Pokazywanie postów oznaczonych etykietą restauracja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą restauracja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 lipca 2026

Druga szansa?

 

W jednym z komentarzy pod poprzednim postem pojawiła się uwaga, by restauracjom o wątpliwej renomie dać szansę poprawy.

Opiszę więc swój przypadek i oceńcie sami...

Zaprosiłam rodzinę do restauracji, by było odświętnie, mniej roboty dla mnie, a nowych dań zawsze fajnie spróbować. Zarezerwowaliśmy stolik na 7osób , dania do wyboru z karty. 

Gdy chcieliśmy zmienić godzinę rezerwacji, pani zaproponowała swoją, bo jedna rezerwacja już jest i nie dadzą rady tylu osób obsłużyć. Tu mi się zapaliła lampka! 

A co, jeśli dojdą klienci z ulicy, bo to wszak niedziela...

Dodam, że restauracja spora, przy parku, reklamują się intensywnie, rozdając nawet wizytówki spacerowiczom.

Przyjechaliśmy na wyznaczoną godzinę, pani w bufecie wskazała stolik, o dziwo nakryty obrusem i wazonikiem z kwiatkami.

Czekaliśmy na podejście kelnerki 20 minut, tłoku w lokalu nie było. Ktoś zamówił kawę, ktoś inny wybierał dania, ktoś kończył posiłek. Mąż podszedł do bufetu by poprosić o karty menu, dostał tylko 3, bo więcej nie mają!

Po kolejnych długich minutach przyszła pani/dziewczyna z notesikiem. Zamówiliśmy dania i napoje, a w obawie o długie czekanie poprosiliśmy najpierw o obiad dla dziecka, bo głodne.

Faktycznie makaron dla dziecka zrobiono w miarę szybko, my czekaliśmy nadal, mimo rezerwacji! Po godzinie podeszłam, by zapytać o nasze zamówienie. Pani zdziwiona zapytała, co zamawialiśmy, okazało się, że kuchnia już wydaje. Nie dostaliśmy sztućców, ani napojów, jedynie piwo bezalkoholowe dla panów.

W popłochu ktoś na naszą prośbę  przyniósł sztućce. Dziecko dawno już zjadło, więc ktoś musiał malucha dopilnować, zamiast w spokoju zjeść.

Przy innym stoliku pan dopytywał o rosół dla dzieci i piwo dla siebie, dwie panie wypiły kawę, zanim doniesiono deser.

Kuchnia sprawiła sie nieźle, choć bez wow! Zamówiłam sałatkę z kurczakiem, a dostałam sałatę z kawałkiem piersi z kurczaka za niemałą kwotę. Gdy mąż poszedł uregulować rachunek, musiał pilnować, by nie doliczono napojów, które nie zostały podane. Było mi wstyd przed gośćmi!

Co z tego, że nas przeproszono, gdy niesmak został!

Na szczęście jechaliśmy do domu na kawę i ciasto!

Po fakcie i ochłonięciu z niemiłych wrażeń, zajrzałam do Internetu  i opinii o restauracji. Wiele podobnych do naszej, a najgorsze, że negatywne opinie nawet sprzed roku, właściciel odpowiada na wszystkie komentarze sztampową formułką, ale zmian na lepsze nie widać.

Więcej nas w tej restauracji nie zobaczą i drugiej szansy nie będzie...



sobota, 22 czerwca 2019

Obrazek...

Poszliśmy na zakupy, bo w lodówce światło i w drodze powrotnej mąż nabrał ochoty na mały kubełek z KFC.
Czemu nie, raz do roku można.
Przed wejściem widzimy dwie młode mamy z piątką dzieci w sumie, pchały dwa wózki z maluchami.
Do lokalu dwoje drzwi, mąż trzyma zewnętrzne, ja wewnętrzne, by towarzystwo mogło bezpiecznie przejść, taki odruch.
Mamuśki z dziećmi przeszły, ani dzień dobry, ani dziękuję...
Szczegół, nie jestem drobiazgowa.
Mąż tylko zwrócił uwagę, że panie ubrane jak na plażę lub do siłowni, a tatuaży miały tyle, że wystawę grafiki można by z ich udziałem zorganizować na miejscu.
Zamówiliśmy nasz kubełek, zajęliśmy miejsce.
Panie z dziećmi także zamówiły (trochę to trwało) i zaczął się spektakl. Najpierw przywołały obsługę, by dostawiono specjalne krzesełka dla dzieci i je w nich posadzono, po uprzednim umyciu krzesełek oczywiście.
Jedna z mam odebrała zamówione kubełki, frytki i kubki z napojami. Druga zaczęła rozdawać dzieciom jedzenie. Zdziwiłam się, że tak małe dzieci dostają frytki i colę, ale co mi tam.

Rajwach przy stoliku był straszny, frytki fruwały, kubki z colą przewracały się, ale przecież dolewać można do woli.
Spadały różne przedmioty, a to butelka, a to zabawka, ktoś z klientów próbował podnosić, ale ile można?
Mamusie dobrze się bawiły, gadały przez telefony, podziwiały wzajemnie paznokcie i nowe tatuaże, dzieci testowały cierpliwość pana z obsługi, starszego emeryta, który zapewne dorabiał w lokalu do skromnej emerytury.

Na szczęście zjedliśmy szybko nasz mały kubełek kurczaka na ostro i małe frytki i mogliśmy wyjść na zewnątrz.

Coraz trudniej znaleźć spokojne miejsca, coraz trudniej o cierpliwość.