Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 sierpnia 2021

Przerywnik sanatoryjny.

 

O Grecji jeszcze będzie, ale na świeżo mam relację bratowej z pobytu w sanatorium i chyba warto opowiedzieć, jak wygląda leczenie kuracjuszy w ramach NFZ.

Kiedy my pławiliśmy się w luksusie, brat z bratową przebywali w sanatorium na południu Polski.
Czekali długo, bo pandemia, nowe terminy, dojechali własnym autem.
Na dzień dobry musieli dopłacić 1500 zł, nawet dokładnie nie wiem za co, do tego 160 zł za parking plus opłaty za dostęp do TV, za leżaki na balkonie itp.

Żywienie sanatoryjne spodziewane raczej, zwłaszcza, gdy stawka dzienna wynosi 10 zł. Bratowa postanowiła nie wybrzydzać, wszak przyjechała podratować zdrowie, a lokalizacja budynku wynagradzała wiele niedogodności. Za widoki i spektakularne miejsca spacerowe niektórzy płacą majątek.

Codziennie na śniadanie zupa mleczna w różnych odsłonach, trochę kiepsko dla kuracjuszy z nietolerancją laktozy, ale gdy w towarzystwie zupy mlecznej pojawiły się szprotki w oleju z puszki, to już nadwerężyło skalę wyrozumiałości. Obiady stołówkowe, bez konkretnego smaku, na kolację przeważnie sałatki na bazie ryżu lub makaronu, wszak te dodatki robią ilość.

Na szczęście wycieczki autem pozwalały na zmianę smaku w innych miejscach, a gdy  piwo było w cenie dziennej stawki żywieniowej w sanatorium , to doceniało się zaradność intendenta sanatoryjnej kuchni.

Zabiegi dobierane skromnie i wcale nie wedle wskazań lekarza, raczej zgodnie z życzeniem pacjenta, ale czy o to w leczeniu chodzi? Nie bądźmy drobiazgowi, najważniejsze zadowolenie klienta, a personel nie może się przemęczać.

Nie wszyscy kuracjusze mieli do dyspozycji własne auto, więc skazani byli na spacery po najbliższej okolicy, ale przynajmniej nie stracili ani więcej  kasy, ani energii, bo jedyną atrakcją sanatorium był pobliski pensjonat z kawiarnią.


Nie wiem jak jest gdzie indziej, bo jeszcze nie korzystałam, ale może macie jakieś doświadczenia?

niedziela, 8 sierpnia 2021

Kalimera :-)

 Takim pozdrowieniem witaliśmy się codziennie z mieszkańcami Krety. Uśmiechy towarzyszyły nam od rana do wieczora, często pytano o samopoczucie, wrażenia, smaki.

Życzliwość nic nie kosztuje, a tak wiele znaczy i wyzwala wzajemność.

Mieszkaliśmy w miejscowości Agia Pelagia. Położenie wprost bajeczne, gdziekolwiek człowiek zwrócił wzrok, widział same piękne widoki, z tarasu, pokoju hotelowego, znad basenu, na spacerze, na plaży.








Równie atrakcyjne są widoki wieczorne i nocne, zresztą pora w godzinach 19- 22  to najlepszy czas na spacery , wtedy temperatura spadała niewiele, ale słońce nie parzy skóry!




Nasz hotel oferował 3 duże baseny, przy każdym bar , gdzie można było zamówić lody, drinki na bazie raki i ouzo lub bezalkoholowe, kanapki, pizzerinki, ciasto, herbatniki, piwa lokalne.
Za opłatą smakosze mogli delektować się bardziej wymyślnymi trunkami, próbowaliśmy mojito i drinka na bazie  amaretto, obie wersje autorskie przesympatycznego barmana , w życiu nie piłam nic bardziej pysznego!

Codziennie ścielono nam łóżka i wymieniano ręczniki, a panie z obsługi zostawiały różne kompozycje z małych ręczników i kwiatków.

Mieliśmy szczęście do współmieszkańców hotelu, nie było żadnych ekscesów, hałasów, wszelkie biesiady przy piwie na tarasach kończyły się ok. 23, a młodzież "rozrywała" się w miejscowych tawernach lub w czasie nocnych przejażdżek quadami.
Dzieci zmęczone upałem i baraszkowaniem w basenach lub na plażach zasypiały nieraz w czasie kolacji ;-) 

Oferta all inclusive była mało wykorzystana przez najmłodszych podróżników. Ci bowiem nakładali  na talerze głównie suchy makaron i frytki, by za chwilę zjeść lody lub kawał tortu.
Łatwo można było rozpoznać Francuzów, którzy do każdego posiłku raczyli się lokalnym winem.

Były też w ofercie hotelowej rozrywki, ale o tym następnym razem...


wtorek, 10 lipca 2018

Express turystyczny :-)

Na początku podziękowanie dla wszystkich, którzy wzięli udział w zabawie.
Wszyscy mieliście po trosze rację, a propozycji było wiele.
Autor natomiast nazwał swoje dzieło po prostu LATO.

Ponieważ czasu na pisanie mam niewiele, więc znowu relacja głównie fotograficzna, bo wiem, że zdjęcia lubicie. Sama lubię podglądać, gdzie kto bywa i co ciekawego robi.

Pierwsza fotka ze szlaku na Babią Górę, bo co drugi dzień łazimy po górkach, a w międzyczasie odpoczywamy, zwiedzając atrakcje i zabytki.

Tym razem szlak poprowadził z Przełęczy Krowiarki przez Sokolicę, Kępę i Gówniak na Diablak.
Trasa bardzo malownicza widokowo, tylko jak widać, można czasami spotkać żmiję...

Inny już dzień, inne miejsce. Sucha Beskidzka i zamek, który jest w remoncie, ale można zwiedzić wnętrza i napić się dobrej kawy w kawiarni zamkowej. Oprowadziły nas dwie nastolatki, może wolontariuszki? Bardzo sympatyczne...


W centrum Suchej Beskidzkiej słynna Karczma Rzym, gdzie jak głosi legenda diabeł Twardowskiego przydybał...

Po drodze udaje nam się zwiedzić piękny dwór szlachecki w Stryszowie, który pierwotnie miał także park o powierzchni 10 ha.
Niestety, po wojnie ziemie przejęły PGR-y, wszystko z dworu, łącznie z parkietem rozkradziono i to, co możemy dziś oglądać pochodzi ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie.
Kalwaria Zebrzydowska była w pobliżu, więc wstąpiliśmy, zwiedziliśmy, obmyliśmy członki w świętej studni, zjedliśmy obiad w jadłodajni i pochodziliśmy po świętych ścieżkach. Pielgrzymi musza mieć kondycję, bez dwóch zdań!

Po wycieczkowym odpoczynku kolej przyszła na wspinaczkę, najpierw do wodospadu na Mosornym Potoku, później szlakiem na Mosorny Groń.

Śniadanie na szczycie smakuje jak nigdy. Oczywiście można także wjechać wyciągiem i zrobić sobie fotkę.
Taki dialog podsłuchałam w schronisku:
- ale tu ładnie, zróbię wam zdjęcie.
- zrób, zrób, wyślemy babci i napiszemy, że weszliśmy na Giewont!

Kolejny dzień biegiem przez Kraków - wycieczka busem, by mój kierowca odpoczął od serpentyn i piwo w grodzie Kraka mógł wypić.
Zmieniliśmy miejsce pobytu na Koniaków, zdjęcie pokazuje, jakimi ścieżkami spacerujemy.

W Istebnej, kilka kroków od Koniakowa odkryliśmy nowy Dwór Kukuczka, otwarty w styczniu dopiero, warto odwiedzić i zjeść obiad, pomimo luksusowego wystroju nie powala cenami, a obsługa niezwykle sympatyczna.

wtorek, 7 lipca 2015

Babia Góra zdobyta

Tutaj zamieszkaliśmy, nowy pensjonat o nazwie Jelonek, bardzo miła gospodyni obiektu, pokój duży, z Tv i lodówką, łazienka tez duża, wszystko O.K. Ceny umiarkowane. Najważniejsze, że blisko do szlaków, wejście do Parku Narodowego ok 10 minut od naszej kwatery. Trochę dalej do centrum, a raczej do sklepów i innych obiektów, ale to dla nas nie problem. Zawoja to w zasadzie jedna ulica z numerami, za to są tzw.przysiółki i szukając kwatery trzeba znać namiary na rejon (górna, dolna, baranica itd.) oraz nazwę przysiółka i numer. Pierwszego dnia po przyjeździe odpoczywaliśmy po podróży (no cóż, lata lecą) i zrobiliśmy rekonesans po miejscowości, zaliczając pizzę na kolację. Pizzeria jest blisko, a w oczekiwaniu można wychylić zimne piwko...
Dziś natomiast od razu ruszyliśmy na Babią Górę. Szlak przepiękny, dojście żółtym trochę trudne, ale głównie pod koniec, po drodze schronisko na Markowych Szczawinach, na wysokości ponad 1100 m.

Pięliśmy się dzielnie do góry, najpierw przez las, potem po skałkach, trzymając się łańcuchów, aż doszliśmy na szczyt, gdzie oprócz drogowskazu jest miejsce upamiętniające ostatni pobyt tutaj Jana Pawła II



Ciąg dalszy nastąpi, gdyż kończy mi się bateria w laptopie, a na tarasie, gdzie mam zasięg nie ma gniazda z prądem....