Pokazywanie postów oznaczonych etykietą goście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą goście. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 stycznia 2023

Gościnność


Mawiało się kiedyś: zastaw się, a postaw się!
Ileż to potraw i jakie delikatesy pojawiały się na stołach w polskich domach. Nawet w czasach kartek na żywność nie wypadało przyjąć gości tylko paluszkami!
Byłam świadkiem rozmowy dwóch kobiet jeszcze przed świętami....
- powiedziałam do moich, że w tym roku nie robię Wigilii dla wszystkich, nie mam już siły, więc jak chcą, to niech ktoś z nich zrobi kolację dla wszystkich, albo niech wpadną wieczorem na makowiec
- no i co zdecydowali?
- każdy robi Wigilię u siebie, a nas zaprosili na święta
- no to z głowy, nawet nie musi pani nic gotować
- ale, ale - powiedziałam do męża, że musimy się przed wyjściem z domu najeść, bo u młodych , to pani rozumie, co oni tam ugotują, to już inne pokolenie!

Zmieniają się nam gusta kulinarne, jadamy zdrowiej, mądrzej, próbujemy kuchni innych krajów, eksperymentujemy kulinarnie.
Nawet zmieniają  się sposoby przyjmowania gości czy celebrowania różnych okazji. Wiele zależy od liczebności rodziny , zasobności naszych portfeli i od fantazji organizatora.
Bywają imprezy składkowe, plenerowe - niekoniecznie grillowanie, zaprasza się gości na obiad w lokalu, ale na kawę i deser w domu. 

Widywałam małe mieszkania z aneksem kuchennym, że tylko wodę na herbatę ugotujesz i warzywa umyjesz, bo gospodarz stołuje się na mieście, więc przyjmowanie gości odpada, chyba że zamówi się katering. Wielu młodych tak funkcjonuje, bo wiele też firm oferuje swoim pracownikom dofinansowane obiady w przerwie na lunch.

Nie wszyscy lubią też długie biesiadowanie i jeszcze dłuższe przygotowywanie potraw w kuchni, a i kuchnie bywają bez okna, bez wyciągu, a gospodarz pracując długo w tygodniu, nie zamierza poświęcać weekendu na pitraszenie.

Osobnym problemem bywają gusta i diety gości, a gdy zdarzą się nam zwolennicy kilku różnych opcji, to czasami trudno zaspokoić preferencje żywieniowe wegan, alergików, poszczących, wykluczających, nie łączących...och głowa może rozboleć!  

Trunki wysokoprocentowe to częsty dodatek do przyjęcia, ale gdy goście są kierowcami, warto pomyśleć o drinkach bezalkoholowych i chyba wreszcie wielu gospodarzy respektuje zasadę , by nie namawiać gości do picia alkoholu, jeśli odmawiają takiego poczęstunku.

Przysłowiowa polska gościnność być może odchodzi do lamusa, bo tak naprawdę liczy się atmosfera spotkania i rozmowy, a nie stół uginający się od potraw i szum w głowie...


piątek, 11 października 2019

Od Finlandii po Turcję...

No niestety, nie odbyłam takiej podróży, ale miałam okazję towarzyszyć sporej grupie wspaniałych nauczycieli z 4 krajów europejskich, którzy przyjechali do naszego małego miasta na wymianę w ramach międzynarodowego projektu.

Wspaniali sympatyczni ludzie, ciekawi świata, otwarci na relacje, nie tylko w świecie dorosłych i kolegów po fachu, ale także na relacje mistrz- uczeń.

Jako naczelny fotograf ekipy (tu puszczam do Was oko) miałam możliwość nie tylko poćwiczenia konwersacji w obcym języku, ale także odbyłam jeden spacer i dwie podróże do Kruszwicy i Torunia, by nasi gości mogli poznać nie tylko miasto gospodarzy, ale także okoliczne zabytki.

Jednego dnia mój krokomierz zarejestrował 20734 kroki...
Aby cała robota nie poszła na marne zamieszczam parę fotek z owych wycieczek, może spodobają Wam się zabytki, ciekawostki i kamienice.
Kruszwica to oczywiście Mysia wieża i kolegiata romańska, a na murze jednej z kamienic wielki mural, a na nim Popiel, którego myszy zjadły.
Wzięłam ze sobą książeczkę Anny Świrszczyńskiej o Popielu właśnie i sylwetka władcy, który wytruł swoich krewnych bardzo zaintrygowała gościa z Finlandii.
W Toruniu mogliśmy pochwalić się naszą krzywą wieżą, zegarem, który z wieży kościelnej wskazywał flisakom czas oraz wieloma pięknymi kamienicami i kościołami - wiadomo - GOTYK NA DOTYK...
W TORUNIU BYŁAM JUŻ TYLE RAZY, CZTERY LATA TUTAJ STUDIOWAŁAM, ALE ZA KAŻDYM RAZEM WIDZĘ COŚ CIEKAWEGO, ODNAWIANE SĄ BUDYNKI, PRZYBYWA CIEKAWOSTEK, HOTELI I SKLEPÓW Z PIERNIKAMI...
Uroki toruńskiego ratusza i starego rynku doceniają turyści z całego świata, ale specjalnie zrobiłam fotkę w kościele św.Janów - przedstawia fresk z XIV wieku, na którym ukazano Jezusa ukrzyżowanego nie na krzyżu, a na drzewie życia...
Inne ciekawostki to przepiękny budynek hotelu w starym młynie wodnym, chociaż nie wiem czy potrafiłabym zasnąć przy hałasie wody spływającej do Wisły...sympatyczna figura pieska pana Filutka, jedna z bram wiodących na wiślane nabrzeże oraz Dwór Artusa, gdzie byłam kiedyś na koncercie piosenki francuskiej.
Być w Toruniu i nie odwiedzić Muzeum Piernika lub nie odbyć warsztatów pieczenia piernika? Nie uchodzi...
Po wykładzie o ingrediencjach z dawnych przepisów średniowiecznych, poczęstowano nas piernikami oraz miodem pitnym, lekko podgrzanym, co wyraźnie podreperowało nasze siły po długim zwiedzaniu w chłodny i deszczowy dzień.
Wykroiliśmy i upiekliśmy swoje pamiątkowe ciastka korzenne i zakupiliśmy zapas słodkości w miejscowym sklepie.

Ze średniowieczną tradycją owe imprezy mają wiele wspólnego, także i to, że trzeba mieć przy sobie nieźle wypchaną sakwę, by tego i owego spróbować...ale, kto nie ma miedzi, ten w domu siedzi!

piątek, 16 lutego 2018

Gość w dom...

Współbiesiadnicy bywają równie ważni lub ważniejsi, niż to, co na stole możemy znaleźć. Najskromniejsza kolacja może być wspaniałą ucztą, gdy zjemy ją w miłym towarzystwie…
Siostra mojej koleżanki mawiała, że nawet chleb z pasztetową inaczej smakuje, gdy zapalimy świece i damy się ponieść chwili.
Kilka razy miałam okazję przekonać się, że zaproszeni goście lub towarzysze przy stole we wczasowej stołówce mogą odebrać człowiekowi apetyt.
Nie mam tu na myśli dyskusji o polityce czy religii, bo tego można uniknąć, naprowadzając gości na inne tory rozmów, choć nie zawsze się to udaje, gdy goście bardzo zacietrzewieni.
Myślę raczej o rozmaitych wpadkach osób, które uważają się za kulturalne i grzeczne, a podstawowych zasad współżycia nie stosują celowo lub wynika to … właśnie, z czego właściwie?
Kiedyś jako młoda mężatka starałam się godnie przyjąć teściów na nowym mieszkaniu. Do dziś nie jestem wytrawną kucharką, idę raczej na łatwiznę, ale wtedy naprawdę się starałam, sami rozumiecie…
Przygotowałam kaczkę w sosie miętowym, sałatkę jarzynową, kurczaka z rodzynkami… teściowej smakowało wszystko lub przynajmniej była na tyle wyrozumiała, ze złego słowa nie rzekła. Teść natomiast skrytykował każde danie uwagami w stylu: co to za pomysł kaczką i mięta, przecież nie jestem chory, rodzynki to się dodaje do ciasta, a sałatkę trzeba pokroić drobniej…
Po prostu płakać mi się chciało, tym bardziej, że teść słynął z tego, że potrafił tylko wodę na herbatę ugotować, a zmywaniem naczyń zhańbił się dopiero po śmierci żony…
Na początku drogi zawodowej zapisaliśmy się z mężem na tzw. wczasy pracownicze, niedrogie, dom wczasowy, wszystko podane pod nos. Jedyny mankament – towarzysze przy stole. Dwoje emerytowanych nauczycieli, on zjadał wszystko bez słowa, nie podnosząc wzroku znad talerza, ona marudziła na temat każdej potrawy, a wszyscy na sali słyszeli na co jest chora i jaką ma dietę…
Zdarzyło się także, że przygotowałam poczęstunek dla koleżanek z pracy, nie pamiętam już z jakiej okazji. Ciasto, sałatka, jakieś owoce. Apetyt wszystkim popsuła koleżanka, która dopytywała nie tylko o szczegóły przepisów, bo ona nie wszystko LUBI, ale nawet o miejsce zakupu produktów, bo ona w Biedronce nie kupuje…
Innym rodzajem problemów z przyjmowaniem gości jest jadłospis. Nauczyłam się, że należy pamiętać o tych, co mięsa nie jadają oraz o tych gościach, którzy nieufnie podchodzą do nowinek kulinarnych…
Starałam się bowiem kiedyś przygotować dość oryginalne dania, wyszukałam przepisy, spędziłam sporo czasu w kuchni, a tymczasem największe powodzenie miały zwykłe klopsy z mięsa mielonego i grzana kiełbasa…

Czasami zastanawiam się czy nie lepiej zaprosić gości do restauracji? Wówczas nawet gospodarze przyjęcia mogą być gośćmi...

piątek, 10 czerwca 2016

Aleja dębów, aleja sław...

Wiele miejscowości chwali sie alejami gwiazd czyli wmurowanymi w chodnik płytami, upamiętniającymi znane osoby, związane w jakiś sposób z daną miejscowością. Ma swoją aleję Władysławowo, w Toruniu powstała piernikowa aleja gwiazd, sławę artystów głoszą gwiazdy w stolicy, równie znana jest podobna aleja w Międzyzdrojach. Często jest taka aleja główną atrakcją turystyczna, obok możliwości spotkania takiej Gwiazdy na żywo.


W moim mieście w parku solankowym też kilkanaście lat temu zapoczątkowano taką aleję, ale oprócz tablic z nazwiskami znanych osób odwiedzających Inowrocław podziwiać mozna dęby zasadzone rękoma sławnych gości miasta.
Z czasem w alei zabrakło miejsca na nowe tablice i drzewa, więc zaczęto upamiętniać gwiazdorów także w innych miejscach parku, a dla sławnego nieżyjącego ufundowano ławeczkę. Z gen.Sikorskim wszyscy spacerowicze robią sobie fotki.

Nie liczyłam wszystkich dębów, ale oprócz nazwisk, które widzicie na zdjęciu, spotkacie nazwiska nie tylko artystów , ale także sportowców, pisarzy, aktorów. Zapamiętałam następujące: Krzysztof Penderecki, Irena Szewińska, Grzegorz Turnau, Joanna Brodzik, Beata Kawka, Zbigniew Zamachowski, Zbigniew Wodecki, Bogusław Linda, Maciej Stuhr, Justyna Steczkowska, Natalia Kukulska, Wojciech Malajkat itd.
Obok ławeczki Sikorskiego w pijalni wód mineralnych jest także pomnik teściowej, nie jakiejś konkretnej, raczej symboliczny. Być może w takiej interpretacji ktoś rozpozna swoją teściową?

Grzegorz Turnau, który w takiej alei także ma swoje drzewo związany jest z miastem poprzez koligacje rodzinne. Tutaj mieszkali jego dziadkowie, u których spędzał wakacje jako dziecko i przyjeżdża do nas w okolicach swoich urodzin. Organizowany jest wtedy koncert artysty z udziałem zaproszonych przyjaciół i na scenie przy tężni rozbrzmiewa Noc Solannowa. Koncert sponsorowany przez władze miasta dla wszystkich mieszkańców i kuracjuszy.