Pokazywanie postów oznaczonych etykietą księgarnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą księgarnie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 października 2016

Nie oceniaj po okładce...

Mówimy - nie szata zdobi człowieka, nie oceniaj książki po okładce. Dużo w tym prawdy, ale jednak udając się do księgarni czy do biblioteki często zwracamy uwagę na szatę graficzną książki, podobnie jak jemy oczami. Porównanie wcale nie takie odległe, wzrokiem kierujemy sie przy wyborze wielu rzeczy. Spróbujcie zaprzeczyć...
Z zawodowego punktu widzenia ważna dla mnie jest nie tyle okładka, ile staranność wydania. Okładki są o tyle ważne, że twarde zapewniają większą trwałość i grzbiety są porządnie zszywane, są też bardziej eleganckie i lepiej nadają sie na prezenty, mniej wygodne są gdy czytamy przed snem w łóżku. Jeszcze lepiej, gdyby okładka miała tez obwolutę, bo to chroni okładkę, ale te zdarzają sie obecnie rzadko.
Staranność wydania zapewniała niegdyś renoma wydawnictwa. Takie firmy jak Nasza Księgarnia, PWN, Instytut Wydawniczy PAX, Biblioteka Narodowa dawały gwarancję dobrej jakości i rozsądnej ceny. Książki zawierały ponadto wszelkie informacje potrzebne bibliotekarzom czy antykwariuszom do właściwej identyfikacji książek.
Nie chcę Wam robić wykładu bibliotekarskiego, to nie ten blog - ale książki powinny zawierać informacje o roku i miejscu wydania, o osobach współtworzących dzieło i wiele innych elementów. Tymczasem dziś mamy tyle wydawnictw, nawet firm wielobranżowych, że o dobrą jakość naprawdę trudno. Każdy dziś może wydać sobie książkę, na własny koszt nawet, ale chociaż sowicie zapłaci, nie uzyskuje gwarancji dobrego efektu.
Nie wspominam o umowach z firmami, bo na tym się nie znam, pewnie bywają uczciwe, bywają też mniej uczciwe. Kto wydawał kiedykolwiek tomik wierszy czy opowiadań, ten wie.
Pojawia się na przykład wiele błędów w druku, zauważalnych gołym okiem, więc ja się pytam gdzie był korektor? Kiedyś do książki dołączona była chociaż errata, a dziś przy komputerowym składzie błędów więcej, niż przy żmudnej pracy zecerów. Dla ludzi w pewnym wieku ważna jest także wielkość i czytelność czcionki, tym bardziej dla dzieci, które uczą się czytać. Wbrew pozorom czcionka bardzo ozdobna nie jest pożądana, bo jest mało czytelna, jak ta poniżej:
W książkach dla młodego czytelnika istotne są także ilustracje, a niektóre mogą dzieci nawet wystraszyć. Obserwuję często, jak dziecko rezygnuje z wypożyczenia książki, która zachęciła swoją okładką, ale czcionka w tekście jest tak mała, że nawet w okularach mam problem przeczytać cokolwiek.
Niechlujnie wydawane są także tzw. lektury szkolne, może dlatego, że na nie zawsze jest zapotrzebowanie, bo jak nie czytelnik indywidualny, to biblioteki kupią. Zmorą bibliotekarza jest także brak numeracji stron, pół biedy jeśli książka liczy kilkanaście stron, ale gdy kilkadziesiąt to już problem, bo trzeba je policzyć, a to pracochłonne i bez sensu.
Błędy w druku także bywają różnego kalibru. Czasem są to pomylone litery lub całe wyrazy, ale gorzej, gdy błędnie sporządza sie wykazy ilustracji w tekście, skorowidze, przypisy. Utrudnia to bardzo lub uniemożliwia nawigację po książce.
Inny rodzaj usterek to kiepski papier lub marna jakość farb drukarskich, które przy dłuższym używaniu barwią nam palce.
Jako czytelnika oraz jako bibliotekarza martwi mnie także komercyjne podejście do literatury, które powoduje, że chodliwe tytuły osiągają zaporowe ceny, mimo kiepskiej jakości wydania. A gdzie szacunek dla szlachetnej sztuki wydawniczej?
Dla sprawiedliwości muszę przyznać, że zdarzają się jednak piękne egzemplarze, bibliofilskie wręcz wydania, kontakt z którymi jest wrażeniem iście magicznym i sprawia, że nigdy nie zamienię książki na ebooka.
Życzę wszystkim nie tylko pięknych doznań w sferze wyobraźni i emocji, ale także niezapomnianych doznań estetycznych w zetknięciu z formą materialną literatury. Nie oceniajmy książek po okładkach, ale doceniajmy sztukę wydawniczą i bądźmy wymagającymi klientami rynku wydawniczego.