Witajcie weekendowo, każdy tydzień niesie tyle nowego, że trudno nadążyć, a to jeszcze nie wakacje przecież! Gdy dni długie, a pogoda dopisuje, to więcej się chce i energii jakby więcej.
sobota, 21 czerwca 2025
Zapiski codzienności cz.19
środa, 11 września 2024
Podpiwek, pyry i gzik...
piątek, 8 września 2023
Pojedynek gospodyń
Wybraliśmy się nad jezioro, nasze ulubione w Ślesinie, a tam impreza, że ho, ho! Pojedynek regionów, a dokładnie konkurs dla Kół Gospodyń Wiejskich. Piękne stoiska, scena na występy i wykłady o zdrowiu, miejsca do degustacji potraw dla gości imprezy.
poniedziałek, 12 czerwca 2023
Dni Miasta
Miło jest spędzać czas na powietrzu przy optymalnej pogodzie i jednocześnie zaczerpnąć rozrywek różnego rodzaju. Trwają u nas Dni Miasta i Święto Województwa, dzięki czemu przygotowano dla mieszkańców i kuracjuszy obszerną ofertę kulturalną.
Coroczny kiermasz rękodzieła i rzemiosła , w tym roku wyjątkowo bogaty! czego tam nie było: wędliny i pieczywo z małych wytwórni rodzinnych, piwa i miody pitne, wina z całej Europy, ciasta i słodycze domowej roboty, lody rzemieślnicze, greckie specjały. Oprócz kulinariów także rękodzieło wszelkiego rodzaju: haftowane obrusy, ozdoby z papieru, filcu i włóczki, koronki i biżuteria, kapelusze, akcesoria dla zwierząt domowych.
Dla smakoszy: herbaty, przyprawy, cukierki i lizaki odpustowe, lemoniady, kwas chlebowy, chleb ze smalcem i wiele innych.
poniedziałek, 16 września 2019
Gladiatorzy i Apacze w łodzi Wikingów
Wybraliśmy się dość wcześnie, a i tak ledwo zaparkowaliśmy na parkingu przy restauracji, później to już tylko miejsca w szczerym polu.
Miejscowi przygotowani na zmiany pogody, obok stał ciągnik, bo po deszczu to z pola trzeba wyciągać auta na holu.
Kolejek do kas nie było, organizacja dobra, wolontariusze służyli informacjami wszędzie.
Zaczęliśmy od wypicia kawy z plackiem drożdżowym, przy okazji wspomagając jakieś okoliczne przedszkole.
Co krok jakieś stoiska gastronomiczne, nikt nie wyjedzie głodny, nawet kawiarnia pod chmurką z prawdziwym ekspresem, ciastami i deserami.
Zaopatrzeni w program imprezy odwiedzaliśmy po kolei stanowiska przygotowane przez organizatorów, a tam gospodarze z całej niemal Europy - przydała się znajomość języka angielskiego by zapytać o to i owo.
Indianie na szczęście mówili po polsku, podziwialiśmy piękne stroje i pióropusze, namioty i wyposażenie wykonane z naturalnych materiałów. Jeden z wtajemniczonych opowiadał ciekawostki z życia Indian, pokazał przedmioty codziennego użytku wykonane ze spreparowanych części zwierząt. Ogólne zdziwienie wywołał toporek, którego obuch wykonano z kamienia , a trzonek z wysuszonego prącia bizona, a długiego na ok.40 cm, wyobrażacie sobie?
Do tego stoiska wróciliśmy jeszcze później by obejrzeć rytualne tańce mężczyzn i kobiet w tradycyjnych strojach.
Na polu bitwy przygotowano występy grup rekonstrukcyjnych z różnych epok. Tutaj walki gladiatorów, którzy walczyli z różnym wyposażeniem, różnili się także wzrostem i wagą, przez co ich zmagania były jeszcze ciekawsze.
Walki na polu bitewnym zawsze gromadziły sporo widzów.
Na terenie wczesnosłowiańskiej wioski można było podziwiać niecodzienne rękodzieło - wyroby wełniane z alpaki, tkactwo na miniaturowych krosnach (panie tkały krajki i przepaski), zaplatanie ozdób z nici srebrnej, bardzo ciężkiej, wykonywanie ozdób i narzędzi z drewna i rogu, instrumentów z gliny, wyplatanie lin, pieczenie podpłomyków, wybijanie monet i medali i nie pamiętam co jeszcze...
Na scenie głównej odbywały się prelekcje i występy. My trafiliśmy na występ zespołu litewskiego, który wykorzystywał przeróżne instrumenty i wykonywał piękne pieśni słowiańskie i skandynawskie. Głosy wokalistek po prostu hipnotyzowały publiczność.
W namiocie obok możną było zrobić sobie tatuaż henną roślinną, wzory oczywiście związane z dawnymi kulturami.
W namiocie kultury japońskiej obejrzeliśmy wystawę bonsai, ceremoniał parzenia herbaty, ubierania kimona oraz prezentację zbroi dawnych rycerzy japońskich. Każda zbroja bardzo skomplikowana w budowie i przerażająca w wyrazie, zwłaszcza maski.
Staraliśmy się zajrzeć wszędzie, ciekawe były hełmy gladiatorów, napisałam swoje imię znakami hieroglificznymi w wersji fonetycznej (bardzo skomplikowana sprawa), podejrzałam prace rękodzielnicze z bliska i wypytałam o szczegóły, zwiedziliśmy wystawy w chatach biskupińskich, między innymi wystawę ubiorów i biżuterii od epoki kamiennej do średniowiecza, dzieje odkryć archeologicznych na terenie Biskupina i okolic, warsztat snycerza, bursztynnika, garncarza i wiele innych.
Na koniec pokaz musztry legionistów rzymskich oraz fragment starcia żołnierzy z barbarzyńcami. Niewiasta na zdjęciu wspina się na mur utworzony z tarcz, by pokazać jak zwarty i mocny szyk potrafili utworzyć legioniści w walce.
Kto ma ochotę na podobne doznania, ma szansę do 22 września, bo tak długo trwa festyn archeologiczny.
wtorek, 10 września 2019
Dynie, miody i chleb ze smalcem...
Sobota była deszczowa i takoż zapowiadała się niedziela, ale podjęliśmy ryzyko i opłaciło się, nawet z czasem wyszło słońce.
Zaczęliśmy wizytę w skansenie od obejrzenia stoisk wystawców, w chałupach zaś miejscowe panie i panowie zaczęli przygotowania do wiejskich zajęć, wszak skansen jest żywym muzeum: obróbka lnu, tkanie na krosnach, gotowanie zupy dyniowej i powideł śliwkowych, zbiory chmielu, młócenie zboża, praca na żarnach, naprawa obuwia, kucie podków itp.
Trudny był wybór chleba, tyle rodzajów sprzedawano, pięknie pachniały także swojskie wędliny. Zakupiliśmy chleb razowy i chałkę z kruszonką, kawałek pieczonej kiełbasy, nie odmówiliśmy sobie spróbowania sernika i brownie.
Przy straganie dyniowym podyskutowałam z właścicielem o gatunkach dyni i sposobach przygotowywania tego warzywa, wybrałam dwa rodzaje do wypróbowania, skosztowałam dyni kiszonej, pycha!
W jednej z chat pani przygotowywała tradycyjna zupę dyniową, zaciąganą mlekiem i podawaną z szarymi kluskami- po wielkopolsku to zupa z korbola z nagusami.
Na podwórzu pod stodołą koń o imieniu Bajka pracuje zaprzężony do maneża, który napędza sieczkarnię do słomy.
Panowie w czapkach z zapałem obsługiwali młocarnię wąskomłotną. Zabawne było to, że dla nich to zwyczajne wiejskie zajęcia, a zwiedzający gapili się i robili fotki - no cóż, dla mieszczuchów to niezła gratka...
Spotkaliśmy także sympatycznego kobziarza i nie mogłam sobie odmówić fotki na pamiątkę:-)
A przy stoisku obok próbowałam konfitur na ostro i musztardy z chrzanu z różnymi dodatkami.
Ciekawe były także karczma wiejska oraz dom organisty. Izby bogatszych mieszkańców wsi miały drewniane podłogi i bielone ściany.
Znane nam były miejscowe wiatraki, dwa drewniane i jeden murowany, ale zauważyliśmy w tym roku całkowitą renowację obu drewnianych młynów i można zwiedzić je także od środka.
Muzeum cały czas sie rozwija, na placu obok drewnianego kościoła postępuje rekonstrukcja plebanii z Noskowa, domu o budowie szkieletowej, przeniesionego w całości na teren skansenu.
Nie opuściliśmy także występów na scenie - można było usłyszeć wielkopolskie kapele podwórkowe:
EKA z Gostynia; Pod Rydlem z Kleczewa oraz Szczuny z Sulęcinka. była moc i wesoły nastrój, bo między utworami panowie opowiadali dowcipy:-)
Skansen to nie tylko rekonstrukcje wiejskich zagród. Dokonano także rekonstrukcji dworu wraz z kaplicą i cmentarzem, a obok dworu w starym lamusie obejrzeliśmy wystawę pod nazwa Witaj szkoło. W gablocie widzicie ówczesne tablety na grafitowe rysiki...
W takich zielonych ławkach siedziałam w pierwszych lasach szkoły podstawowej, tyle że nie pisaliśmy już atramentem.
W budynku młyna wodnego zorganizowano wystawę sztuki nieprofesjonalnej twórców z Wielkopolski.
Niezwykła ekspozycja rzeźb i płaskorzeźb o tematyce religijnej, przyrodniczej, weselnej.
Na piętrze budynku wystawa malarstwa, w większości obrazy religijne malowane na drewnie, naśladujące ikony.
Atrakcji na tym festynie było tyle, że na dwa dni by starczyło, z każdą godziną przybywało odwiedzających, ale gdyby komuś było mało, to blisko także na Lednicę, a w drodze powrotnej można wpaść do Gniezna...
Gdyby kogoś interesowały podobne imprezy, co roku w drugą niedzielę września odbywa się pożegnanie lata w skansenie Dziekanowice koło Gniezna.




















































