Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kontrola. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kontrola. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 czerwca 2017

Fałszywy policjant lub jeszcze raz o wycieczkach szkolnych...

To miał być miły dzień i fajny wyjazd.
Na szkolną wycieczkę wybierały sie dwie klasy, a jedna z opiekunek nauczona doświadczeniem poprosiła o sprawdzenie autokaru przed wyjazdem, by dzieci nie musiały długo czekać na "odprawę".
Kierowca zajechał z małym opóźnieniem, wszyscy wsiedli do pojazdu i powinni pomachać rodzicom i ruszyć. Tymczasem jeden z ojców, odprowadzających dzieci zażądał kontroli autokaru przez policję.
Opiekunka wytłumaczyła grzecznie, ze autokar został już sprawdzony, na co kierowca ma stosowne zaświadczenie. Ojciec jednak ponowił żądanie, bo autokar ma być sprawdzony na oczach rodziców, kierowca ma dmuchać w balonik, a zaświadczenie pewnie jest fałszywe...
Zadzwoniono więc po policjanta z drogówki, który podpisał się na zaświadczeniu. Policjant pojawił się, nie natychmiast, bo drogówka rozmaite ma zadania, ale wytłumaczył rodzicom, kiedy odbyła się kontrola i na czym polegała, a jeśli zaświadczenie jest fałszywe, to może i on fałszywym policjantem jest...
Normalny rodzic spłonąłby rumieńcem i przeprosił, ale ów ojciec upierał się przy swoim i dokonano ponownej kontroli kierowcy i autokaru. Biedny kierowca był tak zdenerwowany, że balonikiem nie mógł trafić do ust, a argumentem za kontrolą było stwierdzenie jednej z matek, że kierowca niewyraźnie mówi.
Jeśli więc seplenicie lub macie problemy z nową protezą, to uwaga, możecie zostać wzięci za nietrzeźwych (taki żarcik).
Wszystko to odbywało się w bardzo nieprzyjemnej atmosferze i dogadywaniu swoich trzech groszy przez innych rodziców, co poskutkowało tym, że dzieci zaczęły w autokarze płakać, a niektóre nawet dzwonić do rodziców, bo były zdezorientowane i przestraszone. Najbardziej płakały bliźniaczki awanturującego się taty.
Kontrola oczywiście nie wykazała nieprawidłowości, a wierzcie mi, że niejedną taką przeszłam i nie jest to miłe, ani krótkotrwałe.
Wspomniany ojciec uspokoił swoje córki, pomachał im na pożegnanie i autokar ruszył.
Wyobraźcie sobie kierowcę i opiekunki w tej sytuacji i domyślcie się, dlaczego tak nie lubię jeździć na szkolne wycieczki, przynajmniej na niektóre.
Obserwując zachowania niektórych rodziców w takich sytuacjach obawiam się, że wycieczki szkolne umrą śmiercią naturalną...