Wędrując po szlakach walczymy z własnymi słabościami, podziwiamy piękno przyrody i obserwujemy innych turystów.
Czasami rozpoznaję później twarze ludzi spotykanych na szlakach, mijamy się przecież w różnych miejscach.
Mój mąż się temu dziwi, bo on z kolei nie przywiązuje wagi do takich obserwacji.
No cóż, ja tak mam, że twarze i zachowania zapadają mi w pamięć.
Takie obserwacje to skarbnica charakterów, każdy z nas jest inny, inaczej podchodzi do życia i do spotykanych osób.
Takie obserwacje to także szkoła życia, wszak żyjemy wśród ludzi i z ludźmi.
Babcia Janka
Idziemy na Babia Górę (1725 m), w nogach już sporo kilometrów, bo wybraliśmy dłuższy szlak, ale warto było, bo ludzi brak.
Wspinamy się na Sokolicę, by z niej dotrzeć na szczyt poprzez Kępę i Gówniak.
Od Sokolicy idzie z nami troje turystów, babcia, Janek lat ok.5 i dziadek Janusz.
Wyobraźcie sobie babcię Janka - taka energiczna i głośna Alina Janowska z filmu "Podróż za jeden uśmiech".
Całą drogę słucham monologu:
- Janek, nie tak szybko, babcia osłabła
- Janek, przybij piątkę
- Janek, napij się, ciepło jest
- dziadek, przybij z Jankiem piątkę, dzielny jest
- Janusz, szybciej, on nam ucieka
- Janek, zaczekaj będzie zdjęcie
- dziadek stań koło Janka
- Janusz, teraz ty zrób nam fotkę, Janek, szybciej, póki wolne miejsce
- Janek, Janusz, pośpieszcie się, inni też chcą zrobić zdjęcie
- Janek, zjedz coś!
I tak cały czas tubalnym głosem.
Zaczekaliśmy z mężem na Gówniaku, by puścić trójkę przodem, bo sama czułam się powoli jak na kolonii.
Gdy dotarliśmy na szczyt, spotkaliśmy dziadka Janusza, samego, zmieniającego koszulkę za skałką, po babci i Janku ani śladu...
Dostojna para
Nie pierwszy rok chodzę po górach, czasami kondycja lepsza, czasami gorsza.
Pogoda na samopoczucie też ma wpływ, tak już mam.
Nie mam 30 lat, jak to mnie niektórzy pocieszają, gdy narzekam na kondycję, ale spotykam na szlakach osoby sporo starsze ode mnie.
Starsze, ale mocniejsze lub tak zaprawione, że nawet zmęczenia po nich nie widać.
Bo co powiecie na taki przykład:
- wdrapujemy się na Babią, jęzor wisi do pasa, człek spocony jak szczur, a tu stoi sobie para - oboje na pewno ok.80 lat, oboje w kapeluszach, ona drobna i elegancka, on wysoki i równie elegancki
- co jest, myślę, helikopterem tu dotarli?
- wyglądają, jakby dopiero spod prysznica wyszli, jemu brakowało tylko białego szalika i laseczki, jej torebki na łańcuszku i pieska na ramieniu, takiego białego pudelka
- przecież musieli się wdrapać na tę samą wysokość co my, a ja przy nich jak słoń na plaży, uszy do wachlowania przydałyby się
- nie wiem jak to zrobili i dlaczego spoceni nie byli, no nie wiem i już!
Rodzina w pensjonacie
Może narażę się czytelnikom, którzy wyjeżdżają z dziećmi, ale naprawdę po wielu latach urlopowania w pensjonatach różnych (unikam hoteli i wielkich noclegowni) nie dziwię się miejscom, które oferują noclegi, zapewniając strefy bez małych dzieci.
Sama chyba zacznę takich szukać.
Dlaczego?
Bo jadę w góry by chodzić po szlakach, a więc muszę się wyspać, co często jest niemożliwe, gdy rodzice w pensjonacie odstresowują się, a dzieci robią co chcą i kiedy chcą.
Biegają po schodach, trzaskają drzwiami lub bawią się w podchody pod naszym oknem.
Czy tak trudno przygotować dzieci na to, że pensjonat to nie dom i innym mieszkańcom potrzebny jest spokój?
Dzieci są różne i dorośli bywają różni, a moim pomysłem byłoby stworzenie pensjonatów dla tych gości, którzy nocami nie sypiają, tylko imprezują.
Oznaczenie takich miejsc pozwoliłoby innym odpoczywać przed wysiłkiem na szlakach...
Może zbyt dużo wymagam?