Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 grudnia 2023

Światy Gabrysi...

 

Miałam już przyjemność prezentować książki i tomiki poezji Gabrieli Kotas. Zresztą to kobieta wielu talentów i śmiało realizuje swoje pomysły.

Dziś wywiad z autorką przy okazji wydania trzeciego tomu historii o kobiecie, które układa sobie życie po romansie z księdzem, przy pomocy najbliższych i przyjaciół.

Gabrysia Kotas jest przykładem na to, jak barwnie i z sukcesem można zaczynać życie od nowa z pewnym bagażem doświadczeń, ale i z nadzieją.

Mam nadzieję, że poniższa rozmowa przybliży Wam działania i plany pisarki i blogerki.

1) Gratulacje z okazji kolejnej premiery, która to już książka?

Dziękuję bardzo. To już 12 książka, Asiu. Nie wiem, kiedy to zleciało.

 

2) W Polsce, gdy nie jesteś celebrytką, trudno wydać własny tomik wierszy lub powieść. Jakie trudności stały się Twoim udziałem?

Każde wydanie przeze mnie książki, czy to na zasadzie “własnego wydania” czy na zasadzie współpracy z wydawnictwem, to ogromne przedsięwzięcie finansowe. Mogłabym co prawda czekać na to, aż ktoś mnie odkryje i wyda mi książkę bez mojego finansowego wkładu, lecz jak już wspomniałaś, nie jestem celebrytką i mogłabym tego nie doczekać.

Weźmy na przykład książki dla dzieci.

Około 6 tys. dzieci zdążyło już zachwycić się moim książkami i wdrożyć w życie przesłania, które one niosą. Dzieci już wyrosły, a to co zasiałam w ich sercach zostanie z nimi na zawsze. Gdybym kiedyś nie podjęła decyzji, że wydaję książki sama i opowiem o nich dzieciom osobiście, takiej szansy by nie było.

Mało tego, niektóre z nich przejdą do historii jako ilustratorzy moich książek i będą mogły pokazywać swój wkład swoim dzieciom,


3) Masz swoją autorską stronę internetową, konto na FB, trochę mniej Ciebie na blogu. Jaka aktywność daje Ci najwięcej satysfakcji?

Tak to racja, nie jestem już tak aktywna na stronie jak kiedyś na blogu, jednym z powodów jest to, że sporo czytelników blogowych, przestało komentować moje wpisy na stronie, mimo że widzę bardzo dużą aktywność. Nie wiem czym to jest spowodowane, pewnie i tym, że ja też mniej wędruję po zaprzyjaźnionych blogach, bo z kolei więcej mnie w mediach społecznościowych. Tu jest żywa reakcja i dzieje się na bieżąco.

Lubię moje cotygodniowe Wtorki u Autorki, kiedy spotykam się z czytelnikami na żywo. Ja mówię ,a uczestnicy spotkania reagują w komentarzach i wszyscy mamy poczucie, jakbyśmy siedzieli razem przy stole i sobie rozmawiali.

Do moich “Wtorków” zawsze solidnie się przygotowuję, bo moim zamiarem jest to, żeby każdy coś z tych spotkań dla siebie wyniósł. Staram się dzielić swoim doświadczeniem w taki sposób, by była tam zawsze jakaś wartość dodana. 

Jak wiesz, często zapraszam też gości, osoby z różnych dziedzin, którzy dzielą się swoja wiedzą.

Po czasie dostaję takie wiadomości jak “pani spotkanie z fizjoterapeutą uratowało moje dziecko”. Chyba nie ma większej radości, ponad to, że robienie czegoś co się kocha, może pomóc innym.

Jak widzisz Asiu, kocham te spotkania, bo uwielbiam spotkania na żywo, spotykając się z czytelnikami, Kiedyś było ich naprawdę sporo, teraz po pandemii mam wrażenie, że wszystko jest jakieś takie uśpione i nie ma komu zorganizować takich spotkań.

Ludzie są chętni, ja jestem chętna tylko biblioteki jakieś takie ospałe. Musiałabym mieć chyba jakiś mobilny salon, gdzie mogłabym ugościć swoich czytelników :)


4) Czytamy we wstępie, że Twoje książki zawierają elementy terapeutyczne - na czym to polega i czy dostajesz informacje zwrotne od swoich czytelniczek, że to działa?

To był efekt niezamierzony, wyniknął zupełnie przypadkiem, choć przecież jak wiemy przypadki nie istnieją.

Nigdy nie korzystałam z żadnej terapii, ale z tego co wiem, polega ona na tym, że ktoś słucha tego, o czym opowiadamy. Słuchając swoich słów często można samemu znaleźć rozwiązanie niejednego problemu. Ludzie nieraz płacą spore sumy za to, by ktoś po prostu ich wysłuchał. W dzisiejszym świecie to przecież towar deficytowy - a czas poświęcony drugiemu człowiekowi, w pakiecie z wysłuchaniem, to już towar z górnej półki.

Jest we mnie wiele niewypowiedzianego bólu, niesprawiedliwych osądów, które wyniknęły właśnie z niewysłuchania.

Kiedy zaczęłam pisać I część serii (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to będzie książka, a co dopiero seria) Uśpione niebo, nagle zaczęły mi płynąć słowa, wydarzenia, wspomnienia, które pochowałam gdzieś bardzo głęboko i same wplątywały się zgrabnie w fabułę tej historii, a ja im nie przeszkadzałam. To było właśnie tak, jak gdyby ktoś siedział obok mnie i słuchał.

Wtedy pomyślałam, że jak opiszę to co mnie uwiera, to po pierwsze jest szansa, że będzie mi lżej, a po drugie słowa te trafią do osób, które nie dały mi szansy na stawanie w swojej obronie. To była właśnie moja terapia, a potem okazało się, że takich osób jest więcej, które czują podobnie, a nie potrafią tego opisać. 

Osób, którym wydaje się, że już dla nich nie ma nadziei, że przegrały swoje życie i nagle czytają historię kogoś, kto - powiedzmy sobie szczerze - podniósł się z popiołów i “zbudował dom z cegieł którymi w niego rzucano”. Moja skrzynka mailowa jest pełna zwierzeń, historii kobiet i mężczyzn także. Ktoś nawet napisał, że uratowałam mu życie.

Jest “misja”, prawda?


5) W tryptyku Uśpione niebo, Przystań i Pogoda na życie występuje wiele ciekawych postaci. Ile z nich wzorowanych jest na realnych osobach z Twojego otoczenia?

 Prawie wszystkie. Poświęciłam temu jedno z wtorkowych spotkań, trwało ponad godzinę, bo postaci jest naprawdę sporo. Każda ma swój pierwowzór. Ostatnio moja koleżanka Grażyna napisała mi, że kocha mnie za to jak ją widzę, bo odnalazła się w uroczej, energicznej i bardzo charakternej kuzynce głównej bohaterki. 

No i cóż tu dużo mówić Asia i Heniu - dobrzy przyjaciele Anny i cioteczki Marii, tylko w książce mieszkają nad Bugiem. Spokój i opanowanie Henia, oraz serdeczność Asi to wypisz wymaluj Wy ;)

O wszystkim można usłyszeć na moim kanale YT, gdzie znajdują się nagrane wtorkowe spotkania. 


6) W ostatniej powieści i na FB znajdujemy zapowiedzi nowych projektów autorskich. Zdradzisz więcej szczegółów czytelnikom tego bloga?

 Zatęskniłam za czasami, w których pisało się listy i zaczęłam pisać krótkie listy do kobiet. Zamieszczam je na moim autorskim profilu FB.

Listy zostały bardzo ciepło przyjęte, bo jak się okazuje, nie tylko ja zatęskniłam. I tak zrodził się pomysł wydania książki “365 Listów do Kobiety”. Chciałabym bardzo, żeby w formie kalendarza, znalazły się za rok pod wieloma choinkami. 

Chciałabym też wrócić do spotkań z dziećmi, ponieważ ostatnio dostaję bardzo dużo zaproszeń do szkół i przedszkoli. Nie mam już książek, bo rozeszły się wszystkie i to po wielu dodrukach. Myślę o wznowieniu “Lekcji przyjaźni”, wzbogaconych o drugą niewydaną część. Spotkania z dziećmi są naprawdę wspaniałe i budujące.


7)            Jako czytelniczka jestem ciekawa tajemnic warsztatu pisarskiego - jak powstają pomysły, jak robisz notatki, czy kolejne elementy fabuły rodzą się w bólach czy wszystko przychodzi łatwo?

Nigdy nie lubiłam planowania i tak mi zostało. Zaczynając książkę nie mam pojęcia, kto się w niej pojawi, oraz jak potoczą się losy jej bohaterów. Cała akcja jest dla mnie taką samą niewiadomą, jak dla czytelnika sięgającego po moją książkę. A potem okazuje się, że pokochałam bohaterów tak bardzo, jakby byli moją rodziną.

Zresztą nie tylko ja, bo też słyszałam od czytelniczek takie słowa, że nie mogą doczekać się chwili, by móc znowu znaleźć się wśród tych ludzi. Moi bohaterowie są takimi osobami, jakimi chcę się otaczać, z jakim chce się przebywać. 

Nie ma tu mowy o żadnym bólu, kiedy już siadam z piórem czy długopisem, historia się rozwija sama. 



8)            Inaczej wyglądają spotkania z czytelnikami bardzo młodymi, inaczej z dorosłymi. Które sprawiają więcej satysfakcji Tobie, jako pisarce? 

 Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Każde ze spotkań jest inne. Na pewno daje  satysfakcję fakt, że po latach dzieci wspominają spotkania ze mną, a mało tego - same zaczynają po nich pisać. Ostatnio dowiedziałam się, że wspaniale dogaduję się z młodzieżą, co było dla mnie samej dużym zaskoczeniem. Spotkania w szkole ponadpodstawowej kończyły się owacjami na stojąco, a ja miałam łzy w oczach ze wzruszenia. 

Dorośli natomiast dają mi dużo wspierających słów i dzielą się swoimi historiami, które znowu gdzieś i kiedyś pewnie wykorzystam. 


9)        Czy trema przed spotkaniami na różnych forach jeszcze się odzywa, czy może jesteś już weteranką w tym zakresie?

Po moim pamiętnym występie na żywo  w "Pytaniu na śniadanie", tremy już nie odczuwam. 

Czasem, kiedy zaczynam Wtorek u Autorki, chwilę trwa zanim zobaczę, że ktoś jest obecny, bo mówienie do samej siebie jest trochę dziwne. Ale gdy już odezwą się pierwsze osoby, czuję się jak ryba w wodzie.


10)          Jakie jest Twoje największe marzenie związane z pisaniem?

Do wczoraj wydawało mi się, że marzyłam o prawdziwym wydawcy i o tym, żebym nie musiała z okazji wydania każdej książki martwić się o finanse, oraz organizować zrzutek. 

Wczoraj jednak usłyszałam coś, co zmieniło radykalnie moje marzenie. Otóż dowiedziałam się z pierwszej ręki, że wysyłany wielokrotnie tekst w poszukiwaniu wydawcy, prędzej czy później ląduje u kogoś z “nazwiskiem” by ten wykorzystał motyw z gwarancją tego, że książka się będzie sprzedawała. Teraz tak naprawdę żałuję wszystkich maili, którymi powędrowało w nieznane moje “Uśpione niebo”.

Marzeniem moim Asiu kochana jest to, bym mogła opowiadać, bo to uwielbiam najbardziej i wiem, że mi to wychodzi. Spotykać się z ludźmi , opowiadać i dzielić się sobą, a przy okazji takich spotkań rozprowadzać moje książki, które każdy z obecnych chciałby zabrać do swojego domu.

Książki leżące na półkach w księgarniach, mnie nie satysfakcjonują jeśli nie pociągają za sobą spotkania z żywym człowiekiem.



A oto dla zainteresowanych przydatne linki:

sobota, 6 listopada 2021

Wywiad z autorką

 

Mam przyjemność zaprezentować Wam nowa książkę Gabrysi Kotas,  znanej wielu czytelnikom z blogów Pogodna Dojrzałość oraz Z głosu serca.

Nowa książka to "Uśpione niebo",  w której to autorka opowiada historię kobiety po jej związku z księdzem. Po 15 latach życia z kochankiem w sutannie bohaterka zostaje porzucona dla kariery, musi wiec zaczynać wszystko od nowa...

Więcej nie zdradzę, bo sama nie lubię, gdy ktoś opowie mi całość w najmniejszym detalu.

Dziś, zamiast recenzji proponuję rozmowę z autorką książki. Gabrysię poznałam dzięki blogowaniu, nasza znajomość przeniosła się do realu i dziś cenię sobie bardzo nasze rozmowy pozablogowe, a nade wszystko PRZYJAŹŃ, którą nas z mężem obdarzono i staramy się ją odwzajemnić.
Tym cenniejsza jest dedykacja w autorskim egzemplarzu powieści.

Wywiad z Gabrielą Kotas

1. Przede wszystkim gratulacje z okazji udanej premiery, która to już

publikacja?


Dziękuję bardzo za gratulacje. „Uśpione niebo”, to  już moja ósma książka, jednak jest ona pierwszą moją samodzielną powieścią. 

Do tej pory były tomiki zawierające moje wiersze, książki dla dzieci i książka stworzona z historii życia ośmiu kobiet. ( Bez) ludna wyspa, w której miałam przyjemność gościć także i Ciebie, Asiu. 


2. Wiem, że tym razem ze szczególną tremą czekałaś na gotowe dzieło

od wydawcy, skąd ta trema?


Nie do końca nazwałabym to tremą, to raczej ciekawość. Ciekawość tego, co poczuję kiedy będę trzymała w rękach swoją powieść i ciekawość tego, co poczują czytelnicy, kiedy ją już przeczytają. 

Może trochę było w tym tremy , bo to jednak, mimo wszystko - mój „debiut”


3. Czy trudno było zdobyć sponsorów i jak to się robi?


Od tego trzeba zacząć, że porzuciłam już marzenia o tym, iż kiedyś moją książkę wyda jakieś popularne wydawnictwo, które zrobi to nie żądając zapłaty. 

Po pierwsze, jest to potwornie długi czas oczekiwania ( Gdy dostałam odpowiedź dotyczącą jednej z książek, ja miałam już wydane 3 kolejne) 

Po drugie - nastała moda na wydawanie książek , których „ autorami” są celebryci, bo ich nazwiska głośno krzyczą z księgarskich półek. Zatem zysk gwarantowany. 

Miałam zamiar poradzić sobie - jak zwykle - sama, lecz zbyt bliska odległość czasowa od wydania

 ( Bez) ludnej wyspy, sprawiła, że koszt jej wydania jeszcze  mi się nie zwrócił i stąd ta decyzja.  

W pewnej grupie na FB, w której zebrane są kobiety biznesu, przedstawiłam propozycję zamieszczenia logo firm, które chciałyby się zareklamować na okładce książki - w zamian za finansowe wsparcie. 

Nie było to prywatne pisanie wiadomości, kiedy zawsze można udać , że się jej nie otrzymało, tylko propozycja przedstawiona w grupie kilkunastu tysięcy kobiet biznesu. 

 Przedstawiłam w miarę szczegółowo tematykę książki i niewiele się spodziewając zamknęłam temat. 

Ogromne było moje zdziwienie, kiedy zaczęły pojawiać się propozycje i to bardzo konkretne z dokładnie podanymi ,oferowanymi sumami. 

Decyzje te zapadały po zapoznaniu się z tematyką książki z założeniem, że odniesie sukces , a reklama firmy pójdzie w świat i będzie długo po nim krążyła.

Były też obietnice nie dotrzymane - oczywiście , ale na okładce książki można już dziś zobaczyć, kto obietnicy dotrzymał. 

 

4. Czy jesteś zadowolona ze współpracy z wydawnictwem “Studio Wydawnicze Million”?


Czy jestem zadowolona? Ja jestem zachwycona!

Tak długo szukałam, a  to Wydawnictwo jest w moim mieście. Co tu dużo mówić - ludzi z pasją w oczach i działaniu nie trzeba reklamować. 

Pierwszy raz moja książka została tak szumnie zapowiedziana, wypromowana - jak bym sobie nawet wymarzyć sama nie potrafiła. 

Współpraca przy tworzeniu, korektach i każdym etapie powstawania książki , była przewspaniała i teraz tak myślę, że to Wydawnictwo jest dla mnie nagrodą za wieloletnią moją cierpliwość i konsekwencję w działaniu. Do tej pory to ja byłam dla moich książek praktycznie wszystkim: autorem, redaktorem, sama nauczyłam się promować swoje dzieła i je rozprowadzać. 

Myślę, że to wszystko było potrzebne , bo poznać i docenić,  jaka jest różnica - kiedy nagle dzieło wpada w ręce takich profesjonalistów.  


5. Może nazwa wydawcy wróży co najmniej milion czytelników?


Mam nadzieję, że tak, chociaż  wydawnictwo oferuje „ milion emocji każdego dnia” 

Ale „milion czytelników” - całkiem dobrze brzmi :) 


6. Milion emocji to więcej warte, niż milion egzemplarzy, tak myślę.

 Książka dotyczy trudnego tematu, czy jesteś przygotowana na

nieprzychylne recenzje lub po prostu złośliwości, przecież nawet film

KLER „obrażał” uczucia religijne niektórych osób.


Przyjęłam, Asiu  jedną zasadę, którą zresztą ogłosiłam publicznie  w jednym z moich filmów( na kanale YT) , dotyczących książki „ Uśpione niebo”

Ja nie podejmę dyskusji z nikim, kto książki nie przeczytał i tego mam zamiar się trzymać. 

A jeśli tak będzie, to nieprzychylnych recenzji się Asiu, nie obawiam - ale z każdym chętnie temat przedyskutuję. 

Są natomiast już osoby, które po zobaczeniu okładki , delikatnie mówiąc - skreśliły mnie oraz moją książkę. 

Szkoda, bo widać - nie wierzą ani we mnie, ani w to, że krzyż , który znajduje się na okładce - musi tam być, a dlaczego? No właśnie - odpowiedź w książce. 

Są też oczywiście osoby, które przestrzegają innych przed sięgnięciem po książkę i pewnie takich też będzie jeszcze więcej, ale myślę, że one pierwsze po nią sięgną, nikomu nic nie mówiąc, a potem - mam nadzieję, będzie im po prostu wstyd. 

To, że dotykam tematu „ związek z księdzem” nie oznacza, że chcę obrazić Boga. Wręcz przeciwnie, bohaterka stoi po przeciwnej stronie przepaści , patrzy na krzyż który znalazł się tak daleko za sprawą sługi bożego. 

Jeśli  jednak dla kogoś ksiądz Bogiem jest - bo i tak bywa , to tylko żałować takiego człowieka. 


7. Przestrzeganie przed czytaniem książki może być też niezłą reklamą, wszak bywamy przekorni.

Ja już to wiem, ale na pewno czytelników zainteresuje, jaki procent

fabuły oparłaś na prawdziwych osobach i zdarzeniach?


Trudno tu mówić o procentach.

Moja koleżanka czyta właśnie książkę i tylko co jakiś czas pisze do mnie „ cała Gabrysia, cała ona” :) 

Kto mnie zna, ten mnie tam odnajdzie , moje przeżycia, wspomnienia i emocje. 

Tytułowa historia i cały wątek jest zbiorem prawdziwych historii i emocji. W książce znajduje się jednak dużo zdarzeń fikcyjnych , które to wszystko razem łączą w całość.


8. W książce występują też prawdziwe miejscowości, czy wszystkie

poznałaś naocznie?


Aż mi się oczka zaświeciły Asiu. 

Oczywiście, że tak. Nad Bugiem - jak sama wiesz, bywałam bardzo często i zakochałam się w tamtych stronach. W Dusznikach, jak wiesz też bywałam i bywam do tej pory razem z mężem, którego tam poznałam. 

A Śląsk ? To wszystko, co dzieje się na Śląsku - to tu, gdzie się urodziłam i mieszkam . 



9. Miałam okazję towarzyszyć Twoim bohaterom w czasie powstawania

powieści i zauważam inne zakończenie historii, które sugeruje ciąg

dalszy.

Czy będzie następna część, a może cykl?


Jedna z pierwszych opinii po przeczytaniu książki , jest taka „ czekam na kolejną część” 

A ja oczywiście , już ją piszę , bo przecież historia sama domaga się dokończenia. 

 

10. Gdybyś miała krótko określić przesłanie płynące z opowiedzianej historii, jak by brzmiało?


Nie przestrzegę kobiet, przed źle ulokowaną miłością. Serca rządzą się swoimi prawami i zawsze idą przed rozumem. Temu zapobiec się nie da. Chcę jednak pokazać, że nawet gdy wydaje nam się, że w nas nie ma  już miłości , bo  oddaliśmy ją  drugiemu człowiekowi, który ją  sprzeniewierzył  - jest jeszcze coś. 

Jest miłość i szacunek do samego siebie i tego - jeśli same o to nie zadbamy -  ani nam nikt nie da, ani też nikt nie odbierze. 

A na to nigdy nie jest za późno. 



11. Czy możesz zdradzić czytelnikom, jaki jest pierwszy odzew, bo

sprzedano już sporo egzemplarzy, także w przedsprzedaży.


„ Książka nieprzespanych nocy” - to pierwsze, co mi przychodzi do głowy, bo ten motyw występuje w każdej opinii, która do mnie dociera. 

„ zarwałam noc, bo nie mogłam przerwać czytania” 

„ czemu chcesz, żebym się nie wyspała”

„ czytałam do północy” 

„ noc nieprzespana” i tak dalej…

Bardzo podobało mi się zdanie jednej z czytelniczek „ Szczerze powiem, że po temacie spodziewałam się ciężkiej lektury, ale miło się zaskoczyłam. Mimo poruszonego tematu, czytało się bardzo przyjemnie”

 

Dziękuję za rozmowę i za egzemplarz z dedykacją i już czekam na kontynuację.


sobota, 5 sierpnia 2017

W ogniu pytań...

W TVP Kultura natknęłam się niedawno na program sprzed lat pod nazwą „ 100 pytań do…”
Pewnie przełączyłabym na następny kanał, gdyby nie osoba przepytywanego czyli Daniela Olbrychskiego. Wtedy miał niewiele ponad 40 lat. Pytania zadawali kolejno dziennikarze zgromadzeni w studiu, odpowiedzi aktora bardzo mnie zainteresowały, starałam się zapamiętać i zapisać jak najwięcej, bo pomyślałam, że to dobry materiał na post.

Czy aktorstwa można się wyuczyć czy trzeba jednak mieć talent?
Uważam, że do wszystkiego trzeba mieć talent. Ja, dajmy na to, mógłbym nauczyć się naprawiać samochody, ale bez talentu byłbym miernym mechanikiem…
Występuje pan w wielu polskich i zagranicznych produkcjach, czy wybiera pan role, za które lepiej płacą?
To prawda, występuję we Francji, Rosji, ale nie jest to kwestia tego, ile kto zapłaci, jeśli zainteresuje mnie rola u polskiego reżysera, to zagram u niego.
Gdzie woli pan żyć, w Polsce czy w Paryżu? Gdzie czuje się pan bardziej u siebie?
Teraz więcej mieszkam w Paryżu, czuję się tam dobrze, choć tak duże miasto jest męczące. Zawsze jednak gdy ląduję na Okęciu czuję się u siebie, czuję, że wracam do siebie. W Paryżu pracuję i pomieszkuję.
Co jest najtrudniejsze w zawodzie aktora?
Czekanie. Produkcja filmowa w Polsce jest tak zorganizowana, że czasami czekamy na swoją kolej kilka godzin, bez żadnego zaplecza, choćby w postaci herbaty czy posiłku. Widocznie organizatorom planu wydaje się, że aktor tyle zarabia, iż może czekać , nic nie jeść , nie pić i nie spać.
Czasem wole występować z koniem, bo koniom należy się przerwa, woda i obrok, więc przy okazji i ja coś skorzystam. Za granica jest to nie do pomyślenia…

Czy chciałby pan spróbować swych sił po drugiej stronie kamery?
Na razie jeszcze nie, póki mogę przytulać w scenach piękne aktorki zamiast patrzeć z daleka, to wolę występować…
Powtarzana jest legenda, że Cybulski ukazał się panu po śmierci, czy to prawda?
Opowiadałem to już wiele razy, więc powtórzę w skrócie – pracowałem z nim raz, obserwowałem wiele razy, podziwiałem łączył nas styl grania. Jakoś spektakularnie jako duch nie pojawił się, ale czułem jakąś szczególną energię, cokolwiek to było, wiedziałem, że to ON.
Jak anegdota wiąże się z powstaniem filmu Wajdy BEZ ZNIECZULENIA?
Byłem kiedyś w związku nieformalnym z Marylą Rodowicz. Rozstaliśmy się, a właściwie to ona mnie zostawiła. Mówię, kiedyś do Wajdy, ze musiałem odciąć sobie to i owo bez znieczulenia. On mi na to: czekaj, czekaj, to będzie dobry tytuł dla nowego filmu według scenariusza Agnieszki Holland. Ot i cała anegdota.
Porównywano pana z amerykańskimi idolami, z Cybulskim, a jak pan na to reagował?
Nie da się powtórzyć , naśladować innej osoby, można próbować, ale inne są realia, osobowość aktora, każdy ma odmienne wyobrażenia. Nie wszyscy mnie widzieli w rolach z Trylogii, trwały spory czy powinienem zagrać Kmicica, ale jeden z zagranicznych aktorów powiedział: jeżeli w Polsce kłócą się o nie zagrane jeszcze przez ciebie role, to znaczy jesteś kimś.

(portret aktora : Flickr by P.Drabik)