Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skąpstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skąpstwo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 sierpnia 2016

Oszczędni do bólu.

Starszy pan zawsze elegancki, zawsze w koszuli i krawacie. Jako wdowiec stanowił niezłą partię dla niejednej wdowy, ale gdyby panie wiedziały, z jakim skąpcem mają do czynienia pewnie ostudziłyby swe zapędy. Starszy pan nie uważał się za skąpca, co nieraz zarzucała mu rodzina, raczej za oszczędnego. Nie lubił wydawać niepotrzebnie pieniędzy. Z żoną mieli oddzielne rachunki i Inne wydatki. Ona prowadziła dom, chociaż sama też pracowała, on płacił tylko za konieczne sprawy typu: czynsz, buty na zimę, paliwo do auta. Nie żałował tylko na swoja pasję czyli numizmaty. Nazbierał ich całe albumy, majątek prawdziwy, chwalił się tym zbiorem od czasu do czasu, poczym zamykał w szafie na klucz. Podobnie traktował oszczędności na koncie, cieszyły go rosnące kwoty. Żona cerowała pończochy, przerabiała stare palta, umiała ugotować pyszny obiad z niczego, wszyscy chwalili jej gospodarność i dbałość o rodzinę. Z zaoszczędzonych pieniędzy kupowała coś dzieciom i prezenty na wyjścia, bo bywać starszy pan lubił, ale kupowanie prezentów czy kwiatów uważał za zbędny wydatek.
Gdy żona zmarła, starszy pan oszczędzał jeszcze bardziej. Do lekarza nie chodził, bo leki i tak drogie, przestał czytać , bo oczy dotknięte miażdżycą wymagały specjalistycznego leczenia, a zamiast sprawić sobie nowe okulary siadał bliżej telewizora lub słuchał radia.
Auta nie użyczył nikomu, choć sam nie mógł już jeździć, stało w garażu na kołkach, bo opon szkoda. Jadł byle co i marniał w oczach. Zmuszony przez rodzinę poddał się leczeniu w szpitalu, ale po wyjściu przestał brać leki, a że charakter miał konfliktowy, więc nie pozwalał nikomu sobą dyrygować.
Wkrótce zmarł w nocy, cicho i niezauważalnie. Spoczął na cmentarzu obok żony. Rodzina podzieliła się majątkiem, auto (stare już i zardzewiałe) kupił za bezcen ktoś obcy. I tyle zostało z oszczędności życia starszego pana.
Inna historia opowiada o wzorowej gospodyni, która jak nikt potrafiła zaplanować życie swoje i swojego męża. Każdy tydzień zaczynała od sporządzenia planu wydatków, który to plan obejmował także menu na cały tydzień. Jeśli do zaplanowanej na środę zupy pomidorowej nie wpisała śmietany, to jej we wtorek lub środę rano nie kupiła.
Mąż gospodyni jeździł na działkę autobusem, miał wyliczone bilety w obie strony. Jeśli zdarzyło się, że musiał odbyć dodatkowy kurs na działkę lub podjechać do centrum coś załatwić, musiał to zrobić na piechotę lub skorzystać z okazji. Wzorowa gospodyni oszczędzała też na rachunkach za wodę i energię. Wodę ze zmywania naczyń zbierała do wiadra i tą zaoszczędzoną spłukiwała muszlę klozetową. Prąd także potrafiła zaoszczędzić, po prostu we wszystkich żyrandolach w domu była tylko jedna żarówka, jeśli mąż chciał poczytać, to albo w dzień albo na schodach , tam wszak prąd dla wszystkich.
O swój wygląd bardzo dbała, zawsze elegancko ubrana i uczesana, z koralami na szyi, męża strzygła sama, bo umiała, tak przynajmniej twierdziła.
Na co tak oszczędzała? Tego nie wiedział nikt, może po prostu lubiła rosnące kwoty na koncie… nie mieli dzieci, nie kupili samochodu, nie wyjeżdżali za granicę. Czy mieli kosztowne hobby, nie wiem.

Obie historie są prawdziwe, a przypomniały mi się po przeczytaniu wpisu Stokrotki o ludziach jak pszczółki...