Mysza w sieci zainspirowała mnie do napisania o aktywnościach, które możemy realizować razem z dzieckiem. Mój syn wprawdzie dawno już dorosły, ale zachowaliśmy nasze pamiątki ze wspólnych podróży, pierwszych szczytów zdobytych w Tatrach, prób pisania pamiętnika i pierwszych prac graficznych wykonanych ołówkiem.
Podróżowanie samo w sobie już dla dziecka bywa atrakcyjne, zwłaszcza gdy podróżuje się różnymi środkami lokomocji : kuszetką, autokarem, tramwajem lub dorożką, kolejką wąskotorową lub wyciągiem krzesełkowym....
W czasie zdobywania szlaków górskich czy zwiedzania zabytków zbieraliśmy pieczątki , bilety, pamiątki, dyplomy.
Zachęciliśmy syna do prowadzenia kroniki wycieczek i to od najwcześniejszych lat (miał wtedy 4,5 roku), nawet gdy jeszcze nie umiał pisać, to rysował, a my pomagaliśmy podpisywać rysunki.
Kiedyś w prezencie syn dostał pięknie oprawiony zeszyt , w którym zaczął prowadzić zapiski z codzienności. Nie były to jakieś spektakularne zdarzenia, ale prowadzenie "pamiętnika" pozwoliło na bezbolesne ćwiczenie kaligrafii i ortografii, z którymi przez pewien czas miał problem, a kto lubi nudne ćwiczenia?
Równolegle niejako odkrył w sobie pasje rysowania komiksów, opartych na filmach i grach komputerowych i tu także potrzebna była pomoc w zapełnianiu dymków dla mówiących postaci.
Nieco starszy już zaczął ćwiczyć rysowanie twarzy, martwej natury itp.
Do dziś przechowujemy także książeczki i liściki syna, które wykonał w dzieciństwie, może przyjdzie czas, by je kiedyś pokazać wnukowi?
Jest wiele pasji, które możemy dzielić wspólnie z dziećmi, wnukami, siostrzeńcami, sąsiadami, uczniami. Sama nauczyłam się szycia od babci, dziergania na drutach od cioci, z tatą braliśmy udział w zawodach latawcowych. Poznałam uczniów, z których jeden biegał codziennie przed szkołą razem z tatą, inny jeździł z dziadkiem na ryby. W różnych programach podziwiam dzieci, które realizują swoje pasje kulinarne, ogrodnicze, taneczne, plastyczne przy aktywnym wsparciu lub udziale rodziców.
Wspaniałe macie pamiątki Asiu ze wspólnych z synkiem podróży.
OdpowiedzUsuńJak już wiesz czas leci jak szalony więc będziecie też po iluś latach wspominać o wspólnych pasjach i podróżach z Leosiem... I to będzie jeszcze cudniejsze...
Miejmy nadzieję, że zdrowie i kondycja pozwolą, bo Leoś mały, a my już niemłodzi...
UsuńNiesamowite, że masz do dzis te wszystkie pamiątki z czasów dziecinstwa i wczesnej młodości syna. To na pewno wzrusza i rozrzewnia, gdy bierzesz do ręki takie zeszyciki z dziecinnymi rysunkami i napisami malutkiego jeszcze syneczka...
OdpowiedzUsuńCzasami czytam sobie te zapiski, jak i zapiski mojej mamy, gdy opiekowała się wnukiem:-)
UsuńCzyż to nie piękne! Taka masa wspomnień i wzruszeń.
OdpowiedzUsuńPiękne, dlatego cieszę się, że to zachowałam:-)
UsuńWzruszam się oglądając takie pamiątki, też mam ich sporo. Wróżba daje pewność dożycia 99 lat w zdrowiu, szczęściu i radości 😀 a zapis w pamiętniku przypomina prezenty gwiazdkowe i na pewno dokładnie wraca w pamięci tamta chwila 💗
OdpowiedzUsuńGdyby nie takie i podobne pamiątki, wiele uległoby zapomnieniu...
UsuńOczywiście, choć niektórzy nie widzą sensu ich gromadzenia. Myślę, że biedni są, pozbawieni czegoś ważnego :)
UsuńTo takie niesamowite, pokazać dorosłemu człowiekowi, jak się rozwijał...
UsuńNajlepsze przed Tobą !! Już szykuj zeszyty !! Dla "Szwędaków" czas się dzieli na "wyprawy" i "planowanie wypraw"...;o)
OdpowiedzUsuńSłusznie, zeszyty mam, czekają na kolejne wyprawy!
UsuńBardzo dobre pomysly to jest duzy wklad na przyszlosc zeby nie byc biernym w zyciu,niestety teraz wiekszosc rodzicow woli wlaczyc bajki na komputerze,znalam dziewczynke 3 letnia,ktorej rodzice przez 12 h serwowali bajki z internetu i mieli spokoj,ona zaczynam sie juz bac ludzi,takich przypadkow jest wiele,rodzice po prostu czesciej czuja sie szczesliwi bez dzieci i nie rozumiem po co je maja presja otoczenia?...
OdpowiedzUsuńNiełatwo znaleźć kompromis między obowiązkami, a własnym komfortem, każdy musi sam się z tym uporać, niestety.
UsuńCudne wspomnienia :) Ja też mam segregatory z pracami moich chłopaków. To jak wehikuł czasu jest. Kiedyś chłopaki sobie wezmą, gdy nas już nie będzie :)
OdpowiedzUsuńTak, wehikuł czasu! Wszystko, co piękne przypomina się od razu!
UsuńŚwietne pamiątki wam pozostały po tej wspólnej działalności. Rysunek róży piękny! Syn już nie rysuje, chociażby dla relaksu?
OdpowiedzUsuńSwoich dzieci jak wiesz nie mam, ale sporo czasu spędzałam z dziećmi moich braci, były to najczęściej jakieś krótkie wyprawy do atrakcyjnych miejsc w naszym mieście. Tradycją naszą były coroczne wyprawy do zoo w Dniu Dziecka i do ogrodu botanicznego na Festiwal Dyni.
Największym wyzwaniem dla mnie była wyprawa z moim nastoletnim wtedy bratankiem do parku linowego! Ło kurna, miałam akurat za sobą moje historie nowotworowe i dałam radę przejść tylko pierwszą najłatwiejszą trasę. To wyzwanie uświadomiło mi w pełni moje osłabienie mięśni nóg, które dały mi w prezencie kuracje nowotworowe.
O tak, do wspólnych wyzwań z młodymi trzeba mieć kondycję.
UsuńGdy jeździliśmy w góry z synem, to z czasem on miał coraz łatwiej, a my coraz trudniej, bo sił ubywało...
Super pamiątki jotko ... :) Uważam , że dzieci stanowczo za szybko się starzeją :)
OdpowiedzUsuńO tak, zbyt szybko dorośleją, pół biedy jeśli można poprzytulać wnuki:-)
UsuńDużo rzeczy robiłam z dzieciakami wspólnie- głównie przy pracach domowych i ogrodowych. Niby się nie liczy, a jednak mieliśmy z tego radochę i mnóstwo gadania odbywało się. My jesteśmy mocno związani ze sobą, bo większość czasu przyszło nam przebywać tylko ze sobą.
OdpowiedzUsuńWnuki znam tylko pobieżnie, bo co to za poznanie, kiedy są tu na parę dni i to nie w każdym roku. Tak bywa- pogodziłam się z tym:)
"Prace" Twojego syna są piękne:) Ma talent:)
Jak to się nie liczy, nigdy nie wiadomo, co z takich wspólnych prac wyniknie! Prace syna zawsze mi się podobały, ale chyba zarzucił to rysowanie, może ze swoim synem poćwiczy? Kto wie?
UsuńUwielbiam takie pamiątki ❤️ mam bardzo dużo od mojej bratanicy. Teraz jest już młodą kobietka, ale gdy była młodsza robiła dla mnie mnóstwo rysunków, ozdóbek, pisała listy. Mam schowane do dziś i lubię przeglądać 😊
OdpowiedzUsuńO, to też gromadzisz sentymenty:-)
UsuńTo taka podróż w czasie:-)
Piękne pamiątki. Syn bardzo dobrze rysuje, aż mu zazdroszczę :)
OdpowiedzUsuńJa też, nawet nie wiem po kim to ma?
UsuńJa pisze dla moich dzieci pamiętniki, dla każdego osobno. Wpisuję ważne/ciekawe wydarzenia, powiedzenia, sytuacje. Dodatkowo co roku drukujemy album z najfajniejszych zdjęć z minionego roku. Na dysku mam tysiące, ale te naj, lubimy oglądać na papierze.
OdpowiedzUsuńSuper sprawa, my też wywołujemy niektóre zdjęcia, by mieć je przed oczami!
UsuńTe pamiętniki to będzie frajda po latach!
Bardzo fajne pamiątki. Chociaż jak przeglądam swoje dawne dzieła, to poza rysunkami czy jakimiś pracami pisemnymi z czasów, gdy już byłam starsza (zdarzyło mi się przeczytać i zdziwić, że tak ładnie napisałam :D), to mnie głównie śmieszą. Z kolei dzieła bratanków już bym chętnie zachowywała, jedna praca plastyczna bratanicy już ponad rok wisi u dziadków na lodówce - bardzo prosta i jak nie wiadomo, co to, to się nie zgadnie, ale mnie urzeka. :)
OdpowiedzUsuńA Twój wnuk na pewno doceni, jak mu tata będzie umiał ładne rzeczy rysować. :)
katasza
Na pewno, będą mogli razem rysować i malować:-)
UsuńTakie rzeczy nie powinny pozostać prywatne ?
OdpowiedzUsuńA powinny?
UsuńFajna sprawa takie zachowane pamiątki. Niestety moje rysunki szybko zmieniały właściciela ... i to bez mojej zgody.
OdpowiedzUsuńNo tak, a może gdzieś przetrwały w rodzinnych archiwach?
UsuńPrzetrwały, przetrwały u rodziny i znajomych, ale jak mam udowodnić, że ponad 60 lat temu byłem ich autorem? N.b. wtedy m.in. rysowałem t.zw. "gołe baby" ...
UsuńO, takie akty to warto oprawić i w sypialni powiesić:-)
UsuńTakie pamiątki uważam, że są bezcenne. Wartość ich poznajemy po latach. Będzie co pokazywać wnukowi.
OdpowiedzUsuńMarek z E.
Sama jestem ciekawa, jak zareaguje, nawet syn się zdziwił, że to trzymam:-)
UsuńFantastyczne pamiątki Jotko :) Super, że zachowaliście je, bo....kiedyś pokażecie je Leosiowi na pewno :)
OdpowiedzUsuńTo wartość bezcenna :)
Nastąpi przekazanie pałeczki, a może Leoś talent odziedziczy?
UsuńRewelacyjne pamiątki!
OdpowiedzUsuńTo bardzo ważne, aby wspólnie spędzać czas i aby był wartościowy.
Myślę, że to procentuje do tej pory!
UsuńPrzebywałam kilka szlaków rodzinnie i stwierdzam, że ja się nie nadaję do wędrowania z dziećmi. Zabija mnie to psychicznie, żadna przyjemność.
OdpowiedzUsuńDzieci są różne, to prawda, męczące także:-)
UsuńJa też gromadziłam takie pamiątki - to taki zatrzymany czas… BBM
OdpowiedzUsuńZatrzymany, do odzyskania w zimowe wieczory:-)
UsuńA zdjęcia się liczą? Pytam, bo mam tylko to. Dokumentują wszelkie wspólne wyprawy i to, co się na nich wydarzyło. Jak nieraz oglądamy, przypominamy sobie jak było fajnie, na przykład nauka jazdy na nartach 3 i 4-latka. Wspaniałe czasy i na zdjęciach widać jak szybko rosną dzieciaki.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie...
Zdjęcia jeszcze bardziej, bo są dowodem na zmiany w wyglądzie i umiejętnościach:-)
Usuńkomiksy tworzyłem, a jakże... w ostatnich klasach szkoły podstawowej i pierwszych liceum... tematyka była trojaka: albo satyryczne wariacje na temat wydarzeń bieżących, albo fantastyka, albo hentai /tak by to teraz nazwano/... bywały jednokartkowe, w zeszytach 16-kartkowych, albo formatu A6 - dzienniczkowe... niektóre kolportowałem w klasie, inne dawalem wybranym osobom, a niektórych poza mną nie widział nikt...
OdpowiedzUsuńjeden taki komiks przechwyciła kiedyś nasza wychowawczyni, polonistka, przedstawiał on alternatywną wersję klasowej wycieczki do teatru... wycieczka przebiegła spokojnie, bez zaburzeń, ale komiksowa alternatywa pokazywała ostrą rozróbę... najzabawniejsze było to, że nauczycielka (polonistka!!!) nie umiała pojąć, że to jest fikcja literacka i uważała, iż myśmy z kolegami naprawdę coś nawywijali, gdy nikt nie widział...
cała kolekcja uległa spaleniu w ramach remanentu przed przeprowadzką, gdy już straciłem zainteresowanie tą swoją twórczością...
p.jzns :)
A szkoda, że spalone, nigdy nie wiadomo, co mogłyby zainspirować :-) W podstawówce to mogłabym zarabiać na pisaniu wypracowań, ale wtedy o tym nie pomyślałam...
UsuńZ przyjemnością ale i zazdrością obejrzałam zeszyty Twojego syna. Mój ma wrodzony talent plastyczny, ale mimo moich zachęt by go rozwijał, marnuje. Pomagałam mu prowadzić zeszyt lektur, by obok rysunku uczył się pisania tekstów. Kiedyś bardzo chciałam mieć wspólną pasję z synem, bo to zbliża. Do dziś pozostał skryty, o swoich pasjach zapomniał, a moje wyśmiewa. Oby Twój syn potrafił Leosiowi przekazać, to czego Go nauczyliście. Pozdrawiam Rodzinkę.
OdpowiedzUsuńCzas pokaże jak to będzie, może będzie miał zupełnie inne zainteresowania?
UsuńCudowne są takie pamiątki, nie sposób się nie rozczulić. W liceum też pisałam pamiętniki i jak teraz sobie czytam o tym jakie ja wtedy miałam ogromne problemy to śmieję się głośno. A teraz mam blog 🙂. Jakby nie było takie gromadzenie wspomnień to wspaniała rzecz, która zwiększa swoją wartość wraz z upływem czasu.
OdpowiedzUsuńJa trochę żałuję, ze wyrzuciłam swoje pierwsze zapiski, ale wtedy wydawało mi się, ze nic ciekawego się u mnie nie dzieje...
UsuńUczę się rysować od jakiegoś miesiąca i musze przyznać, że jestem na podobnym poziomie co Twoje dziecko! :D
OdpowiedzUsuńJa nie umiem niestety, jakiś kwiatek czy domek, to może...
UsuńPiękna ta róża w wazonie. ;) I piękne wspomnienia. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńA na zdjęciach drugie tyle:-)
UsuńAleż miło, że moje pisanie Cię zainspirowało :)) Twój syn miał i ma niesamowity talent! i cieszę się, że Wasz pomysł na pamiętnik i szkicownik rozwinął w nim tę pasję.. Naszemu też kiedyś papużka wylosowała wróżbę, mam ją i ja zachowaną na pamiątkę..
OdpowiedzUsuńTaka ciekawostka, a nuż cos się sprawdzi?
UsuńWitaj, Jotko.
OdpowiedzUsuńKażdy sposób, by wspólnie spędzać czas jest dobry, a jeszcze lepszy, gdy pozostają po tych chwilach takie urocze pamiątki:)
Kwiatowy szkic i mi bardzo przypadł do gustu - brawo dla Twojego Syna:)
Pozdrawiam:)
Dziękuję, rysunek stoi na komodzie i cieszy mnie co dnia:-)
UsuńW młodości też miałem swoje pasje i oprócz zbierania znaczków, wklejałem zdjęcia z imprez sportowych wraz z ich opisem. Pomysł prowadzenia dziennika świetny!
OdpowiedzUsuńA tak wyklejane zeszyty pamiętam, tylko dziewczyny wklejały gwiazdy filmowe:-)
Usuńwielu nie zdaje sobie sprawy z tego, jak taka wspólna aktywności jest ważna - szalenie ważna i inspirująca
OdpowiedzUsuńInspirująca i zbliżająca, podobnie jak głośne czytanie:-)
UsuńŚwietne pamiątki 😍
OdpowiedzUsuńJa się właśnie zastanawiałam, zdjąwszy z regału jeden segregator, gdzie lata temu wpinałam impresje z wycieczek, gdy córka była mała - czy nie nadszedł czas, żeby to wyrzucić. No, ale zarobię na tym 5 cm miejsca, a stracić mogę wspomnienia, nie?
Nie wyrzucaj, 5 cm to niewiele, a oko czasem popieścisz:-)
UsuńZ każdym postem odkrywam jak wiele mamy ze sobą wspólnego! Ja też oprawian pracę córek w ramki i wieszam na ścianach, tudzież ustawiam na półkach. Podróżami, jak wiesz, też staram się je zarazić od maleńkości i chyba z powodzeniem skoro pierwsze pytanie jakie zadają mi gdy wstaną w weekend to "Mamo, gdzie dziś jedziemy?"
OdpowiedzUsuńŚciskam!
flowersblossominthewintertime.blogspot.com
Zaszczepiasz w córkach ciekawość świata, która na pewno przyniesie dobre owoce, w ogóle robicie wiele wspólnie, co warto pochwalić:-)
UsuńBuziaki:-)
Jotko, rozczulił mnie ten post! Jesteś cudowną mamą.
OdpowiedzUsuńWspaniale, że zmotywowałaś syna do pisania, do tworzenia i że udało Ci się w Waszym rodzinnym zeszycie zachować owoce wspólnych przeżyć.
Pamiątka niesamowita i to nie tylko dla Leosia, ale też dla Syna i Synowej, która może podejrzeć skrawki dzieciństwa swego ukochanego, zobaczyć choć trochę jakim był dzieckiem.
Coś WYJĄTKOWEGO! Brawo dla Was!
Cudownie, że się podzieliłaś i zainspirowałaś.
Takimi skarbami warto się dzielić (a propos jednego z komentarzy, który gdzieś mi mignął).
Dziękuję serdecznie:-)
UsuńTeż uważam, że to może być inspiracją dla kogoś, sama inspiruję się wpisami na blogach czy rozmowami.
Taką inspiracją jest Twój blog, pełen ciepła i pomysłów na rozwiązywanie wielu "problemów".
Rozczulił mnie ten zeszyt z zapiskami z wypraw górskich. Kto teraz takie by prowadził... Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńWidujemy rodziców z dziećmi zbierających pieczątki, turystyczna dusza żyje w narodzie!
UsuńTez ma obrazki, listy do Mikołaja od moich dzieci, zachowały pierwsze ich smsy do mnie i pisanie po polsku :) ubaw mam po pachy jak moje dzieci piszą po polsku :) a też nasze listy, które z mezem do siebie pisaliśmy :) on nie może ich czytać :)
OdpowiedzUsuńTakie rzeczy są bezcenne :)
A odkrycie ich po latach, to dopiero niespodzianka dla wszystkich!
Usuń