Słucham czasami w pracy radia i wczoraj natknęłam się na informację, że ankieterzy GUS skarżą się na trudności w docieraniu do respondentów.
Wiele ankiet obecnie przeprowadzanych jest online, ale bywają takie, z którymi ankieterzy muszą dotrzeć osobiście.
Okazuje się, że nie wszędzie są mile widziani, niektórzy lokatorzy nawet poszczują ankietera psami.
Nie jest łatwo także tam, gdzie osiedla są ogrodzone, monitorowane albo apartamentowce są pod ścisłą ochroną i do środka dostać się nie jest prosto.
Bywa także, że gdy już ankieter dostanie się do domu z wieloma mieszkaniami, to nie każdy lokator drzwi otworzy, albo rozmawiać nie chce. Sami pracownicy GUS nawet nie bardzo się dziwią takiej sytuacji, bo czasy niebezpieczne, ludzie nieufni i nie każdy chce ujawniać swój stan rodzinny czy majątkowy, a o ankiety na temat przekroju społecznego głównie chodziło.
W audycji nie zdradzono jednak, jak GUS zamierza sobie z tym problemem poradzić.
Przyznam się, że także niechętnie nastawiona jestem do wszelkich domokrążców, zgodnie z zasadą, że dom jest moją oazą i chętnie goszczę tych, których zapraszam. Jeśli chcę kupić dywan, idę do sklepu, a o dogmatach wiary lub o rychłym końcu świata nie zamierzam dyskutować na schodach...
Kiedyś śmiałam się z własnej ostrożności, bo dzwonił ktoś do drzwi, byłam sama, a za drzwiami facet z kartką i długopisem.
Nie otworzyłam, bo faceta nie znałam, ale poczekałam czy otworzy sąsiadka.
Otworzyła, podpisała papier, okazało się, że pracownik spółdzielni mieszkaniowej roznosił rachunki.
Czy Wy także bywacie tak nieufni?

