Mówi się, że gwiazdy, celebryci mają swoje fanaberie, dziwne wymagania czy przyzwyczajenia, którymi utrudniają innym życie.
A to określony rodzaj wody mineralnej, a to kolor ścian w garderobie lub okrągła wanna.
Ale czy tylko gwiazdy i gwiazdorzy mają dziwne słabości i wydumane wymagania?
Fanaberie miewamy chyba wszyscy, ale nie wszyscy uważają swoje słabostki i gusta za dziwaczne.
Przypomniały mi się podobne zachowania w wykonaniu członków rodziny i znajomych, chociaż możliwe, że czytelnikom nie wydadzą się wcale dziwaczne.
Mój kuzyn nie lubił świeżo krochmalonej pościeli, a w czasach gdy był dzieckiem pościel bez krochmalu była nie do pomyślenia.
Aby mógł w niej spać bez niechęci, ktoś z rodziny musiał przespać się w niej choć raz, by zniknęło odczucie nie nagannej świeżości.
Pościel pognieciona i lekko używana już była O.K.
W liceum miałam koleżankę Lucynę, która jadała potrawy w niespotykanych połączeniach, na przykład truskawki tylko z majonezem.
Natomiast niedawno "przyłapałam" uczennicę na tym, że jadła bułkę z szynką i nutellą jednocześnie, takie dwa w jednym.
Znam także osoby, słodzące potrawy, które z reguły bywają wytrawne, na przykład zupę jarzynową. Tak robili moi dziadkowie, tak robią znajomi z Wielkopolski.
Mój brat, jako dziecko łykał tabletki oraz inne medykamenty wyłącznie razem z musem jabłkowym, inny sposób podania nie wchodził w grę.
Było więc wiadome, że jeśli zachorował, należało zaopatrzyć się w hektolitry musu z jabłek.
Mój tato jako dziecko musiał mieć na talerzu wszystko do pary, więc babcia często przekrawała jajko lub parówkę na pół.
Nie wiem czy to fanaberia, ale bywają osoby, które czy to u siebie, czy w hotelu zawsze śpią w łóżku od strony okna, niektórzy sypiają wyłącznie nago.
Szczególne jedzeniowe fanaberie miewają dzieci. Na przykład jeśli jogurt, to tylko różowy, jeśli bułka to tylko spód lub tylko wierzch, rozdzielanie składników drugiego dania lub miksowanie zupy, by nie widać było jej składników.
Nie dziwią mnie już osoby ubrane od stóp do głów na czarno, ale szukanie części garderoby bez jakiegokolwiek printu, znaczka, napisu to już ekstremalny sport.
A czy kształt łóżka, mebli może być fanaberią?
(grafika - https://images.app.goo.gl/8HnNcgzL2g6dLuot6)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantazja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantazja. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 3 lutego 2020
środa, 10 czerwca 2015
Opowieść Oskara
Oskar jest gadatliwym chłopcem, poznałam go gdy miał 7 lat. Na szkolnej wycieczce wybrał mnie na towarzyszkę spacerów po mieście i opowiadał różne historie. Słuchaczowi jest o tyle ciężko, że chłopiec bardzo się jąka i trzeba dużo cierpliwości by wytrwać w słuchaniu do końca.
Oskar przychodzi często do biblioteki, zapisuje się na komputery i siedząc przed monitorem też gada: do kolegów, do mnie, do siebie. Uciszany bardzo się stara, ale to gadanie jest silniejsze od niego. Oskara fascynują dinozaury i astronomia, a szczególnie czarne dziury.
W poniedziałek przyszedł do czytelni, ja byłam zajęta porządkowaniem księgozbioru, zakurzona jak diabeł tasmański. Chłopiec wziął kilka czasopism mówiąc, że musi poszukać informacji o słoniach, bo jedzie na wakacje do Afryki. Pytam do jakiego kraju w Afryce, ale Oskar nie wiedział. Mama powiedziała tylko, że do Afryki i on musi się dowiedzieć, co jedzą słonie, bo będzie je dokarmiał. Ja mu na to, że słonie to nie dziki, żeby je dokarmiać.
Po chwili zaczął szukać książek o kotach, bo ma w domu rudego kotka. Potem zainteresowały go rysunki w książce o budowie człowieka: pępowina, serce, wątroba, pęcherz. Zapytany czemu go to interesuje, odpowiedział, że jego wujek miał operację serca, ale na szczęście uratowano mu życie, bo w przeciwnym razie nie zobaczyłby więcej wujka, a widział go tylko raz, bo mieszka w Anglii. Poza tym widział kiedyś jak prześwietlano jego braciszka i zdziwił go widok wszystkiego, co człowiek ma w środku.
Zapytany dlaczego jedzie aż do Afryki, odpowiedział, że do taty i ma nadzieję, że tato pogodzi się z mamą i do nich wróci.
- Ale mówiłeś, że twój tato był pilotem i zginął w wypadku.
- Tak mówiłem, kiedy?
- W zeszłym roku na wycieczce.
- A, to pewnie był mój pierwszy tato. Tak, on zginął, ale ten drugi pokłócił się z mamą i wyjechał i ja chciałbym żeby wrócił, bo mogę nie mieć już żadnego taty.
- I dlatego jedziesz do Afryki?
- Właśnie, ale najbardziej to chciałbym tak jak w filmie, żeby można było cofnąć czas i wtedy zmienić tak, żeby tato nie zginął.
- A oglądałeś film "Powrót do przyszłości"?
- A o czym to?
- O naukowcu, który zbudował wehikuł czasu i mógł przenosić się wstecz o kilkadziesiąt lat.
- To ja pani opowiem mój ulubiony film.
I Oskar zaczął opowiadać. Nie jestem niestety w stanie przekazać treści całej opowieści, bo była i długa (cała godzina) i mało zrozumiała, w dodatku chłopiec cały czas chodził w kółko po czytelni, bo dzięki temu lepiej mu się mówi i faktycznie mniej się jąkał.
Nagle oznajmił: to już koniec, muszę iść na logopedię.
Od wychowawcy wiem, że Oskar często fantazjuje, ojca faktycznie nie ma, mieszka z mamą i dziadkami, długo przesiaduje w świetlicy. Bywa męczący , ale trzeba go wysłuchać, bo jak nie ja to kto?
Oskar przychodzi często do biblioteki, zapisuje się na komputery i siedząc przed monitorem też gada: do kolegów, do mnie, do siebie. Uciszany bardzo się stara, ale to gadanie jest silniejsze od niego. Oskara fascynują dinozaury i astronomia, a szczególnie czarne dziury.
W poniedziałek przyszedł do czytelni, ja byłam zajęta porządkowaniem księgozbioru, zakurzona jak diabeł tasmański. Chłopiec wziął kilka czasopism mówiąc, że musi poszukać informacji o słoniach, bo jedzie na wakacje do Afryki. Pytam do jakiego kraju w Afryce, ale Oskar nie wiedział. Mama powiedziała tylko, że do Afryki i on musi się dowiedzieć, co jedzą słonie, bo będzie je dokarmiał. Ja mu na to, że słonie to nie dziki, żeby je dokarmiać.
Po chwili zaczął szukać książek o kotach, bo ma w domu rudego kotka. Potem zainteresowały go rysunki w książce o budowie człowieka: pępowina, serce, wątroba, pęcherz. Zapytany czemu go to interesuje, odpowiedział, że jego wujek miał operację serca, ale na szczęście uratowano mu życie, bo w przeciwnym razie nie zobaczyłby więcej wujka, a widział go tylko raz, bo mieszka w Anglii. Poza tym widział kiedyś jak prześwietlano jego braciszka i zdziwił go widok wszystkiego, co człowiek ma w środku.
Zapytany dlaczego jedzie aż do Afryki, odpowiedział, że do taty i ma nadzieję, że tato pogodzi się z mamą i do nich wróci.
- Ale mówiłeś, że twój tato był pilotem i zginął w wypadku.
- Tak mówiłem, kiedy?
- W zeszłym roku na wycieczce.
- A, to pewnie był mój pierwszy tato. Tak, on zginął, ale ten drugi pokłócił się z mamą i wyjechał i ja chciałbym żeby wrócił, bo mogę nie mieć już żadnego taty.
- I dlatego jedziesz do Afryki?
- Właśnie, ale najbardziej to chciałbym tak jak w filmie, żeby można było cofnąć czas i wtedy zmienić tak, żeby tato nie zginął.
- A oglądałeś film "Powrót do przyszłości"?
- A o czym to?
- O naukowcu, który zbudował wehikuł czasu i mógł przenosić się wstecz o kilkadziesiąt lat.
- To ja pani opowiem mój ulubiony film.
I Oskar zaczął opowiadać. Nie jestem niestety w stanie przekazać treści całej opowieści, bo była i długa (cała godzina) i mało zrozumiała, w dodatku chłopiec cały czas chodził w kółko po czytelni, bo dzięki temu lepiej mu się mówi i faktycznie mniej się jąkał.
Nagle oznajmił: to już koniec, muszę iść na logopedię.
Od wychowawcy wiem, że Oskar często fantazjuje, ojca faktycznie nie ma, mieszka z mamą i dziadkami, długo przesiaduje w świetlicy. Bywa męczący , ale trzeba go wysłuchać, bo jak nie ja to kto?
Subskrybuj:
Posty (Atom)


