Tym razem nie wyjeżdżaliśmy nigdzie, to wnuk zawitał na mini wakacje do dziadków. Odkładane kilka razy, bo albo choroby, albo wyjazdy z rodzicami... Tym razem się udało, odebraliśmy największy skarb i w drogę, dobrze że mieliśmy w aucie czasoumilacze, bo korek z powodu wypadku był długi.
czwartek, 19 marca 2026
Weekend z wnukiem
środa, 14 stycznia 2026
Alfabetycznie...

Uwielbiam blogowe inspiracje. Tyle pomysłów niesie czytanie o tym, co robicie na co dzień i od święta. Czasami to poważne sprawy służące rozwojowi w różnych dziedzinach, a czasami zabawy, które także nie są tylko rozrywką, ale czymś więcej.
O zabawach już było, ale dzisiejsza propozycja, to pomysł od Ireny, który bardzo mi się spodobał i zmotywował do spróbowania własnych sił.
Autorka uczęszcza na warsztaty twórczego pisania i tym razem podzieliła się zadaniem stworzenia opowiadań, w których każde zdanie zaczyna się kolejną literą alfabetu. Napisałam tak kiedyś życzenia świąteczne, ale opowiadania jeszcze nie próbowałam.
Usiadłam więc z długopisem w dłoni i na kartce pojawiały się kolejne zdania. Zawsze piszę najpierw ręcznie, później przepisuję na klawiaturze, z wyjątkiem krótkich tekstów na blog lub podpisów pod zdjęciami. Nie potrzeba do tego aż takiego skupienia.
Moje opowiadanie poniżej:
Zjazd rodzinny
A gdyby tak zaprosić ich wszystkich na niedzielę?
Będzie się działo, rozrywka gwarantowana lub całkowita porażka.
Cała rodzinka razem pod jednym dachem, to mieszanka wybuchowa.
Dziadek, to silny charakter, babcia wręcz przeciwnie, szara myszka.
Elżbieta na pewno przywiezie swoje psy, bez nich się nie rusza.
Franciszek tez nie zostawi swoich persów w domu, nawet sąsiadce nie ufa.
Grono wyjątkowych indywidualności wymaga odpowiednich przygotowań.
Herbatę z melisy podam wszystkim na początek, tak profilaktycznie.
I ciasteczka według przepisu prababci, wszyscy je lubią!
Jeśli pogoda dopisze, zjemy obiad na werandzie lub w ogrodzie.
Krzeseł na pewno mi zabraknie, ale pod jabłonią można postawić skrzynie lub ławy.
Lepiej od razu sprawdzić prognozy, by uniknąć zaskoczenia.
Łatwiej będzie zorganizować grilla, panowie lubią doglądać mięsa, a panie zrobią sałatki.
Może o zmierzchu pójdziemy wszyscy na spacer?
Nad jeziorem najlepiej podziwiać zachód słońca.
Ostatnio przybyło tam ławek i miejsce na ognisko.
Podobno to prywatna inicjatywa, byle terenu nie ogrodzili.
Ruszymy ścieżką wzdłuż sadu i pastwiska, kawałek drogą, to niedaleko.
Stryj Stefan nie lubi spacerów, z pewnością wymyśli jakąś wymówkę.
Trzeba przygotować odpowiednią zachętę dla wszystkich seniorów.
Ulubionym trunkiem skuszę panów, a panie może wolą tańce wokół ogniska?
Wiara czyni cuda! Chcieć, to móc!
Zjazd rodzinny to moja misja, ale czy dam radę?
Żal tylko, że co roku jest nas coraz mniej...
Jeśli znajdziecie chęci i czas, spróbujcie sami, chętnie poczytam na Waszych blogach lub w komentarzach poniżej.
A może ktoś uczestniczył w takim rodzinnym zjeździe?
Do poczytania!
poniedziałek, 7 października 2024
Zabawa guzikami
Maria zainspirowała mnie do powspominania swoich zabaw dziecięcych, och kiedy to było...
piątek, 19 stycznia 2024
Zabawa klockami
Zabawy z dzieckiem mogą być nie tylko frajdą dla naszych dzieci czy wnuków. My sami chętnie, przynajmniej niektórzy, pobawilibyśmy się od czasu do czasu , wiadomo przecież, że kolejki lub sterowane auta tatusiowie kupują także dla siebie, a mamy ćwiczą szycie i szydełkowanie na lalkach swoich córek.
Tym, co łączy wszystkie pokolenia domowników są klocki, a zwłaszcza klocki Lego. To lepsza rozrywka, niż krzyżówki, a łamania głowy nawet więcej. Ilu jest pasjonatów klocków wśród dorosłych, to widać chociażby po programie Lego Masters. Podziwiam uczestników za kreatywność, radość tworzenia i empatyczne podejście do rywali.
poniedziałek, 5 grudnia 2022
Wspólnie...
Zachęciliśmy syna do prowadzenia kroniki wycieczek i to od najwcześniejszych lat (miał wtedy 4,5 roku), nawet gdy jeszcze nie umiał pisać, to rysował, a my pomagaliśmy podpisywać rysunki.
czwartek, 9 kwietnia 2020
Z dnia na dzień...
Podobno ma być przedłużona przerwa w szkołach, a wszystko przeniesione na wrzesień.
Podobno, a już chodzą słuchy z dobrze poinformowanych źródeł, że będą ogromne cięcia finansowe w oświacie...
Przymiarki już są.
Ja w każdym razie zamierzam wrócić do mojej biblioteki, siedzę tam sama, zrobię inwentaryzację, szkoła odkażona, osób jak na lekarstwo, nie muszę się z nikim kontaktować, chyba że na odległość.
Od zdalnej pracy już mnie plecy bolą, w końcu wyląduję u lekarza...
Póki co, dziergam zawzięcie, czytam jak wszyscy.
Mąż ściągnął jakieś filmy, kilka nam polecono, ale na razie oglądamy jakieś powtórki - taki paradoks, czas jest, skupić się nie można.
Spacerujemy na pola, widujemy sarny, słuchamy skowronków...
Wczoraj zawędrowaliśmy bocznymi dogami do bardzo znanego domu - do chaty, w której urodził się Jan Kasprowicz.
Kiedyś stała we wsi Szymborze, nadal tam stoi, tyle że Szymborze to już dzielnica miasta.
Miejsc związanych z imieniem poety u nas sporo - ulica, biblioteka, dwa pomniki, szkoła średnia, tablica upamiętniająca matkę piewcy Kujaw.
Kto nie czytał o starej szymborskieJ tradycji wielkanocnej odsyłam TUTAJ - PO RAZ PIERWSZY CHYBA W HISTORII NIE ODBĘDĄ SIĘ PRZYWOŁÓWKI!
Co poza tym?
Bawię się słowami, przeglądam stare zdjęcia, kombinuję w kuchni, piekę placki na zmianę z mężem.
Zdjęcie z babcią posłużyło do napisania posta wspomnieniowego, który czeka na publikację.
Dziś sesja kamerkowa z rodzinką w Poznaniu, mąż zdmuchnie świeczkę na torcie, zaśpiewamy mu sto lat:-)
Miejcie się dobrze, nie martwcie na zapas, szukajcie radości w każdym dniu i w każdej sytuacji:-)
niedziela, 19 lutego 2017
Zabawy bez zabawek
I tu pojawia się refleksja - czy naszym dzieciom potrzebne są te wszystkie zabawki? Dziecko powinno także umieć zająć się samo, by dać odetchnąć rodzicom, a i kupowanie ciągle nowych wynalazków powoduje rozleniwienie naszych milusińskich i zamiast pogłówkować, jaką zabawę wykreować, suszą rodzicom głowę o kupno nowości z reklam telewizyjnych. Mój syn też dostawał zabawki, zwłaszcza od dziadków (takie ich prawo i radość), ale najwięcej frajdy sprawiało mu odkrywanie skarbów w szufladzie kuchennej, układanie guzików i innych drobiazgów z moich zbiorów
( o dziwo nigdy niczego nie połknął) czy budowanie z tatą fortec z najprostszych klocków.
Czasami budowaliśmy też szałas z koca rozciągniętego między krzesłami i w tym szałasie był piknik i czytanie bajek i rozmowy o wszystkim, co dzieci interesuje.
Zabawki są fajne, często kształcące, ale nie powinniśmy zapominać, że dobrze jest nauczyć dzieci, że można bawić się bez zabawek, nawet na ulicy, w parku, w kolejce do lekarza.
Nauczyciele czasami narzekają, że dzieci nie potrafią głoskować, nie znają kolorów, nie umieją posługiwać się nożyczkami, nie ulepią kulki z plasteliny. To nie żart...bo w domu im tego zabrakło z różnych powodów: plastelina i farby brudzą, nożyczkami jeszcze się skaleczy itd.
Wybaczcie mi odwoływanie sie do czasów mojego dzieciństwa, ale chyba sie starzeję. Gdy słyszę czasem, jak dzieci mówią, że w domu się nudzą, bo brat zajął komputer, albo mają karę, albo nie ma co robić, bo na zabawki są za starzy, a poza komputerem nic nie potrafią wymyślić, to przypominają mi się moje zabawy.
Od wczesnej wiosny do późnej jesieni ganianie na świeżym powietrzu: wrotki, rower, fikołki na trzepaku, zabawa w czterech pancernych, budowanie szałasów, zabawa w chowanego - zresztą sami wiecie...
O zimie nie wspomnę, bo teraz trudno o śnieg.
Wyszperałam w domowym albumie dwa zdjęcia, na pierwszym wakacje na wsi i zabawy przy poidle dla koni. Na wsi człowiek nigdy się nie nudził: szukanie jajek, przejażdżki wozem po siano z łąki, karmienie królików, zrywanie czereśni, obserwowanie zajęć gospodarskich.
Najbardziej lubiliśmy, gdy ciocia z wujkiem na motorze jechali do miasta po lizaki i murzynki.
Na drugim zdjęciu mój tato utrwalił równie ciekawe zajęcie czyli pomaganie dziadkowi w malowaniu pokoju, a ile ciekawych rzeczy można było się przy okazji nauczyć: jak urabiać klej do tapet, który robiło się z mąki żytniej, jak kolorować farbę do nakładania wzorów wałkiem, jak równo położyć pasek pod sufitem. To wszystko było bardzo ciekawe...
Ulubionym zajęciem mojego brata była gra w karty z dziadkiem, oczywiście dziadek dawał wnukowi fory. Ja wolałam u boku babci uczyć sie szycia, najpierw dla lalek, później tez dla siebie. Matce chrzestnej zawdzięczam naukę robótek z włóczki, siadywało sie u cioci w kuchni, na stole pachniały jabłka antonówki, a wujek opowiadał, jak walczył z bandami UPA w Bieszczadach.
Dzisiaj dorośli często zapominają, że zamiast kupować dzieciom kolejne zabawki, lepiej podarować im wspólnie spędzony czas i nauczyć wymyślania zabaw z tego, co jest akurat pod ręką czy w zasięgu wzroku.
A jakie są Wasze refleksje na ten temat?
piątek, 27 listopada 2015
Za stary na misia...
z biurokratycznego punktu widzenia jestem kiepskim bibliotekarzem, bo wolę pracę z czytelnikiem i promocję czytelnictwa od ksiąg inwentarzowych, protokołów i jałowych kurso-konferencji.
Ale powoli przestaję chyba pasować do tego świata, bo okazuje się, że nawet młodzi czytelnicy robią się coraz dziwniejsi. Niektórzy przychodzą do czytelni porozmawiać, a nie poczytać, w Internecie słuchają muzyki lub oglądają filmiki o grach, zamiast szukać informacji o świecie, w książkach szukają ilustracji, a nie tekstu... ale w osłupienie wprawiła mnie sytuacja następująca: wchodzę do sali umówiona na zajęcia z uczniami II klasy. Dzieci poproszone zostały o przyniesienie na lekcję swoich pluszaków. Okazało się, że chłopcy niemal w całej ich liczbie nie przynieśli maskotek(jeden pożyczył od siostry, ale chowa pod ławką).Pytam: chłopaki, co się dzieje? zapomnieliście?! Przecież mamy Święto Pluszowego Misia!
A oni mi na to: Nie zapomnieliśmy, JESTEŚMY ZA DOROŚLI NA ZABAWĘ MISIAMI. To dla małych dzieci i co to za święto?
Gdybyście mieli wątpliwości, to nie chodzi o uczniów II klasy gimnazjum, ale o 8-letnie dzieci, a niektóre 7-letnie, bo zaczęły szkołę w wieku 6 lat. Pocieszyło mnie tylko to, że bawili się świetnie, historii Puchatka słuchali z zapartym tchem i nic nie wskazywało na to, że są zbyt starzy by bawić się misiami. Dodam, że zjawisko powtórzyło się w kilku klasach. Zdarzyły się nawet jednostki zbyt "stare" na zabawy w kręgu, że o kolorowankach nie wspomnę. To ja już nie wiem: bać się czy martwić? Bo ja na widok słodkich pluszaków w sklepach staję się na chwilę dziecinna i muszę chociaż pomacać, a tu słyszę:za dorośli...
Niechaj się więc ludzie z kręgu pana Prezesa nie martwią o Gender, tacy 8-letni macho potrafią przerazić dojrzałe kobiety...
czwartek, 11 czerwca 2015
Magia w młynie
Mnóstwo różnych instalacji dla małych i całkiem dorosłych. Schodziłam nogi, bawiłam się świetnie, a po 3 godzinach jeszcze wszystkiego nie przetestowałam. Musze kiedyś powtórzyć indywidualnie. Jedyne czego mi brakowało, to barku z dobrą kawą, bo ta z automatu to raczej nie.
W ubiegłym roku byłam w Centrum Nauki Kopernik w stolicy, ale gdyby mnie zapytano, to doradziłabym raczej Toruń: taniej, czyściej, ciekawiej.
W Centrum Kopernika zbyt tłumnie, nie mogłam dopchać się do niektórych instalacji, z których duża część była nieczynna, a cena biletu nie zachwyciła. Poza tym Młyn Wiedzy nastawiony jest na dobrą zabawę, w Koperniku warszawskim większość instalacji była multimedialna, czego nawet dzieci maja teraz przesyt. Tutaj mogły zmęczyć się, pomoczyć,zbudować, zburzyć, poprzeciskać itd.
Poza tym dobra organizacja i doradcy na wyciągnięcie ręki, pokazali co i jak robić, nawet gdy dziecko nie przeczyta instrukcji, to mu wytłumaczą.
fajna alternatywa na zwiedzanie gdy pada lub jest zbyt upalnie...
sobota, 6 czerwca 2015
Dzieciństwo i latawce
Teraz dzieci wieś znają z telewizji, na spacery chodzą do galerii, a bawią się dżojstikiem przed telewizorem. Gdy pytam czasem dzieci w szkole gdzie bywają z rodzicami, to okazuje się, że niektóre nigdy nie były w lesie, w parku, a rodziny na wsi nie mają. I nie jest to kwestia pieniędzy. Do lasu jeździ komunikacja miejska. Ja też nie zawsze, a raczej późno miałam samochód i z naszym dzieckiem jeździliśmy pociągiem i tramwajem.
A jakie są Wasze wspomnienia z dzieciństwa?





































