Wstąpiłam do sklepu rybnego , bo mają dobre surówki.
Swoją drogą - ciekawe, że w piątki wszyscy jedzą ryby, jakby w poniedziałek nie można było ryby przyrządzić na obiad.
Przede mną jakiś starszy pan szuka drobnych przy kasie i wymienia ze sprzedawczynią sprośne uwagi - taki erotoman gawędziarz.
Taki dialog na koniec przekomarzań:
- Grosik czy nie, nie chcę mieć zobowiązań...
- To ja jeszcze panu oddam.
- Mnie chce się pani oddawać?
- No panu, bo przecież nie pani?
- Nigdy nie wiadomo, nikt na czole nie ma napisane, co woli...- wtrąciłam do rozmowy
- Ma pani rację, dzisiaj to różne rzeczy bywają, przecież w szkołach uczą seksu!
- Nie tylko w szkołach, nawet już w przedszkolach! To potem dzieci nie wiedzą, kim chcą być!
- Co też państwo za bzdury opowiadacie, skąd ta wiedza?
- No przecież mówili w wiadomościach, małe dzieci uczą seksu, niedługo do żłobków wejdą.
- Niech pan takich rzeczy nie opowiada, pracuję w szkole, opowiada pan bzdury.
Starszy pan wyszedł szybko, widocznie nie miał argumentów lub ochoty na dyskusje. Ekspedientka zaś kontynuowała:
- Ale wie pani, niektórzy wychowawcy poruszają TE tematy..
- Czyli jakie?
- No to się wychowanie w rodzinie nazywa czy jakoś tak...
- Czy wyobraża pani sobie, że wychowawca czy ktokolwiek inny demonstruje dzieciom jak mają się masturbować lub uprawiać seks z partnerem? zwłaszcza w żłobku? czy zna pani taki przykład?
- No co też pani!
- To skąd twierdzenie, że w szkołach uczą seksu? gdyby uczyli, to może dzieci umiałyby się przed pedofilem obronić i nastolatki nie zachodziłyby w ciążę, uświadamianie to nie seksualizacja, o czym mylnie informują niektórzy w mediach.
- No pani rację, przecież dziewczyna pewne rzeczy musi wiedzieć... to co podać?
- 30 dag surówki z kukurydzą poproszę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seks. Pokaż wszystkie posty
sobota, 16 listopada 2019
niedziela, 22 kwietnia 2018
Skąd się biorą dzieci?
Ciekawe, ile razy słyszeliście takie pytanie?
Nawet gdyby nie było postawione wprost, prędzej czy później trzeba zmierzyć się z odpowiedzią...
Niektórzy preferują odpowiedź szczere do bólu, bez upiększeń i metafor, inni uciekają się do opowieści o kwiatkach i motylkach, jeszcze inni zdają się na literaturę fachową lub filmy edukacyjne.
A dzieci interesują się tą tematyką w coraz młodszym wieku.
Najgorzej chyba, gdy zostawiamy je same sobie i narażamy na wulgarne historyjki opowiadane przez starszych kolegów.
Nie oszukujmy się, szkolne wychowanie do życia w rodzinie to nieporozumienie. W dodatku treści zakamuflowane w ten czy inny sposób (niektórych prowadzących zajęcia krępuje ten temat) zderzają się z treściami czysto fizjologicznymi na lekcjach biologii w starszych klasach.
A ilu rodziców ma odwagę i wiedzę by swoim dzieciom przekazać w odpowiedni sposób treści z zakresu wychowania seksualnego?
Pamiętam z opowieści babci,która urodziła się na wsi w 1905 roku, że w czasach jej młodości nawet mężatki często nie były świadome prokreacji, ba - nawet nie każdą mąż widział nago...
Dziś próg inicjacji seksualnej obniża się ciągle, ale świadomość młodzieży w tej dziedzinie nie idzie w parze z wczesnym rozpoczynaniem współżycia seksualnego. Obserwuję spore zainteresowanie już małych dzieci tą tematyką, wszak w bibliotece stoją na półce takie książki, nie są zamknięte ani zakazane. Starsza młodzież sięga po nie w czytelni nieśmiało, ale do domu wypożyczyć nie chce, w obawie przed reakcją rodziców.
Młodsze dzieci obserwują starszych kolegów i ciekawość prowadzi je do tych samych półek.
- Proszę pani, a oni oglądają te książki ze świństwami!
- To znaczy jakie?
- No takie z dzieckiem w brzuchu...
- Dziecko w brzuchu mamy to świństwo? A wy skąd się wzięłyście na świecie?
Dziewczynki tajemniczo się uśmiechają i uciekają. Gdy wracają pokazuję im książeczki przeznaczone dla ich wieku, tłumaczące w prosty sposób skąd się wzięły na świecie.
Innym razem słyszę w czytelni rozmowę dziewczynek, które oglądają album ze zdjęciami kotów:
- Moja kotka urodziła dwa czarne kociaki
- Ale wy nie macie kocura!
- A po co kocur? Ona urodziła bez kocura.
- Moja mam mówi, że musi być kocur, żeby były małe kotki!
- Ale ona chodzi tylko polować na myszy!
- A skąd wiesz czy nie spotyka się z kocurem?
- Na pewno nie, bo zawsze przynosi jakąś mysz.
Nie jest łatwo z własnym dzieckiem rozmawiać o seksie, czy dzieci własne, czy wnuki trzeba nie lada dyplomacji, wiek rozmówcy też ma znaczenie. Oby nie zdarzyło się tak, jak w tym dowcipie, gdy ojciec zwraca się do syna:
- Chodź synku, porozmawiamy o seksie..
- No dobra tato, to co chciałbyś wiedzieć?
Nawet gdyby nie było postawione wprost, prędzej czy później trzeba zmierzyć się z odpowiedzią...
Niektórzy preferują odpowiedź szczere do bólu, bez upiększeń i metafor, inni uciekają się do opowieści o kwiatkach i motylkach, jeszcze inni zdają się na literaturę fachową lub filmy edukacyjne.
A dzieci interesują się tą tematyką w coraz młodszym wieku.
Najgorzej chyba, gdy zostawiamy je same sobie i narażamy na wulgarne historyjki opowiadane przez starszych kolegów.
Nie oszukujmy się, szkolne wychowanie do życia w rodzinie to nieporozumienie. W dodatku treści zakamuflowane w ten czy inny sposób (niektórych prowadzących zajęcia krępuje ten temat) zderzają się z treściami czysto fizjologicznymi na lekcjach biologii w starszych klasach.
A ilu rodziców ma odwagę i wiedzę by swoim dzieciom przekazać w odpowiedni sposób treści z zakresu wychowania seksualnego?
Pamiętam z opowieści babci,która urodziła się na wsi w 1905 roku, że w czasach jej młodości nawet mężatki często nie były świadome prokreacji, ba - nawet nie każdą mąż widział nago...
Dziś próg inicjacji seksualnej obniża się ciągle, ale świadomość młodzieży w tej dziedzinie nie idzie w parze z wczesnym rozpoczynaniem współżycia seksualnego. Obserwuję spore zainteresowanie już małych dzieci tą tematyką, wszak w bibliotece stoją na półce takie książki, nie są zamknięte ani zakazane. Starsza młodzież sięga po nie w czytelni nieśmiało, ale do domu wypożyczyć nie chce, w obawie przed reakcją rodziców.
Młodsze dzieci obserwują starszych kolegów i ciekawość prowadzi je do tych samych półek.
- Proszę pani, a oni oglądają te książki ze świństwami!
- To znaczy jakie?
- No takie z dzieckiem w brzuchu...
- Dziecko w brzuchu mamy to świństwo? A wy skąd się wzięłyście na świecie?
Dziewczynki tajemniczo się uśmiechają i uciekają. Gdy wracają pokazuję im książeczki przeznaczone dla ich wieku, tłumaczące w prosty sposób skąd się wzięły na świecie.
Innym razem słyszę w czytelni rozmowę dziewczynek, które oglądają album ze zdjęciami kotów:
- Moja kotka urodziła dwa czarne kociaki
- Ale wy nie macie kocura!
- A po co kocur? Ona urodziła bez kocura.
- Moja mam mówi, że musi być kocur, żeby były małe kotki!
- Ale ona chodzi tylko polować na myszy!
- A skąd wiesz czy nie spotyka się z kocurem?
- Na pewno nie, bo zawsze przynosi jakąś mysz.
Nie jest łatwo z własnym dzieckiem rozmawiać o seksie, czy dzieci własne, czy wnuki trzeba nie lada dyplomacji, wiek rozmówcy też ma znaczenie. Oby nie zdarzyło się tak, jak w tym dowcipie, gdy ojciec zwraca się do syna:
- Chodź synku, porozmawiamy o seksie..
- No dobra tato, to co chciałbyś wiedzieć?
Subskrybuj:
Posty (Atom)



