Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chleb. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chleb. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 maja 2017

Dzień na wsi

Jak w środku tygodnia pobyć na świeżym powietrzu w głębi lasu, bez brania urlopu? Trzeba pojechać jako opiekun dzieci na wycieczkę. Wiem, zaraz powie ktoś, że to też praca i odpowiedzialność, ale gdy dzieci grzeczne, a doświadczenie duże, to i dla siebie można znaleźć chwilę na łonie natury...
Zdarzyło się więc, że pojechaliśmy do ośrodka wypoczynkowego, którego gospodarze organizują świetne zajęcia dla dzieci "Od ziarenka do bochenka".
Nasz prelegent gadał cały czas wierszem, słowo! Dzieciaki zaklinały ciasto drożdżowe by dobrze rosło, lepiliśmy chałki drożdżowe lub bułki, które po upieczeniu zjedliśmy ze smakiem w towarzystwie twarożku z rzodkiewką i masła, wyrobionego pracowicie przez maluchy z wiejskiej śmietany.

Oczywiście, jak to na wsi mieliśmy też okazję poobserwować zwierzęta, bo był tam mini zwierzyniec, a w nim 3 kozy, kucyk, świnie z warchlakami, 2 koty, królik w klatce i papużki faliste. Jedynie krowa była sztuczna, ale naturalnej wielkości i dawała się doić. Zapoznaliśmy się także z wcale nie łatwą budową i obsługą cepa.

Dzień był ciepły, ale nie zaszkodziło posiedzieć przy ognisku i upiec kiełbaski. Dla spalenia kalorii dzieciaki mogły popróbować swych sił w chodzeniu na szczudłach, grze w piłkę, strzelaniu z łuku i w czasie szaleństw na placu zabaw.

Ale największą radochę miały dzieciaki, gdy nasz gospodarz postanowił jedną z pań ochrzcić mąką, by tradycji stało sie zadość i aby pani zbyt czysta nie była. Chyba domyślacie się na kogo padło i tylko szczęście miałam, że pan ludzki był i nie cały kilogram mąki na mnie wysypał, a jedynie symbolicznie poprószył...za to chałka udała mi się znakomicie :-)
Ale nie żałujcie mnie, bo dobrze sie bawiłam :-)

czwartek, 9 lutego 2017

Ale się upiekło :-)

Nic tak nie poprawia humoru, jak dobry pachnący chleb lub smaczne domowe ciasto. Mamy wszak karnawał i choć obchodzi się go mniej hucznie, niż dawniej, to zawsze miło w weekend chociażby upiec coś pysznego. Nie jest to blog kulinarny, a kucharka ze mnie marna, ale coś tam czasami popełniam, a że w dzisiejszych czasach o dobry chleb trudno, więc w wolnej chwili lub w przypływie weny idę do kuchni.
Taka na przykład pizza w wersji skromnej, z tego, co akurat było w domu. Ciasto to po prostu mąka, drożdże, woda, sól i oliwa. Z oliwą ciasto jest bardziej elastyczne. W jakimś programie widziałam prostą wersję pizzy dla tych, którzy nie mogą jeść mąki. Zamiast ciasta był placek z ziemniaków startych na grubej tarce, wymieszanych z ziołami i jajkiem, rozłożonych na blasze, jak ciasto do pizzy.
Podobno dziś obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Pizzy.
Nie będę jednak rywalizować z moim mężem w pieczeniu placka drożdżowego, który niektórzy czytelnicy bloga już znają, a wśród znajomych i rodziny stał sie wręcz legendarny. Ja drożdżówki nie piekę...
Natomiast zainspirowana blogiem Jagi upiekłam kilka razy chleb. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym przepisu nie zmodyfikowała. Dodałam też mąki razowej, więc moje chleby nie są takie ładne, jak chlebki Jagi, ale zapewniam, że były smaczne:
Do pierwszego dodałam żurawinę i więcej było mąki pszennej, do drugiego dodałam różne zioła i więcej było mąki razowej. Taki chlebek to zdrowy wypiek, dający wiele satysfakcji i smakuje wybornie bez masła nawet. Naprawdę nie jest pracochłonny, to tylko kwestia motywacji.

Do napisania tego postu natchnęła mnie nieoceniona Grażynka z Dukli, o której już kiedyś pisałam, a której poleciłam blog Jagi i w rezultacie przysłała mi zdjęcie swoich wypieków, które pozwoliła zamieścić na blogu.
Jak Wam się podoba ? Prawda, że apetycznie?

Mówią, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, ale to tylko częściowa prawda, bo mój syn ma niezrozumiałe dla mnie zamiłowanie do gotowania, wręcz eksperymentowania w kuchni, czyli nie po mnie, natomiast ostatnio nabrał ochoty na słodkie wypieki, więc to już bardziej po mężu.

A tak się upiekło młodzieży ze szkoły gastronomicznej w moim mieście. Cała piernikowa wioska, którą podziwiać można w pijalni wód mineralnych. Na zdjęciach tego tak bardzo nie widać, ale podziwiam za cierpliwość w składaniu elementów chat, kościołka, choinek itd.

Czy zachęciłam Was do upieczenia chleba? jeśli nie - zajrzyjcie na blog ZAPIECEK JAGI :-)

wtorek, 28 kwietnia 2015

Chleb nasz powszedni

Uwielbiam chleb, ale nie każdy. Mogłabym zrezygnować w diecie z wielu rzeczy, ale nie z chleba. Nie ma nic lepszego, jak dobry pachnący chlebek z masłem i serkiem lub dżemem. Nie rozumiem diet wykluczających pieczywo z jadłospisu, co może być złego w chlebie?
Oczywiście chleb musi być odpowiedni (tak jak makaron), bez polepszaczy smaku, zapachu i nie wiem czego jeszcze. Dobry chleb poznaję po kolorze, ciężarze, dodatkach (zawsze czytam skład na metce, a jeśli metki nie ma proszę o przekrojenie).
Ciągle poszukuję nowych rodzajów, nowych piekarni, wszędzie gdzie bywam, staram się próbować lokalnych wypieków. Najlepsze są małe piekarnie, przechodzące z pokolenia na pokolenie, ale i w tych większych można znaleźć chleb tradycyjny, bogaty w dobre składniki, ale bardzo drogi.
Dziś w piekarni, którą mijam codziennie i gdzie kupuję chleb "Cztery pory roku" pani poleciła chleb "Chia".
Nazwa egzotyczna, bo nasiona chia to nasiona meksykańskiej szałwii, będącej niegdyś podstawą diety Azteków, jako źródło witalności. Ulotka zapewnia, że w owych nasionach mnóstwo jest kwasów omega-3. Oprócz tego w chlebie sa też nasiona słonecznika, siemię lniane, pestki dyni, otręby, sezam.Jest pyszny, pięknie pachnie.
Chleb nasz powszedni był podstawą diety ludzi od zawsze, dla chleba nasi przodkowie mieli szacunek wielki, bo kto miał chleb i mleko ten głodu nie cierpiał. Moja babcia zanim rozkroiła chleb, robiła na jego spodzie nożem znak krzyża, a wszystkie okruszki pieczołowicie zbierała na dłoń i zjadała. Wszystkie resztki były w naszym domu zagospodarowane. Dlatego nie rozumiem braku szacunku dla chleba, na śmietnik trafiają całe jego bochenki, bułki, ciasta, zwłaszcza po świętach, gdy kupuje się zwykle za dużo. Pracuję w szkole, mijam dwie szkoły w drodze do pracy i widuję mnóstwo wyrzuconych kanapek. Boli mnie, gdy dzieci wrzucają do muszli klozetowych chleb z szynką, jabłka, bułki. A nieraz rodzice oszczędzają na sobie, żeby dzieciom dogodzić.
Oby nam nigdy tego chleba nie zabrakło...