jedno.
Może oglądaliście : Jezioro osobliwości, Nie będę cię kochać, Con amore, Walka o ogień, Austeria. To tak wyrywkowo z róznych szufladek mojej pamięci.
Już jako osoba dorosła oglądałam różności, a kilka z nich odcisnęło na mnie jakiś ślad: Dwunastu gniewnych ludzi, Siedmiu wspaniałych, Zielona mila, Zapach kobiety, Co się wydarzyło w Madison County itd. itp.
A co polecę dzisiaj? Wybrałam kilka i sprawdziłam, że są dostępne na kanale youtube, gdyby ktoś nie miał innej możliwości obejrzenia.

STALOWE MAGNOLIE to film, który widziałam chyba ze 3 razy, bo cenię go nie tylko za scenariusz, ale także za grę aktorską moich ulubionych pań. Atmosfera miasteczka i tamtejszej społeczności jest taka, jakiej życzyłabym sobie w swoim otoczeniu. Nie będę opowiadać treści, dodam tylko, ze mimo dramatycznych scen wymowa jest optymistyczna.

SMAŻONE ZIELONE POMIDORY - ekranizacja książki, którą czytałam i uważam, ze ekranizacja udana, oddająca idee autora, w dodatku wzbogacona kreacjami aktorskimi wielkich aktorek ( a nie mam na myśli gwiazdorzenia). Tak jak polecić mogę książkę, tak samo polecam film, oczywiście dla miłośników gatunku (tzw. film babski).

Myślę, że zdjęcie z filmu DWOJE DO POPRAWKI już zapowiada dobrą rozrywkę, chociazby z powodu obsady. Film bardzo oszczędny w obsadzie i nakładach finansowych, bo w zasadzie gra dwoje aktorów, ale film wart każdych pieniędzy, świetna komedia obyczajowa...
DROGA ŻYCIA to tzw. kino drogi. Bohater podąża śladem zaginionego syna szlakiem św.Jakuba do Santiago de Compostella. Nie jest to kino akcji, wręcz przeciwnie, trzeba uzbroić się w cierpliwość, uważnie słuchać i śledzić piękne krajobrazy, przeżywać duchową przemianę wraz z głównym bohaterem. Pojawia sie też kolekcja barwnych postaci róznego sortu, bo takie pojawiaja sie na szlaku św.Jakuba. Przejście takim szlakiem jest moim marzeniem...

TAJEMNICA FILOMENY to najtrudniejszy z polecanych filmów. Kolejny film o duchowej przemianie, uczący trudnej sztuki wybaczania niepowetowanych krzywd. Tłem fabuły są wydarzenia sprzed 50 laty, które miały miejsce w Wielkiej Brytanii, a które skutkowały odebraniem tysięcy dzieci młodocianym matkom i sprzedaniem ich bogatym amerykańskim i europejskim rodzinom. Jeśli macie ochotę na trudny film, to bardzo polecam.
Porusza do głębi duszy i pozbawia spokojnego snu...
Jeśli możecie polecić coś ciekawego, napiszcie proszę w komentarzach - powstanie forum wymiany doświadczeń kinowych.

wtorek, 24 lutego 2015

Mieszkam koło kina

Taki obrazek to sznury samochodów w obydwie strony, zapchane wszystkie parkingi, trąbienie na siebie wzajemnie - to klienci kina, obok którego mieszkam. W każdy weekend i w tanie wtorki mogę obserwować z okna w kuchni walkę o miejsce parkingowe, a bywało, że delikwenta, który zastawił wyjazd z parkingu wypchnięto na środek drogi lub zastawieni kierowcy usiłowali przedzierać się przez trawnik i utknęli w błocie. Oczywiście o parkowaniu własnego auta pod blokiem nie ma mowy, zdarza się, że wyjedziesz, a po powrocie na twoim miejscu stoi kinoman. Do kina chadzam równie rzadko, jak mam blisko. Dlaczego? Od wejścia wita przybyłych powalający zapach popcornu, miejsca na oczekiwanie na seans mało. Jeśli na dwóch salach jednocześnie rozpoczynają się seanse, wszyscy stoją sobie na plecach i w dodatku trzeba tunelem wypuszczać wychodzących. Wejście na salę kinową też jest traumatycznym przeżyciem - witają nas plamy po coli na wykładzinie, walające się resztki jedzenia i zaduch. Rozumiem, że seans goni seans, ale to nie usprawiedliwia starych plam po płynach. Jeśli zarabia się na wycieczkach uczniów z okolicznych miejscowości, to tym bardziej powinno się sprzątać częściej, bo dzieci jak to dzieci, zdarza im się naśmiecić. Co jeszcze mnie zniechęca? Zawsze obok ktoś siorbie, mlaska, szeleści, oślepia ekranem telefonu, wierci się. Zdarzyło mi się nawet, ze obok usiedli dwaj opowiadacze i relacjonowali głośno, co będzie dalej. Jak dla mnie też jest zbyt głośno. Nie jestem nastolatką i hałasu nie lubię, ale z kolei nie jestem jeszcze tak stara, żebym musiała mieć bardzo głośno, bo nie słyszę. Filmy, które lubię ze względu na swój klimat i ładunek emocjonalny wymagają także odpowiedniej oprawy w odbiorze, co korzystanie z kina niestety uniemożliwia.