Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 grudnia 2025

Ulica jak bezludna wyspa...

 

Środek dnia, ruchliwa ulica.
Starszy pan, stał wsparty o rower, głową dotykając słupa sygnalizacji świetlnej. Pewnie czekał na zmianę świateł. 

Szliśmy do galerii handlowej, na pocztę i po chleb. Nasz ulubiony.
Wracamy, a pan nadal stoi. Podchodzę, bo coś mnie w jego staniu niepokoi.
Pytam, czy wszystko dobrze. Pan prosi by zadzwonić po taksówkę. 
Jego oddech i ogólny stan świadczą raczej za tym, by dzwonić po pogotowie.

Mąż się ze mną zgadza, wyjmuję telefon i dzwonię na 112. Kilka sygnałów, odbiera dyspozytorka, opowiadam, co zaszło, pani łączy z pogotowiem.
Tu już czekam dłużej, na dworze zimno, czekam cierpliwie. Odbiera kolejna dyspozytorka, jeszcze raz seria pytań. Pan podpowiada, że jest trzeźwy! Wreszcie zgłoszenie odebrane.

Pan ocknął się i prosi by zadzwonić do córki, w kieszeni ma telefon. Wyjmuję aparat z jego kurtki, córka nie odbiera, piszę smsa: ojciec zasłabł na ulicy, czekamy na pogotowie.
Pytam pana czy choruje na cos, tak na serce, ale ma w kieszeni lekarstwo. Sięgam do drugiej kieszeni, jest buteleczka z kroplami, podaje panu do ust, wypija kilka kropel.

Stoimy na środku ulicy, auta jadą jeden za drugim do galerii. Nikt się nie zainteresował, zaczynamy główkować, skąd tu wziąć krzesło, by pan usiadł, bo zaczął jęczeć, prosi by dzwonić znowu, bo on chyba umiera...może z pobliskiej apteki? Ręka mu opadła i nie ma siły położyć jej z powrotem na kierownicy roweru. Do apteki nie dojdzie...

- Niech pan jeszcze wytrzyma, dzwonię jeszcze raz, taksówka przyjechałaby szybciej!

Znowu wyciągam telefon, ale ręka zmarznięta, nie mogę go włączyć, palce sztywne! Mąż wypatruje ambulansu z wszystkich kierunków. Ja w myślach powtarzam zasady pierwszej pomocy, w razie czego.

 Jedzie karetka, macham z chodnika, ale jadą dalej w kierunku apteki, mąż biegnie na czerwonym świetle by ich zawrócić.

Wreszcie mogę odetchnąć. Dwóch panów wyskakuje z karetki, łapią mężczyznę pod ręce, ten osuwa się na chodnik, wyjmują nosze, bo nie mogą go wsadzić do auta. Obiecali zabrać też rower.
Pytam tylko czy możemy już iść, sanitariusz potwierdza, więc szybkim krokiem wracamy do domu, zmarznięci na kość.

Mam nadzieję, że pan przeżył i ma się lepiej, a córka zaopiekowała się nim po powrocie ze szpitala.



środa, 10 grudnia 2025

Trochę o zdrowiu...

 

Jak wspominałam, odwiedzam regularnie dentystę. No cóż, z wiekiem trzeba zrobić remont tego i owego, Pesel to nie choroba, ale przyda się gruntowna rewitalizacja. Jak to było w tej anegdocie? Mówią, że w pewnym wieku już nic nie wypada...bzdura - wypadają zęby, włosy, dysk!

Tak więc, jak ta stara kamienica, poddaję się generalnemu remontowi, co tanie nie jest, ale jak powiedział mój mąż, jeśli nie wymyślę operacji plastycznej, to jakoś damy radę!

A powiem Wam, że z małego gabinetu mojej pani doktor przesiadłam się na fotel w klinice stomatologicznej. Różnica kolosalna, jak między parowozem, a pendolino! Nawet tomograf komputerowy mają, a za wizyty kontrolne nie płacę. Przede mną wizyty do końca stycznia i po raz pierwszy chodzę do dentysty z przyjemnością.

Tu przypomina mi się dyskusja na temat składki zdrowotnej i złej kondycji służby zdrowia. Sama byłabym za tym, by składki podzielić na obowiązkowe minimum oraz na składki dodatkowe, bo jasnym jest, że z jednego kotła dla wszystkich nie wystarczy, w dodatku niektórzy korzystają ciągle, inni sporadycznie. Nie powinno być tak, że ktoś płaci składki 40 lat,  choruje rzadko i prywatnie chodzi do dentysty, a gdy potrzebuje skorzystać z porady specjalisty, to okazuje się, że nie ma już limitów.


W poczekalni u dentysty spotkałam lekarkę, która leczyła mojego syna. Rozmawiałyśmy m.in o składkach zdrowotnych właśnie i limitach na leczenie. O kolejkach do lekarzy rodzinnych także. Zaciekawił mnie temat wyłudzania recept przez pacjentów, a teraz w systemie nic się nie ukryje. Nie może pacjent twierdzić, że zgubił receptę na psychotropy, bo stoi jak byk, że wykupił.
Zdarza się także, że seniorzy, którym przysługują bezpłatne leki, przychodzą z listą życzeniową i zachodzi podejrzenie, że wyłudzają leki dla całej rodziny.

Zauważam także spore różnice między przychodniami. Przepisałam się do innej przychodni, którą mi polecono i jest bliżej mojego domu. Niby obie pracują pod patronatem NFZ, ale jakość usług jest zupełnie inna, nie mówiąc o wnętrzach, paniach w rejestracji i podejściu lekarzy. Od czego to zależy? 

Trafiłam kiedyś na dyskusję na temat obowiązkowych badań myśliwych. Nadal jest bardzo duży opór w tym względzie, nie tylko ze strony ich władz odgórnych, ale i samych zainteresowanych. Czyżby obawiano się, że po wprowadzeniu takowych badań spora część myśliwych straci uprawnienia? Bo innej przyczyny tego oporu nie widzę...

Na koniec anegdota z życia:
Pielęgniarka środowiskowa wybrała się do pacjentki, by zrobić zastrzyk. Wielkie było jej zdziwienie, gdy w drzwiach zastała kartkę - Proszę przyjść za godzinę, jestem w kościele. 
Na tej samej kartce pielęgniarka odpisała pacjentce - skoro mogła pani iść na mszę, zapraszam po zastrzyk do przychodni!

poniedziałek, 3 listopada 2025

Dzień kanapki

 

Usłyszałam dziś w radiu, że mamy Dzień Kanapki.

O kanapkach można pisać elaboraty, pamiętam małe kanapeczki, które obok słonych paluszków królowały na stołach imieninowych, bo nic innego w sklepach nie było. 

Kanapki, to cała sztuka i metodologia, niektórzy robią wypasione kanapki na chlebie lub bułkach, inni na krakersach lub sucharkach, spotykam czasami mini burgery lub hot dogi a'la kanapki.

Podobno pomysł na kanapki zapoczątkował lord Sandwich , który namiętnie grywał w karty i aby nie odrywać się od gry kazał sobie przynosić różne smakołyki w postaci kanapki właśnie, szybko, sprawnie, a ile smaków!

Jako dziecko, nosiłam do szkoły chlebak, a w nim chleb pumpernikiel z masłem i do tego jabłko. 

Teraz serce mi się kraje, gdy znajduję na ulicy wyrzucone przez uczniów kanapki, bo wolą drożdżówki, chipsy, pizzerinki ze sklepu.

Chyba każdy robił dla dzieci lub przygotowywał dla siebie kanapki z ulubionymi składnikami. Kanapki zabieramy na wycieczki i długie wędrówki. W pracy? głównie kanapki, chyba że ktoś w pracy ma możliwość podgrzania innego dania.

Czy zdradzicie w komentarzach, jakie kanapki lubicie najbardziej?


czwartek, 16 października 2025

Dbaj o siebie...

Często mówimy komuś - dbaj o siebie, słyszymy ciągle o profilaktyce i słusznie. Ale jak teoria ma się do praktyki?

Pisałam już kiedyś o wizycie u neurologa. Pal licho terminy, wszędzie jest kiepsko, choć w przypadku niektórych chorób termin bywa kluczowy.

Dostałam skierowanie do neurologa, bo często miewałam kontuzje odcinka lędźwiowego kręgosłupa. Odczekałam swoje, kolejne skierowanie do fizjoterapeuty, kolejne czekanie na zabiegi, trwało to w sumie od października do kwietnia. Gdy  w czasie wizyty wspomniałam o zawrotach głowy , pani doktor na to, że w sprawie 
kręgosłupa szyjnego i ewentualnych zawrotów, muszę mieć osobne skierowanie i ona teraz mi nic nie zapisze, nawet wywiadu nie zrobi, bo to inna procedura... KONIEC.

Tym razem dostałam skierowanie do kardiologa, lekarz pierwszego kontaktu coś tam usłyszał czy w zapisie EKG zobaczył. Czekałam ze skierowaniem PILNE od lutego do października. W szpitalnej przychodni kolejka, bałagan, bo panie z rejestracji ściągnęły osoby zapisane na późniejsze godziny (może lekarz się śpieszył), ktoś poszedł na EKG, ktoś inny do toalety, trudno zapamiętać kto po kim wchodzi do gabinetu.

Wreszcie moja kolej, wszystko szybko, głównie w komputerze, badanie trwa ułamek sekundy, wywiad może dwie,  skierowanie na holter EKG , mam zadzwonić na podany numer i się umówić, a po badaniu wrócić do kardiologa. Dzwonię już z domu następnego dnia, bo mam terminy do stomatologa, więc żeby nie kolidowało...
Pani nawet od razu odebrała, chwila ciszy i podaje mi termin na 7 lipca.
- Chyba się pani pomyliła? a nie na 7 listopada? mamy dopiero 9 października!
- Nie, na 7 lipca 2026! godzina 10.15

Podziękowałam i wybuchnęłam śmiechem. Do 7 lipca 2026 to ja już mogę nie żyć! A jeszcze kontrola u kardiologa, na kiedy? może na grudzień 2026?

Trzymajcie się zdrowo, a kto praktykuje, niechaj się  pomodli ! 



sobota, 14 czerwca 2025

Czytelnia u dentysty...

Człowiek się starzeje, o zdrowie trzeba dbać, a moja dentystka przeszła na emeryturę. Zapisałam się więc do klinki nieopodal domu. Czekałam 3 miesiące, nadeszła chwila pierwszej wizyty. 
Na starcie małe rozczarowanie, bo czekałam w poczekalni godzinę, mimo umówionego terminu.

Pani doktor bardzo miła, aparatura najnowszej generacji, prześwietlono mi szczękę całościowo i poszczególne zęby. Obiecano plan leczenia ( a w zasadzie naprawy tego, co zepsuli poprzednicy) i kosztorys zabiegów, a ceny nie należą do najniższych, ale klinika, wiadomo.
Minął prawie miesiąc, nikt się do mnie nie odezwał i nie wiem co o tym myśleć, bo miałam czekać na telefon z informacją. Fakt, że nawet kolejne wizyty tutaj, to odległe terminy, co podsłuchałam w recepcji.

W poczekalni mnóstwo czasopism, ale nie żadnych babsko-romansowych, tylko popularnonaukowych. Czekając na swoją kolej, zaczęłam czytać.
A tam same rewelacje!

@ Gile w nosie pełnią w naszym organizmie ważną rolę, nie tylko chronią śluzówkę przed wysuszeniem i przenikaniem zarazków prosto do oskrzeli, ale zbadano, że zawierają dobroczynne bakterie, które dobrze wpływają na stan zębów. Jeśli więc wasze dzieci zjadają gile z nosa, to  nie tragedia, może trzeba zweryfikować powiedzenie: nie dłub w nosie, boś nie prosię?

@ Burczenie w brzuchu wcale nie świadczy o tym, że jesteśmy głodni. Te odgłosy, to naturalny skutek przesuwania się treści pokarmowej w jelitach, a niekiedy objaw chorobowy. 

@ Do odnoszenia sukcesów w życiu potrzeba człowiekowi 6 emocji, z których tylko połowę uważamy za pozytywne: nadzieja, złość, radość, wstyd, duma i strach.

@ Zdaniem psychologów, każdy z nas ma jakiś talent, tylko nieuświadomiony. Nie odkrywając w sobie talentów żyjemy jakby na pół gwizdka, bo połowa naszej osobowości tkwi w uśpieniu.

@ W badaniach postaw ekologicznych Polek i Polaków za 2024 rok okazało się, że 50 % ankietowanych popiera energię jądrową, a 42 % docenia jej korzystny wpływ na środowisko naturalne. Jednocześnie 72 % respondentów widzi konieczność inwestowania w odnawialne źródła energii.

Podsłuchane w poczekalni:  boli was kręgosłup? Warto zastosować kąpiel w roztworze soli kuchennej. Wystarczy 3kg soli na wannę wody, leżymy tak ok. 20 minut, po wyjściu z kąpieli nie wycieramy się ręcznikiem, tylko owijamy prześcieradłem i leżąc płasko, odpoczywamy.


piątek, 6 czerwca 2025

Nie tylko dla serca...

 

Co wam się kojarzy, gdy słyszycie - sztuczna inteligencja?
Na pewno to, co większości: wyidealizowane obrazki z sieci, wypracowania szkolne, zdjęcia i filmy przetworzone w różnych konfiguracjach, rozmowy z chatGPT, sterowane numerycznie maszyny , robotyzacja w każdej dziedzinie życia.

Nie będę podawać definicji i zakresów badań, to może każdy wygooglować. Czytałam ostatnio o codziennych zastosowaniach owej AI, rozmawiałam z synem o najnowszych zdobyczach w tej dziedzinie, bo nie tylko sam w tym siedzi, ale i w konferencjach uczestniczy. Cały czas trzeba pamiętać, że sztuczna inteligencja nie jest tworem samodzielnym, który zrodził się w laboratoriach szalonych naukowców, a maszyny myślą na tyle daleko, jak im człowiek pozwoli. Reszta to filmy SF, na razie przynajmniej.

Ale dość wstępu. 
W telewizji regionalnej natknęłam się na rozmowę z lekarzem na temat wykorzystania AI w medycynie, a dokładnie w monitorowaniu pacjentów oraz w analizie wyników badań medycznych.
Na czym to polega? Wyobraźcie sobie liczbę pacjentów, których jeden lekarz monitoruje 24 h na dobę. Ilu pacjentami jest w stanie się zająć, jak długo trwa analiza wyników, diagnoza i rozpisanie planu leczenia? na pewno zbyt długo w wielu przypadkach. 
Przy pomocy sztucznej inteligencji i odpowiednim algorytmom, można monitorować stan zdrowia, a głównie serca u kilkudziesięciu pacjentów, w dodatku program błyskawicznie reaguje na zmiany, alarmuje lekarza, podaje diagnozę - proponuje kilka sposobów leczenia do wyboru. Ostateczną decyzję zawsze podejmuje człowiek!

Inne zastosowanie - i tu puszczamy oko do rolników i właścicieli ogródków- to pomiary wilgotności gleby i planowanie zaopatrywania jej w wodę. Jak się to odbywa? Program nie tylko bada stan wilgotności  gleby, ale w nawiązaniu do prognoz i aktualnych opadów na danym terenie, steruje podlewaniem naszego ogrodu, pola, działki. My śpimy spokojnie, ogród podlewa się sam.

Natomiast to, co mnie zafascynowało i przeraziło zarazem, to już bardziej zaawansowana i niebezpieczna technologia, a mianowicie czytanie w myślach. Ileż to razy widzieliśmy na filmach wariografy, czy inne, w tym nielegalne metody wymuszania zeznań. Okazuje się, że trwają badania nad odczytaniem myśli w ludzkim mózgu, bo i takie możliwości AI są testowane.


To przykładowy schemat - pierwszy szereg po lewej, to obrazy, które pokazano badanym do zapamiętania. Kolejne w rzędach, to imaginacja stworzona przez sztuczna inteligencję, od kompletnego chaosu, poprzez zarysy kształtu, aż do niemal rozpoznawalnej wersji.
Czyżby sztuczki znane z filmów SF i thrillerów stawały się rzeczywistością?
Prawda, że niepokojące?

Badania nad sztuczną inteligencją rozwijają się błyskawicznie, a nasi badacze mają w tym spory udział i są doceniani na całym świecie.

Jak wynikało z artykułu, który wpadł mi kiedyś w ręce, AI może , ale nie musi spowodować zwiększenia bezrobocia, tu zdania są podzielone, ale na pewno nie zwiększy konsumpcji i nie zapewni relacji międzyludzkich, a jesteśmy wszak istotami społecznymi. 

Największe obawy budzi zastosowanie AI w sztuce i rozrywce oraz w tworzeniu informacji, kreowaniu wizerunku, zwłaszcza że świat dąży do cyfrowej globalizacji. Już teraz borykamy się z  fałszywymi newsami, filmami, nagraniami. Ale to cały czas działanie człowieka programisty, a nie samodzielnie myślącej inteligencji.

Nie powinniśmy  jednak martwić się na zapas. Póki co, potrzeby w zakresie wykorzystania AI w wielu dziedzinach gospodarki są większe od możliwości finansowych potencjalnych klientów, poza tym ta technologia nie jest nieomylna, badania nadal trwają, a i wielu z nas woli chyba kontakt z prawdziwym człowiekiem, niż z cyfrowym humanoidem, w najpiękniejszej nawet postaci...



poniedziałek, 10 marca 2025

Byłam w przychodni...

 

I w zasadzie w tytule zawiera się cały mój kontakt ze służbą zdrowia. Nie napisałam - byłam u lekarza, bo tylko do rejestracji dotarłam.

Kaszel mnie męczy po minionej infekcji, postanowiłam się więc przebadać, choć bez oczekiwań, bo nic mi nie jest i właściwie miałam tylko katar, ale jak to mówią, sprawdzić - to wiedzieć...

Próbowałam dwa dni dodzwonić się do przychodni i nawet w piątek z sukcesem, ale co z tego, gdy numerków do lekarza brak, w dodatku okazało się, że mojej doktor już nie ma, muszę wybrać nową i wypełnić deklarację.
W ramach piątkowego spaceru poszliśmy z mężem do owej przychodni, zrobiliśmy, co kazali, więc pomyślałam, że w poniedziałek udam się wreszcie do gabinetu.

Postanowiłam osobiście udać się do rejestracji, bo muzyczka na oczekiwanie w telefonie doprowadza mnie do pasji, a ileż to razy, gdy byłam druga w kolejce, rozłączyło mnie i ... kicha.
Rejestracja czynna od 8.00 rano, na miejscu byłam może 5 minut po ósmej. Ludzi o dziwo mało, myślę sobie, będzie dobrze!
Przy okienku okazało się, że pani doktor ma już komplet ( nie wiem kiedy zarejestrowano pacjentów, skoro dopiero otwarto przychodnię) i pani rejestratorka może mnie zapisać terminowo na przyszły tydzień! 
Podziękowałam i z postanowieniem przepisania się do przychodni bliżej mojego domu, wyszłam wściekła z placówki.

Zapisaliśmy się z mężem do przychodni o dwie ulice dalej, przychodnia nowoczesna, kolorowa, mają USG i rezonans, ale zaproponowano dwoje lekarzy do wyboru, z czego jeden kończy rezydenturę i nie wiadomo, czy zostanie w tej placówce. 
Wybrałam więc lekarza o egzotycznym nazwisku i ciemnej skórze, bo oboje mieliśmy z nim do czynienia i diagnozy były trafne, w dodatku dawał długie zwolnienie.

Z nowej przychodni jeszcze nie korzystałam, a mąż musi zrobić kopie kart pacjenta, bo potrzebuje stałych leków. Czekam na działanie nowego syropu, jest lepiej, a na pewno nie gorzej i tego się trzymam.

Tak sobie myślę, czy dożyję jakiejś sensownej reformy służby zdrowia, bo tyle lat płacenia składek, a do lekarza trudno, specjalistów to w ogóle ze świecą szukać, oczekiwanie na zabiegi rehabilitacyjne 3 miesiące,  prywatnie do stomatologa dopiero w maju... to gdzie te moje składki, ja się pytam?
Szpital miejski zadłużony, parking przed szpitalem płatny, część zabiegów i badań płatna. 

Zazdroszczę tym, których przez lata było stać na ubezpieczenie prywatne lub jakaś bogata firma, pokrywała choć część kosztów leczenia pracowników.


Zdrowia i wytrwałości Wam życzę!

Uzupełnienie:
Zapisałam się w piątek do lekarza, ale na wtorek, bo już na poniedziałek miejsc brak...także oby moje gardło dotrwało do wtorku!

Z ostatniej chwili: porządkuję zdjęcia z sobotniej wycieczki, niebawem relacja!

sobota, 14 grudnia 2024

Zapiski różne...

 Czas pędzi, tydzień spędziłam u wnuka, obserwując jego rozwój i otrzymując niesamowitą energię w postaci uścisków, przytulasów i najsłodszych zapewnień "kocham cię , babciu".

Dziś kilka aktualności z z tygodnia przed wyjazdem, inne wpisy czekają na dopracowanie.

Staram się dawać przeczytanym książkom drugie lub trzecie życie. Zaniosłam koleżance kilka książek z prośbą, by po przeczytaniu przekazała dalej, sama kiedyś zaniosłam dwie pozycje na regał w galerii handlowej. Mąż zawiózł także do biblioteki osiedlowej.

Kiedyś już gościłam koleżankę u siebie, wypiłyśmy kawę, powspominałyśmy, wzięła ode mnie i wtedy jakieś lektury. Już wówczas zaczęły się u niej problemy ze zdrowiem, a w zasadzie nasiliły się, bo chorowała już, gdy razem pracowałyśmy. Okazało się, że lekarze kompletnie zlekceważyli nie tylko objawy, ale i wyniki obrazowania, bo jak można leczyć kogoś na ucho i bóle głowy, a nie zauważyć guza wielkości piłki do golfa. A guz sobie rósł i generował kolejne objawy: zawroty głowy, drętwienie rąk, pogorszenie widzenia. Przestała jeździć rowerem, z trudem pokonywała schody. Wreszcie, dzięki synowej trafiła do dobrego diagnosty, przeszła operacje, rehabilitowana 8 tygodni, doszła do siebie i pojawia się na kontrolach. Jest dobrze, choć miewa gorsze dni. Gdy zanosiłam jej książki, to był właśnie ten gorszy dzień, a i pogoda fatalna, więc lepiej by nie wychodziła z domu.

Do mnie przyjechał kolejny stosik do czytania, napisałam też do Mikołaja, że najlepszym prezentem będą książki, pożyjemy zobaczymy...

Na spacerze po parku znalazłam na ławce taki kamyk, malowany w charakterystyczny wzór. Nie mam konta na FB, ale słyszałam o akcji zostawiania podobnych kamyków w różnych miejscach i informowania, gdzie zostały znalezione. Widzew, więc chyba o Łódź chodzi? kto ma fejsa, może poinformować o znalezisku ;-)

Dziwimy się czasami, skąd wysokie ceny niektórych artykułów. Mąż jest pasjonatem pięknych zegarków, sam ma kilka, bo lubi.  Ma znajomego, który prowadzi sklep z biżuterią i zegarkami właśnie. Właściciel sklepu stara się trzymać umiarkowane ceny, kosztem zysku, by nie zniechęcać klientów, których i tak coraz mniej. Pewnego dnia mąż zauważył zmianę cen na zegarki, którym się przyglądał. Okazało się, że ktoś ze strony producenta śledził ofertę sklepu w Internecie i nakazał podwyższanie cen produktów danej marki, bo sklep zaniża sugerowane ceny! w ilu przypadkach , o których nie wiemy dzieje się podobnie?


Tym razem odwiedziłam kolejny gabinet poprawiana urody, z racji talonów prezentowych. Polecam takie zabiegi i polecam takie upominki, a święta za progiem!
Dobrze mieć porównanie różnych miejsc, bo różnie podchodzi się do dbania o klienta!

Brak pomysłu na obiad i lenistwo kulinarne zaowocowały taką oto pizzą, tym razem użyłam specjalnej mąki do pizzy. Jakość ciasta bez porównania lepsza, bardziej plastyczne i w smaku delikatniejsze!


Zimy u nas nie widać, więc zostawiam na koniec taki piękny obrazek, nadesłany przez znajomego.
Mój wnuk bardzo czeka na śnieg - babciu, ja chciałbym ulepić dużego bałwana...


Życzę Wam dobrego nastroju, bo na pogodę nie ma co liczyć!

wtorek, 15 października 2024

Dylematy medyczne

 

Czytałam ostatnio ciekawe pozycje o tematyce medycznej lub  zahaczające o ten wątek.

Powstał więc pomysł, by zamiast recenzowania czy polecania przeczytanych książek, zainteresować Was pewnymi wyjątkami z ich treści, a każdy z nich może stanowić tło ciekawej dyskusji.

Są to dylematy medyczno-moralne, które stają na drodze różnych osób - lekarza, sędziego, rodziców chorego dziecka, pacjenta.

Dylematy o tyle trudne, że ich rozwiązanie może decydować o życiu człowieka, zaważyć na karierze lekarza czy obciążyć sumienie rodziny chorego.

Tytuły książek są obok, w galerii zdjęć , każda warta przeczytania, może którąś zresztą już znacie.
Każda pozycja jest też innego rodzaju. Wspomnienia i zapiski neurochirurga dziecięcego, obyczajowa z elementami fantazji oraz obyczajowa, odsłaniająca tajniki pracy sędziego. Ostatnia doczekała się zresztą ekranizacji.

W pracy neurochirurga dylematy zdarzają się nader często. Usuwanie guzów w mózgu czy naprawa kręgosłupa, to nie byle operacje, wycięcie zbyt dużego obszaru zajętego nowotworem może oznaczać zmianę osobowości pacjenta, utratę części życiowych funkcji, paraliż, wreszcie śmierć.
Ale autor wspomina też o innych przypadkach w swojej pracy. Chodzi o dylematy związane z ciążą, a raczej z jej powikłaniami. Zdobycze medycyny i doświadczenie lekarzy okazują się bowiem bezwartościowe wobec opinii religijnych czy kulturowych. Nawet jeśli aborcja jest najlepszym wskazaniem dla kobiety i płodu, który rozwija się w jej ciele , to wszystkie diagnozy i niezbite fakty zostają pogrzebane przez niezachwiane przekonanie niektórych ignorantów, że dziecko MUSI SIĘ URODZIĆ. A co po porodzie? Wszyscy wiemy...

Dylematy medyczno-religijne, to także element pracy sędziego, zwłaszcza w sądach rodzinnych. Czasami bowiem trzeba stanąć w obronie dziecka lub niepełnoletniego nastolatka, gdy rodzice w imię przekonań religijnych odmawiają podania leku lub przeprowadzenia zabiegu ratującego życie.
Tak było na przykład w sprawie sądowej o transfuzję krwi u dziecka Świadków Jehowy, którego rodzice nie zgadzali się na zabieg, bo ich religia zabrania mieszania krwi u wyznawców. Co dziwniejsze, zakaz nie funkcjonuje w doktrynach wiary od zarania, a został wprowadzony przez "zarząd wyznawców" dopiero po 1945 roku.
Chociaż chłopcu groziła utrata wzroku, uraz mózgu, długoletnie dializy, rodzice nie zgadzali się na przetoczenie krwi, a i nastolatek był zdeterminowany, by dochować wierności swej wierze. Jaki Bóg wymaga od swych wyznawców takiego poświęcenia i czy na pewno o Boga tu chodzi? 

Książka "Jeszcze jeden dzień" jest nietypowa, klimatem przypomina powieść "Oskar i pani Róża". 
Wszystko dzieje się na oddziale onkologii dziecięcej, a i jedna z pielęgniarek zachorowała na nowotwór.
W leczeniu chorych onkologicznie, dylematów jest równie dużo. Jak choćby sprawa uporczywego leczenia i skazywania chorych na dotkliwe męczarnie, pomimo nadziei na poprawę stanu chorego.
Z drugiej strony, najbardziej spektakularne bywają  rezygnacje z leczenia konwencjonalnego na rzecz podejrzanych praktyk znachorskich czy metod , mówiąc delikatnie alternatywnych. 
W przypadku dzieci, ważnym dylematem staje się również sprawa spełniania marzeń, tych dużych i całkiem małych. Czy warto narażać chorego na pogorszenie stanu jego zdrowia lub zakażenie, by choć na chwilę zapomnieli o pobycie w szpitalu? Czy warto nawiązywać nowe relacje z innymi, zdrowymi lub chorymi, gdy życie ma dla chorego na raka nieprzewidywalne zakończenie? Czy lepiej zrezygnować z miłości i nie ranić drugiej połowy, czy jednak dać sobie i jemu szansę na, być może, ostatni związek w swoim życiu...

Trudne tematy, jeszcze trudniejsze odpowiedzi, ale lubię, gdy książki lub filmy zmuszają do refleksji i dyskusji , wzbudzają emocje, wzruszają...

piątek, 6 września 2024

Śpi jak zabity!

 

Podobno od genów zależą długość snu i  pora zasypiania. Z tego względu ludzie dzielą się na sowy i skowronki, a w dodatku niektórzy  potrzebują mało snu, inni zaś to  prawdziwe śpiochy...

Jakość snu zależy od wielu czynników zewnętrznych, czasami chorób lub rodzaju pracy. Lekarze potrafią tak ustawić swój organizm, że zasypiają efektywnie na kilkanaście lub kilkadziesiąt minut, bo to wynika z trybu pracy i dyżurów.

Brak snu w długim okresie ma na nas bardzo negatywny wpływ, nie tylko na aspekty fizyczne, ale bardziej nawet na psyche.

Z wiekiem podobno częściej się wybudzamy, nie zasypiamy już ani łatwo, ani mocno. Niektórzy mają problem z zaśnięciem, za to przesypiają całą noc. Moja babcia mawiała, że ze zmęczenia człowiek zaśnie i na kamieniu, a sama się przekonałam, że zbyt duże zmęczenie i stres do kompletu wcale nie zapewniają zdrowego snu. Ale dawniej chyba ludzie mieli mniej stresów.
Bywa, że późny koncert czy spektakl teatralny lub nocny seans w kinie także nie pozwalają zasnąć, nie miał się mózg kiedy wyciszyć i te emocje...

Nie wiadomo, na skutek czego jedni śnią koszmary, a inni nie miewają snów wcale lub ich nie pamiętają. Gdzieś słyszałam, że koszmary spowodowane są wieczornym przejadaniem się lub oglądaniem horrorów. U mnie ani jedno, ani drugie nie sprawdziło się.

Ale te wszystkie rozważania stanowią długi wstęp, by przedstawić wam swoje wątpliwości, co do tego, dlaczego niektóre osoby śpią lekko jak zając pod miedzą, a inne zasypiają tak mocno, że przysłowiowy strzał z armaty ich nie obudzi. I to niezależnie od fazy snu.

Podobnie jest z niemowlętami, jedne budzi nawet cicha rozmowa, inne zasypiają tak, że nawet odkurzacz im nie przeszkadza.

Ja zaliczam się do tych zajęcy, co to je budzi wszystko i nie odziedziczyłam tego po mamie, bo Ona spała jako ten kamień. Należała do osób, które nie powinny chodzić do pracy na siódmą. Gdyby nie mój ojciec, wywaliliby ją z roboty. Tato pracował od szóstej, do zakładu miał 5 minut, więc tuż przed wyjściem musiał obudzić i ocucić mamę. 
Jeśli nie dopilnował, by usiadła i spuściła nogi z łózka, to przewracała się na poduszkę i spała dalej, do oporu! Budzik nieprzydatny, a cucić wodą, to lekka przesada...
Tak miała całe życie, póki nie zachorowała na raka płuc. Pod koniec, to nawet w ciągu dnia bała się zasnąć, choć sen był jej potrzebny.

Pozdrawiam wszystkich, życząc zdrowych snów bez koszmarów!

sobota, 27 kwietnia 2024

Nie tylko o zdrowiu...


Szlachetne zdrowie...wszyscy znamy ciąg dalszy.
Gdy cokolwiek zaczyna szwankować szukamy ratunku, ale gdzie go znaleźć, gdy u nas kolejka do neurologa rok, do gastrologa dwa lata, do okulisty podobnie, oczywiście w ramach ubezpieczenia.
Prywatnie - kiedy sobie życzymy, choć bywa, że też trzeba poczekać.
Za wizytą prywatną idą tez prywatne badania, logiczne...

Będąc prywatnie u jednego okulisty, mąż zdecydował się skonsultować z innym lekarzem w renomowanej klinice, bo pani doktor w małym mieście, jakoś mało zainteresowana pacjentem była, ale 2 stówki skasowała. Zawitaliśmy więc do dużego miasta, w poniedziałek telefon, we wtorek wizyta.
Parking darmowy, opieka nad pacjentem komfortowa, badania z wydrukami wyników i w kolorze, dwa różne gabinety, rozmaite maszyny, folder i suplementy na oczy do ręki pacjenta.


Jako ciekawostkę zamieszczam prosty test wzrokowy, by sprawdzić czy z naszym okiem nie dzieje się coś złego. Duży kwadrat to wzór, dwa małe poniżej to obrazy widziane przez pacjentów: zdrowego i z wadą plamki żółtej.
Test należy wykonać dla każdego oka osobno, zasłaniając drugie.
Wszystkie linie muszą być proste, wszystkie kwadraciki w tym samym rozmiarze, plamka na środku wyraźna.
Kto używa okularów, robi test w okularach rzecz jasna.
Nigdy nie wiemy, kiedy nasz wzrok pogorszy się nieodwracalnie...



Ponieważ mąż miał zakrapiane oczy i nie mógł prowadzić auta , trzeba było jakoś zagospodarować czas, aż krople przestaną działać.
Znaleźliśmy w pobliżu kliniki Dworek Staropolski, gdzie można wypić kawę i posilić się. Dworek nieco przykurzony, ale kuchnia pyszna, a wokół obiektu duży ogród i mini skansen...


Moja przygoda ze zdrowiem to kolejne badanie mammograficzne, które wykonuje co dwa lata, dzięki zaproszeniu na badanie. Rejestracja online, można wybrać termin i godzinę, mammobus przyjeżdża w pobliże mojego osiedla, krótki spacer, jeszcze krótsze badanie.
W tym roku nowość, bo badania przeprowadzał pan Rafał, delikatny i cierpliwy, czego nie mogę powiedzieć o jego poprzedniczkach. Niczym choreograf  wydawał polecenia przy aparacie, które to skojarzenie wypowiedziałam na głos. pan na to - jeszcze prześwietlenie boczne i kryształowa kula jest nasza!


Trzeci epizod pośrednio związany ze zdrowiem, ale jednak. Jestem dumna z syna, bo wraz z kolegami z pracy wziął udział w akcji zadrzewiania terenów między osiedlem mieszkaniowym a ruchliwą trasą szybkiego ruchu. Zasadzono około 2,5 tysiąca drzewek, które rosną szybko i jeśli się wszystkie przyjmą, to wkrótce wyprodukują mnóstwo tlenu!

niedziela, 3 marca 2024

Cisza...

 

Co złego jest w ciszy?
Według mnie nic, wręcz przeciwnie, a tak trudno dziś o ciszę. 
Na ulicy, w sklepach, w wielu miejscach publicznych cisza jest zjawiskiem rzadko spotykanym. Czy zauważacie, że czasami cisza powoduje niepokój? 

Nawet w miejscach, w których liczymy na ciszę i spokój spotykamy hałas o różnym natężeniu. W parku grajkowie zbierający pieniądze, muzyka dopływająca z kawiarenek, młodzież spacerująca z głośnikami...podobnie nad jeziorem. Byliśmy ostatnio nad jeziorem właśnie, a tam grupa motocyklistów, głośna muzyka, hałas niósł się daleko...

W galerii handlowej czytam informację, że w niektóre dni o określonych godzinach zarządzono ciszę, głównie z myślą o klientach autystycznych, ale ja chętnie z tego skorzystam, bo nie będzie mnie wtedy atakować muzyka, w każdym sklepie inna i męcząca psychikę strasznie.

Kiedyś w jednej z sieciówek podsłuchałam rozmowę ekspedientek:
- szefowa kazała dziś  wyłączyć muzykę
- nie wiem jak przetrwam zmianę w takiej ciszy!

Rzadko zdarza się cisza na osiedlu czy w bloku, ciągle ktoś remontuje mieszkanie, na ulicy roboty drogowe lub koszenie traw i przycinanie drzew, dzwony kościelne, dźwięki karetek lub alarmy samochodowe... czy zastanawialiście się, ile dźwięków musi rozpoznać i przetworzyć nasz mózg?
A gdzie tu miejsce na własne myśli, odpoczynek od nawału informacji czy zwyczajnie od nadmiaru decybeli?

Niektórzy odgradzają się od hałasu zewnętrznego słuchawkami, ale to też nie jest cisza, nasze uszy atakuje ciągle muzyka, głos lektora lub inne dźwięki, a niektórzy ustawiają poziom głośności tak wysoko, że przechodnie obok słyszą to, co leci w słuchawkach! 

Ale zdarzają się osoby, które potrafią pracować i koncentrować się w specyficznych warunkach, wcale nie w ciszy. Podobno Wojciech Młynarski najlepsze teksty pisał, gdy dzieciaki bawiły się w tym samym pokoju, biegały i robiły straszny harmider. 

Gdy na spacerze lub wypadzie do lasu zdejmiesz z uszu słuchawki usłyszysz  klucze gęsi, śpiew kosa, ćwierkanie wróbli, stukanie dzięcioła, szum drzew, tarcie konara o konar...

Mój mąż pracuje z młodzieżą nastoletnią, która uczy się posługiwania maszynami różnego rodzaju. Maszyny robią hałas, a młodzież w czasie przerwy dodatkowo katuje się hałasem z telefonów, głośników, w trakcie śniadania krzyczą do siebie, choć dzieli ich tylko odległość jednego krzesła w stołówce.

Mówi się nawet o zanieczyszczeniu środowiska hałasem - wpływa to niekorzystnie na układ krążenia, nerwowy, a nawet na jakość snu. Młodzi ludzie często miewają już problemy ze słuchem, ciągłe noszenie słuchawek i hałas w szkole nie sprzyjają dobrej kondycji aparatów słuchu.
Może ten wszechobecny hałas powoduje taką agresję i kłótliwość u ludzi?

Czy tylko ludzie młodzi nie lubią ciszy? 
Czy zapotrzebowanie na spokój rośnie z wiekiem, czy też zależy od uprawianego zawodu, stanu psychicznego, czy indywidualnych cech człowieka?

Spotkałam się kiedyś ze stwierdzeniem, że niektórzy boją się ciszy, bo atakują ich wtedy własne myśli, niechciane wspomnienia, wyrzuty sumienia - wszystko, co chcieliby od siebie oddalić, chociaż na krótko.

A jak Wy postrzegacie ciszę? brakuje Wam spokoju i odgłosów natury, czy raczej cisza wywołuje w Was niepokój i tęsknotę za dźwiękami dużego miasta?


P.S.
Gdy pisałam ten post, nie wiedziałam, że 3 marca obchodzimy Dzień Słuchu! Otworzyłam w kuchni telewizor, a tu taka wiadomość :-)

poniedziałek, 5 lutego 2024

Będzie pan ojcem...

 

Jeden z odcinków oglądanego serialu, przypomniał mi autentyczne zdarzenie z mojego otoczenia.

Pan G. i pani J. poznali się na jakimś wiejskim festynie i chociaż on z miasta, to zawsze marzył o pracy na wsi. Pobrali się i ostro wzięli do pracy, zmieniając podupadające gospodarstwo rodziców pani J. w fermę indyków.

Do szczęścia brakowało im tylko dziecka. Pani J. była kobietą sporych rozmiarów, prawdopodobnie przez problemy hormonalne, a i jelita dokuczały jej od dawna. Badania wykazały, że państwo młodzi, ale już coraz starsi, dzieci mieć nie będą, niestety. O in vitro nikt wtedy nie słyszał, o adopcji czy rodzinie zastępczej nie myśleli. Na wsi nikt  nie miał czasu na procedury, próby, wizytacje...

Lata mijały, ferma rozwijała się, nawet rodzina już nie męczyła pytaniami o potomstwo. Gdyby nie problemy jelitowe i hormonalne pani J. żyliby jak w raju. Ciągłe nawroty choroby i wizyty u lekarzy stawały się męczące i coraz droższe.

Od pewnego czasu panią J. zaczął niepokoić twardy brzuch , bulgotanie w jelitach i zmienność nastrojów. Pomyślała najpierw, że to rak, ale przecież badała się regularnie, a nawet jelita jakby się uspokoiły. Może to była cisza przed burzą? 
Chodziła jak struta, apetyt szlag trafił, wszystko ją denerwowało. W końcu mąż zdecydował, że pojadą do najlepszego specjalisty, bo lepiej znać diagnozę, niż żyć w strachu.

Gabinet lekarski był świetnie wyposażony, badanie USG na miejscu, lekarz utytułowany.
Mąż został w poczekalni, bo krępowały go takie sytuacje, w końcu każdy potrzebuje odrobiny intymności.

Po długim badaniu pan G, został poproszony do gabinetu, wchodził na miękkich kolanach, ale trzymał fason, by mężnie znieść diagnozę.
- panie G. , mam dobrą wiadomość, która wprawi w osłupienie nie tylko pana, za trzy miesiące zostanie pan ojcem, gratuluję!
- ale jak to, przecież żona, my  - nie możemy mieć dzieci!
- jak widać nawet w medycynie zdarzają się pomyłki lub raczej cuda!

Pan G. prawie zemdlał, usiadł powoli, musiał przetrawić usłyszane słowa, spojrzał na żonę, której łzy leciały po policzkach i zdołała powiedzieć tylko:
- to będzie syn!

Matko jedyna, nie dość, że dziecko, to jeszcze syn! spadkobierca i G. junior! czy można znieść na raz tyle szczęścia? Ręce mu się trzęsły, myśli kołowały jak szalone helikoptery... muszą iść po badaniu na jakiś obiad, by uspokoić emocje. Nawet napić się nie mógł, bo autem trzeba wrócić do domu.

Po urodzeniu wspaniałego syna, pani J. dwukrotnie jeszcze była w ciąży, ale to pierwszy syn był ulubieńcem całej rodziny, a energii miał tyle, co mały reaktor :-)!  

Aneks:
Oglądałam kiedyś dokument o kobietach, które do dnia porodu nie wiedziały, że są w ciąży i sam poród zaskakiwał je w rozmaitych sytuacjach i miejscach. Gdybym nie znała wcześniej historii opisanej powyżej, nie uwierzyłabym, że to możliwe...

sobota, 2 grudnia 2023

Nagle i niespodziewanie...

 

Czasami robimy plany na przyszłość, bliższą lub dalszą. Miewamy zobowiązania, marzenia, jesteśmy w trakcie remontu, kursu, projektu...

Nagle jedna chwila, przypadek, choroba niweczą wszystko, co miało dotychczas znaczenie.

Nasze życie jest kruche, nie zawsze daje się je uratować, nie zawsze pomoc przychodzi w porę.

Może gdybyśmy więcej uwagi poświęcili znakom, jakie daje nasz organizm, wszystko potoczyłoby się inaczej?
Z drugiej strony, niektórzy z nas bardzo dbają o zdrowie, badają się i wykluczają kolejne zagrożenia, a nieszczęście przychodzi z zupełnie innej strony. Sami zdrowi lub bez obciążeń dostajemy rykoszetem i w jednej sekundzie nasz świat zmienia się diametralnie.

Dlaczego o tym piszę? Z dwóch powodów. 
Po pierwsze, oglądam ostatnio filmy o tematyce medycznej, które pokazują wiele różnych sytuacji zdrowotnych i rodzinnych, w których każdy może się znaleźć, a przy okazji polecam książkę "Niewyjaśnione okoliczności" R.Sheperda. Autor jest lekarzem i wyjaśnia, od jakich drobiazgów i zbiegów okoliczności zależy czy w danej sytuacji przeżyjemy...
Po drugie, jestem w wieku, gdy zaczynają umierać moi znajomi, koleżanki z pracy, gdy choroby dopadają nas kolejno, ograniczając aktywność, a tak trudno się z tym pogodzić...

Przykład:

 Pani K. osiągnęła wiek emerytalny, ale nie zamierzała szybko odejść na emeryturę, zawsze aktywna, pomysłowa, o pogodnym usposobieniu. Poznałyśmy się na konkursach i egzaminach, miło się z nią rozmawiało. Wiedziałam, że opiekuje się mamą staruszką na wózku inwalidzkim, często spotykałam je na spacerach. Dziwiło mnie, skąd tak krucha osoba bierze siłę na pchanie ciężkiego wózka , na pielęgnację chorej, zakupy itp.
Kiedyś trafiłam w markecie na zbiegowisko , jedna z klientek zasłabła, zadzwoniono po pogotowie, pracownicy sklepu zaopiekowali się klientką, która wydała mi się znajoma.
Była to pani K. Próbowałam się później czegoś dowiedzieć na temat jej zdrowia, miałyśmy wszak wspólne znajome.  Okazało się , że stan jej  matki pogorszył się, a więc i pracy przy staruszce przybyło, ale po incydencie w sklepie pani K. odeszła na emeryturę, by wreszcie odpocząć, może i wymagała jakiegoś leczenia? 
Gdy wróciłam od wnuka dowiedziałam się, że kilka dni temu odbył się pogrzeb pani K. Zmarła we śnie, matka nie mogła się jej rankiem dowołać. Na szczęście sąsiadka zaglądała do obu pań, wspierały się wzajemnie. Pytanie, co będzie z matką zmarłej? Nie wstaje z łózka, ma ponad 90 lat, na pogrzebie córki nie była...

Nie pierwszy to przypadek nagłej śmierci i nie ostatni. Każdy z nas pewnie zna podobne, a bywa, że owa nagła śmierć bliskiej  lub znajomej osoby to dopiero początek kolejnych problemów...



Dopisek:
Serdeczne wyrazy współczucia dla zaprzyjaźnionych blogerek i wspaniałych matek, które musiały zmierzyć się ze śmiercią swoich synów: Szarabajki oraz Iwony Zmyslonej.

niedziela, 5 listopada 2023

Meteopaci mają przechlapane...

 

Aura ostatnio robi bardzo niemiłe niespodzianki. W dodatku , gdy ma to związek ze zmianami klimatu, to każą nam się do tego przyzwyczaić.

Ale jak to zrobić, gdy człek wrażliwy na każdą zmianę frontu atmosferycznego, wahania ciśnienia, opady i wiatry?

Meteopatia to nadwrażliwość na zmiany pogody. Występuje dość często, ale częściej u kobiet, nie sklasyfikowano tej przypadłości jako jednostkę chorobową, bo podobno nie ma badan naukowych potwierdzających zależność naszego samopoczucia od zmian pogody.
Dlaczego więc tak się dzieje, że wielu z nas, bez względu na wiek i stan zdrowia  cierpi katusze fizyczne i psychiczne? 

Meteopatą nie trzeba być od urodzenia, niekiedy nabywa się nadwrażliwości z wiekiem lub z pojawiającymi się chorobami przewlekłymi. Pamiętam, jak moja babcia narzekała na bóle stawów przed deszczem, a mój mąż dopiero od niedawna odczuwa skutki zmian w pogodzie, do niedawna nawet nie wiedział, co to ból głowy. Jak sięgam pamięcią, zawsze byłam meteopatką, choć nie znałam nazwy tej przypadłości.

Meteopaci reagują na różne przejawy zmian w pogodzie - jedni czują dyskomfort przed frontem deszczowym, inni wręcz przeciwnie, gdyż dostają migreny gdy nadchodzi wyż. Jeszcze inni reagują na wszelkie nagłe zmiany aury, gdy potrafi ona zmienić się w ciągu nocy lub kilku godzin dnia i położyć meteopatę do łózka. 

Nawet lekarze nie zaprzeczają temu, iż niektóre dolegliwości nasilają się przy zmianach pór roku: wrzody żołądka, bóle kości i stawów, objawy depresji, łuszczyca...

Teoretycznie można zażyć tabletkę na ból głowy, oka, stawu, ucha...ale co zażyć na nieokreślony rodzaj złego samopoczucia lub ból duszy?

Meteopatia nie jest chorobą, ale skutecznie utrudnia życie, o czym przekonuję się na własnym przykładzie i czego nikomu nie życzę.

środa, 2 sierpnia 2023

Nuda na emeryturze?

 Wiele osób martwi się, co będą robić z wolnym czasem na emeryturze. Jestem już niemal rok na emeryturze i nie miałam czasu, ani ochoty na nudę. Niedobrze, jeśli żyje ktoś tylko pracą lub życiem innych, zapominając o sobie i swoim rozwoju. Powie ktoś pewnie, że aby korzystać z życia na emeryturze trzeba mieć sporo kasy, jak przysłowiowi niemieccy emeryci. Trochę w tym prawdy jest, ale nie cała prawda. Są aktywności, które nie wymagają żadnych nakładów, a jedynie chęci i otwartości, pasji tworzenia i poszukiwania tego, co dla nas w danym momencie najlepsze i daje radość.

Nie chcę tu rozpisywać się  szeroko na temat oferty zajęciowej dla seniorów, bo w każdej miejscowości znajdzie się takowa, wystarczy zajrzeć do Internetu, a jeśli taka forma spędzania czasu nam nie odpowiada, zadajmy sobie pytanie - co chciałbym/chciałabym robić najchętniej lub jakie talenty warto kontynuować, a być może odkryć nowe?

Gdy odwiedzam zaprzyjaźnione blogi jestem pełna podziwu dla ich autorów, zwłaszcza emerytów za aktywność w  różnych dziedzinach, od pasji czytania i rozwiązywania zagadek, poprzez rękodzieło i kulinaria, aż po ogrodnictwo czy podróżowanie. 

Pamiętam koleżankę z pracy, która po przejściu na emeryturę zaczęła regularnie chodzić na basen, nauczyła się niemieckiego i zrobiła kurs oprowadzania wycieczek. W biurach podróży spotkacie wiele emerytowanych nauczycielek :-)

Jest także inna strona tego medalu. Bywa, że osoby samotne, schorowane nie mają dla siebie wielu możliwości, które dostępne są innym , wypada się zastanowić, jak można im pomóc, uaktywnić, by ich życie w tzw. stanie spoczynku nie oznaczało jedynie oczekiwania na śmierć lub kolejne wizyty u lekarzy. Oczywiście ważna jest także akceptacja takowej pomocy z ich strony, a z tym już różnie bywa.

Dlaczego o tym piszę w ogóle?

Przedstawiłam Wam kiedyś Grażynkę z Dukli -TUTAJ- która na emeryturze właśnie rozwinęła swoje pasje, a teraz przysłała mi zdjęcia swoich prac w zupełnie nowej dziedzinie, zobaczcie sami:



Ja, która tylko kwiatek i domek potrafię narysować kłaniam się nisko! Także za cierpliwość i chęć poszukiwania ciągle nowych możliwości.

A żeby nie było, że tylko po górach i skansenach latam, pochwalę się, że sweterek i chustę skończyłam, zastanawiam się tylko, czy tej chuście frędzle przyprawić?



Nawet jeśli nie macie umiejętności robótkowych, można popróbować działań fotograficznych - tak się kiedyś bawiłam w tworzenie martwych natur, z tego co pod ręką...
A jeszcze na dodatek dostępne sa aplikacje i programy komputerowe do obróbki zrobionych zdjęć.



Inna opcja to powolna wędrówka po swojej miejscowości i wyszukiwanie miejskich ciekawostek.
To także dla zdrowia, gdy licznik kroków nabija kolejne kilometry.


Ci z was, którzy maja już wnuki wiedzą zapewne, że część naszego czasu poświęcamy im właśnie, a gdy trzeba dzieciakom zorganizować czas, to główka pracuje, by różne zabawy i atrakcje wymyślać!
A ile razy nie chciało nam się zrobić czegoś dla własnych dzieci, to dla wnuka - bez dwóch zdań i natychmiast!

Jeśli macie jakieś pasje lub talenty, o których nie wiem, pochwalcie się, proszę w komentarzu, może Wasz przykład kogoś zainspiruje!


sobota, 20 maja 2023

Na jakim tle?

 

Kilka osób na blogach zastosowało ciemne tło dla białych liter i wspomniało, że dobrze to robi ich oczom.

Nie wiem, co jest z moimi oczami, ale dla mnie ten układ czyli białe litery na czarnym tle to masakra, gdy kończę czytać post w takiej kolorystyce, moje oczy długo muszą łapać ostrość na to, co poza ekranem laptopa, jak wówczas, gdy wychodzi się z ciemnej piwnicy lub tunelu na światło.

Postanowiłam sprawdzić, jak to jest z ochroną wzroku i układem kolorów na ekranie komputera, bo wiem tylko, że wiele zależy od kontrastu oraz jasności ekranu, od ilości czasu spędzanego przy komputerze oraz indywidualnych predyspozycji.

Niektórzy twierdzą, że czarne tło jest lepsze dla programistów i używanych urządzeń.

Programistom jest po prostu łatwiej zapisywać pewne rzeczy, o których nie będę się rozwodzić, bo się na tym nie znam, a dla urządzeń to korzystne, gdyż pozwala oszczędzać baterie. Podobno też lepiej się czyta czarne tło z białymi literami, gdy mamy wokół słabe światło.

Na telefonie i nawigacji także można zmienić tło na ciemniejsze, gdy korzystamy z urządzeń wieczorem, w tunelach  i wszędzie tam, gdzie dostęp do światła jest ograniczony, by jaskrawy ekran nie męczył wzroku.

A jak to jest ze wzrokiem?

Istnieją badania, wedle których korzystniejszym dla naszych oczu jest jasne tło i ciemne litery, co związane jest z naturalną akomodacją oka, a najbardziej korzystnie dla wzroku jest żółte tło i zielone litery.

Jeśli zaś mamy subiektywne wrażenie, że mniej męczy nas układ ciemne tło i białe litery, powinniśmy używać mniejszego kontrastu, czytać przy słabszym świetle i przez krótki czas. 

Udowodniono także, że przy ciemnym tle i jasnej czcionce trudniej przyswaja się rozbudowane treści, choćby e-booki, choć zdarzają się osoby, którym to nie przeszkadza.

A jak jest u Was, wolicie czarne na białym, czy odwrotnie?

Na koniec cytat z bloga speców od IT:

"Chcąc ostatecznie odpowiedzieć na pytanie, czy powinno używać się trybu ciemnego, chyba najwłaściwszą odpowiedzią będzie: „Jeśli chcesz podążać za modą to używaj”. Faktycznie, warto zastanowić się, czy w danej sytuacji tryb ciemny na pewno okaże się pomocny. Jeszcze raz powtórzmy, w prawdziwym życiu częściej obserwujemy elementy ciemne na jasnym tle. Może warto więc postępować zgodnie z naszą naturą i pozostać przy trybie jasnym." *

*(https://blog.it-leaders.pl/czy-tryb-ciemny-jest-faktycznie-lepszy-od-jasnego/

Linki dla dociekliwych:

https://spidersweb.pl/2019/06/nocny-tryb-ciemny-nauka.html

https://grafmag.pl/artykuly/dark-mode-fakty-mity-i-niejasnosci

https://zdrowie.wprost.pl/profilaktyka-i-leczenie/10437427/tryb-ciemny-w-telefonie-a-wzrok-jakie-daje-korzysci.html

piątek, 12 maja 2023

Po zabiegach...

 

Po raz pierwszy jako osoba dorosła uczęszczałam na zabiegi fizjoterapeutyczne, bo nie liczę wizyt u kręgarzy, gdy miałam problemy z kręgosłupem.

Zalecono mi 10 dni zabiegowych ( a droga była do tego długa) i każdego dnia 4 zabiegi, choć nie wiem, czy można nazwać zabiegiem naświetlanie lampą solux przez 5 minut, a i te minuty naliczano różnie.

Trzeba mieć cierpliwość, by leczyć się w ramach państwowej słuzby zdrowia, bo cykl od wizyty u neurologa do pierwszego dnia zabiegowego trwał u mnie od 18 października do 26  kwietnia. Na wizytę u neurologa czekałam prawie rok. Kawal czasu...

Zabiegi odbierałam w szpitalnej przychodni i dobrze, że nie zapisano mi hydroterapii czy gimnastyki , bo od samego przebierania się codziennie dostałabym szału, więc chyba do sanatorium nie nadaję się.

 Leży człowiek podłączony do jakiegoś urządzenia przez 10 minut, na własnym prześcieradle zakupionym w aptece i jeszcze musi zapamiętywać, którą stronę pleców poddajemy dziś działaniu ultradźwięków, albo czy na odcinek szyjny mają być młoteczki czy wibracje...a naświetlanie lampą raz pięć minut, raz dziesięć. Siadywałam też w mikroskopijnej salce ( drżyjcie klaustrofobicy!) by poddać się  działaniu lasera - jeśli nie usłyszy pani sygnału dźwiękowego, to nie szkodzi, kilka minut dłużej to nie problem...

Nie powiem, panie w przychodni bardzo miłe, może oprócz tych w rejestracji. Pacjenci taśmowo zmieniają się na leżankach, panowie flirtują z terapeutkami, panie opowiadają o wnukach lub fryzurach na komunie, młodzież zapatrzona w smartfony. Swoją drogą, ilu młodych ludzi chodzi na zabiegi po urazach na lekcjach WF! ale chyba nie czekają pół roku na zabieg, bo to by nie miało w ogóle sensu...

Na koniec wizyta końcowa u fizjoterapeuty - czy odczuwa pani poprawę? Niektórych zabiegów nie czułam wcale, może zapomniał ktoś aparat włączyć? czy odczuwam poprawę stanu kręgosłupa? Trudno powiedzieć, skoro bolał mnie głównie po urazach w pracy, to teraz teoretycznie powinnam ozdrowieć zupełnie...no ale czas pokaże.

Myślałam, że wpis będzie z tych dowcipnych, ale nic śmiesznego się nie działo, a skończyłam zabiegi z ulgą, bo wynudziłam się jak mops.
W karcie zapisano - poprawa umiarkowana, zaleca się kontynuację zabiegów. Ciekawe, jak długo trwałby kolejny cykl od lekarza do następnej serii zabiegów?



środa, 23 listopada 2022

Szlachetne zdrowie...

 

Zacznę od tego, że tak się cieszyłam na uroczystość Roczku mojego wnuka, nawet sukienkę kupiłam, a tu zdradziecko w sobotni poranek przyszła migrena i uziemiła mnie w łóżku. 

Normalnie tylko płakać!

Mąż pojechał sam, bo i bigos przygotowaliśmy i roladki z kurczaka, że o upominku dla Leosia nie wspomnę, w dodatku mieliśmy przekazać kartki i upominki od mojej koleżanki i brata. Mogłam liczyć na pomoc rodzinki, więc w potrzebie nie zostałam sama. A przeczołgało mnie nieźle! Naprawdę sądziłam, że mam to za sobą...

Trzymało mnie do wieczora, a w niedzielę dochodziłam do siebie jak po grypie. Kto kiedykolwiek miał migrenę wie, o czym piszę. Nie pomagają na to żadne leki, jeśli spotka Cię pełnoobjawowa paskuda! A miałam spokój 4 lata! 

Na szczęście mąż przysyłał mi na telefon relacje z imprezy, zdjęcia i filmiki, więc choć na odległość uczestniczyłam w tym sympatycznym wydarzeniu.

Migrena to skojarzenie z neurologiem. A owszem, byłam niedawno, czekałam na wizytę od marca do października, a to i tak dzięki temu, że ktoś zrezygnował. Skierowanie miałam na leczenie kręgosłupa lędźwiowego, więc gdy próbowałam naświetlić pani doktor problem z zawrotami głowy i migreną usłyszałam, że na leczenie głowy, to muszę mieć inne skierowanie, bo szpitalowi płacą za procedury, a nie od pacjenta, a pani neurolog przyjmuje w szpitalu.
Swoją drogą, pani doktor to kobieta dużo starsza ode mnie, zgarbiona bardzo, a gdy zmieniała pokrycie leżanki dla pacjentów, to już chciałam jej pomóc, bo flizeliny nie mogła oderwać.

Dostałam kolejne skierowania, nie powiem i receptę na czopki (na odczepnego), ale co z tego, jak tych skierowań nie mogę zrealizować, na pewno nie  do stycznia!

Zamówiłam mailem w mojej przychodni ( taki luksus) skierowanie na USG oraz profilaktycznie na kolonoskopię, ale przychodnia , w której mogę zrobić takie badania od ręki, nie ma podpisanej umowy z moją przychodnią w ramach NFZ. Zapłaciłam więc za USG 150zł, ale na kolonoskopię ewentualnie poczekam na miejsce w szpitalu, bo to kolejne 600zł.
Załapałam się za to na rezonans kręgosłupa, a czekałam TYLKO 2 tygodnie!
Ale co z tego, gdy kolejne dwa czeka się na wynik, a do neurologa na kontrolę to już nie wiem ile, bo nie mam jeszcze wyniku.


Żeby było śmieszniej, musiałam podpisać oświadczenie, że nie naciągam NFZu na koszty, bo nie widnieję w systemie jako ubezpieczona, choć dostanę już trzecią emeryturę! 
Próbowałam wyjaśnić to w ZUSie, kazali być cierpliwym!
Legitymacja emeryta i rencisty jest? to o co pani chodzi?

Jak ma nie być kolejek do specjalistów lub drogich leków?
Moja lekarka rodzinna zapisała mi kiedyś syrop do płukania gardła, podobno świetny.
Idę do apteki, pani mówi, że muszę poczekać na zrobienie leku przez farmaceutkę, a koszt to ok. 90 zł
Matko i córko, a dlaczego tak drogo? 
Pani w aptece ze smutnym uśmiechem - gdyby miała pani receptę od laryngologa to byłaby 1/3 ceny.
No nie polecę teraz do szpitala po receptę , zresztą do laryngologa potrzebne skierowanie!
Poddałam się i zapłaciłam finalnie 80 zł

Dobrze, że jestem na emeryturze, bo chociaż czasu mam w bród, ale nie sądziłam, że spędzę go w przychodniach...
Zdrowia wam życzę i reformy systemu ochrony zdrowia,  sobie także.