Pokazywanie postów oznaczonych etykietą problemy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą problemy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 marca 2026

Za dużo myślenia?

 Moja mama mawiała: nie martw się na zapas, co ma być, to będzie, a jak będzie, to się z tym zmierzymy! I nie był to bynajmniej hurra optymizm, bo raczej twardo stąpała po ziemi, nie uznawała jednak biadolenia i negatywnego myślenia.

Sama staram się robić podobnie, bo już samo myślenie może wywołać lawinę nie do zatrzymania, a do paniki już wówczas blisko.

Wystarczy jedna natrętna myśl i już sen oddala się... hen daleko. A znacie układanie strasznych scenariuszy? bo co będzie, jeśli to czy tamto? 

Jak się zdarzy, to wtedy zaradzimy!

Pamiętam, jak syn wybrał się do kolegi na drugi koniec osiedla. Długo nie wracał, telefonu nie odbierał, ja w oknie, a w głowie scenariusze z najgorszych horrorów. Gdy wreszcie wrócił, okazało się, że telefon padł po prostu i jak to nastolatek - nie wpadł na to, by do matki z telefonu kolegi zadzwonić.

Mawiają, że kto za dużo myśli, na pewno wymyśli problem, którego nie ma. Wystarczy zafiksować się na myślach typu: 

* czy zamknęłam drzwi,

*  czy wyłączyłam gaz, 

*  czy wszystkie okna zamknięte przed wyjazdem?

Ileż to razy dręczyły nas myśli :

-  brać kredyt czy lepiej nie? a jeśli stracę pracę lub choroba mnie dopadnie?

- podżyrować pożyczkę koleżance? a jeśli przestanie spłacać lub wyemigruje? 

- lecieć na urlop daleko czy wypoczywać w kraju? a jak biuro zbankrutuje lub zaginie bagaż?

Pół biedy, gdy potrafimy z podobnymi myślami uporać się racjonalnie, ale gdy powodują stan lęku lub bezsenność, to mamy problem...

A co z myślami, które nas samych zaskakują? czy mieliście tak kiedyś, że własny strumień myśli galopujących w głowie przeraził was nieco? czy to moje myśli, czy podszept  diabła, czy jestem złym człowiekiem lub coś ze mną nie tak?

Przypomniały mi się porzekadła o myśleniu:

Od myślenia głowa boli.

Nie myśl tyle, bo cię zjedzą motyle.

Kogut myślał o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścięli.

Wyszukałam także cytaty znanych i mniej znanych:

1. Człowiek może, choć nie zawsze, kontrolować to, co mówi, ale nigdy tego, co myśli. (W.Herman)

2. On za wiele myśli. Tacy ludzie są niebezpieczni. (W. Shakespeare)

3. I do tego właśnie prowadzi myślenie, pomyślał. Prowadzi do kłopotów. Nawet kiedy wiesz, że inni potrafią myśleć za siebie, ty zaczynasz myśleć za nich też. (T. Pratchett)
 
4. Głowa mi pęka. Myśli chyba galopują mi z jednego końca mózgu na drugi, bo słyszę wewnątrz czaszki stukot ich kopyt. (K.Wilczyńska)

5. Najważniejszych problemów, przed którymi stoimy, nie da się rozwiązać na tym samym poziomie myślenia, na jakim je stworzyliśmy. (A.Einstein)

6. Niesamowite, że tam, gdzie świat ma tysiące odcieni, kościół chciałby, żeby był czarno-biały. Za to tam, gdzie trzeźwe myślenie nie widzi więcej niż dwie opcje, kościół dopatruje się istnienia trzeciej. (A.Eldrycz)


Jak radzicie sobie z natrętnymi myślami? A może nie nękają Was wcale?

niedziela, 28 marca 2021

Wielkie problemy małych ludzi...

 

Nie będą to wesołe rozważania, jeśli ktoś na takie liczy...ale piszę zawsze o tym, co mnie porusza.

Wymienialiśmy się z mężem ostatnio uwagami o stanie psychicznym uczniów.
Ja pracuję z dziećmi z podstawówki, mąż z nastolatkami z zawodówki i technikum.
Dzieciaki z klas 1-3 jeszcze niedawno chodziły do szkoły, te z 4-8 są na zdalnym już bardzo długo.
Młodzież starsza  ze szkół średnich ma zajęcia praktyczne normalnie, tylko lekcje są w formie zdalnej.

Nie chcę się rozpisywać o nauce zdalnej, jest jaka jest, nic na to nie poradzimy, ale szkoda, że pan minister nie zajmuje się prawdziwymi problemami polskiej oświaty, a jedynie wydumanymi. A był na to czas, wałkujemy to od ubiegłej wiosny.

Niedawno odbył się egzamin próbny dla klas ósmych. Zasiadałam w komisji przez trzy dni, w sali dla dyslektyków z wydłużonym czasem pracy.
Nigdy nie widziałam tak cichych i smutnych dzieciaków. Zagadywałam do nich, by trochę rozluźnić atmosferę, ale niewiele to dało.
Napisali, pożegnali się i wyszli. Zajrzałam do arkuszy, wiele zadań oddanych walkowerem, chociaż mieli bardzo dużo czasu. Na korytarzu cisza, jak nigdy, zawsze z zapałem wymieniali się wrażeniami...

Wielu nauczycieli skarży się, że uczniowie znikają z lekcji, czasami zalogują się i znikają , nie reagują na wywoływanie, nie chcą włączyć kamerki. Pedagog szkolny ma pełne ręce roboty, bo nawet rodzice uczniów szukają pomocy w tym dziwnym systemie...
Jak tu się dziwić , skoro w rodzinach przeróżne problemy, od zdrowotnych po finansowe. Umierają dziadkowie, ciocie, ojcowie koleżanek... to wszystko odbija się na poczuciu bezpieczeństwa, motywacji do nauki, nastroju , a do tego hormony zaczynają buzować, narasta bunt wobec pandemicznej sytuacji, wobec  rodziców, szkoły. Co bardziej wrażliwi popadają w stany wymagające psychiatry. 


Podobnie, a więc nie najlepiej u młodzieży. Mąż niedawno rozmawiał z uczniami technikum. Dobrzy uczniowie, inteligentne chłopaki, z którymi można szczerze porozmawiać. 
Także w ich domach choroby, kwarantanna, śmierć starszych członków rodziny. Zauważają u siebie brak motywacji do nauki. Mówią, że zbawieniem są te zajęcia praktycznej nauki zawodu, bo i z domu  jest po co wyjść  i kontakt z kolegami bezpośredni, a przecież wielu dojeżdża z odległych miejscowości.
Mąż stąpa natomiast jak po polu minowym, bo sami uczniowie przyznają, że nie wszyscy ujawniają chorobę w domu, w obawie przed kwarantanną lub utratą pracy.

Za długo to trwa i męczy wszystkich. Nie wiem jakie skutki długofalowe będziemy obserwować po powrocie do szkół, najbardziej żal tych uczniów, którzy ledwo rozpoczęli kontakt z nauczaniem lub zmienili szkołę lub miasto.

Bywają w czasie tego zdalnego nauczania i zabawne momenty, kiedy to mężowie moich koleżanek dokształcają się np. z muzyki lub biologii, bo musza słuchać kolejnych lekcji lub wspomagają duchowo swoje żony nauczycielki takimi na przykład komentarzami:
- jak dorwę tego Adriana, którego ciągle wywołujesz ze strefy nieobecnych, to nie ręczę za siebie
- Brajan włącz tę kamerkę, jak pani prosi, duchem jesteś?


Nie wiem jak to wygląda u studentów, bo nie mam teraz  takich kontaktów, może ktoś z czytających te słowa podzieli się  refleksjami ?

środa, 15 stycznia 2020

Dziwne i kłopotliwe...

Nie wiem czy tylko ja tak mam, ale spotykają mnie dziwne rzeczy na blogach.
Jakby ktoś chciał mnie zniechęcić do komentowania u innych.

Co się dzieje?

1. Mam w profilu bloggera zdjęcie, które na niektóre blogi wchodzi wielkie, zasłaniając pole komentarza, co jest uciążliwe dla właścicieli blogów oraz innych komentujących.

2. Na niektórych blogach znika pole komentarza lub bywa nieaktywne.

3. W zakładkach nie wyświetlają mi się czasem nowe posty na blogach, więc muszę zaglądać sama co tam nowego.

4. Nie tylko u mnie zdarza się chyba, że komentarze znikają,nawet w spamach ich brak.

Czy to jakaś plaga, spisek czy co innego?
Komputer mam wyczyszczony, Windows 10, szablon bloga zwyczajny, bez udziwnień.

Proszę o wyrozumiałość, bo u niektórych wpisuję się w trybie Anonim z podpisem, by nie zaśmiecać im komentarzy wielkimi fotkami, które wszystko zasłaniają.
Zdarza mi się przegapić jakieś Wasze wpisy, bo nie mam info o nowinkach lub nie mogę nic wpisać, bo pole komentarza jest martwe.
Na przykład na blog Piotra z Mozaiki Rzeczywistości wchodzę tylko z komputera w pracy, gdzie mam zwykły system XP, z Windowsa 10 ni du du! Z innej przeglądarki też nie...

Czy ktoś coś kuma w tym temacie, bo ja nic ?!

wtorek, 11 grudnia 2018

To nie dla nas sprawa...

Chłopak, jakich wielu, ostatnia klasa gimnazjum.
Dom bez patologii, rodzice zainteresowani synem, ostatnio zaniepokojeni.
Od października O. zaczął wagarować.
Rodzice powiadomieni przez szkołę stawili się oboje na rozmowę z wychowawcą zdziwieni, że syn nie chodzi do szkoły.

Wydało się przy okazji, że chłopak podbiera rodzicom większe sumy pieniędzy, późno wraca do domu.
Matka odkryła, że syn zrobił sobie duży tatuaż, na który rodzice nie wyrazili zgody. Nie jest przecież pełnoletni.
Prawdopodobnie przeznaczył na to podbierane rodzicom pieniądze.

Za nic nie chce zdradzić, gdzie tatuaż mu zrobiono, nie pomogły prośby i groźby, prywatne śledztwo rodziców nie przyniosło efektów.
Ojciec O. udał się na policję, aby zgłosić nielegalne wykonanie tatuażu u nieletniego bez zgody rodziców.
Na komisariacie usłyszał, że to NIE JEST SPRAWA DLA NICH, bo po pierwsze mała szkodliwość czynu, po drugie nikt nie ucierpiał... poza portfelem rodziców, chyba że oskarżą syna o kradzież.

Ponieważ sprawa oparła się o organy ścigania, jakby nie było,chłopak nieco się wystraszył i obiecał poprawę, chociaż nawet na policji nie zdradził punktu, w którym ozdobiono mu ciało.

Rodzice w obecności syna poprosili nauczycieli o nową szansę, by chłopak nie stracił roku nauki, bo gdy gimnazjum wygasa, nie ma drogi wstecz... ewentualnie do podstawówki, ale to inny program nauczania, a dla chłopaka wstyd.
Taką szansę i pomoc oczywiście dostał, ale czy zrobi z tego użytek? Pozostaje jeszcze nie wyjaśniona kwestia podbierania kasy rodzicom i wiele innych.

Coraz więcej zdarza się sytuacji, gdy bezradni rodzice dojrzewających uczniów szukają pomocy w szkole, ale nasze władze nie widzą potrzeby ani zwiększenia etatów dla pedagogów szkolnych, ani tym bardziej zatrudnienia w szkołach psychologów lub zapewnienia szybkiego dostępu do psychiatrów, a to obecnie coraz bardziej nagląca sprawa.

Jeśli
przyjąć, że podobnej pomocy potrzebują sami rodzice, to jest naprawdę nieciekawie.


poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Nie rozumiem...

Żyję już na tym świecie dość długo, ale chyba jednak za krótko, by pojąć wszystko, co dzieje się wokół mnie. Albo ten świat zwariował albo moja wyobraźnia jest mało pojemna. Gdyby płacono za każde zdanie – NIC MNIE JUŻ NIE ZDZIWI – byłabym bogata….
Nie znam się na polityce, prawie i gospodarce, o sprawach religii lepiej nie dyskutować publicznie, chyba że się kogoś bardzo dobrze zna, czasem coś tam skomentuję na innych blogach, ale jest to zdanie laika i raczej to ja uczę się od innych.
Mnoży się jednak liczba intrygujących mnie zagadnień, których mój umysł już nie ogarnia, może więc moi czytelnicy rozwieją część z poniższych wątpliwości i stanę się bardziej światłą…

Uprzedzam – będzie tego sporo, bo mi się nazbierało:

@ jak to możliwe, że na miesięcznicach smoleńskich czy na zaproszenie ojca dyrektora zjawiał się cały rząd, z prezydentem na czele, a gdy żegnamy generała Ścibora – Rylskiego wysyła się jedynie posła Suskiego, podrzędnego ministra?
@ jak to możliwe, że zaczęły nas dzielić nawet takie uroczystości jak rocznica obrony Westerplatte?
@ jakim cudem obraźliwym stało się słowo KONSTYTUCJA, a jego zawieszenie w jakiejkolwiek formie w miejscu publicznym jest teraz przestępstwem?
@ kto pozwala na to, by ciągle brakowało pieniędzy dla niepełnosprawnych, ciężko chorych, pacjentów onkologicznych i pensjonariuszy hospicjów, gdy tymczasem na imperium ojca dyrektora idą kolejne miliony?
@ kto tak urządził rynek towarowy, że w skupie za owoce i warzywa płaci się producentom 20-40 groszy, gdy my w handlu za te same produkty płacimy jak za przysłowiowe zboże?
@ jak to możliwe, że kształcimy w Polsce prawników na renomowanych uczelniach z tych samych podręczników, a ci prawnicy mają odmienne zdania w podstawowych kwestiach i każdy z nich ma rację?
@ jakim cudem za pracę na stanowisku prezesa jakiejś firmy przez kilka tygodni tylko dostaje się miliony odprawy, a emeryci po 30-40 latach pracy muszą wyżyć za 1000 zł emerytury?
@ jak to możliwe, że profesorowie, sędziowie, eksperci z olbrzymim doświadczeniem i wiedzą przestali być autorytetami, a osoby odpowiedzialne za przyszłość ludzi i kraju powołują się na zdanie magistrów i urzędników z przypadku?
@ jak to być może, że policja na ulicach zatrzymuje i spisuje spokojnych obywateli z białymi różami, a nie zauważa zapalonych rac ani zabronionych prawem transparentów u maszerujących narodowców ?
@ czy to nie śmieszne, że rządzący wprowadzają w życie jakieś przepisy, a potem dziwią się, że obywatele skwapliwie z nich korzystają?
@ czy nie szokują Was w świątyniach napisy typu: wykup modlitwę w dowolnej intencji lub złóż ofiarę za pomyślność modlitwy do św. Antoniego?
@ jak bardzo obniżył się poziom mediów czy może poziom kształcenia dziennikarzy i reporterów, którzy porządnej relacji z wydarzeń nie potrafią przygotować, nie mówiąc o zadawaniu pytań rozmówcom?
@ czy tylko ja odnoszę wrażenie, że więcej jest w mediach doniesień o tym, co dzieje się w USA, niż w naszym własnym kraju, a gdzie reszta świata lub Europa chociażby?
@ jak to możliwe, że w naszym katolickim kraju jest tylu złodziei, oszustów i przemocy na każdym kroku?
@ czy to nie dziwne, że urzędujący ministrowie robią wszystko dobrze i zawsze mają rację, a gdy się ich zmienia, to następcy starają się naprawić to, co poprzednicy zepsuli?
@ dlaczego każda władza zmienia wszystko niemalże, co wprowadziła poprzednia, nawet jeśli wcześniejsze ustalenia były sprawdzone, przynajmniej niektóre?
@ jak długo będzie nam się wmawiać, że to co nam się nie podoba, z czym się nie zgadzamy jest dla naszego dobra, bo władza wie lepiej?

Przepraszam za chaotyczną listę pytań, ale trudno uporządkować emocje, które nawet w trakcie pisania dają znać o sobie.

Sporadycznie zabieram głos na takie tematy, ale coraz częściej mam wrażenie, że coraz głupsza jestem...

poniedziałek, 19 lutego 2018

Podręcznik nie jest niezbędny...

Przy poniedziałku prozaicznie będzie, ale życie to nie sielanka...
Pisałam już dwukrotnie o podręcznikach, więc jeśli ktoś nie czytał, odsyłam TUTAJ.
Jeśli zaś temat zbyt przyziemny, nie zawracajcie sobie głowy.

Na prośbę Szarabajki wracam do tematu, ale obiecuję nie narzekać i nie użalać się nad sobą, każda praca ma wady i zalety. Już pogodziłam się z tym , że zrobiono ze mnie magazyniera…
Do podjęcia tematu skłoniły mnie ostatnie wypowiedzi pani minister od edukacji, takich bzdur już dawno bowiem nie słyszałam… daleko władza odchodzi od realnego życia, jak się okazuje.
Jak może wiecie darmowe podręczniki otrzymują wszystkie dzieci w podstawówkach i w wygaszanych klasach gimnazjalnych.
U nas jest prawie 600 dzieci, każde dostaje od10-12 książek i niemal tyle samo ćwiczeń lub innych materiałów edukacyjnych. Jeśli chce Wam się mnożyć, to sobie policzcie, ile to sztuk, ile to kasy.
Pieniądze te są nasze wspólne, tymczasem obserwuję kolosalne marnotrawstwo tychże, bo co darmowe, tego się nie szanuje, po drugie kolejna reforma edukacji skróciła żywot zakupionych podręczników z 3 do 2 lat użytkowania, bo nowa podstawa programowa wymaga nowych książek.
Podręczniki wycofane idą na przemiał, chociaż część z nich mogłaby spokojnie uczniom posłużyć jeszcze jakiś czas. Ale trzeba było zakupić nowe.
Zakupionych nie ma gdzie przechowywać, bo wbrew temu, co mówi pani minister, szkoły w większości nie mają pomieszczeń nie tylko na szafki dla uczniów, ale przede wszystkim na przechowanie podręczników przez wakacje.
Nie wspomnę o scedowaniu odpowiedzialności za reformę na szkoły i samorządy, bo ministerstwo daje jedynie dotację, a zbyt późne skierowanie nowych podręczników do realizacji spowodowało, iż ostatnie podręczniki i ćwiczenia rozdawaliśmy dzieciom w listopadzie i to wcale nie były nieliczne wyjątki!
Po protestach m.in. środowiska bibliotekarzy w sprawie podręczników otrzymaliśmy od pani minister jedynie stwierdzenie, że przecież podręcznik w nauczaniu nie jest obowiązkowy czy raczej niezbędny!
Są przecież e-podręczniki!
Nie ma chleba? Niech jedzą ciastka! To dokładnie to samo!
Dlaczego? Bo do e-podręcznika musi być chociaż tablet… nie chcę tu wchodzić w logistykę, koszty i problemy techniczne, nie mam na to siły!

Drugi problem to ciężar tornistrów. Sprawdzaliśmy dwukrotnie ciężar plecaków z planem lekcji. Jedynie w starszych klasach ciężar przekracza nieco zalecany, ale dochodzą : ciężkie piórniki( nieraz podwójne), zeszyty w twardych okładkach, śniadanie, napoje, strój na WF, u dziewcząt kosmetyki, u maluchów maskotki. Prawdą też jest, że niektórzy uczniowie nie przepakowują się na następny dzień, bo to zbyt dużo zachodu…
Inna sprawa to ciężar samych książek – po co drukować podręczniki na ciężkim kredowym i drogim papierze, skoro okładki są broszurowe, a książki rozpadają się nieraz tuż po otwarciu…
Mały procent uczniów ma owinięte książki, co zwiększą stopień ich zniszczenia, w plecakach wszak nosi się owoce, mleko w kartonikach, napoje, chleb i słodycze… resztę sobie wyobraźcie :-(

Uczniowie dostają komplet książek na cały rok, ale zdarzają się przeprowadzki, nawet do innych miast i każdemu nowemu uczniowi szkoła musi zapewnić nowe podręczniki i nowe ćwiczenia.
W razie zniszczenia lub zagubienia podręcznika rodzice płacą grosze (4,34 zł za jedna część elementarza), ale zamówić można komplet, nie pojedynczy egzemplarz… czas oczekiwania – kto to wie?
W zeszłym roku ubytkowaliśmy podręczniki do 1 i 4 klasy, w tym roku pójdą na przemiał podręczniki do 2 i 5 klasy, a co nowego ministerstwo wymyśli do września?
Zobaczymy…

sobota, 13 stycznia 2018

I co Wy na to?

Czasami słyszymy o problemach rodziców z własnymi dziećmi, bardzo im wtedy współczuję, bo mnie jakoś ominęły: bunt nastolatków, dredy, glany, wracanie nad ranem z imprez, podbieranie pieniędzy, powtarzanie klasy.

Z drugiej strony – nasze dzieci , nasza zasługa lub porażka. Zdarza mi się być świadkiem różnych sytuacji lub słyszeć rozmaite historie, które nasuwają pytanie – w którym momencie rodzice z opowieści popełnili błąd?
Mama upartego 3-latka opowiada znajomej, że dziecko nie zrobi siusiu na nocnik inaczej, jak w towarzystwie tabletu lub nie zaśnie prędzej, aż nie obejrzy kilku bajek w łóżeczku, nawet z pieniędzy uzbieranych na imprezie rodzinnej z okazji roczku kupili mu telewizor do dziecięcego pokoju.
Idąc do pracy obserwuję mamy czekające przed szkołą z niemowlakami w wózkach lub na rękach. Jeśli myślicie, że dzieci bawią się grzechotka lub pieluchą, to mylicie się, raczej smart fonem. Podobnie było w poczekalni szpitalnej przychodni – chcesz mieć spokój, daj dziecku smart fon, byle wyłączyło dźwięk w komórce…
Ilość wulgaryzmów, które zdarza mi się słyszeć z ust niektórych rodziców przed szkołą też mrozi krew, a dzieci słuchają …
Kiedyś byłam świadkiem jak na przerwie mama podeszła na boisko, by przywołać syna i „doładować” zapas chipsów i batoników, bo nie ma u nas sklepiku…
Jedna z mam poskarżyła się wychowawcy, że syn nie chce chodzić do szkoły, bo przestała mu dawać pieniądze na zakupy w Biedronce, woli dawać mu zdrowe kanapki i napoje, ale napotkała bunt 12-latka , bo śniadanie z domu to obciach…
Pijąc kawę w Mc Donaldzie zostałam zaczepiona przez kobietę, która chyba chciała pożalić się, że jej dziecko, jedząc dania z tej restauracji nabawiło się alergii pokarmowej. Zapytałam, kto mu kupował te dania, a poza tym jedzenie w Mc Donaldzie nie jest obowiązkowe, każdy rodzic ma wybór…
Wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy, co ich dzieci robią w Internecie, jakie oglądają filmy, dokąd chodzą po szkole i na co wydają kieszonkowe. Co można odpowiedzieć matce, która nie radzi sobie już z 7-latkiem, a ojciec pracuje za granicą lub rodzicom, którzy uważają, że poczynaniami ich dzieci na FB powinna zajmować się szkoła, bo oni maja dość na głowie…
Nie napisałam jeszcze o okradaniu własnych rodziców czy dziadków, wagarowaniu, cięciu się żyletkami, fałszowaniu podpisów czy włamywaniu się na konta internetowe…
Trudno jest być rodzicem, nie ma na to szkół, ale chyba zwyczajnie trzeba dorosnąć do tej roli…

środa, 20 września 2017

Niebezpieczne dzieciństwo...

Mówi się, że żyjemy w niebezpiecznych czasach, że dziecka nie można bez komórki z domu wypuścić i w każdej chwili jego życia trzeba je kontrolować.
Taka kontrola to właściwie już od urodzenia trwa, słoiczki sterylnego papu, pampersy, ściśle kontrolowane zabawki, mega higiena, totalna nadopiekuńczość w przedszkolu i w szkole, skutkująca sporym brakiem samodzielności i nadprodukcją rozmaitych fobii.
Na spacerze dziecku nie wolno się ubrudzić, wszystko jest sto razy myte i dezynfekowane, maści na ukąszenia, otarcia, specjalne plastry i miliony szczepionek. Często wolimy, by latorośl spędzała czas przed komputerem czy telewizorem, niż szwendała się po niebezpiecznych ulicach.
Wybieramy, co dziecko ma ubrać, jaka książkę czytać, z kim się bawić...
Na drugim biegunie jest kompletna odwrotność czyli też niezbyt dobrze. Jak znaleźć złoty środek? Zastanawiają się nad tym kolejne pokolenia rodziców, bo popełnienie błędów w tym wypadku może przynieść poważne skutki.
Może wystarczy przypomnieć sobie własne dzieciństwo i dorastanie i zrobić bilans - jakim na pewno nie chciałbym być rodzicem?
Paradoksalnie, wielu z nas czasem naśladuje swoich rodziców w wychowaniu dzieci lub czyni wręcz odwrotnie, jeśli rodzice byli surowi, to my jesteśmy tolerancyjni, wychowujemy bezstresowo.
Zdarza się, że do szkoły zgłaszają się rodzice z komunikatem - nie radzę sobie z moim dzieckiem , nie wiem, gdzie popełniliśmy błąd...
Bywa, że rodzice odpychają problemy sygnalizowane przez nauczycieli i dopiero, gdy w domu dzieje się źle, przychodzą po ratunek do szkoły.
Dlaczego do szkoły? Bo łatwiej, bo jest codzienny kontakt, bo nie czeka się w kolejce do psychologa i nie płaci za poradę...bywa, że matka dziecka ma problem ze sobą, jest w depresji, ale kolejka do psychiatry to co najmniej pół roku. Pomocna natomiast może być rozmowa z wychowawcą czy pedagogiem szkolnym, ale z drugiej strony zdarzają się rodzice, którzy zainteresowanie sytuacją w domu dziecka traktują jako ingerencję w życie rodziny.
Najbardziej jednak zdumiewają rodzice, którzy całą odpowiedzialność za dziecko zrzucają na szkołę i kościół, na świetlice środowiskowe, na dziadków.
Na jakichś warsztatach czy szkoleniu dla pedagogów prowadzący zażartował, że niektórzy rodzice chcieliby , aby można było oddać dziecko do placówki na przykład w wieku 3 lat i odebrać "gotowego" inżyniera...
Tylko, obserwując niektórych rodziców, tak się zastanawiam, czy to był żart czy niedaleka przyszłość?

niedziela, 18 października 2015

Z dziećmi o rzeczach trudnych...

Bardzo trudno nam, dorosłym rozmawia się z dziećmi o sprawach dorosłych. Wielu rodziców woli niektóre tematy traktować jako tabu lub wyręczać się filmem, szkołą itp. A są przecież wspaniałe książki, które w takich rozmowach mogą nam pomóc, dzięki czemu zacieśnimy więzi z naszym dzieckiem, wyjaśnimy mu wiele spraw bez obaw, że ktoś zrobi to inaczej niż byśmy sobie tego życzyli, a przede wszystkim nie możemy ciągle odpowiadać dziecku: dowiesz się jak dorośniesz, później Ci to wytłumaczę. Dlaczego? Bo zabijamy w dzieciach naturalną ciekawość świata i w pewien sposób odtrącamy, zasiewamy wątpliwość, że jeżeli nie może na nas liczyć w naturalnym zaspokajaniu ciekawości, to kiedy?
Pierwszą taka książką jest OPOWIEŚĆ O BŁĘKITNYM PSIE.
Oto cytat wyjaśniający skąd taki tytuł: "Błękitny Pies przychodzi do wielu dzieci i przynosi im opowieść tylko o nich samych. I każde dziecko doskonale wie, że są one tylko dla niego".
Każdy rozdział książki przedstawia inne dziecko, a każde z bohaterów ma inny problem, inne przeżywa rozterki, a dorośli nie zawsze umieją pomóc lub wytłumaczyć.
BASIA - to opowieść o niewidomej dziewczynce, której przykład dowodzi, że można poznawać świat i być niezwykłym, nawet gdy się nie widzi, ale patrzy się inaczej, innymi zmysłami.
STAŚ - chłopiec, który miał problemy z matematyką i czuł się gorszy od innych dzieci, ale dzięki opowieści Błękitnego Psa też poczuł się kimś ważnym, dowiedział się, że można być wielkim nie mając wybitnego umysłu.
TOMEK i mama Tomka - opowieść o chłopcu i jego mamie, która patrzyła na zmagania się dziecka z ciężką chorobą, wreszcie musiała pogodzić sie z Jego odejściem. Ciepła przypowieść także dla rodziców chorych dzieci.
Wreszcie opowieść o dziewczynce, której udało się zrozumieć, ze nikt nie jest winien tego, ze straciła nogę w wypadku i powinna zgodzić się na dopasowanie protezy, zamiast krzyczeć na wszystkich i robić innym przykrości.
Na końcu autorka, która jest psychologiem proponuje czytelnikom napisanie lub narysowanie własnej historii w podobnym klimacie. Jak widać książka jest pięknie ilustrowana i świetnie będzie ja czytać razem z dzieckiem. Gorąco polecam, przeczytałam całą i nie kryję, że wzruszyłam się bardzo...Jeśli zna ktoś Oskara i Panią Różę, to wie, o czym mówię.

Druga książka to opowieść o dziewczynce, która przestała się uśmiechać. Książka do wspólnego czytania z dziećmi, wyjaśniająca czym jest zły dotyk i podpowiadająca rodzicom na jakie sygnały ze strony dzieci zwracać uwagę oraz jak rozmawiać z dzieckiem, aby nakłonić je do opowiedzenia swojej historii. Nie jest to łatwe, gdyż dzieci często biorą na siebie winę dorosłych i boją się kary za to co je spotkało.
Polecam wszystkim książki wydane przez Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, sa to lektury często polecane przez Fundację CAŁA POLSKA CZYTA DZIECIOM.
Cdn....