Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hydraulik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hydraulik. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 lipca 2017

Hydraulik na wagę złota...

W ramach przerwy w relacjach z wypraw turystycznych podzielę się z Wami wątpliwymi atrakcjami w zakresie hydrauliki. Tuż przed wyjazdem przeżyliśmy mały potop w mieszkaniu. Tempo lania się wody było expresowe, uratowały nas przed zalaniem trzy rzeczy:
- zimna krew mojego męża, który szybko zakręcił zawór,
- refleks domowników, którzy rzucili się z ręcznikami na podłogę
- zwykły przypadek
Była sobota, mieliśmy odwieźć syna z partnerką na wesele do Żnina. Ofiarowałam się uprasować synowi koszulę, a że mam w kuchni przedłużacz do żelazka, to po rozstawieniu deski do prasowania poszłam do kuchni. Wchodzę i oczom nie wierzę - skądś leje się dołem woda...przecież nie mam w kuchni pralki!
Gdy krzyknęłam, wszyscy przybiegli na pomoc. Woda nie sikała na kuchnię, bo zawory i część rur zasłaniała szafka na liczniki, lała się dołem po podłodze, pod szafkami. Wodę udało sie szybko zebrać, chociaż martwiliśmy się o panele na podłodze.
Przed wyjazdem do Żnina wezwaliśmy pogotowie techniczne, nawet szybko przyjechali, ale jak spodziewaliśmy się, ONI nie są od tego, awaria w mieszkaniu należy do lokatora, ONI najwyżej mogą zakręcić wodę. Brzmi jak dowcip, ale nam nie było do śmiechu. Musieliśmy czekać do poniedziałku na pracowników spółdzielni mieszkaniowej. Pojechaliśmy do Żnina z duszami na ramionach, ale z drugiej strony zadowoleni, że nie stało się to podczas naszej nieobecności.

W poniedziałek przyszli panowie ze spółdzielni, powtarzając, że awarie za zaworem nie leżą w ich gestii, że to do lokatora należy. Czyli co? Gdybym była samotną staruszką, to musiałabym zostać bez wody do czasu znalezienia hydraulika? A za co płacimy prawie stówkę w ramach eksploatacji mieszkania?
Panowie jednak okazali ludzką twarz, popatrzyli, napocili się i znaleźli przyczynę awarii czyli dziurę na palec w kolanku, co widać na zdjęciu.
Nie mówiłam już nic na to, że zniszczyli kawałek tapety na zlewem, bo okazało się, że rury są tak zakamieniałe, iż woda przestała lecieć i musieli walić w ścianę, by wznowić przepływ. Oczywiście przy tej czynności odpadło kawał tynku pod tapetą.

Teraz właśnie mój mąż nakleja kafelki w miejsce zniszczonej tapety, bo takiej samej już nie dostaniemy...
Panowie przyszli zlikwidować awarię, ale nie przynieśli żadnych części zamiennych. Mój mąż przyniósł z piwnicy torbę ze swoimi skarbami, z których to panowie skwapliwie skorzystali, nawet pakuły do uszczelniania mieliśmy własne. Powie ktoś, ze w takim razie mąż mógł naprawić wszystko sam. Otóż nie, bo przy takich okazjach trzeba rozmontować licznik do wody i zaplombować na nowo.

Pojechaliśmy w góry w nadziei, że pod naszą nieobecność nie zaleje nas powtórnie z innej dziury...

Po powrocie dowiedzieliśmy się, że miała miejsce seria potopów - u mojego syna w Poznaniu i u mojego ojca. U syna woda lała się przez próg z korytarza, a u ojca sąsiedzi z góry zalali sufit w salonie.
Dziwne jest to, że blok, w którym mieszka mój tato ma prawie tyle lat co ja, ale blok mojego syna ma około półtora roku! Strach pomyśleć co będzie dalej!

Pozdrawiam nadal wakacyjnie i strzeżcie się awarii w mieszkaniach.