Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 marca 2026

Zapiski codzienności cz.35

 Coś dla ciała i dla ducha, drobiazgi ze spacerów i przyjemne chwile , smakołyki, art żurnal i kino. Taki kalejdoskop , to obok krótkich wycieczek  urozmaicenie codzienności, zwłaszcza gdy pogoda kapryśna.


Na jednym ze spacerów na przedmieścia odkryliśmy automat z płodami rolnymi. Można tam kupić jajka, buraki, ziemniaki i cebulę. Na widoku wisi certyfikat weterynaryjny, warzywa pakowane po 3 kg.
Ciekawe czy pojawią się podobne z serami lub innymi wyrobami?


W toruńskiej pracowni pierników zachwycałam się zdolnościami pani dekoratorki. Różne formy, wiele kolorów lukru, dedykacje imienne na życzenie.
Jak myślicie, czy to rzemiosło, czy już sztuka?


Dla bliskiej koleżanki zrobiłam kartkę z życzeniami, podobała się , a to najważniejsze:-)


Miłe spotkanie imieninowo - świąteczne w gronie bkiskich koleżanek. Smakołyki, wspomnienia, sporo śmiechu i odświętny klimat dobrej restauracji.  



Dwie karty art żurnala, próbuję różnych pomysłów, wykorzystuję materiały nadesłane przez dobre duszyczki...


Wizyta w kinie z przygodami. Chcieliśmy koniecznie zobaczyć ten film, bo polecany, bo aktora lubimy, no i tematyka w stylu Marsjanina. Poszłam po bilety, a pani w kinie, by przyjść tuż przed seansem, bo jeszcze nikt biletów nie kupił, a wyświetlą gdy będzie 4 widzów.
Do końca wielka niewiadoma, dlaczego ludzie przychodzą na ostatnią chwilę?
Na szczęście zebrało się 8 osób, sala duża, wygodnie.
Film świetny, może nie dla każdego, ale nam się podobał , muzyka uwodziła, aktor nie zawiódł, momentami śmiesznie, chwilami wzruszająco.
Przesłanie podbudowujące. Takie filmy lubię!


Coś często piszę o jedzeniu, no i masz, znowu sushi, taki smak przyszedł , najbardziej lubię te opiekane kawałki i marynowany imbir...


Ciąg dalszy kulinariów, czyli pizza. Pizza domowa, ale pyszna z bliskimi, my za to zabraliśmy placek z malinami.
Taka sympatyczna leniwa niedziela...bez polityki, narzekania, z dużą dawką humoru.


Zaczęłam zbierać serwetki, które wykorzystać można w tworzeniu art żurnala oraz kartek okolicznościowych. Mały zbiór dostałam w prezencie.

Po świętach zdam relację z naszych marcowych wycieczek, ale muszę na nowo zgrać zdjęcia na laptop, bo piszę na starym zapasowym, poprzedni odmówił współpracy nagle i po całości.

Jeśli nie zdążycie upiec na święta mazurka, to zawsze możecie go zatańczyć :-)

niedziela, 24 września 2023

Cenzura bez granic...

 

Miał tu być post o żegnaniu lata, ale będzie później, bo skoro piszę o tym, co mnie porusza, to nie sposób nie wspomnieć o tym wszystkim, co dzieje się wokół filmu Agnieszki Holland ZIELONA GRANICA.

Nie będzie to recenzja, bo filmu nie widziałam, ale na pewno obejrzę, choć podobno strasznie szarpie za serce. nikt nie powiedział jednak, że tylko lekkie filmy i miłe książki są dozwolone.

Zdumiewa mnie skala ataków nie tylko na film i poruszane w nim treści, ale przede wszystkim na reżyserkę! To też nie pierwszy przykład, gdy opluwa się kogoś , wytykając wyimaginowane przewiny ojca, dziadka czy kogo tam jeszcze. Nawet określenie kosmopolita stało się obelgą! ciekawe, co na to powiedziałby Chopin?
Z tego, co pamiętam, podobny odzew miał film KLER i niektórzy, mimo że filmu nie oglądali twierdzili, że obraza ich uczucia religijne.

Nie będę przytaczać cytatów z mediów, nie jestem kronikarzem, ani dziennikarzem śledczym, chcę podzielić się swoimi emocjami. 

O istnieniu cenzury w minionej epoce PRL-u wszyscy wiemy, wiele filmów trafiło wówczas na półki, tworzono kodeksy książek zakazanych, narzucano produkcje do oglądania i literaturę do obowiązkowego czytania.
Ówczesny cenzor musiał przynajmniej film obejrzeć, zakazać go w całości lub ewentualnie pewne kadry czy fragmenty usunąć. podobnie z książkami.

Dziś przedstawiciele władzy oraz urzędnik pełniący rolę prezydenta (!) ośmielają się hejtowac nowy film o wydarzeniach, które na świeżo pamiętamy, które mają świadków, ba - nadal mają miejsce na granicy z Białorusią. Ale filmu hejtujący nie widzieli, co przyznają na każdym kroku!

Długo wytrzymałam, słuchając tych banialuk , ale gdy od krytykowania filmu przerzucono się na tykanie osoby reżyserki i aktorów, a nawet ojca artystki, to już moja cierpliwość do chamstwa i głupoty się wyczerpała. Zaś wypowiedzi prezesa i prezydenta dolały oliwy do ognia.

O co chodzi? Dowiaduję się mianowicie, że nie jestem Polką, nawet obywatelką nie jestem, bo zamierzam obejrzeć film, a nawet gdy ten post piszę, to na pewno nie jestem patriotką!
A gdy wybiorę się do kina, to już na miano świni zasługuję, bo jak powiedział prezydent "tylko świnie siedzą w kinie" gdy leci film Zielona granica. I nie jest to cytat wyjęty z kontekstu, słyszałam na własne uszy!

To, co prezes z prezydentem opowiadają do kamery nie obraża mnie, żenada nie może obrażać, świadczy natomiast o głosicielach tych rewelacji, a cała masa wiernych, a miernych powtarza słowo w słowo, co guru prezes głosi.

Smutne to i kiepskie o nas daje świadectwo, zwłaszcza wobec innych Europejczyków, którzy film docenili i przyjęli z owacjami na stojąco.

Zobaczymy, do czego jeszcze posunie się cenzura jedynie słusznej partii, ale na pewno, jak zauważyła sama reżyserka, to szambo hejtu zagoni do kin tych, którym być może na film pójść się nie chciało...


środa, 1 lutego 2023

O niczym...

 

Podobno pisanie o niczym przynosi dobre efekty, a nazbierało się różnych obserwacji, więc może wcale o niczym nie będzie.

Życzyliśmy sobie zdrowia w nowym roku, a tu choroby naokoło, od żłobków poprzez szkoły po zakłady pracy, a do lekarza pod górkę. Sama zrezygnowałam z rejestracji telefonicznej, co skutkowało tym, że szłam do przychodni dwa razy, ale przynajmniej nerwów mniej. 

Jakiś specjalista od lecznictwa naszego powszedniego zasugerował był w mediach, by ludzie pracy skorzystali z urlopu na czas choroby, bo lekarzy mało, kolejki w przychodniach sprzyjają roznoszeniu zarazków, więc pacjencie zostań w domu, a jakby ci się pogorszyło, to na SOR, choć i tu trzeba się ciężko zastanowić, bo podobno pogotowie w większości bez uzasadnienia jest wzywane. Zawsze myślałam, że urlop jest dla odpoczynku, ale czasy się zmieniają.

Dobrej kondycji sprzyja wysypianie się i spacery. Ale jak tu spać, skoro obudziły nas dwa razy w ciągu nocy fajerwerki, bo akurat gdzieś impreza na osiedlu i świętują z rozmachem, a że pół osiedla nie śpi? Czepialstwo. Spacery też nie lepiej, bo albo gołoledź, albo wichury, a słońce to już kompletnie o nas zapomniało, więc wit.D tylko w tabletkach!

Czepialstwem jest także zwracanie uwagi sąsiadom, którzy wypuszczają psa na balkon i ten szczeka(pies oczywista) pół dnia na zewnątrz. Może właściciele w tym czasie sprzątają albo gości przyjmują? Dobrze, że koty nie szczekają, bo na balkonach ich sporo widuję...

Doświadczyłam ostatnio dobroci Anioła w postaci serdecznej koleżanki, która na wieść o mojej chorobie przywiozła mi gołąbki i jagodzianki własnej roboty. Radość niebywała i mąż zadowolony, bo uwielbia gołąbki, tylko jak ja się Jej odwdzięczę? muszę pomyśleć!

(świeżutkie pachnące jagodzianki)

Obejrzeliśmy film "Na zachodzie bez zmian". Obraz na wskroś realistyczny, okrutnie wręcz prawdziwy, dający widzowi namacalne wrażenia zimna, bólu, głodu, operujący takimi środkami, że podziwiam aktorów za poświęcenie w trakcie realizacji filmu, bo nie wszystkie efekty można zrealizować komputerowo.
Cóż można powiedzieć więcej, wobec obecnej sytuacji w Ukrainie i kolejnej rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz? Bezsens wojny, chore ambicje polityków, ludzie jako mięso armatnie oraz nieprawdopodobne, niepotrzebne i nieuzasadnione   okrucieństwo wobec wroga frontowego i ludności cywilnej. 
Stulecie z hakiem minęło od czasu, w którym dzieje się  akcja filmu, po drodze były jeszcze inne , nawet gorsze wojny i konflikty na świecie i czego nas to nauczyło? jak pokazuje sytuacja międzynarodowa i wojna za progiem, niczego!

Przeczytałam artykuł o zmianach w naszym rodzimym języku oraz o używaniu i nadużywaniu wulgaryzmów. Podobno w jednym z eksperymentów naukowych kazano dwóm grupom uczestników moczyć ręce w lodowatej wodzie. Ci, którym pozwolono używać wulgaryzmów do woli, wytrzymali prawie o połowę dłużej, niż grupa, której zakazano używania brzydkich wyrazów.

Na koniec refleksja na temat biurokracji w Polsce - po co nam cyfryzacja, profile zaufane itp. nowinki, skoro tak naprawdę liczą się setki zaświadczeń i pieczątki, a w ZUSie i innych urzędach nie załatwisz nic bez osobistej wizyty . Skarb państwa za to bogaci się na opłatach od petentów, a za wadliwe decyzje urzędnika nie odpowiada nikt, bo taki mamy klimat...


piątek, 4 listopada 2022

Z dnia na dzień...

 

Trochę codzienności między dniami świątecznymi. Wiele osób mnie pyta, jak się mam na emeryturze, a ja zawsze odpowiadam, że świetnie i każdemu polecam.
Nawet ptaszki na własnym balkonie mogę obserwować bez przeszkód, a nie tylko w weekendy.
Powiesiłam sikorkom kulę tłuszczowa i od razu zjawiło się ich kilka, zaroiło się także od wróbli, balkon brudny, ale nie szkodzi.


Wspominałam kiedyś, że mi sroka dziurę w siatce przeciw owadom wydziobała, zakleiłam ją więc taśmą, bo nie będę co chwila nowej siatki zamawiać.
Sikorki potraktowały tę taśmę jak coś do jedzenia, bo ciągle siadają na parapecie i dziobią w nią zawzięcie, siadają też na listwie okna balkonowego i pukają w szybę, czego wcześniej nie było:-)


Dni coraz krótsze, zorganizowałam więc dwie instalacje świetlne, by cieszyły oko i duszę.
Koszt minimalny, a ile radości!


Trudno nie wspomnieć o spacerach, tym razem wieczornych. Pracując zawodowo nie miałam już siły na powtórne wyjście z domu wieczorem, co najwyżej wycieczki  w weekendy.
zachody słońca sa cudownie malarskie, ale mam w planie wędrówki z aparatem po mieście i wyłowienie detali , które być może przegapiłam, idąc szybko z pracy do domu.




Taka właśnie ciekawostka zauważona przy nowym skwerze, które teraz nazywa się mini-parkami.
Tablica informacyjna dla tych, którzy już nie pamiętają i dla turystów. Ja ten dom jeszcze pamiętam lub raczej jego pozostałości, a obok rodzice koleżanki mieli własną piekarnię.
Dawna karczma, w której podobno Napoleon nocował...


Na jednym ze spacerów usłyszeliśmy krzyki od strony stadionu miejskiego, zajrzeliśmy tam, bardziej mąż był ciekawy. Rozgrywano mecz w ramach Mistrzostw UEFA dla zespołów do lat 17. 
Grała Andora z Czarnogórą. kibiców niewielu, ale atmosfera jak najbardziej gorąca.


Ostatni wątek weekendowy to polecajka, ale nie dla wszystkich.
Jeśli lubicie filmy mocne, ktoś może uznać, że przygnebiające, to obejrzyjcie na Netflixie film Jak pies z kotem o braciach Kondratiukach.
Nic więcej nie zdradzę. Ryzykujcie sami.


Plakat średnio mi się podoba, nie oddaje klimatu filmu.
Gra aktorska świetna, nawet Więckiewicz sprawdził się roli Janusza Kondratiuka.

Miejcie dobry weekend i dbajcie o siebie!

niedziela, 16 października 2022

Po drugiej stronie ulicy....

 

Trafiłam w telewizorze na nowelę obyczajową, tym razem był to krótki film z przesłaniem. Nie znam jednak tytułu bo nie oglądałam od początku, zaciekawił mnie jednak na tyle, że spowodował kilka refleksji.

Mieszkają obok siebie dwie pary: starsze małżeństwo ma dzieci, młodzi sąsiedzi cieszą się sobą i brakiem rodzinnych obowiązków.

W noweli, para z dziećmi podgląda młodszych sąsiadów, co umożliwiają okna bez zasłon i lornetka. Różne sytuacje, różne okresy życia, różne pory dnia. Pewnego razu przystojny młodzieniec ukazuje się sąsiadom z ogoloną głową, co ich dziwi, bo miał piękne lokowane włosy. Za czas jakiś - sąsiad wychudzony, leżący w łóżku. Młoda żona chodzi coraz bardziej zmartwiona.
Gdy sąsiadka wysyła męża z dziećmi do ZOO, zauważa w oknie naprzeciwko smutny obrazek - chory sąsiad umiera, żegnany czule przez żonę, przyjeżdżają przedstawiciele zakładu pogrzebowego.

Kobieta wychodzi na ulicę, widzi rozpacz młodszej sąsiadki, zaczynają rozmowę. Okazuje się, że obie pary znają się z widzenia, również młodzi podglądali sąsiadów z dziećmi.
Obie pary zazdrościły sobie czegoś - rodzice zazdrościli bezdzietnym wolności i młodości, spokoju i wieczorów przy świecach. Bezdzietni zazdrościli udanej rodziny i radosnego gwaru w mieszkaniu naprzeciwko, bo przez chorobę mężczyzny taki stan nie był im dany.

Chyba nietrudno wpaść na to, jaki przekaz niesie ta nowela - uważajmy, czego zazdrościmy innym!
Być może Wasze skojarzenia będą zupełnie inne...



wtorek, 28 września 2021

Tajemnica...

 

Bywają filmy, które oglądamy dla zabicia czasu, bywają długo poszukiwane , bo ktoś nam polecił lub otrzymały wiele nagród i wreszcie takie, które znajdujemy i obejrzymy przez przypadek, ale ich treść zostaje z nami na długo.
Nazywam je filmami grającymi na emocjach i zmieniającymi nas samych lub przynajmniej zmuszającymi do refleksji, takich prawdziwych, a nie powierzchownych.
Takim filmem jest  FUGA. Z genialną rolą Gabrieli  Muskały.

Film trudny, wymagający uważności i czasu na dyskusję po jego obejrzeniu, bo tu nie da się wyłączyć myślenia po napisach końcowych.
Widziałam kilka filmów o zanikach pamięci, czy to na skutek chorób, wypadków czy traumatycznych przeżyć. Ten obraz jest nieco inny. Bohaterka na skutek amnezji zmienia się całkowicie. Z przykładnej żony, matki i belferki przeistacza się w wulgarną postać wolnego ptaka, bez przeszłości i bez pomysłu na jutro .

W filmie nie ma szczęśliwego zakończenia, gdyż pomimo odzyskania pamięci , przynajmniej na temat najbliższej rodziny, bohaterka nie tylko nie akceptuje dawnego imienia, ale i życia, jakie dotychczas prowadziła. Amnezja spowodowała zmianę   osobowości do tego stopnia, że kobieta nie wraca do dawnego życia, nie widzi tam siebie. Nawet uczucia macierzyńskie nie wracają z dawną siłą, ona należy już do innego świata.


Niezbadane są w dużym stopniu własności i możliwości naszego mózgu.
Czy to, kim naprawdę jesteśmy  drzemie w nas głęboko i czeka na wyzwolenie , a niecodzienny przypadek sprawia, że stajemy się kimś zupełnie innym, bez powrotu do dawnej natury?


Według słownika języka polskiego fuga to:

1. «utwór polifoniczny instrumentalny lub wokalny, w którym poszczególne głosy kolejno podejmują temat»
2.  «reakcja ucieczkowa na jakieś przykre bodźce»

Obie definicje świetnie pasują do tego filmu, druga to wiadomo, a pierwsza - osoby dramatu także kolejno próbują się zmierzyć z zaistniałą sytuacją, ale żadnej nie wychodzi to dobrze, jakby każda grała  w innej aranżacji lub podejmowała własny wątek bez wnikania w sedno sprawy.

Ciekawe, jaka natura drzemie w każdym z nas, bo przecież ukształtowały nas różne okoliczności...

czwartek, 22 kwietnia 2021

Czułość...


W życiu odgrywamy różne role, nie każdy sprawdzi się we wszystkich, co zależy od wyboru lub przypadku.

Nie każdy będzie rodzicem, teściem, babcią, dziadkiem, rodzeństwem.
Nie ma także szkół ani szkoleń, gdzie uczono by nas jak swoje role odgrywać wedle najlepszych wzorców.

Nie ukrywam, że do tych refleksji sprowokował mnie włoski film CZUŁOŚĆ, obejrzany na Netflixie.

 Nie jest to film dla każdego, dość trudny w odbiorze, gorzki w wyrazie, momentami irytujący.
Sporo w nim takiej psychologii, jak lubię, a przesłanie zostaje w głowie na długo.
 
Bohater- owdowiały prawnik nie bardzo dogadywał się z dorosłymi dziećmi, jak sam stwierdził, nawet nie wie czy kochał żonę, a  własne dzieci nie budziły w nim ojcowskiego przywiązania. W zasadzie nie była to niczyja wina, taki typ człowieka, takie zdanie miała o nim nawet dawna kochanka. Jedynie dla wnuka znajdował czas i chęci by razem wybrać się na lody...
 
Nowi sąsiedzi w starej kamienicy, małżeństwo z dwójką dzieci wzbudziło zainteresowanie starszego pana.
Na chłopca i dziewczynkę zwrócił swoje uczucia, często rozmawiał z ich matką, razem z nimi wędrował po mieście.

Nie chcę opowiadać całego filmu, dodam jedynie, że rodzinę sąsiadów spotyka niebywała tragedia, a godziny spędzone w szpitalu, być może spowodowały szereg refleksji i pewien przełom w psychice prawnika na tyle, by docenić starania własnej córki o bliskość z ojcem.

Pamiętam, że jako nastolatka  słyszałam rozmowy osób dorosłych w rodzinie czy wśród znajomych o tym, jak dziwnie plotą się ludzkie losy, że w wieku dojrzałym dopiero dostrzegamy to, co straciliśmy z rodzinnych relacji w przeszłości.
Czasami młodzi rodzice zajęci sobą i pracą zawodową nie poświęcają dostatecznej uwagi dzieciom, dopiero jako dziadkowie odnajdują w sobie pokłady uczuć i cierpliwości, których kiedyś zabrakło dla własnych dzieci.
 
Nie zawsze jest w tym czyjaś wina, to życie stawia przed nami pewne wymagania, którym nie  umiemy sprostać. Nikt z nas nie wie,  czy będzie lepszym rodzicem czy dziadkiem.
Nie wszyscy widzą siebie w takich rolach, natomiast uwielbiają i rozpieszczają dzieci swego rodzeństwa.
Zdarza się, że samotne, bezdzietne panie z niezwykłym oddaniem opiekują się dziećmi znajomych lub sąsiadów.

Wzruszają mnie także historie o młodych ludziach, którzy nie znając swoich dziadków, opiekują się obcymi staruszkami. Nazywa się to wolontariatem, ja raczej nazwałabym to zapełnianiem jakiejś pustki uczuć, których nie zaznali wcześniej w rodzinie.

Wielokrotnie słyszymy lub czytamy, by nie bronić się przed okazywaniem czułości, przytulaniem, głaskaniem...teraz to naprawdę trudne, bo dystans, bo epidemia.
Obyśmy nie przegapili najważniejszych gestów, bo to trudno będzie kiedyś nadrobić.


piątek, 29 maja 2020

Islandzkie klimaty

Raczej o filmie, niż o wyspie będzie, choć klimat Islandii jeszcze bardziej surowy od skandynawskiego, wszak 11% kraju zajmują lodowce.
Za serialami nie przepadam, ale gdy zainstalowaliśmy Netflix, oglądamy to i owo, więc mini seriale także.
Nie muszę czekać na ciąg dalszy, a film włącza mi się w miejscu, gdzie skończyłam.
No i nie ma reklam!!!

Serial o tytule widocznym na plakacie obok, to świetna historia kryminalna, ale z niejednym dnem. Oprócz głównego wątku seryjnych morderstw, widz obserwuje rozwój innych elementów fabuły, które świadczą o tym, że postaci filmu nie są wydumane, ale z krwi i kości, a każdy z bohaterów ma dramatyczną przeszłość i równie bogate perypetie w teraźniejszości.

Nie chcę za bardzo zdradzać fabuły, ale myślę, że wątki filmu zainteresować mogą wielu oglądaczy:
- emocje związane z tropieniem seryjnego mordercy
- zagadki przeszłości związane z pedofilią w zakładzie wychowawczym dla chłopców
- przemoc w rodzinie i znaczenie więzi między rodzeństwem
- inwigilacja wśród wyznawców Świadków Jehowy
- problemy wychowawcze samotnej matki
- korupcja w aparacie sprawiedliwości
- homoseksualizm i wykluczenie ze społeczności

Jeśli komuś mało, to dopowiem, że akcja jest wartka, ciekawe rysy psychologiczne bohaterów, wejrzenie w arkana pracy dochodzeniowej, no i suspens na końcu.
Dodam, że film jest mocny, bardzo działa na widza, długo pozostaje w pamięci, porusza delikatne struny naszej psychiki, bo przecież na każdego inny problem działa najmocniej, czasem dotyka osobiście.

Mnie samej nasunęły się po obejrzeniu filmu następujące pytania:
1. jak rodzi się w ludziach tyle zła i przemocy?
2. jak wiele ludzie są w stanie zrobić dla kariery i pod presją przełożonych?
3. jak wiele złego musi się wydarzyć, by dostrzeżono istotę problemu, a nie tylko pozory?
4. czy własne tajemnice z przeszłości śledczych ułatwiają, czy utrudniają ściganie przestępców?
5. czy jednym dobrym pozytywnym można zmazać winy z przeszłości?
...i wiele innych.

Na szczęście serial nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania i wątpliwości, za to pozostawia niedosyt i refleksje...
Świetne pole dla domowych dyskusji w długie wieczory.

wtorek, 19 listopada 2019

Refleksje po filmie

Nie zamierzam pisać recenzji, bo nie jestem krytykiem filmowym, a i thrillery nie wszyscy lubią.
Mąż namówił mnie na ten film, trochę się opierałam, bo dobry thriller, to jak dobra komedia - raczej rzadkość.
Okazało się, że dobrze trafiliśmy - ludzi mało, na sali cisza, prawie 3 godziny minęły jak mgnienie i zresetowaliśmy się porządnie.

Film jest i nie jest kontynuacją "Lśnienia" z Jackiem Nicholsonem, jeśli ktoś nie widział, niewiele straci, połapie się bez trudu.

Jak zwykle moją uwagę zwróciły wątki psychologiczne oraz zjawiska paranormalne, co to oko mędrca nie widziało i wyjaśnić nie potrafi.
Bo takie kontaktowanie się z innymi światami, wnikanie w umysły innych ludzi czy posiadanie mocy niemierzalnych to jednocześnie DAR i PRZEKLEŃSTWO.
Można je wykorzystać w dobrym lub złym celu, dla dobra lub pognębienia ludzkości. jak powiedział jeden z bohaterów - świat jest jak koszmar. Jeśli chcemy przetrwać, musimy przeciwstawiać się złu w kazdej postaci, bo nie można tylko ŻYĆ DŁUGO i JEŚĆ DOBRZE...

Nienależnie od tego, w co lub kogo wierzymy, oceniają nas po skutkach postępowania, poprzez opowiedzenie się po jednej ze stron - bo nie wierzenia czynią nas lepszymi lecz czyny!

Nasz mózg jest jak ogromna biblioteka, gromadzi wszystko, co zaobserwujemy, usłyszymy lub poczujemy. Od nas zależy w jakich szufladkach, jak w bibliotecznym katalogu to wszystko poukładamy i komu pozwolimy z niego czerpać, które szufladki otworzymy, a które zamkniemy jak puszkę Pandory, by nikt ich nie wykorzystał przeciwko nam.

Jest w tym filmie wiele symbolicznych scen i analogii - ludzie, którzy karmią się naszym bólem; bezsilność wobec wykorzystywania łatwowierności i prostolinijności dla czynienia zła; wmawianie nam, że niektórzy ludzie są wyjątkowi i nalewy im się rząd dusz, podczas gdy ci zwyczajni bez nadprzyrodzonych zdolności, to jedynie niewolnicy niezbędni do przeprowadzenia nadzwyczajnego planu wybrańców.

Drugi element godzien uwagi dla miłośników kina to efekty specjalnie i klimat grozy, ale takiej z nutką fantazji.
Są momenty mocne, zwłaszcza dla osób wrażliwych, są także znajome z innych produkcji, ale i nowe, które potrafią zaskoczyć.

Więcej nie powiem, bo kto zechce obejrzeć, to ze szczegółów się nie ucieszy...
Czy polecam? jeśli lubicie baśnie o walce dobra ze złem, to tak, tylko pamiętajcie, że w baśniach nie wszystko jest cacy.

sobota, 7 września 2019

Życie jak escape room...

Obejrzeliśmy film, który polecam, o ile ktoś lubi takie, bo trzyma bardzo w napięciu, obfituje w zwroty akcji i ciekawe portrety psychologiczne bohaterów. Aby było trudniej, mają oni do pokonania 5 kolejnych pokoi, a w trakcie rozwiązywania zagadki wychodzą na jaw różne ciekawe fakty z życia uczestników.
Nie zdradzę więcej, by nie popsuć niespodzianki, a kto chce, znajdzie w sieci...
(Escape room)

W czasie oglądania nasunęło mi się skojarzenie - nasze życie także jest jak escape room - z jednej strony jest jedną wielką niewiadomą, z drugiej ma jednak swoje reguły, zagadki do rozwiązania, decyzje do podjęcia, nie zawsze sami decydujemy o pomyślnym zakończeniu, bo nawet w finale pomaga nam czasem los lub osoby trzecie.
Jedyną różnicą jest chyba to, że do escape roomu wchodzimy na własne życzenie, a o naszych narodzinach decydują rodzice, choć i ten fakt jest często wynikiem wypadku przy pracy...

Do escape roomu wchodzimy sami lub w towarzystwie, jak w życiu - od nas zależy czy układamy się z losem w pojedynkę czy u boku wybranej osoby, a może jednak to ona nas wybrała?

Każdy wybór
, każda decyzja niosą za sobą jakieś konsekwencje, czasami warto posłuchać życzliwych nam osób, czasem lepiej posłuchać intuicji.
Jeśli na końcu drogi ma spotkać nas nagroda, bywa, że wstrzymuje nas refleksja: czy warto dzielić z kimś radość z wygranej czy jednak lepiej dobiec do mety samodzielnie, bo niby wybieramy samotność, ale i nagroda większa...

Na mecie czyli po wyjściu z pokoju zagadek może spotkać nas rozczarowanie, ale nie ma już odwrotu, drzwi są tylko jedne, możemy jedynie wybrać sposób ich otwarcia. Jak w grze, tak i w życiu uparcie dążysz sam do celu, ufając w swoją inteligencję i nieomylność, często odrzucasz wszelkie formy pomocy, by sobie tylko zawdzięczać sukces.

A co, jeśli po drodze do celu trzeba komuś pomóc lub coś poświęcić? A gwarancji na wdzięczność lub udział w sukcesie nie ma...

niedziela, 4 lutego 2018

Wszystko przez świece...

W piątek na przerwie przybiega Krzyś (znowu!) i przejęty mówi od progu:
- Czy pani wie jaki mam problem?
- No nie wiem, skąd?
- Pewnie nie obejrzę Harry'ego Pottera, a na pewno nie od początku!
- A to dlaczego?
- Wszystko przez świece!
- A co, prądu nie macie?
- Prądu? Nie (śmieje się) ksiądz zarządził poświęcenie świec do komunii, akurat dzisiaj!
- Ale film dopiero po dwudziestej...
- A my do kościoła na osiemnastą, a potem o 19.00 zebranie z rodzicami, więc muszę zostać z mamą i tak szybko nie skończą!
- To zebranie w kościele aż godzinę potrwa? Niemożliwe...
- O, to nie zna pani naszego proboszcza! Żebyśmy tylko na dziewiątą wrócili!
- A co mama na to?
- Na szczęście mama powiedziała, że coś wykombinuje...
- Może wymkniecie się wcześniej lub poprosi kogoś by zabrał Cię do domu na film...
- Oby miała pani rację, bo zależy mi na tym filmie, a za tydzień ostatnia część!
- Jeszcze nie, będą dwie, ale ta ostatnia to trochę mroczna...chyba nie dla dzieci?
- No przecież Harry jest już wtedy dorosły, więc rozumie się, że to już nie żarty...
I poleciał, bo zadzwonił dzwonek na lekcję...

środa, 22 listopada 2017

Pięćsetny i chyba nie ostatni...

Tak się zastanawiałam jak uczcić ten 500-y post i czy w ogóle i doszłam do wniosku, że fanfar nie będzie, ale jakiś akcent być może.
Gdy czytałam kilka pierwszych notek na tym blogu to widzę, że jakiś postęp nastąpił, a poza tym czytelnicy i komentatorzy zmieniali się często.
Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję, bardzo żal mi blogów, na które lubiłam zaglądać, a które zniknęły, ale najbardziej przykro, gdy znika ktoś bez słowa i klikając w znajomy link, czytam komunikat: nie znaleziono adresu lub blog nie istnieje...

Dziś, zamiast poważnych rozważań czy ambitnych tekstów przynoszę fotki zrobione kiedyś w galerii poznańskiej. Roboty, mechanizmy i inne cuda, występujące w filmach SF.
Niektóre okropne w odbiorze, przerażające, ale efekty specjalne w filmach pamiętam i były rewelacyjne, w przeciwieństwie do poziomu fabuły często.
Nie nazwę wszystkich tych Robocopów, Terminatorów, bo już nie pamiętam, ale myślę, że zdjęcia mówią same za siebie.


Cóż mogę dodać? Podobno roboty zawładną kiedyś naszym życiem, już teraz operują chorych, obsługują klientów restauracji, wycinają skomplikowane kształty w każdym materiale, zastępują saperów itd. Wprawdzie nie posiadają jeszcze samodzielności myślenia i inteligencji wyższej od ludzkiej, ale kto wie, co będzie za 30 lat?

Życzę nam wszystkim, aby w dobie cyfryzacji życia i robotyzacji wszystkiego nie zniknęły proste odruchy serca, a komunikacja nie ograniczała się do wpisów na FB czy Twitterze :-)

środa, 5 października 2016

Ośmioro wspaniałych...

Nie pomyliłam tytułu.
Klasyczne kino, jakie pamiętamy z lat 60-ych doczekało sie nowej wersji w iście amerykańskim stylu. Z przyjemnością obejrzałam w kinie SIEDMIU WSPANIAŁYCH, film nakręcony w świetnej obsadzie, przypominający charakterem oskarową produkcję Django. Oczywiście żaden ze mnie krytyk filmowy, więc proszę nie sugerować się za bardzo, to moja prywatna opinia. Western nie jest moim ulubionym gatunkiem, ale bywają takie filmy, których wymowa zapada głęboko w myśli, a w kinie wgniata nas w fotel.
Film krwawy, więc jeśli ktoś nie lubi krwi i śmierci na ekranie, to niech sobie odpuści. Idąc do kina zadawałam sobie pytanie - co jeszcze można zrobić z tak znanym motywem, co nowego można pokazać widzom, mającym w pamięci film z Yulem Brynnerem i Stevem McQueenem ? Nie rozczarowałam się i polecam. Dobór aktorów do galerii postaci występujących w filmie, jak dla mnie wspaniały, ale najbardziej zaskakujące jest powierzenie roli inicjatora zdarzeń kruchej kobiecie, która determinacji i odwagi ma za dwóch kowbojów.
I właśnie ODWAGA jest chyba głównym motywem w tym filmie. Odwaga, nie oznaczająca jednak bezmyślnego biegania z bronią i strzelania do wszystkiego co się rusza, ale odwaga przeciwstawienia się silniejszemu od siebie w imię odzyskania własnej godności, niezależności i poczucia sprawiedliwości.

Zatytułowałam post "ośmioro wspaniałych", gdyż dla mnie kobieta stająca u boku siedmiu facetów o wątpliwej reputacji w obronie swego domu i sąsiadów zasługuje na miano bohaterki, dorzuciłabym jeszcze jako dziewiątego wspaniałego reżysera, który miał odwagę zmierzyć sie z klasykiem i nakręcić własną wersję. Galeria postaci jest tak różnorodna, że o każdej można by esej napisać i nie są to charaktery kryształowe, każdy mógłby trafić do piekła za dotychczasowe dokonania na tym świecie, ale w opowiadanej historii nie o to przecież chodzi.
Chodzi o pomoc ludziom w potrzebie i nie tyle o pomoc konkretną, choć taka też występuje, ile o pomoc w znalezieniu w sobie sił i determinacji do walki. Nie każdy rodzi sie wszak bohaterem.
Ileż to razy my sami godzimy się na to, co przynosi nam los, co zastajemy w miejscu pracy, na ludzi, jakich spotykamy. Niektórzy z nas najpierw nadstawiają drugi policzek, bo tak ich wychowano, bo urodzili sie na klęczkach i tak żyliby do końca, gdyby...
Gdyby nie jakaś osoba na ich drodze, jakiś impuls, który wyzwoli całe pokłady buntu i bohaterstwa.
W myśl zasady, że lepiej umrzeć w walce o lepsze jutro, niż żyć na klęczkach i pozwolić innym na ograniczanie naszej wolności - cokolwiek to znaczy.
Podobno zbytnia pokora i uległość wzbudza w prześladowcy jeszcze większą agresję, trzeba więc nauczyć sie przeciwstawiać, nawet dla zachowania własnej godności, by zawsze patrzeć w lustro bez obrzydzenia.
Nauczmy się walczyć lub pomóżmy innym zawalczyć o siebie.

czwartek, 3 marca 2016

Serca na drodze...

Co mają ze sobą wspólnego: półsierota z bidula, wytatuowany ksiądz, nauczycielka tańca klasycznego oraz sraluch (zabłąkany kurczak)? Jeśli zaintrygowało Was to pytanie musicie obejrzeć film Jana Jakuba Kolskiego SERCE SERDUSZKO. Nie jest to film dla miłośników kina przygodowego, ani pospolitych komedii ze szczęśliwym zakończeniem. Nie jest to także mroczny kryminał ani trzymający w napięciu thriller.
Jest to film, który mnie oczarował swoim przekazem, grą aktorów, epizodami zwykłego życia szarych ludzi uwikłanych w perypetie rodzinne i psikusy losu. Film zapadający głęboko w duszę, obraz, po obejrzeniu którego dźwięczy cisza, bo emocje muszą opaść, aby głos mógł odzyskać siłę...

Jest to film opowiadający perypetie dziewczynki goniącej za marzeniem : zdać egzamin do szkoły baletowej, co w jej przypadku nie jest łatwe, ale zbieg okoliczności i życzliwi ludzie, których spotyka na swej drodze zbliżają ją powoli do celu...
Jest to niejako film drogi, bo większość zdarzeń ma miejsce w drodze przez całą niemal Polskę, różnymi środkami transportu w zetknięciu z ludźmi, którzy normalnie nie mieli szans się spotkać.
Film ten powinni obejrzeć wszyscy, którzy obwiniają los za swoje niepowodzenia, rodzice, którzy lekceważą pragnienia swoich dzieci, ludzie, którzy uważają, że posiedli wszystkie mądrości tego świata, a tak niewiele wiedzą o duszy człowieka. Ale nie jest to film smutny ani tragiczny, ma nawet momenty humorystyczne i zaskoczenia. A taniec Mai Komorowskiej w zwiewnej koszuli nocnej czy solo Marcina Dorocińskiego a'la "Jezioro Łabędzie" warto zobaczyć...
"Nie jest to idealistyczna wizja świata bez przemocy i trudności, ale obraz nieustannego dążenia do tego, co dobre i piękne, pomimo własnych słabości czy nie najszczęśliwszych okoliczności losu. To świat, w którym karci się za zło i głupotę" - czytamy w recenzji S.Blady na stronie tominowina.pl

wtorek, 16 lutego 2016

Z wizytą u pań Dulskich...i nie tylko

Film nie jest nowy, ale obejrzałam dopiero w sobotę. Trochę obawiałam się, co też jeszcze można zrobić z dramatem Zapolskiej, której twórczość bardzo lubię i wiele adaptacji teatru telewizji widziałam. Pomyślałam, że skoro Zapolska i do tego reżyseruje Bajon, a główną rolę gra Janda to musi być dobrze.
I nie zawiodłam się...
Trzy pokolenia pań Dulskich, przekrój czasowy od epoki Zapolskiej po współczesność, powtarzalność postaci i sytuacji wplecionych w aktualne realia. Każde pokolenie przenosi w genach wirus dulszczyzny na potomnych, a potomkowie wzbogacają wredne geny o dodatkowe "wartości". Ale to co zaskakuje najbardziej, to zakończenie, odmienne niż u Zapolskiej, z dozą sensacji. Można rzec, że bohaterkę dramatu zgubiła hipokryzja. Ale nie powiem więcej, bo może ktoś zechce obejrzeć.

Nienawistna ósemka to bardzo długi film, którego akcja toczy się w jednym pomieszczeniu, ale nie myślcie, że jest nudno. Miedzy bohaterami toczy się skomplikowana gra psychologiczna, zakończenie historii jest krwawe, ekscytujące i właściwie nie jest zakończeniem filmu. Na koniec reżyser pozostawił bowiem sedno czyli początek, zalążek, z którego wykluła się ta niesamowita historia. Jeśli więc lubicie krwawe westerny i grę psychologiczną między bohaterami, nawet nie zauważycie jak miną Wam 3 godziny w kinie...
Marsjanin to dla mnie majstersztyk w temacie kino jednego aktora, bo większa część filmu niesiona jest na barkach głównego bohatera, któremu przyszło przetrwać 4 lata samotnie na odległej planecie. Powie ktoś, co można nakręcić o astronaucie i Marsie?
Tyle filmów o podbojach Kosmosu już powstało. A jednak widz się nie zawiedzie, nie nudziłam się ani chwili, film trzyma w napięciu do końca...

Na koniec wisienka na torcie - Zjawa z Leonardo di Caprio. Dla mnie najlepszy film, jaki widziałam w ostatnim czasie i liczę na kilka Oskarów, zasłużonych. Nie tylko gra Leonarda zachwyca,
( choć za nim nie przepadam ) na nagrody wszelkie zasługują zdjęcia, charakteryzacja, scenariusz, krajobrazy itd.
Mój podziw dla głównego bohatera wzrósł gdy obejrzałam dokument o kręceniu filmu : aktor nie korzystał z usług kaskadera, sam wchodził do lodowatej wody i wykonywał wszelkie ryzykowne manewry.
Niewiele jest filmów, których akcja przykuwa tak do fotela , a wymowa zapada głęboko w duszę. Podobne wrażenie zrobiły na mnie filmy Django i Zielona mila.