Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obserwacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obserwacje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lipca 2026

Obserwacje i zdarzenia...

 Obserwacje bywają różne, czasem takie, że krew człowieka zalewa, czasem zabawne, że boki zrywać....

Nie zamierzałam pisać o polityce, ale niektóre poczynania prezydenta zza oceanu  w zasadzie trudno polityką nazwać. Takie dwa zdarzenia zwróciły moją uwagę. Jedno już odeszło do przeszłości, drugie bardzo aktualne. Donald zza oceanu zafundował sobie ( i nie tylko) huczne obchody urodzinowe, ma prawo, ale zaproszenie zawodników MMA do Białego Domu, to lekka przesada. Bo czyż ideał nie sięgnął w bruku w momencie, gdy na tle portretów kolejnych prezydentów, w eleganckim fotelu zasiadł zawodnik w gaciach, spocony i szykujący sie do następnej walki?

Drugi zgrzyt wizerunkowy, to zakwestionowanie czerwonej kartki dla zawodnika amerykańskiej drużyny futbolowej na mistrzostwach świata. No przecież nie mogą grać biedni Amerykanie bez najlepszego zawodnika, trzeba interweniować. Zadzwonił Donald gdzie trzeba i czerwona kartka anulowana, świat sportu oburzony, świetny przykład dla młodych sportowców!

W temacie programy rozrywkowe: czy zauważyliście, że w programach o motoryzacji,  remontach, usterkach pojawiły się głupie komentarze narratora oraz liczne powtórki po przerwie reklamowej, jakby emisja owych była przeznaczona dla opóźnionych umysłowo widzów.
Przykłady: 
- Krzysiek, teraz pokaż, jak się parkuje  niemieckie fury!
- Tu odpicują beemkę i merca na tip top!
- Dorotka, to niepodważalna królowa remontów, ale Darek stolarz nie boi sie królowej!
- Prawdziwy ekspert, odróżnia linijkę od ekierki!
- Pan fachowiec, to prawdziwy Don Juan, ale drabiny nie przywiózł!

Jednak musi być polityka, a raczej wypowiedzi polityków, sami oceńcie czy to nie Matrix:
* poseł nie ucieka , a przemieszcza się; 
* poseł nie kłamie, a przedstawia inny punkt widzenia; 
* minister nie rozdawał, a dzielił się; 
* zamówił wadliwy sprzęt? ale w dobrej wierze!
* poseł nie kradnie, a wykorzystuje luki w prawie 
* polityk nie bywa hipokrytą, on zmienia zdanie!

Coś z letniego podwórka - niektóre cukiernie i lodziarnie doliczają do ceny lodów opłatę za wafelki lub kubeczki. A jeśli nie zechcę zapłacić, to co, wydadzą mi lody wprost na dłoń czy mam nosić własne naczynie?
Podobnie jest w restauracjach, gdzie dolicza sie opłaty za naczynia i sztućce lub za serwis kelnerski. Przecież na tym polega wizyta w restauracji, zamawiam danie, kelner przynosi. To co, mam przynieść własne naczynia i odebrać danie bezpośrednio od kucharza? Nie mówiąc o obligatoryjnym naliczaniu napiwku do rachunku, jeśli liczba gości przy jednym stole przekracza 6, przecież im więcej gości, tym lepiej chyba dla lokalu?

Obserwuję, że sprawdził się skup butelek i puszek w butelkomatach. Mnóstwo ludzi przyjeżdża z torbami pełnymi opakowań zwrotnych, na osiedlu nie walają się ani  butelki, ani puszki, z wyjątkiem małpek oczywiście. Zdarza się jeszcze w małych sklepikach, że sprzedadzą nam butelkę niekaucjowaną, ale sklep kaucję doliczy...pewnie stare zapasy.

Wreszcie śmieszne zdarzenie z życia. Sprzedawczyni w sklepie z pieczywem zapytała mnie nieśmiało, czy nie nazywam sie czasami T....a, bo jestem łudząco podobna do jej sąsiadki i pomyślała, że jesteśmy siostrami. Podobno każdy ma swojego sobowtóra. Teraz już wiem, dlaczego czasami nie rozpoznaję ludzi, którzy mi sie kłaniają, pewnie myślą, że to owej sąsiadce mówią dzień dobry ...

Obecnie u mnie w domu oglądamy na okrągło sport, tzn. mąż ogląda, a ja zerkam, bo marny ze mnie kibic, ale niektóre mecze nawet fajnie się ogląda, bo na wysokim poziomie graczy, to już inne widowisko. A najbardziej lubię rzuty karne!

Podziwiam kondycję sportowców, 2-3 godziny maksymalnego wysiłku i to w takim upale!

środa, 20 sierpnia 2025

Na poczcie...

 

Jak ma nie być kolejek na poczcie, jak nie narzekać na listonoszy i usługi pocztowe, skoro przypadkowa wizyta w urzędzie pocztowym podnosi człowiekowi ciśnienie.

Wybrałam się na pocztę, by wysłać list do Norwegii. Kolejka w miarę krótka, trzy osoby, ale urząd maleńki, więc już tłok.
Wszyscy odbierają przesyłki po okazaniu awizo.

 Jedna z pań straciła cierpliwość, bo musiała odebrać przesyłkę dla syna, a specjalnie była w domu cały dzień, widocznie listonosz oszczędza nogi. W dodatku sama urzędniczka miała problem z odczytaniem nazwiska na druku awizo, a musiała klientkę wylegitymować.

Osób z pretensjami było więcej, a pani w okienku zbiera cięgi za nie swoje winy.

Gdy przyszła moja kolej, pani zważyła list, wymieniła kwotę i myślałam, że szybko zapłacę i wyjdę.
Ale znaczki, to także problem. Pani musiała dobrać je do określonej kwoty, zaglądałam jak szpera w segregatorze, a tam znaczki po 6,90; 1 zł; 15 groszy... w każdej przegródce kody paskowe, które trzeba przejechać  czytnikiem. Dobrze, że koperta była duża, bo na małej znaczki nie zmieściłyby się.

W trakcie czekania przyszedł mi do głowy pomysł reformatorski - zamiast tylu znaczków i kodów paskowych, czy nie lepiej pieczątka  z treścią "przesyłkę opłacono", dla klienta paragon i po sprawie.

Kilka osób podchodziło do okienka by zapytać czy na pewno w tym urzędzie mogą odebrać przesyłkę, bo listonosz miał wyjątkowo nieczytelne pismo...

Za mną ustawiła się kolejka aż na schodach zewnętrznych, dobrze że wokół regały z różnymi cudami, można obejrzeć to i owo, czekając ...



piątek, 28 marca 2025

Obserwacje tu i tam...

Podobno obserwowanie otoczenia rozwija uważność i chyba ćwiczy pamięć, bo zaobserwowane trzeba zapamiętać i przenieść na blog.
Staram się nie oceniać, cieszy mnie różnorodność i fantazje niektórych ludzi, czasem odwaga, której mi czasami brakuje.

Widuję często panią w monochromatycznej kreacji, cała w bieli od stóp po głowę. Latem to super stylizacja, ale zastanawiam się, jak udaje się tej pani zachować czystość ubrań przy zmiennej zimowej pogodzie...ale fantazja najważniejsza!

  Inna znów pani, cała w różowym kolorze, różowe są nawet włosy i ubranko psa także landrynkowe. Ciekawe, gdzie kupiła takie różowe kozaczki, może sama przemalowała? Chociaż razu jednego wystąpiła w złotych!

Idę przez park za panem, który niby ma włosy, ale jakieś takie rozpłaszczone. Gdy stajemy razem przed zebrą dla pieszych, okazuje się, że na łysinie pan ma wytatuowane włosy , a na policzkach wytatuowane  bokobrody, niesamowite!

Mija mnie para młodych ludzi, on dzielnie wspiera ramieniem niezwykle chudziutkie dziewczę. Jej patykowate nogi, ledwo dźwigają buty na monstrualnych platformach. Wygląda to, jakby za karę kazano jej chodzić w takich kopytach, ale za co została ukarana?

Byliśmy na niedzielnym obiedzie we włoskiej restauracji. Tam kącik zabaw dla dzieci. Zanim zamówiliśmy nasze dania, obserwowaliśmy zabawę dwóch dziewczynek , zaraz jednak mama odwołała je z kącika zabaw, bo pora była wracać do domu. Mój wnuk zauważył, że dziewczynki nie posprzątały zabawek i  zostawiły wszystko na dywanie, a przecież odkurzacz wciągnie zabawki i co wtedy? 

Mówi się, że niektórzy mężczyźni dowartościowują się odpowiednio wypasionym autem. A co myśleć o wielkim wytatuowanym kulturyście , który spaceruje z maleńkim pieskiem ubranym w kolorowe ubranko? piesek tak maleńki, że masz wrażenie, iż pan niechcący nadepnie na swego pupila, który przebiera nóżkami i plącze się niesamowicie między wielkimi stopami właściciela.

Zmierzam w stronę centrum miasta, przede mną czarny tłum, który zatrzymuje się przed bramą muzeum miejskiego. Czyżby w muzeum organizowano stypy? Nie, to młodzież szkolna wybrała się na wystawę! Wszyscy na czarno, jedynie opiekunka w nieco weselszej kreacji.

Załatwiałam coś w pewnym urzędzie, gdzie wydaje się numerki dla klientów, każdemu się śpieszy, człowiek na człowieku. Gdy dotarłam do swojego stanowiska, widzę kątem oka, że pani za sąsiednim biurkiem po kryjomu podjada kanapkę. Każdy powinien mieć choć krótką przerwę na zjedzenie śniadania...

Odwiedzam ostatnio przychodnię, robię badania. Tu pobór krwi, tam EKG. Rezonans i USG wszystko pod ręką, nie trzeba wychodzić z budynku. Kolorowe ściany, obrazy, miłe panie w rejestracji, regał do wymiany książek. Dlaczego nie w każdej przychodni podobnie? Jedynie pacjenci chyba wszędzie tacy sami...

Jeszcze obserwacja dotycząca  lekarzy. Jeden bagatelizuje twoje spostrzeżenia, mówiąc: naczytała się pani Internetu ( a podobno powinno się zgłaszać lekarzowi niepokojące objawy), inny wręcz przeciwnie, jakby na siłę doszukuje się w nas jakiejś choroby i zdziwiony, gdy na każde pytanie odpowiadamy negatywnie....ale w sumie badania warto zrobić, prawda?


Zdrowia dla wszystkich i sporej dawki dobrego humoru!


wtorek, 30 lipca 2024

Zapiski codzienności cz.3

Przerwa w opisywaniu wycieczek, ale nie w podróżowaniu. Tym razem, to jednodniowe wypady tu i tam, jak to w wakacje. W wyjazdach wakacyjnych najdroższe są noclegi, a portfel nie jest z gumy, więc jeśli nie mamy zaplecza noclegowego u rodziny, to wypada ograniczyć dłuższe pobyty :-(

Codzienność na miejscu bywa równie ciekawa, zwłaszcza gdy mieszka się w uzdrowiskowym mieście i w pobliżu są miejscowości pełne ciekawostek.


W pijalni wody mineralnej w naszym parku, trafiłam na model tężni solankowej wykonany z piernika przez uczniów szkoły branżowej. Powąchałam, faktycznie pachnie korzennie!


Jestem w Biedronce, starszy pan szuka czegoś, na kartce zapewne wytyczne od żony.
Pyta w końcu sprzedawczynię, gdzie jest słomka ptysiowa. pani odpowiada, że koło czekolad.
Zerknęłam w tamtym kierunki, paczuszki na najwyższej półce, mało widoczne, pan niskiego wzrostu, zgarbiony.
Przy stoisku z pieczywem pan znowu pyta kolejną osobę, gdzie może znaleźć słomkę ptysiową, pani odpowiada to samo, że koło czekolady.
Gdy widzę pana krążącego bezradnie wśród regałów, pytam - czy to pan szuka słomki ptysiowej?
Pan potwierdza, więc prowadzę go do odpowiedniego regału i podaję paczuszkę.
Czy tak trudno było którejś z pań oderwać się od układania towaru i pomóc?


Mieszkam koło kina, co skutkuje obserwowaniem wielu ciekawych sytuacji. Tym razem odnawianie elewacji budynku. najpierw przyjechali panowie , by uszczelnić dziury w elewacji. Skąd te dziury?
Ptaki je wydziobały w styropianie i w powstałych otworach zrobiły sobie gniazda. Przeważnie kawki, choć było tez gniazdo jakichś drapieżnych.
Panowie zalepili, ale remontu nie widać, a ptaki najpierw zdziwione siadały na dachu i spoglądały na te zmiany, później przystąpiły do wykuwania dziur na nowo...


Mijam często na schodach psa sąsiadów, spokojny nieduży piesek, ale bardzo lękliwy, kuli ogon za każdym razem, gdy spotyka na swej drodze człowieka, także na ulicy, ciągle jest jakby w stanie podwyższonej czujności. Zabrany ze schroniska, podobno po przejściach. 
Co to jest z ludźmi, że robią zwierzakom takie rzeczy? 


W dużym supermarkecie ktoś roześmiany mówi mi dzień dobry. Poznaję naszą dawną uczennicę, co nie zawsze jest łatwe, bo zwłaszcza kobiety zmieniają się z czasem bardzo.
Pamiętam, że spotykałam ją w innym sklepie, tutaj układa towar na półkach, pytam skąd ta zmiana?
Okazuje się, że to sposób na unikanie rutyny w pracy. Pięć lat w jednym sklepie, przerwa na zupełnie inną pracę i znowu kilka lat w innym markecie. Poznawanie nowych ludzi, nowych sytuacji... chyba działa, bo dziewczyna pogodna, życzliwa, życzyłyśmy sobie wszystkiego dobrego na teraz i na przyszłość.


Na naszym osiedlowym stawie co jakiś czas organizowane są zawody wędkarskie. Nie wiem, co dzieje się ze złowionymi rybami, ale zaniepokoiło mnie, że wędkarze zakłócali spokój rodzinom gęsi, które wychowywały swoje młode. 
Teraz gęsi zniknęły ze stawu, chyba odchowały potomstwo i odleciały. Jakoś tak pusto się zrobiło...

wtorek, 30 kwietnia 2024

Obserwacje ze znakiem zapytania...

Dziś kilka codziennych obserwacji z życia, z dedykacją dla OKA - autora bloga LUSTRO

 Niedziela niehandlowa - pod moim balkonem mały sklepik, zawsze czynny, bo właścicielka  pracuje w każdą niedzielę. Spoglądam przez okno. Do sklepu wchodzi zakonnica: czyżby w niedzielny poranek zabrakło wina mszalnego?

Wracam do domu, na schodach do mojego bloku siedzą dwie dziewczyny, zbyt młode na mocny makijaż i długie paznokcie. Jedzą hot dogi z Żabki, popijają napoje z puszki. Rano zastałam na schodach papierki po hot dogach i puste puszki. Czyżby metr do kosza na śmieci to było za daleko? A może tak znaczą teren?

Młoda mama spaceruje z maluchem, chłopiec w kasku na hulajnodze, mama prowadzi psa. W pewnym momencie kobieta irytuje się, bo pies ciągnie w jedną stronę, synek w drugą. Kobieta krzyczy, maluch płacze, szarpany za rękę. Czy to już ten moment, gdy powinnam interweniować? Bo teraz każdy ma obowiązek...

Na bulwarze ciągnącym się wokół jeziora ciekawy przegląd garderoby przechodniów. Od ciepłych kurtek i kozaków, po sandały i roznegliżowane ciała. Dzień ciepły i słoneczny, ale może niektórzy ubierają się wedle kalendarza, a nie termometru?

Na przystanku autobusowym zatrzymują się dwa pojazdy. Wysypuje się z nich młodzież szkolna, czarny tłum, wiele osób w kapturach. Czyżby wszyscy ci uczniowie nosili żałobę po byłym ministrze edukacji?

Pani prowadzi na smyczy trzy małe pieski, słodkie są, chyba to suczka i jej dzieci. Ciekawe czy właścicielka sprząta kupy z trawnika po swoich pupilach?

Przed sklepem z wielkimi koszami na zakupy zatrzymuje nas pan pod wpływem, prosząc o grosz na pilne potrzeby. Czyżby nie zauważył, ile pustych puszek wokół? Wystarczy zebrać, sprzedać i parę groszy wpadnie...

Sezon na grilla rozpoczęty już w kwietniu, jak Polska długa i szeroka wszędzie snują się dymy znad grillowych palenisk. Wolicie grillowaną kiełbaskę czy mięsiwo dobrze zamarynowane?

(Wielka grillownia w naszym parku miejskim)

wtorek, 2 kwietnia 2024

Obserwacje wagonowe...

Moje podróże pociągami bywają zwyczajne, a bywają także ciekawe pod kątem obserwacji. Ostatnio czekałam na peronie prawie godzinę, bo wiadomo, przychodzę wcześniej, a pociąg tym razem miał 40 minut spóźnienia. Dzięki opóźnieniu, przynajmniej mąż zdążył wrócić ze szkolenia i towarzyszył mi na stacji. 

Nie jestem strachliwa, ale peron, z którego odjeżdżam, to stara stacja na peryferiach osiedla, nic tylko pola i stare sady, więc iść tam o zmroku i czekać samotnie to nic przyjemnego, zwłaszcza w dzień powszedni, bo już w niedziele więcej osób czeka na peronie.

Przed przyjściem męża nawiązałam rozmowę z panią w moim wieku, która też jechała do wnuka.
Instytucja babć na emeryturze jest bardzo  potrzebna i chętnie wykorzystywana. Opóźnienie pociągu spowodowane było awarią trakcji elektrycznej. Wichury nadal dokuczają i będą coraz częstszym zjawiskiem...

Wracałam do domu w piątkowy wieczór, bilet warto kupować kilka dni wcześniej, by nie stać całą podróż na korytarzu. W pociągu nawet w dzień powszedni mnóstwo ludzi, a cóż dopiero w piątek!
Na peronach spore zamieszanie, bo pociągi spóźnione, ludzie przesiadają się w różnych kierunkach.
 Gdy masz 3 minuty na zmianę pociągu na innym peronie, to z ciężkim bagażem jest to nie lada wyczyn! 

Obserwacje wagonowe są równie ciekawe, jak te peronowe, a duże dworce kolejowe są jak wielkie miasta , nigdy nie śpią i przewijają się przez nie tysiące ludzi...

Obok mnie bardzo cicha pasażerka w słuchawkach na uszach. W pociągu chętnie czytam, ale i tym razem okazało się to niemożliwe, bo po pierwsze strasznie bolała mnie głowa (drugi dzień globusa), a po drugie naprzeciwko siedziała para młodych ludzi (koledzy ze studiów) bardzo swobodnie traktująca podróż pociągiem, jakby wokół świat nie istniał ...
Dziewczyna najpierw wykonała kompletny makijaż, co przy wagonowym oświetleniu było wyczynem, Później ze znajomym wymieniali się szczegółami z życia swojego i wspólnych znajomych, w międzyczasie wybierając i zamawiając pizzę na kolację, którą zamierzali spożywać w Bydgoszczy.
Z rozmowy wynikało, że wybierali się na imprezowy weekend bez gwarancji noclegowych, ech młodość!

Na siedzeniach obok mojego miejsca dziwnie podminowana para, on układał kostkę Rubika w zawrotnym tempie, już od obserwowania dostałam oczopląsu, ona grała w coś na telefonie, a co jakiś czas rzucała aparatem na stolik między siedzeniami, co irytowało pewnie starszego pana, który pisał szybko na klawiaturze laptopa. Jak łatwo przychodzi niektórym odgrodzenie się od otaczającego świata i jak trudne jest to dla współpasażerów.

W pewnym momencie przez przedziały przemknęła  pielgrzymka kilku osób, na czele dziewczyna z tekstem: czy jest gdzieś wolne miejsce, bo ta pani ma chorą nogę! za jej plecami owa pani dopowiadała : najwyżej mi ją utną! Nie wiem czy miejsce znaleźli, ale nie wrócili...

Zauważyłam też, że wśród bagaży przeważają walizki na kółkach, rzadziej plecaki, a już sporadycznie inne pakunki, choć widywałam rośliny doniczkowe, drzewka, zwierzaki...

Jadąc pociągiem wieczorem niewiele widzimy przez okna, ale z prędkości pociągu zdałam sobie sprawę, gdy mijał nas inny skład. to tak jak z lotem samolotem - widzisz tylko chmury, a samolot jakby wisiał w powietrzu, póki nie minie was inny samolot!

Gdy wysiadałam  zauważyłam, że na półce przeznaczonej na spore bagaże obok wyjścia śpi w najlepsze jakiś pasażer...zwinął się jak kot, oby nie przespał swojej stacji.

czwartek, 20 kwietnia 2023

Obserwacje na skwerze

 Miałam okazję zawitać na chwilę do Poznania, gdy towarzyszyłam synowi w załatwianiu różnych spraw. Aby nie pałętać się po urzędach poszłam na spacer na pobliski skwer i o dziwo mój aparat zauważył kilka ciekawych obiektów. Za zimno było, by posiedzieć na ławce, ale za to pospacerowałam kilkakrotnie alejkami, na co ucieszył się mój krokomierz.

Pomnik Powstańców Wielkopolskich robi wrażenie, choć prosty w formie i detalach.
Ludzi na ulicach niewielu, każdy przemykał szybko w swoich sprawach, jedynie mamy lub babcie z dziećmi zajrzały na mały plac zabaw i karmiły ptaki.
Jakaś pani biegła z porem pod pachą, warzywem  wielkim, niczym miecz samurajski, może zabrakło jej do obiadu, bo spieszyła się bardzo.
W Poznaniu buduje się wiele wysokich biurowców, aż dziw, że inwestorzy mają nadzieję na wynajęcie ich różnym firmom i organizacjom, wszak nadal przeważa praca online, a opłaty za wynajem wielkich powierzchni użytkowych w centrum miasta nie są na pewno małe.
Urozmaiceniem skweru, na którym się dotleniałam są schodki, podjazdy i kręte ścieżki oraz rozmaite instalacje typu pergole, zakątki, konstrukcje przestrzenne czy chociażby stara pompa.
Chętnie zajrzałabym tam w okresie letnim, bo na razie zieleni było tam niewiele i kwitły tylko forsycje.
Ciekawa obserwacja dotyczy zestawienia starej urokliwej zabudowy z nowoczesnymi budynkami, które jednak są ciekawe architektonicznie, nie to, co ciężkie betonowe gmaszyska z dekad wcześniejszych.
Na pobliskiej stacji benzynowej kupiłam kawę na wynos i wafelka, kilka osób kupowało hot-dogi i kawę także. Okazało się, że obok był budynek urzędu paszportowego i co niektórzy zgłodnieli, czekając w długiej kolejce na załatwienie swoich spraw. Wyglądało to dziwnie, bo petenci siedzieli w rzędach jak w kinie i wpatrywali się w ekran, niczym zahipnotyzowani. Pewnie wypatrywali na ekranie swojego numerka. Przed budynkiem z kolei stała grupka osób uzależnionych od dymka i co jakiś czas musieli wyjść na zewnątrz, by dorzucić się do miejskiego smogu.

Popijając kawę, zerkałam na gmach kliniki stomatologicznej, spory i nowoczesny.
Pacjenci wchodzili z ociąganiem jakby, wychodzili szybko, niektórzy umęczeni, pewnie ciężkimi zabiegami. Kazdy dzierżył w rękach jakieś papiery, pewnie skierowania i recepty.
parking dla pacjentów o dziwo płatny, tak jak i ten, na którym zostawiliśmy auto. Od następnego dnia miał być dużo droższy, bo odbywać się miały jakieś zawody czy pokazy motocyklowe. Tak sobie wtedy pomyślałam: czy podniesienie opłat za parkowanie przy okazji dużej imprezy to pazerność właściciela czy współczesna zaradność?


Lubię Poznań , choćby z uwagi na to, że jest tam wiele podobnych miejsc, przeznaczonych do codziennego relaksu, nawet w środku osiedli mieszkaniowych, a ilość kwitnących krzewów i klombów kwiatowych zawsze radowała moje oczy.

środa, 1 lutego 2023

O niczym...

 

Podobno pisanie o niczym przynosi dobre efekty, a nazbierało się różnych obserwacji, więc może wcale o niczym nie będzie.

Życzyliśmy sobie zdrowia w nowym roku, a tu choroby naokoło, od żłobków poprzez szkoły po zakłady pracy, a do lekarza pod górkę. Sama zrezygnowałam z rejestracji telefonicznej, co skutkowało tym, że szłam do przychodni dwa razy, ale przynajmniej nerwów mniej. 

Jakiś specjalista od lecznictwa naszego powszedniego zasugerował był w mediach, by ludzie pracy skorzystali z urlopu na czas choroby, bo lekarzy mało, kolejki w przychodniach sprzyjają roznoszeniu zarazków, więc pacjencie zostań w domu, a jakby ci się pogorszyło, to na SOR, choć i tu trzeba się ciężko zastanowić, bo podobno pogotowie w większości bez uzasadnienia jest wzywane. Zawsze myślałam, że urlop jest dla odpoczynku, ale czasy się zmieniają.

Dobrej kondycji sprzyja wysypianie się i spacery. Ale jak tu spać, skoro obudziły nas dwa razy w ciągu nocy fajerwerki, bo akurat gdzieś impreza na osiedlu i świętują z rozmachem, a że pół osiedla nie śpi? Czepialstwo. Spacery też nie lepiej, bo albo gołoledź, albo wichury, a słońce to już kompletnie o nas zapomniało, więc wit.D tylko w tabletkach!

Czepialstwem jest także zwracanie uwagi sąsiadom, którzy wypuszczają psa na balkon i ten szczeka(pies oczywista) pół dnia na zewnątrz. Może właściciele w tym czasie sprzątają albo gości przyjmują? Dobrze, że koty nie szczekają, bo na balkonach ich sporo widuję...

Doświadczyłam ostatnio dobroci Anioła w postaci serdecznej koleżanki, która na wieść o mojej chorobie przywiozła mi gołąbki i jagodzianki własnej roboty. Radość niebywała i mąż zadowolony, bo uwielbia gołąbki, tylko jak ja się Jej odwdzięczę? muszę pomyśleć!

(świeżutkie pachnące jagodzianki)

Obejrzeliśmy film "Na zachodzie bez zmian". Obraz na wskroś realistyczny, okrutnie wręcz prawdziwy, dający widzowi namacalne wrażenia zimna, bólu, głodu, operujący takimi środkami, że podziwiam aktorów za poświęcenie w trakcie realizacji filmu, bo nie wszystkie efekty można zrealizować komputerowo.
Cóż można powiedzieć więcej, wobec obecnej sytuacji w Ukrainie i kolejnej rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz? Bezsens wojny, chore ambicje polityków, ludzie jako mięso armatnie oraz nieprawdopodobne, niepotrzebne i nieuzasadnione   okrucieństwo wobec wroga frontowego i ludności cywilnej. 
Stulecie z hakiem minęło od czasu, w którym dzieje się  akcja filmu, po drodze były jeszcze inne , nawet gorsze wojny i konflikty na świecie i czego nas to nauczyło? jak pokazuje sytuacja międzynarodowa i wojna za progiem, niczego!

Przeczytałam artykuł o zmianach w naszym rodzimym języku oraz o używaniu i nadużywaniu wulgaryzmów. Podobno w jednym z eksperymentów naukowych kazano dwóm grupom uczestników moczyć ręce w lodowatej wodzie. Ci, którym pozwolono używać wulgaryzmów do woli, wytrzymali prawie o połowę dłużej, niż grupa, której zakazano używania brzydkich wyrazów.

Na koniec refleksja na temat biurokracji w Polsce - po co nam cyfryzacja, profile zaufane itp. nowinki, skoro tak naprawdę liczą się setki zaświadczeń i pieczątki, a w ZUSie i innych urzędach nie załatwisz nic bez osobistej wizyty . Skarb państwa za to bogaci się na opłatach od petentów, a za wadliwe decyzje urzędnika nie odpowiada nikt, bo taki mamy klimat...


sobota, 26 listopada 2022

Obrazki

 

Codzienne obserwacje przynoszą różne emocje, od oburzenia  poprzez  zdziwienie, aż po radość.

Jest tych obserwacji mnóstwo, jedyny problem, to zachować obrazy w pamięci i przelać na klawiaturę, ale to doskonałe ćwiczenie dla umysłu.

Na obrazku obok jedna z przyjemności w weekendowe wypady i tylko rozsądzić czasem wypada , które ciasto smaczniejsze, czy wspaniała i aromatyczna szarlotka na kruchym spodzie czy czekoladowo-gorzko-pomarańczowa delicja z masa adwokatową...niebo w gębie!

Inny obrazek równie słodki być może, bo gdy w listopadzie na trawniku spotykasz świeże fiołki, a na krzewie nabrzmiałe pąki liściowe, to robi się błogo na duszy z jednej strony, ale z drugiej niepokoi takie zjawisko, bo jak to, fiołki w listopadzie?

Mimo ponurej aury, chodniki rozkwitają barwami za sprawą psich ubranek, których rozmaitość zaiste zadziwia, bo nie tylko korpusy piesków  ozdobione obficie bywają, ale i na łapach buciki, na łebkach kapturki lub kokardki, zależnie od płci lub rasy zapewne. Tylko koty odporne na nowe trendy modowe...

Na przystanku autobusowym pani w zaawansowanej ciąży zaciąga się łapczywie papierosem zwyczajnym, nie erzacem i bardziej chyba martwi się czy zdąży wypalić do końca truciznę, niż o dziecko, które pozbawia oddechu, bo autobus tuż, tuż... 

W drodze do domu mijamy tablicę informacyjną na budowie: Dom dla matek z nieletnimi dziećmi i kobiet w ciąży. Gdy budowa się zakończy, będą miały gdzie poniewierane kobiety schronić się przed mężami pijakami lub wstydem, który nielegalne ciąże przynoszą rodzinie. 

Resztki suchych liści opadają na trawę i mokre chodniki. Wojnę tym  jesiennym ostańcom wypowiedzieli panowie zaopatrzeni w głośne spalinowe dmuchawy. Gdzie te czasy, gdy cieć z grabiami pracował na świeżym powietrzu, intensywnie kalorie spalał, a teraz ledwo się rusza, a spala jedynie paliwo i gęstość smogu pomnaża.

Obok galerii handlowej ustawiono lodówkę społeczną, do której przynieść można nadmiar przygotowywanych posiłków lub podzielić się czymkolwiek z własnej spiżarni z potrzebującymi. Razu pewnego zaglądają młodzi ludzie do tejże lodówki i po zamknięciu drzwi urządzenia słychać słowa rozczarowania: eeee, myślałam, że cola będzie albo chociaż sok!

W czasie wieczornych spacerów po mieście, widzimy wyraźnie oszczędności na prądzie, bo na osiedlach domów jednorodzinnych ciemnawo na chodniku i w oknach świateł nie widać, za to dym z kominów wali, aż miło! Ciekawe, czy w okresie świąt zabłysną ozdoby z lampek , czy ceny prądu ograniczą świąteczne dekorowanie...

Mąż wracając z pracy spotyka kloszarda, który ochrypłym głosem zwraca się z apelem: 

- daj pan piątaka na drożdżówkę! 

- na drożdżówkę? a nie lepiej chleb kupić? 

- a czy tylko chlebem człowiek żyje? 

Czy zauważyliście, że nie widuje się na ulicach ludzi z kwiatami? Przynajmniej w moim mieście. Kiedyś, gdy wypadały popularne imieniny, co rusz natykałam się na ludzi niosących bukiety lub pojedyncze róże i od razu przypomnienie, kto ze znajomych może mieć święto? Może obecnie, zamiast kwiatów obdarowuje się solenizanta słodyczami?


Może słońce się zlituje i choć w weekend zaświeci, czego nam wszystkim życzę:-)

piątek, 30 września 2022

Zaobserwowane...

 

Obserwacje bywają fascynujące, zwłaszcza gdy nieśpiesznie możemy kontemplować otoczenie i zapisywać w pamięci scenki i dialogi.
To także dobry trening dla umysłu i pretekst do przemyśleń na bardzo długim spacerze. 

Post z dedykacją dla Oka z bloga Lustro, bo jego obserwacje i barwne opisy są dla mnie niedościgłym wzorem.

1. Z piekarni wychodziła mama z córkami, którym kupiła apetyczne pączki.
Starsza z córek wkładała sobie całe ciastko do buzi, chwaląc się, że da radę połknąć je w całości, na co mama patrzyła przerażona, a siostra rozbawiona, jednak nie poszła w ślady połykaczki pączków.

2. Mijała mnie para na hulajnodze, choć podobno jeździ się tylko w pojedynkę. Jednośladem kierowała dziewczyna, pasażer stał przytulony do jej pleców, trzymając w garściach młode piersi partnerki i tylko długie włosy obojga fruwały na wietrze:-)

3. Przeróżnych rzeczy człowiek się nasłucha na spacerach, nie rozumiem, po co niektórym słuchawki, w realu są ciekawsze historie. Dziewczyna zwierzała się chłopakowi, że jest biseksualna i ostatnio umówiła się na randkę z kandydatka poznaną w sieci i tylko nie ma pewności czy już na pierwszej schadzce skonsumować związek, czy odczekać do lepszego poznania...

4. W drodze na masaż relaksacyjny mijałam poczekalnię pełną młodych ślicznych kobiet.
Pomyślałam, że to może jakiś casting do reklamy lub rozmowy o pracę. Wracając z masażu zerknęłam na szyld, który wisiał nad oszklonymi drzwiami do poczekalni. Na szyldzie nazwisko i profesja - gabinet psychoterapeuty .

5. W moim bloku mieszka młody człowiek, którego widywałam wracającego z treningów biegowych. Jak się okazało brał udział w różnych biegach okolicznościowych  i maratonach. W czasie pandemii zniknął mi z oczu, ale każdy wówczas rzadziej wychodził, niektórzy wcale, nie myślałam więc o nim.
Niedawno spotkałam młodego człowieka, gdy wysiadał z auta. Prawie go nie poznałam, strasznie utył, zaniedbał się, tylko uśmiech ten sam pozostał. Nie wiem co się wydarzyło, nie znam go na tyle, by zapytać.

6. Zbieraczy złomu widuje się na osiedlach często, najczęściej mają wózki lub inne pojazdy sklecone z byle czego. Ten złomiarz dźwigał lub raczej próbował przepchnąć dwa wkłady sprężynowe , które zapewne wybebeszył z jakichś wersalek . Złorzeczył przy tym strasznie, bo chodnik gładkością nie grzeszył i spowalniał zbieracza i tylko nie miałam pewności, czy facet gada do chodnika, czy do żelastwa...

7. Odporność na zmiany aury, a zwłaszcza na zimno widuje się na ulicach często. na moim obrazku była dziwna para. Na zewnątrz jakieś 9 stopni na plusie, a młodzieniec tylko w koszulce z krótkim rękawem, w spodniach bojówkach i trampkach, zaś jego partnerka ubrana jak w środku sezonu narciarskiego w Zakopanem. Zapewne każde z nich inaczej znosiło niskie temperatury, ale w tym wypadku raczej oboje ubrani byli niezgodnie z panującą aurą...




niedziela, 3 lipca 2022

Obserwacje.

 

Nawet w upalne dni wydeptujemy swoje ścieżki, byle woda była i odrobina cienia, a na silne słonce kupiłam kapelusz. Mimo wszystko na spacerach krew lepiej krąży, a lody nigdzie nie smakuja tak dobrze jak na ławce w parku...

Na osiedlu jednak pustki, dzieci śpią długo, szkoły zamknięte, część rodaków wyjechała na urlop, a młodzież wychodzi na miasto dopiero wieczorami. Byłoby sielsko, gdyby nie kosiarki i piły do żywopłotów.

Nie wiem, kto wydaje dyspozycje służbom miejskim, ale kosić trawniki w taki upał do gołej ziemi, to barbarzyństwo. Nie trzeba być hydrologiem, by zauważyć, że tam gdzie trawa wysoka lub łąka, tam dłużej wilgotna ziemia , a zieleń nie zamienia się w siano.

Niektórzy mają wyjątkową odporność na upały, bo zakładają kamizele z milionem kieszeni, pełne ciężkie buty i długie dżinsy. Że też udaru cieplnego nie dostają,...

Na jednym z kiosków, gdzie to i bilet autobusowy, i papierosy kupisz kartka tej treści:
Bardzo proszę odciągać swoje  psy od załatwiania się na ścianie kiosku, bo elewacja świeżo odnowiona.
Nie wszyscy chyba czytają, bo dwa narożniki już obsikane...

W parku miejskim dobrze na upały robi spacer wokół tężni, tam zawsze chłodniej i gardło podleczyć można. Zauważyłam jednak parę w stroju sportowym, która dziarskim marszem tężnie okrążała, a obszar do obejścia spory . Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie ten upał , 35 stopni w cieniu i wiek maszerujących - dobrze ponad 60 lat. Podziwiam!

W tymże parku odbiłam się kiedyś od drzwi toalet, gdyż automat wrzutowy zainstalowano, a u mnie w portfelu albo pusto, albo banknot niewielki. Dziwne to, gdyż setki/tysiące  osób codziennie tężnie odwiedzają, a obok piwko można wypić.
Dziś sprawdziłam, automaty wrzutowe zniknęły, pewnie ktoś larum podniósł, że w krzaczory trzeba chodzić...

Lato to okazja do jedzenia lodów  i zarabiania na nich, pojawiły się  więc liczne lodziarnie, kilka nawet ruchomych. Sprzedażą często zajmują się przemiłe Ukrainki, które zawsze życzą smacznego, a uśmiech nie schodzi im z twarzy. Do niektórych punktów bywają długie kolejki, przy innych pusto. 
Łatwo zgadnąć, że kolejki ustawiają się po lody w rozsądnej cenie czyli 5 zł za porcję z automatu, natomiast 7 zł za małą kulkę  deseru, to już przesada...
Klient  umie liczyć! Podobnie z zakupem wody mineralnej. Jeśli butelka wody o wartości niecałych 2 zł kosztuje w kawiarni czy sklepiku z pamiątkami 7-8, to chyba musiałabym umierać z pragnienia, by się na taki zakup skusić.

Spacerujcie, jedzcie lody, ale nie dajcie się nabijać w butelkę!

sobota, 13 lutego 2021

Przegląd tygodnia...

 Rozmawia dwóch mężczyzn w średnim wieku:

 - czemu nie zmienisz roboty?

-  w różnych miejscach robiłem, wszędzie tak samo kradną, wszędzie ludźmi poniewierają. Lepiej iść na zasiłek , to  kasy mniej, ale nerwy zdrowsze...

Sama do siebie:  miały być Walentynki w kawiarni, wieczór przy świecach,  ale możemy się wybrać  do kasyna na walentynkowy wieczór hazardowy!

Siłownie zamknięte nadal, bo nie sprzyjają podtrzymywaniu zdrowia, a wyglądu - zgaduję więc, że w kasynach dbać można o zdrowie , a przynajmniej o kondycję finansową państwa, ciekawe tylko jak w takim miejscu uda im się zachować dystans, chociażby przy grze w pokera, a może teraz nie gra się tam w  gry karciane?

Pytam dzieci z pierwszej klasy:  co to za święto te Walentynki?

- żeby się kochać i przytulać!

- żeby kupować kwiaty i słodycze!

- żeby się uśmiechać do siebie! 

Koleżanka mi donosi, że jej mąż dostał wezwanie z WKU na szkolenie wojskowe. Mężczyzna ma 61 lat i czekał raczej na wykreślenie z listy poborowych...

 Mężczyzna w sile wieku zabrany do szpitala z podejrzeniem covid -19, bo bolał go brzuch i miał gorączkę. Zmarł po 3 dniach na zapalenie otrzewnej, bo zamiast zrobić diagnostykę brzucha , badano go na covid, tymczasem wyrostek mu pękł i spowodował szybką śmierć.


W Biedronce sprzedawano pączki po 2,99 za 12 sztuk w tłusty czwartek, niektórzy kupowali po 3 kartony. Ciekawe, ile z tych pączków wylądowało na śmietniku?
W lokalnej piekarni natomiast pączki były po 2,50 za sztukę, wczoraj po 60 gr i po co było tyle piec?
Marnotrawstwo i tyle!

wtorek, 29 grudnia 2020

Na przełomie...

 

Taki błogostan mnie ogarnął, bo z jednej strony udane święta, spotkania z bliskimi i jeszcze w perspektywie kilka dni oczekiwania i spokoju, mam nadzieję .

Oczekiwania na Nowy Rok, choć niektórzy twierdzą, że nie ma się z czego cieszyć, bośmy znowu starsi i do końca bliżej.

Ale póki co, dbajmy o ciało i umysł, by ten koniec zastał nas w jako takiej kondycji.

Teraz w modzie jest pozytywne nastawienie do świata i ludzi, udawanie, że nic nas nie denerwuje, bo rząd chce dla nas dobrze, a religia niczego złego nie uczy. I to się sprawdza, kolejne sondaże zapewniają  wysokie słupki niektórym i zdziwienie u innych, panowie i panie w telewizji dyskutują, a szary obywatel ma to, na co zasłużył.

Pozostają nam więc spacery, jako  nałóg  przyjemny  i zdrowy, a ile można zaobserwować i przy okazji myślom dać popłynąć. Oby i tego nie zabronili, choć nie jestem pewna, czy spacerować można, bo tyle jest sprzecznych doniesień. Co innego mówi premier, co innego minister zdrowia, a co innego niejaki pan Dworczyk, urzędnik w kancelarii premiera.

W parku dzieci wypróbowują nowe hulajnogi, najpewniej upominki gwiazdkowe, niektóre elektryczne, jeśli Gwiazdor portfel miał zasobniejszy. Cóż z tego, gdy ferie za pasem, a siedzieć w domu trzeba będzie, bo na powietrzu i dzieci zagrażają dorosłym i dorośli samym sobie, tak twierdzą politycy i minister od zdrowia i nie pomagają apele i petycje psychologów, rodziców i nauczycieli.

A najzabawniejsze jest to, że pewna pani doktor w TV zasugerowała, by w ferie nasze dziecko bawiło się z dziećmi sąsiadów, widocznie w mieszkaniu sąsiadów jest bezpieczniej, niż w parku. 

Półkolonii u nas np. nie ma, bo chętnych brak. Gdy rodzice dowiedzieli się, że przez kilka godzin w szkole dziecko znów ma siedzieć w budynku i w zasadzie niewiele można mu zaproponować z przyczyn sanitarnych, to nawet chętni wycofali zapisy.

Teraz, gdy piszę ten post, to za oknem niektórzy już świętują Sylwestra, pewnie kasę spod choinki w całości wydadzą na fajerwerki, bo galerie zamknięte. Obawiam się tylko, że skoro w Sylwestra wychodzić nie wolno, to paru pomysłowych zacznie strzelać z balkonów lub okien, oby w moje nie trafiło...

W nocy obudziła nas karetka pogotowia, wiadomo, na sygnale pędzi do pacjenta, a tu szlaban, bo wspólnota mieszkaniowa bramkę postawiła i kierowca karetki trąbił do skutku...gdybym tego pomysłodawcę od zagradzania drogi  dorwała...

Podobno zdarzyło się, także w naszym powiecie, że donoszono policji na sąsiadów, co to w licznym gronie biesiadowali , ale część donosów fałszywymi okazała się. Jak o jednak obywatele wzajemnie o swoje bezpieczeństwo dbają!

Gdy wybraliśmy się wczoraj z młodymi na cmentarze, by dziadkom znicze zapalili, to spotkaliśmy wóz policyjny pod bramą nekropolii, może panowie w mundurach liczyli żałobników, bo pogrzebów teraz mnóstwo, wiec na cmentarzu mógłby być niezły tłok.

Na przełomie , nim Nowy Rok zawita uszczęśliwiono nas jeszcze podwyżką czynszu, całe 130 zł więcej będzie wynosił, więc gdy dodać do tego zamrożenie płac na 2021 i wzrost podatków innych, zapowiada się zaciskanie pasa, co nawet dobrze zrobi na figurę.

Ale nie martwmy się, trzymajmy ciepło, łykajmy witaminy, bo licho nie śpi , a  lubi zestresowanych z deficytami w odżywianiu.


wtorek, 24 listopada 2020

Z różnych beczek...

@  Gdy tak słucham o wzorcowym szpitalu narodowym na stadionie, mam jedno skojarzenie.

Może szpital ów ma być jak wolne miejsce dla przygodnego wędrowca w Wigilię, stawiamy nakrycie, dodajemy dekorację i sztućce, ale jak w tym skeczu kabaretowym - to miejsce ma być puste, niezależnie czy bezdomny zapuka do naszych drzwi, czy nie! Taka tradycja.

@ Słyszę różne dyskusje o zachowaniu policji na protestach kobiet. Widocznie formacja ta traktuje protesty jako poligon, wszak wróg słaby i do ogarnięcia, poćwiczyć można, a i sygnały od szefostwa czytelne.

Co innego taki marsz narodowców , to już nie poligon, siła niekontrolowana, uzbrojenie się zdarza , tudzież pożar i konkretny atak, także na budynki. Po co się narażać, skoro i "góra" sygnałów nie daje.

Bardzo pasuje mi tu hasło z jednego z protestów kobiet:

ZDEJMIJCIE MUNDURY I PRZEPROŚCIE SWOJE MATKI.

@ Na przystanku autobusowym dorosły syn z petem w ustach nagabywał matkę staruszkę o kasę.

Kobieta wsparta na lasce, przygarbiona i chudzieńka odganiała się od darmozjada jak mogła.

- nie dam ani grosza

- ale matka, ja głodny jestem

- śniadanie było, czekaj na obiad, trzeba było zjeść porządnie rano, a pieniędzy nie dam, bo i tak przepijesz...

Czy nie ma rady na takie egzemplarze obywateli, może tak praca przymusowa przy chorych na covid?

@ W sklepie z firanami pani w średnim wieku dokonuje trudnego wyboru, czy firanka bardziej gęsta czy raczej ze szlakiem tylko u dołu?

- bo wie pani, to nie dla mnie, to dla babci, a babcia wybredna jest

- a nie lepiej zadzwonić i zapytać?

Klientka wyciąga telefon i słyszymy:

- Stefan, daj babcię na kamerkę, niech sobie sama ten wzór wybierze, bo firany nie zwrócę do sklepu...

@ Wybraliśmy się w niedzielę nad jezioro, wiało strasznie, ale powietrze przynajmniej czyste, zapach jeziora i lasu . Nagle naszym oczom ukazała się pani w stroju kąpielowym i czapce na głowie, która w specjalnych bucikach truchtała brzegiem jeziora, a temperatura 5 stopni!

Opodal grupa młodych ludzi korzystała z kąpieli w jeziorze mieli na sobie rękawiczki i czapki, na pomoście inna grupa już przebierała się w ciepłe ubrania.


Na sam widok zrobiło mi się chłodniej, ale podziwiam szczerze takie wyczyny!

niedziela, 3 maja 2020

Scenki codzienne...

Codziennie zdarzają się nam sytuacje lub obserwacje, które zadziwiają, poprawiają humor lub zmuszają do refleksji.
Kilka scenek, które zapisałam na gorąco, zanim uległy zapomnieniu.

1. Przed marketem sympatyczna staruszka mocuje się z wózkiem na zakupy.
Pytam, co zamierza zrobić - odpowiada, że jakiś pan kazał jej coś wetknąć, by odczepić wózek od reszty.
- musi pani włożyć złotówkę w ten otwór
- ale ja nie mam drobnych...
- proszę, niech pani weźmie mój wózek
- ale co ze złotówką?
- proszę sobie zostawić na później
- ale tak nie można!
W tym momencie podchodzi młodzieniec na rowerze i podaje staruszce plastikowy żeton.
Pani ma łzy w oczach...
- tyle dobra mnie dziś spotyka, dziękuję Wam kochani!

2.Spotykam koleżankę, która opiekuje się swoją teściową, panią około dziewięćdziesiątki.
Pytam, jak sobie radzi z kwarantanną, chociaż ona i tak nie wychodzi z domu od dawna.
Koleżanka na to, że teściowa właśnie wróciła ze szpitala, bo przewróciła się w domu.
- i nic się jej nie stało?
- kochana, mój mąż ją odbierał, czytam wypis ze szpitala , a tam: złamane trzy żebra, zawał serca, wysokie ciśnienie i wstrząśnienie mózgu!
- i ona to przeżyła?
- mocny materiał, niezniszczalna jest!

3.Dziewczynka z tatą spacerują po alejkach z pieskiem.
- co jadłaś dziś na obiad?
- babeczki
- babeczki na obiad? pierwsze słyszę!
- najpierw była zupa z ogóreczków, ale ważniejsze są babeczki z owocami, pycha!

4. Starszy pan wchodzi na bazarek, a z nim równocześnie nieco młodszy klient.
- proszę pana, teraz moja pora zakupów, od 10.00 dla emerytów
- zgadza się, ale jest dopiero 9.30
- to zwracam honor, myślałem, że już później, ale to wina żony, kazała iść po ziemniaki...

5. Stoję przed małym sklepikiem osiedlowym, przede mną pani z dzieckiem.
Dziewczynka pilnuje rowerka, ale rozgląda się wokół.
Jej mama wchodzi, dziecko zostaje na zewnątrz.
- wejdź ze mną do środka, bo muszę cię mieć na oku
- ta pani mnie przypilnuje - i dziewczynka zwraca się do mnie
- prawda, że pani mnie przypilnuje?
- przypilnuję - odpowiadam - ale ty też się pilnuj, bo chyba nie chcesz mamie zginąć?


piątek, 20 marca 2020

Plusy dodatnie i ujemne...


Każda nietypowa sytuacja przymusu ma swoje wady i zalety.
Nie wiem, jak u Was, ale my staramy się ciągle coś robić, trzymać dyscyplinę czyli nie zapuszczać się i pielęgnować pogodę ducha.

O obserwacjach zewnętrznych nieco pisałam, teraz skupię się na plusach i minusach czasu zarazy… (okropna nazwa)

Plusy dodatnie:


+ mieszkanie wysprzątane, usterki naprawione, góra prania wyprasowana
+ wkrótce piwnica będzie uporządkowana, teraz mąż nie ma wymówki
+ odżywiamy się zdrowiej, bo jest czas i ochota na przygotowanie różności, zamiast opychania się kanapkami w pracy
+ na telefon i pocztę elektroniczną dostaję mnóstwo memów , zdjęć i dowcipów, które poprawiają humor
+ odkryłam w domowej bibliotece książki i albumy, które czekają na docenienie
+ chodząc na spacery w nieznane, byle z dala od ludzi odkrywamy nieznane, ciekawe zakątki, polanki fiołków, stokrotek, zagajniki brzozowe itp.
+ trafiam na promocje owoców i kwiatów, z zaopatrzeniem nie ma problemów
+ obserwuję spore zdyscyplinowanie obywateli w sklepach i na ulicach, sąsiadki odpoczywają od opieki nad wnukami
+ na osiedlu spokój, nikt nie hałasuje na podwórkach i boiskach

Plusy ujemne:

- zalewa nas rzeka niesprawdzonych informacji, hipotez, spekulacji
- niepokoi niepewność jutra i długotrwałość przymusowej sytuacji
- brak informacji o dostępie do lekarza, dentysty, badań – przecież ludzie chorują nie tylko na korona wirusa
- wątpliwości budzi skuteczność niektórych zabezpieczeń – nie da się unikać wszelkich kontaktów - co z tego, że ludzie dezynfekują dłonie, skoro wirus przenosi się w powietrzu…
- nigdzie nie ma drożdży, nawet w hurtowniach, ale dlaczego, nikt nie wie…
- z prędkością światła zapełniają się kontenery na śmieci, bo wszyscy robią wiosenne porządki, w dodatku niektórzy podrzucają wielkogabarytowe śmieci innym, o czym donosi nawet nasza lokalna telewizja, straż miejska tropi złoczyńców
- wszystkie instytucje ograniczają kontakty i korespondencję papierową, ale ilość ulotek reklamowych w skrzynkach na listy nadal spora

Dbajcie o siebie, róbcie sobie drobne przyjemności, trzymajcie się z dala od zarazków!
Każda wojna kiedyś się kończy, oby strat było jak najmniej.
(grafika - pixabay.com)

niedziela, 15 marca 2020

Obserwacje ...

Siedzę w domu na zwolnieniu, na szczęście już prawie po kaszlu, katar też jakiś wyjątkowo mało upierdliwy był, jest dobrze.
Aprowizacją zajmuje się mąż i przynosi z wypraw różne informacje.
Dziś poszedł po pieczywo, stał na zimnie ponad pół godziny, bo ludzi pełno, jak to przy sobocie, a do sklepu wpuszczają po 3 osoby.
Sprzedawczyni zdziwiona, że kupił tylko jeden chleb, bo ludzie brali po kilka.
Ciekawe, ile tych chlebów znajdę potem na śmietniku?
Zakupił także wielkie czekoladowe mufiny. Gdy spytałam w jakim celu, bo mamy jeszcze kawałek sernika, odpowiedział, że gdy braknie chleba, będziemy jeść ciastka...

Dziś rozmawiałam z sąsiadką, która z mężem sprzedaje ze straganu warzywa i owoce na targowisku.
Zawsze ich podziwiam, bo bez względu na pogodę pracują na świeżym powietrzu, targowisko bowiem pod gołym niebem.
Pojechali jak zwykle do pracy, a tu na bramie targowiska kartka, ze zamknięto do odwołania.
Sąsiedzi miejscowi, więc wrócili do domu, najwyżej towar zamkną w garażu, bo chłodniej.
Natomiast wielu sprzedawców przyjechało z daleka, niektórzy producenci wędlin i serów spod Łodzi.
Byli też rolnicy, zabili kury, kaczki, jajka w koszach umieścili i wszystko na powrót na wieś trza zabrać...
Dal sąsiadów jest to jedyne źródło dochodu.

Nie wiem czy to konieczne, wszak targowisko na wolnym powietrzu, tłoku nie ma, bo powierzchnia spora, warzywa i owoce myjemy przed spożyciem, a mięso i inne produkty obrabia się termicznie.
W końcu inne sklepy też ten towar mają, a z restauracji można zamawiać na wynos.
Koncepcja jest taka, że teren targowiska należy do miejscowego proboszcza i może to jego zemsta za brak wpływu na tacę?
Teraz , gdy episkopat namawia do zostania w domu, to chyba nadinterpretacja ze strony proboszcza.
Sąsiadka zdruzgotana twierdzi, że nie robi się takich rzeczy w ostatniej chwili...

Najbardziej chyba jednak zdziwiły mnie rozważania w mediach, jak przetrwać z dziećmi w domu?
Porady psychologów, specjalistów od edukacji wszelkiej maści...
Dla niektórych rodziców widocznie to spory problem.
Dzieci albo w placówkach, albo na zajęciach dodatkowych, do domu wracają tylko na nocleg, a tu nagle szkoła przetrwania w domu.
Nie wiem doprawdy, co o tym myśleć
Skoro przerażającą bywa perspektywa spędzenia z własnymi dziećmi kilku dni bez szkoły lub przedszkola, to zastanówmy się nad relacjami w rodzinie... nad swoimi priorytetami.
Ileż to razy słychać narzekania, że nie mamy czasu dla siebie czy rodziny.
To jest sytuacja szczególna, ale i okazja do nadrobienia czasu, którego w zabieganiu brakuje.

Syn donosi mi z Poznania, że znajomy pracujący w dużym sklepie dziwi się panice zakupowej.
Magazyny pełne po sufity, ale gdy nagle wszyscy ruszają na zakupy, to zwyczajnie nie ma kto towaru na półki wykładać, ludzi brak.
A gdy sami zakupili tylko płatki owsiane, jogurt i jabłka, ludzie przy kasie patrzyli na nich jak na kosmitów, a pani w kasie powiedziała, że dawno tak małych zakupów nie widziała...

Wśród sąsiadów nie widzę nikogo, kto potrzebowałby pomocy w zakupach, wprawdzie pani z parteru ma sporo lat i kiepsko chodzi, ale codziennie przyjeżdża do niej córka lub zięć.
Znajoma wozi teściowej obiady i bieżące zakupy, bo pani ma ponad 90 lat i nie wychodzi z domu.
Nie da się nie kontaktować z nikim, pomagać sobie trzeba.


Więcej obserwacji nie posiadam, gdy wyjdę wreszcie na spacer, to pewnie będą inne.

Życzę zdrowia wszystkim i spacerów z dala od wirusa :-)




czwartek, 6 lutego 2020

Z pewnej ankiety...

Znajoma studentka poprosiła nas o wypełnienie ankiety potrzebnej jej do pracy naukowej.
Wielu z nas nie lubi ankiet, zwłaszcza obszernych, ale sama takich używam w pracy, więc jak nie pomóc innej osobie?

Ankieta dotyczyła aktualnych spraw społeczno-politycznych, na szczęście odpowiedzi nie zajęły dużo czasu, gdyż trzeba było w pierwszej części ustosunkować się do pewnych stwierdzeń, na ile odzwierciedlają nasze poglądy.

W drugiej części należało ocenić w liczbach jakie znaczenie mają dla nas niektóre wartości, a uporządkowano je alfabetycznie.

Jeśli jesteście zainteresowani, z czym przyszło nam się zmierzyć, to proszę bardzo, zgadzasz się lub nie z wypisanymi niżej zdaniami:

1. Dla dzieci z ubogich rodzin wykształcenie jest trudno osiągalne.
2. Kiepska opieka zdrowotna zależy głównie od władz i lekarzy.
3. Każdy z nas powinien udzielać się społecznie.
4. Polityków interesuje tylko władza i pieniądze.
5. Warto wydawać fundusze na ochronę dóbr kultury polskiej.
6. Mogę mieszkać wszędzie , nieważne w jakim kraju i wśród jakich ludzi, bylebym miał lepiej.
7. Hasło: Bóg, Honor, Ojczyzna jest dawno przestarzałe.
8. Znajomość polskiej historii nie ma w dzisiejszych czasach żadnego znaczenia.
9. Krytykowanie rządu i Kościoła jest nie na miejscu.
10. We współczesnym społeczeństwie nie powinno być bezdomnych i żebraków.

Druga część ankiety to nadanie znaczenia pewnym wartościom, jakimi kierujemy się w życiu. Zamieszczam w kolejności alfabetycznej i mocno okrojone, bo też było tego sporo (punktacja od 0-10, przy czym 0 to bez znaczenia dla ankietowanego:

Bóg
Dostatek
Elegancja
Honor
Ład rzeczy
Miłość
Niepodległość
Ojczyzna
Pokój
Radość życia
Sprawność
Szczerość
Uprzejmość
Wiedza
Zbawienie
Życzliwość

Jeżeli macie ochotę skomentować ankietę lub jej zawartość w komentarzach, to zapraszam :-)





piątek, 30 listopada 2018

To tu, to tam...

Codzienne obserwacje obfitują czasem w ciekawe scenki.
Samo życie można powiedzieć.

Z reguły każda z tych scenek przynosi późniejsze refleksje, z którymi idę do pracy lub wracam do domu.
Taka filozofia życia codziennego

Nawet obserwacje przyrodnicze takim rozważaniom mogą służyć, uświadamiają nam wszak, że wszystko jest ulotne, a my wobec natury mali jako te mrówki...
****
Idąc do pracy utartym szlakiem widuję panie z jakiejś firmy, sprzątające klatki schodowe.
Wyposażone w sprzęt specjalistyczny i kanistry z wodą. Zawsze zastanawiam się, skąd tę wodę czerpią, ale najgorsze jest to, że brudna woda z wiader po umyciu schodów wylewana jest na trawniki, a przecież tuż obok studzienki ściekowe.
Obawiam się, że trawa pod wpływem tych wszystkich środków do szorowania, mycia, pucowania nie odrodzi się na wiosnę...

****
Szukałam kiedyś czegoś w TESCO, krążyłam z koszykiem między regałami, mijając co jakiś czas ochroniarza.
Nagle słyszę za plecami monolog:
- Mamy tu klientkę, krąży długo po sklepie z towarem w koszyku, coś tam z nim robi, a przy stoisku domaga się obniżenia ceny, na razie obserwujemy, ale zwróć też uwagę w kamerze, nie chcę za blisko podchodzić.
Poczułam się średnio i gdybym miała coś w koszyku, to pomyślałabym, że to o mnie.
Uważam, że ani ochroniarze, ani ekspedienci nie powinny mówić o jednym kliencie w obecności drugiego.

****
Kupowałam na poczcie koperty, przede mną mocno starsza pani płaciła za jeden znaczek, zdziwiona, że tak drogo.
- Wie pani, ja już tylko wymieniam kartki na święta z moją kuzynką, żeby tradycję zachować, a wszyscy to tylko sms-y albo życzenia przez telefon. My wolimy z kuzynką kartki.
- Ma pani rację, tak miło znaleźć w skrzynce życzenia od bliskich.
Na poczcie jest także stanowisko ubezpieczeń i bank pocztowy. Pani z okienka pyta staruszkę czy ubezpieczyła mieszkanie i szybko recytuje, co i za ile można ubezpieczyć.
- Kochana, ja bym wszystko ubezpieczyła, ale za co? Mnie na leki ledwo starczy...

****
Codziennie czynię obserwacje balkonowe. Zawiesiłam kulę z ziarnami ptaszkom na balkonie, miała być dla sikorek głównie, a tu boje prawdziwe między wróblami, jeden drugiego w ogon dziobie, a sikorki kulturalnie na swoją kolej czekają...

****
Na koniec obserwacje jesiennego nieba, nie miałam przy sobie aparatu, więc zdjęcia zrobione telefonem...