Mówi się, że nie wszyscy radzą sobie z życiem...
Przyczyny bywają różne: słaba psychika, zbieg fatalnych okoliczności, brak umiejętności społecznych, uzależnienia, zawód miłosny, brak poczucia bezpieczeństwa itd.
Bywa, że człowiek staje pod ścianą i jeśli nie potrafi lub wstydzi się poprosić o pomoc, sięga po rozwiązanie ostateczne czyli samobójstwo.
Czasami samobójstwo jest skutkiem depresji, długotrwałej, wyniszczającej i nawet najbliżsi nie zauważają niepokojących objawów choroby.
Chcę dziś opowiedzieć dwie historie, smutne, z tragicznym finałem, ale uświadamiające, że obok nas codziennie są ludzie potrzebujący wsparcia, choćby rozmowy i może gdyby takie znaleźli, nie szukaliby rozwiązań ostatecznych... choć kto to wie?
Żona pana S. tego dnia mijała męża na schodach, ona na zakupy, on do piwnicy, gdzie miał swój azyl. Zawsze tam coś dłubał, przynosił to, o co żona poprosiła.
Gdy wróciła z ryneczku, mąż był nadal nieobecny, ale nie zaniepokoiło jej to, pewnie kolegę przygruchał i nalewki próbują.
Codzienna krzątanina spowodowała, że nie zauważyła upływu czasu. Zaniepokojona, wreszcie zeszła do piwnicy, bo ile razy obiad można odgrzewać?
W drzwiach wmurowało ją w posadzkę, pan S. wisiał martwy na sznurze. Za późno było na ratunek, pogotowie, policja, powiadomione dzieci.
Gdy pani S. otrząsnęła się z szoku i męża pochowała, zaczęły się schody.
Okazało się, że pan S. był nałogowym hazardzistą, zadłużył mieszkanie i tylko dzięki dobremu prawnikowi i pomocy dzieci pani S. nie stała się bezdomną.
Ciekawe, jak udało mu się ukrywać przed żoną i dziećmi swoje uzależnienie i długi, koniec końców , gdy doszedł do ściany wybrał ostateczne rozwiązanie ...
Rozmawiałam z panią S. po jakimś czasie. Stwierdziła, że nie miała czasu na żałobę, tyle spraw czekało na załatwienie , a najbardziej dominującym uczuciem była wściekłość na męża, że zostawił ją samą z całym tym galimatiasem.
Drugi przykład to pan w średnim wieku, mąż atrakcyjnej pani, z którą prowadzili prywatną firmę.
Elegancki, dbający o kondycję, miły dla sąsiadów, znany i lubiany na osiedlu domków jednorodzinnych.
Któregoś dnia jedna z sąsiadek zauważyła w rozmowie z inną, że dawno nie widziała pana Z. - ani z żoną, ani w trakcie joggingu, ani w ogrodzie, ani tym bardziej wracającego z pracy.
Gdy spostrzeżenia pocztą pantoflową dotarły gdzie trzeba, odpowiednie służby zainteresowały się nagłym zniknięciem pana Z.
Okazało się, że związek i firma państwa Z. są już historią, małżonkowie rozstali się po 20 latach wspólnego życia, a w zasadzie to pani Z. odeszła z młodszym partnerem.
Lubiany przez sąsiadów pan Z. prawdopodobnie nie mógł poradzić sobie z zaistniałą sytuacją i powiesił się w swoim domu. Jak stwierdziła jedna ze znajomych - dobrze, że małżonkowie nie mieli dzieci ...
Jak mało znamy naszych bliskich, przyjaciół, współpracowników lub tak dobrze ukrywają oni swoje problemy...

