Ile razy przeglądam wiadomości na portalach internetowych, to albo same tragedie, wypadki, wojny i przekręty, kłótnie polityków i skandale, albo mało ważkie doniesienia ze świata celebrytów. Postanowiłam więc poszperać na lokalnych stronkach, by przekonać się, czy w prawdziwym życiu regionu dzieje się coś pozytywnego, inspirującego, ciekawego...
wtorek, 5 listopada 2024
Pozytywnie
czwartek, 21 września 2023
Przykład idzie z góry...
Mówi się, że wszystkie dzieci są nasze i wszyscy odpowiadamy za ich wychowanie. Nie wszyscy jednak mamy taki sam pogląd na to, w jakim kierunku powinno iść to wychowanie.
Coś jednak jest na rzeczy z brakiem wpajania pewnych norm i wartości najmłodszemu pokoleniu, skoro coraz częściej czytam i słucham o restauracjach, hotelach, samolotach bez dzieci lub rejsach tylko dla rodzin z dziećmi.
Na moim osiedlu pobudowano orliki, place zabaw, nawet siłownie pod chmurką, ale rodzicom najwygodniej pilnować dzieci pod blokiem, pod oknami nawet, więc względny spokój jest tylko w dni deszczowe i w wielkie mrozy. Powie ktoś, że dzieci bywają głośne, a psy muszą szczekać. Być może, ale niektórzy mają też prawo do spokoju.
Opowiem o zdarzeniu, które znam od pewnej seniorki. Sama ma już wnuki, od dawna jest na emeryturze i wspólnie z sąsiadkami, za zgodą administracji pielęgnują swoje przyblokowe ogródki, przedstawiciele administracji osiedla dbają o żywopłoty, ławeczki i kosze na śmieci. By żyło się przyjemniej i bezpieczniej.
Na jednym z trawników pojawiła się tablica ZAKAZ GRY W PIŁKĘ. Uprzedzam uwagi typu: ale gdzie dzieci mają grać - jest na osiedlu boisko i liczne łąki na jego obrzeżach, gdzie regularnie traktory koszą trawę, a właściciele czworonogów biegają z psami.
Mali piłkarze musieli poskarżyć się pewnemu tatusiowi, że starsza pani poprosiła dzieci , by poszły grać na łąkę lub boisko, bo to i szyb w oknach szkoda i kwiatów w ogródkach także.
Nie trzeba było długo czekać, by pod blokiem zjawił się pan o posturze dyskotekowego bramkarza, wyrwał tablicę z zakazem, połamał i podeptał na oczach dzieci, po czym krzyknął w stronę balkonów: grajcie sobie, ja tu przypilnuję, by was nikt nie wygonił!
Ciekawi mnie, jakie macie w związku z tym skojarzenia, bo mi nasunęło się kilka, a na pewno cytat:
Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie...
środa, 15 kwietnia 2015
Historia pewnego plecaka
Treningi dziewczynce nie wystarczają i czasami umawia się z kolegami poza lekcjami, żeby pograć. Pewnego dnia przychodzę do pracy i spotykam Malwinę z panią pedagog, które szukają szkolnego plecaka dziewczynki. Przyszła tego dnia wcześniej, bo umówiła się na boisku szkolnym na krótki mecz w nogę.
Po meczu okazało się, że zginął plecak, pozostawiony na boisku pod płotem. W poszukiwania zaangażowałam się też ja, zasugerowałam poszukiwania w ogrodzie szkolnym, na placu zabaw, zaglądałam z okien biblioteki (3 piętro) na okoliczne dachy garaży, bo głupich pomysłów młodzieży nie brakuje. Szukał także pan woźny i koledzy. Przeszukano cała szkołę i okolicę, wszystkie kosze na śmieci i toalety, rozmawiano z uczniami:kto zrobił głupi kawał i schował plecak. Wykonano telefon do mamy uczennicy. Mama spokojna, poleciła córce wrócić na lekcje i pisać na kartce. Dziewczynka na szczęście cenne rzeczy miała przy sobie, w tym telefon i worek na WF. Mało brakowało, a zadzwoilibyśmy na policję, bo przecież nastąpiła kradzież. Mama Malwiny wyraziła wątpliwość czy córka zabrała ten plecak z domu, ale koleżanki z klasy biły się w piersi, że plecak widziały na boisku i na pewno ktoś go ukradł. Dziewczynka dostała jeszcze reprymendę, że gra w piłkę bez opieki i zostawia rzeczy byle gdzie.
Finał historii oczywiście nastąpił. Mama Malwiny powiadomiła męża , który pofatygował się do mieszkania i znalazł plecak w przedpokoju.
Dziewczynka tak zafiksowała się na ulubionej grze w piłkę, że chwyciła worek z trampkami i ruszyła do szkoły, przypominając sobie o plecaku z książkami dopiero po dzwonku na lekcję.Dobrze, że mieszkanie zamknęła na klucz.
sobota, 21 lutego 2015
Puste podwórka
A dziś? Mam wrażenie, że dzieciarnia siedzi przed komputerami lub telewizorami z paczkami czipsów w dłoniach, a piłki smętnie zalegają w pawlaczach. Podzieliłam się kiedyś tą refleksja z koleżanką, a ona mi na to: masz rację, gdzieś te małolaty poznikały, puste boiska, puste podwórka. Nawet, gdy spadnie śnieg nie widać tylu saneczkarzy, co kiedyś.
Wybraliśmy się dziś na spacer do parku. spacerowicze owszem byli, ale głównie kuracjusze i małe dzieci pod opieką dorosłych, a starsze dzieciaki, a nastolatki? Traf chciał, ze w drodze powrotnej wstąpiliśmy do galerii handlowej, żeby prozaicznie skorzystać z toalety, a w jadłodajniach i sklepach tłumy. Sobotnie popołudnie w galerii: wszystkie stoliki w MacDonaldzie zajęte, w cukierniach pełno, nawą główna przechadzają się nastolatki trójkami, czwórkami, z komórkami w dłoniach. A na zewnątrz piękne słońce, ciepławy wietrzyk, ptaków śpiew...
(grafika pixabay, public domain)








