Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobiety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobiety. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 marca 2025

Z dedykacją...

 ... dla wszystkich pań, ale i panów, którzy doceniają swoje życiowe partnerki. Czy to Dzień kobiet, czy Święto Wiosny - niechaj cieszy nas wszystko. Róbmy sobie duże i małe przyjemności, na co dzień, nie tylko od święta!


                                                              Z wiosną mi po drodze


Dzisiaj
mi z wiosną po drodze
chociaż
poranki mroźne
Dziś się
do słońca uśmiecham
otwarta
jestem na wiosnę.

Chociaż
żonkile w wazonie
ledwo
budzą się z pąków
jednak
już żywię nadzieję
na kwietne
dywany na łąkach.

Bo kosy
i szpaki wspólnie
do słońca
wskazują mi drogę
zdążając
za śpiewem ptaków
jest mi dziś
z wiosną po drodze.


Pięknego dnia, drogie panie!



czwartek, 3 marca 2022

Ukraińskim kobietom....

 Może wczoraj

umyła okna,

bo takie piękne słońce.

Dziś utknęła z dziećmi,

na jakimś nieznanym dworcu.

Inna bała się rodzić

samotnie na ostatnim piętrze.

Dziś urodziła przy obcych,

gdzieś tam na stacji metra.

Z plecakiem pełnym goryczy

i z kotem w torbie na brzuchu,

błąkała się cztery doby

bez czapki i bez kożucha.

Ciężkie jak los walizki 

bez żalu porzucają przy drodze

z nadzieją, że im i dzieciom

ktoś z dobrym sercem pomoże.

Dziewczyny, matki, staruszki

przed wojną szukają schronienia,

a łez pełne ich oczy

wzruszają ludzkie sumienia...


Trudno wyobrazić sobie okropności wojny, gdy się jej samemu nie przeżyło. Raz miałam okazję doświadczyć symulacji bombardowania , siedzieliśmy w całkowitej ciemności w schronie pod ziemią.

Niezapomniane, okropne przeżycie, to było kilka minut, a cóż dopiero dłużej i częściej, w warunkach autentycznego zagrożenia...

Widywałam zniszczenia w kraju po powodziach, pożarach i wichurach, ale w czasie pokoju wszystko da się odbudować, jest nadzieja na życie i pomoc.

Ten wiersz to taki mój skromny hołd dla dzielnych kobiet, które są bohaterkami, może większymi, niż ich walczący mężowie, synowie czy bracia.

czwartek, 19 listopada 2020

Zakuty łeb!

Tak nazywano osoby, których zatwardziałe poglądy, stanowisko w jakiejś sprawie, stosunek do pewnych osób nie pozwalały na jakikolwiek dialog.

Na wszystko jedyna odpowiedź NIE i już!

O czym piszę?

O słynnych błyskawicach Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.


Wielu kulturoznawców, socjologów, historyków, kombatantów i samych protestujących wypowiadało się na temat symboliki czerwonej błyskawicy, krótką notkę można znaleźć także w Słowniku mitów i tradycji kultury W. Kopalińskiego.

I co? i nico!
Wychodzi naczelny wódz na mównicę sejmową i nakazuje posłankom zdjęcie maseczek z faszystowskimi symbolami...

Jak mawiała moja babcia - zabijesz, a nie wytłumaczysz.

Najgorzej, że zakuty łeb niejeden taki w jedynie słusznej partii, ale gdy przechodzi się regularne pranie mózgów i czerpie profity z pokłonów i oklasków dla prezesa, cokolwiek ten zrobi i powie, to nie dziwota, że nikt nie wyjdzie  i nie powie - prezes musi odejść!




Taki stary przebój, a ciągle aktualny! Aż nie chce się wierzyć!

Pozdrawiam Was z nadzieją na to, że wygrają prawda i rozsądek!

Aneks:
Oglądam i słucham min. Wójcika na żywo - kolejny zakuty łeb - nikt mi nie powie, nikt mnie nie przekona, nigdy nie uwierzę - doprawdy światłe umysły mamy w koalicji rządzącej, Amen.

piątek, 24 kwietnia 2020

Kobiety jak kwiaty...

Opisać kobietę to trudna sztuka, zrozumieć - niewykonalne podobno.
Jesteśmy różne, od cichych i skromnych, po barwne i zadziwiające osobowością lub stylem bycia.
Odważne i silne, niektóre nazywane feministkami, choć same o sobie tak nie myślą.

Ktoś złośliwy powiedział, że nie ma brzydkich kobiet, tylko czasami wina brak...

Nie zamierzam silić się na jakąś naukową klasyfikację.
Jest wiosna, słońce świeci i tak sobie pomyślałam, że kobiety są jak kwiaty, tak różne, więc przez to tym bardziej fascynujące, nie tylko dla mężczyzn.

Jeśli interesuje Was ten temat i macie ochotę na luźne rozważania, to zapraszam.
Może znajdziecie w tej klasyfikacji siebie lub kogoś bliskiego, a jeśli dopiszecie coś do moich spostrzeżeń, to tym lepiej.
Goździk – często wyśmiewany czy pogardzany za pospolitość i brak klasy, ale gdy w dużej liczbie rozkwitnie w wazonie, nie znajdziesz trwalszej ozdoby i wierniejszego symbolu domowego ogniska.

Polne kwiaty – wesołe i swojskie, zachwycają wędrowców kolorem i falowaniem wśród zbóż, witasz je z radością, chcesz zatrzymać na dłużej, bo optymistycznie nastraja towarzystwo tych prostych roślin, które niektórzy ludzie bez fantazji uważają za chwasty...


Słonecznik – silny i wytrzymały, nie mierzyć mu się z różą czy storczykiem, ale ile w nim życia i energii, cennych własności, o których przypominamy sobie w potrzebie…
Przywodzi na myśl słońce w pełnej krasie i przyciąga raczej zwolenników optymistycznego spojrzenia na świat, aniżeli melancholijnych wielbicieli księżycowej poświaty.
Kwiat paproci – cel marzycieli i poszukiwaczy przygód, dojrzewa wolno i ukrywa się skutecznie , zawsze w cieniu innych, ale gdy jego uroda dojrzeje w pełni, zachwyca i budzi pożądanie, bo rzadki to okaz, niecodzienne zjawisko i nieźle trzeba się natrudzić by pozwolił się znaleźć i oswoić…




Stokrotka – ukryta wśród zieleni, nieśmiało uśmiechająca się do słońca, swym radosnym wyglądem poprawia humor największym smutasom.
Skromna i delikatna, ale przetrwa wszystko i jest z nami od wiosny do jesieni i nie wyobrażamy sobie bez niej życia.
Orchidea – wyniosła i tajemnicza, delikatna, ale nie słaba, przyciąga wzrok nietypowym kwieciem.
Wabi, ale nie masz śmiałości przygarnąć, bo egzotyczna z niej nieznajoma i lubi samotnie zadziwiać swą indywidualnością.
Wrzosy – nie przez wszystkich lubiane i cenione, mało wymagające, ale niezwykle dzielne, odradzają się co roku jak Feniks z popiołów, powracają zawsze po największych suszach i najgroźniejszych mrozach, dają nadzieję na lepsze czasy.




Róża – zniewala zapachem, kolorem i pięknymi kształtami.
Jej kolce trzymają nas na dystans, mamy podziwiać raczej i kochać platonicznie.
Jeśli uśpisz ostrożność, zostaniesz boleśnie poraniony.

(grafiki - pixabay.com domena publiczna)

niedziela, 2 października 2016

Ludzie ludziom...

Jakie życie mogłoby być proste, gdyby wszyscy postępowali wobec innych tak, jakby sami chcieli być traktowani. Wiem, że to trochę utopijne życzenie, ale komu zależy na tym, aby ludzie byli ze sobą skłóceni, walczyli z ideami lub z konkretnymi osobami, używając raniących słów lub śmiercionośnej broni.
Przecież różnorodność w każdej dziedzinie jest ciekawa, wzbogaca nasze doświadczenie, uczy tolerancji i chęci poznania nieznanego. Mówi się, że narody zawsze sie ze sobą dogadają, gorzej jest z politykami, bo tu dochodzi do głosu żądza władzy, panowania nad życiem innych.
Kraje zbroją się na potęgę, wymyślane są coraz to nowe bronie, niby w obronie przed... no właśnie, przed czym? Nie przed kosmitami przecież. To ludzie szczują jednych przeciwko drugim. Nie ma dnia, aby gdzieś nie ginęli ludzie, nie cierpiały dzieci, nie znikały miasta całe, bo jakiś polityk coś sobie uroił - a to nie ta wiara, a to za małe terytorium, a to chęć kontroli bogactw naturalnych, a to chęć udowodnienia swoje przewagi nad innymi.

Obliczył ktoś, że gdyby tylko mały ułamek kwot przeznaczonych na zbrojenia przekazać na inne cele, zniknąłby głód w Afryce lub już dawno znaleziono by lek na raka. Proste, prawda? Jakoś nikt nie poszedł na to, a wszyscy usprawiedliwiają się obronnością. Z drugiej strony wiadomo, że to wszystko psu na budę się zda, gdy jakiś psychopata naciśnie odpowiedni guzik. kamień na kamieniu nie zostanie, więc po co to całe puszenie się i wynajdywanie coraz doskonalszej broni. Już i tak spore żniwo zbierają choroby somatyczne, depresje, nienawiść ludzka.
Nie trzeba nawet marudzić tak globalnie - wystarczy spojrzeć na nasze własne podwórko, gdzie sąsiad sąsiadowi utrudnia życie, czasem w imię fałszywie pojętej wolności, gdzie jeden drugiemu narzuca w co ma wierzyć i do kogo sie modlić, bo reszta jest be. W dodatku ci, którzy nas tak chętnie pouczają, sami nie są lepsi, jakby zapomnieli o zdaniu - NIECH PIERWSZY RZUCI KAMIENIEM, KTO JEST BEZ WINY.

Gdy kobiety upominają się o swoje prawa słyszę, że to za podszeptem polityków, że jesteśmy manipulowane, że zapomniałyśmy o zasadach, że w głowach nam się przewróciło. Może i tak, ale cóż, to inne czasy, inne głowy, inne wymagania i gdy do głosu dochodzą siły, przed którymi pisarze niegdyś ostrzegali, to nie można sie na to zgadzać, tym bardziej, że ci, którzy tak łatwo szafują hasłami i sloganami też nie są bez winy.
Szacunek dla drugiego człowieka powinien być wyznacznikiem naszego życia, a nie hasła którejkolwiek religii czy partii politycznej w myśl prostej zasady - nie rób drugiemu, co Tobie nie jest miłe.

Skoro demokracja jest dla wszystkich i wszyscy mają prawo głosu, to mają je także kobiety, nie tylko jako matki, żony i kochanki, ale jako obywatele tego samego kraju, co mężczyźni. Uważam, choć mogę się komuś tym narazić, że jeśli lekarz, który ma pomagać kobietom, odmawia i powołuje sie na klauzulę sumienia - powinien zmienić zawód. Lekarze dziś bywają różnych wyznań i jeśli każdy powoła się na klauzulę związaną ze swoją religią, to u kogo będziemy sie leczyć?

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Broszka tu, broszka tam...

Czy zauważyliście, że w świecie polityki namnożyło nam się broszek rozmaitych? Modę zapoczątkowała chyba pani premier Szydło, przejrzałam trochę zdjęć w sieci i muszę przyznać, że ma tych broszek duuuużo. Skąd taki pomysł posta?
Oglądałam jakąś konferencję prasową PISu i obie panie biorące udział miały przypięte broszki, każda po innej stronie żakietu, a że pamiętałam broszki naszej premiery to wydało mi się dziwne, że nagle co występ pani z partii wiodącej, to jakaś brosza. Bywają duże i maleńkie, skromne i wybujałe, ale dumnie tkwią w klapach damskich żakietów. Dziwne, że w czasie poszukiwań trafiałam głównie na panie związane z w/w partią.
Moje teorie są takie:
* albo panie naśladują trend wprowadzony przez premierę, bo jakoś wcześniej nie rzuciło mi się to w oczy
* albo jest to obowiązkowy dodatek do sejmowo-rządowej garderoby, bo korale i łańcuchy bywają rozpasane, kosztowne i nie pasują do skromnego wizerunku nowej władzy
* albo wreszcie jak głosi plotka, w broszkach tych ukryte są nadajniki, przez które pan prezes wydaje najświeższe instrukcje swoim podwładnym, tudzież przywołuje do porządku po zbyt samodzielnych wypowiedziach...
Co o tym myślicie? Na dowód zebrałam kilka zdjęć, jest tam także moja ulubienica pani M.Wróbel, która niestety popadła w niełaskę i już stęskniłam się za jej wypowiedziami w mediach....

środa, 28 października 2015

70 latek i dwie kochanki...

Pan J. został wdowcem. Bardzo użalał się nad swoim losem, a miał powody, bo przyzwyczajony do pełnej obsługi nagle stracił w jednej osobie kucharkę, praczkę, sprzątaczkę i zaopatrzeniowca, bo pan J. zbyt elegancki był by torby z zakupami nosić. Gdyby kochał i szanował żonę tak, jak deklarował na stypie, to żyłaby biedaczka może 10 lat dłużej. Ale to już inna historia...
Biadolił więc pan J. nad swoim wdowim losem, a że miał piękne mieszkanie i wysoką emeryturę, zakręciły się sąsiadki i dalejże swatać emeryta. Jemu wszakże do nowego związku nie było śpieszno, ale z pomocy w pracach domowych chętnie by skorzystał. Poznał pan J. panią D. także wdowę, która emerytowaną kucharką była i wprawdzie intelektem odstawała, ale gotowała świetnie i chętnie. Pan J.chodził więc na obiady, czasem pranie podrzucił, swoją dobrodziejkę nawet do siebie zaprosił, ale raczej z prośbą o zrobienie większych porządków, bo obsługę odkurzacza zdążył jako tako opanować, chleb kupował raz na tydzień, herbatę zrobić umiał.


Spotykając się z panią D. nasz wdowiec zapoznał , niemal przy grobie małżonki, panią K.- kobietę elegancką, wygadaną, z wianuszkiem rodziny i znajomych. Pan J. chętnie chadzał na proszone kolacje, imieniny oraz inne uroczystości, ale że węża miał w kieszeni, więc nie przyszło mu do głowy by jakąś flaszkę lub prezent dla solenizanta kupić. Robiła to zawsze pani K. Ale miała nadzieję chyba na sfinalizowanie związku i zrekompensowanie sobie wydatków. Taka inwestycja w przyszłość. Bowiem pani K. mieszkała kątem u córki i zięcia, więc wdowiec z mieszkaniem był dobrą partią, tym bardziej, że stosunki z zięciem dość napięte były. Obie kobiety nie wiedziały o sobie, bo do jednej pan J. chodził na obiady a drugą zapraszał na spacery i do jej znajomych w gości chodził.


Życzliwi donieśli jednak pani D., że wdowiec po parku z inną flamą się przechadza i widywano ich szwendających się po lokalach. A pani D. nigdy na spacer ani do lokalu nie zaprosił. Wymówiła więc pani D. wikt i opierunek podopiecznemu, robiąc przy tym awanturę i zabierając ciepłą pierzynę wypożyczoną na czas zimowy.
Została mu więc pani K., która bardzo przychylna była, ale do pomocy nie kwapiła się, chyba że po ślubie.
Zamieszkali więc razem bez ślubu, ale po jakimś czasie i po suto zakrapianej kolacji pan J. przepisał mieszkanie na konkubinę, więc ta nie nalegała już na stawanie przed ołtarzem. Jak się okazało pani K. dom prowadziła świetnie, rodzina pani K. zapewniła panu J. odpowiedni piedestał, więc pan J. był ze wszech miar ukontentowany, a do skrzywdzenia pani D. nie poczuwał się. Wszak do niej tylko na obiady chodził...
Wiem, wiem...określenie DWIE KOCHANKI to trochę na wyrost, ale pod łóżkiem nie leżałam, a niektórzy mężczyźni dopiero po 60-ce ojcami zostają.
Jednakowoż ślub cywilny tak czy siak się odbył, bo pan J. miał dorosłe dzieci i pani K. poczuła się zagrożona w prawie do mieszkania i miała rację, bo pan J. odszedł pierwszy na łono Abrahama, a znajomi podpowiedzieli, że pismo pana J. bez podpisu notariusza funta kłaków nie warte. Dodam jeszcze, że pani K. swoje mieszkanie z poprzedniego związku straciła za długi własne i dzieci swoich, a do mieszkania pana J. wprowadziła się z jedną walizką.