Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seks. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 listopada 2019

Nawet w rybnym...

Wstąpiłam do sklepu rybnego , bo mają dobre surówki.

Swoją drogą - ciekawe, że w piątki wszyscy jedzą ryby, jakby w poniedziałek nie można było ryby przyrządzić na obiad.

Przede mną jakiś starszy pan szuka drobnych przy kasie i wymienia ze sprzedawczynią sprośne uwagi - taki erotoman gawędziarz.

Taki dialog na koniec przekomarzań:
- Grosik czy nie, nie chcę mieć zobowiązań...
- To ja jeszcze panu oddam.
- Mnie chce się pani oddawać?
- No panu, bo przecież nie pani?
- Nigdy nie wiadomo, nikt na czole nie ma napisane, co woli...- wtrąciłam do rozmowy
- Ma pani rację, dzisiaj to różne rzeczy bywają, przecież w szkołach uczą seksu!
- Nie tylko w szkołach, nawet już w przedszkolach! To potem dzieci nie wiedzą, kim chcą być!
- Co też państwo za bzdury opowiadacie, skąd ta wiedza?
- No przecież mówili w wiadomościach, małe dzieci uczą seksu, niedługo do żłobków wejdą.
- Niech pan takich rzeczy nie opowiada, pracuję w szkole, opowiada pan bzdury.

Starszy
pan wyszedł szybko, widocznie nie miał argumentów lub ochoty na dyskusje. Ekspedientka zaś kontynuowała:
- Ale wie pani, niektórzy wychowawcy poruszają TE tematy..
- Czyli jakie?
- No to się wychowanie w rodzinie nazywa czy jakoś tak...
- Czy wyobraża pani sobie, że wychowawca czy ktokolwiek inny demonstruje dzieciom jak mają się masturbować lub uprawiać seks z partnerem? zwłaszcza w żłobku? czy zna pani taki przykład?
- No co też pani!
- To skąd twierdzenie, że w szkołach uczą seksu? gdyby uczyli, to może dzieci umiałyby się przed pedofilem obronić i nastolatki nie zachodziłyby w ciążę, uświadamianie to nie seksualizacja, o czym mylnie informują niektórzy w mediach.
- No pani rację, przecież dziewczyna pewne rzeczy musi wiedzieć... to co podać?
- 30 dag surówki z kukurydzą poproszę.

niedziela, 22 kwietnia 2018

Skąd się biorą dzieci?

Ciekawe, ile razy słyszeliście takie pytanie?
Nawet gdyby nie było postawione wprost, prędzej czy później trzeba zmierzyć się z odpowiedzią...
Niektórzy preferują odpowiedź szczere do bólu, bez upiększeń i metafor, inni uciekają się do opowieści o kwiatkach i motylkach, jeszcze inni zdają się na literaturę fachową lub filmy edukacyjne.
A dzieci interesują się tą tematyką w coraz młodszym wieku.
Najgorzej chyba, gdy zostawiamy je same sobie i narażamy na wulgarne historyjki opowiadane przez starszych kolegów.

Nie oszukujmy się, szkolne wychowanie do życia w rodzinie to nieporozumienie. W dodatku treści zakamuflowane w ten czy inny sposób (niektórych prowadzących zajęcia krępuje ten temat) zderzają się z treściami czysto fizjologicznymi na lekcjach biologii w starszych klasach.

A ilu rodziców ma odwagę i wiedzę by swoim dzieciom przekazać w odpowiedni sposób treści z zakresu wychowania seksualnego?

Pamiętam z opowieści babci,która urodziła się na wsi w 1905 roku, że w czasach jej młodości nawet mężatki często nie były świadome prokreacji, ba - nawet nie każdą mąż widział nago...

Dziś próg inicjacji seksualnej obniża się ciągle, ale świadomość młodzieży w tej dziedzinie nie idzie w parze z wczesnym rozpoczynaniem współżycia seksualnego. Obserwuję spore zainteresowanie już małych dzieci tą tematyką, wszak w bibliotece stoją na półce takie książki, nie są zamknięte ani zakazane. Starsza młodzież sięga po nie w czytelni nieśmiało, ale do domu wypożyczyć nie chce, w obawie przed reakcją rodziców.

Młodsze dzieci obserwują starszych kolegów i ciekawość prowadzi je do tych samych półek.
- Proszę pani, a oni oglądają te książki ze świństwami!
- To znaczy jakie?
- No takie z dzieckiem w brzuchu...
- Dziecko w brzuchu mamy to świństwo? A wy skąd się wzięłyście na świecie?
Dziewczynki tajemniczo się uśmiechają i uciekają. Gdy wracają pokazuję im książeczki przeznaczone dla ich wieku, tłumaczące w prosty sposób skąd się wzięły na świecie.

Innym razem słyszę w czytelni rozmowę dziewczynek, które oglądają album ze zdjęciami kotów:
- Moja kotka urodziła dwa czarne kociaki
- Ale wy nie macie kocura!
- A po co kocur? Ona urodziła bez kocura.
- Moja mam mówi, że musi być kocur, żeby były małe kotki!
- Ale ona chodzi tylko polować na myszy!
- A skąd wiesz czy nie spotyka się z kocurem?
- Na pewno nie, bo zawsze przynosi jakąś mysz.


Nie jest łatwo z własnym dzieckiem rozmawiać o seksie, czy dzieci własne, czy wnuki trzeba nie lada dyplomacji, wiek rozmówcy też ma znaczenie. Oby nie zdarzyło się tak, jak w tym dowcipie, gdy ojciec zwraca się do syna:
- Chodź synku, porozmawiamy o seksie..
- No dobra tato, to co chciałbyś wiedzieć?