Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sukces. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sukces. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 grudnia 2020

Grafit czy diament?

 

Sukces to podobno 1% talentu i 99% ciężkiej pracy. 

Układ procentowy bywa rozmaity, zależy kto układa słupki.

Część z nas rodzi się z jakimś talentem lub nawet wieloma , ale nie wszyscy mają równe szanse na starcie.

Wiele czynników składa się na to,  czy zostaniemy pożytecznym, ale szarym grafitem czy będziemy błyszczeć jak diamenty.

Wnuk mojej koleżanki to chłopiec obdarzony wielką pasją do nauki i to niezależnie od tego czy są to przedmioty ścisłe czy humanistyczne.

Kończy szkołę podstawową dopiero, a już zdobył dwa stypendia naukowe , od stycznia 2021 czeka na niego nowe stypendium, także za wyniki w nauce.

Chłopiec zna doskonale angielski i hiszpański, poprosił rodziców o możliwość nauki arabskiego i żałuje tylko, że nie ma olimpiady przedmiotowej w tym zakresie.

Ma bardzo dużą podzielność uwagi, czasami uczy się , jeżdżąc na rolkach lub słuchając muzyki, w przerwach od nauki czyta lub raczej pochłania książki.

Nie myślcie, że to kujon przyrośnięty do fotela. Pływa, gra w szachy, jeździ na nartach, zwiedza z rodzicami i siostrą różne kraje i polskie zakątki. 

J. i jego siostra uczęszczają do prywatnej  szkoły. Rodziców stać na taki wydatek, ale nie przymuszali syna do nadmiernego wysiłku i zapisywania się na wszystkie koła zainteresowań i projekty. On tak po prostu ma. 

Siostra J. jest kilka lat młodsza, ale zdolności i potrzeby ma inne. Interesują ją raczej balet, gra na instrumentach, no i oczywiście moda.

Jestem pełna podziwu dla wnuka koleżanki i mądrości jego rodziców, którzy tak kierują zainteresowaniami syna, żeby rozwijał się wszechstronnie i poznawał wszystkie opcje , zanim wybierze coś na czym się skupi.

I tu wracamy do porównania grafitu z diamentem.

Znam osobiście równie zdolnych, ale leniwych lub pozbawionych motywacji młodych ludzi, których teraźniejszość nie wróży wielkiego sukcesu w przyszłości.

Bywają także talenty, które bez wsparcia  finansowego lub  opieki mentora nigdy nie wyjdą poza pewne ramy i ograniczenia, bo urodzili się w niewłaściwej rodzinie, w zabitej dechami wsi pod lasem lub zwyczajnie liczne choroby czy kalectwo fizyczne nie pozwalają na rozwijanie choćby pojedynczych uzdolnień.

Oczywiście powie ktoś, że nauka czy sukcesy nie gwarantują szczęścia .

Być może nie, ale  można tego szczęścia szukać na swój sposób, a sukces nie musi być spektakularny, tym bardziej, że dla każdego z nas czym innym jest sukces i z innych powodów bywamy szczęśliwi.



piątek, 27 lutego 2015

Oskary

Jak co roku przetoczyła się machina nagród filmowych od Europy po Amerykę i jak zwykle niektórzy przeżyli wielkie rozczarowanie lub zawód, inni okazali się szczęściarzami, a media całego świata mają o czym pisać do dziś. Oczywiście najwięcej emocji wzbudziły Oskary, bo tak trudno przebić się na oskarowej scenie produkcjom z Europy, najbardziej tym, których tematyka ściśle zahacza o historie danego kraju. Rozbieżności w opiniach są oczywiste. Polski widz też nie zawsze rozumie typowo amerykańskie opowieści czy bałkańskie lub iberyjskie produkcje.
Ale jaki by nie był film polski i jego twórcy, w naszym kraju zawsze znajdą się tacy, którym żadna nagroda i żaden prestiż nie pasuje. Wraz z ogłoszeniem wyników odzywają się głosy dezaprobaty i propozycje: a to powinien być inny film, a to aktor nie zasłużył, a to tematy lepsze bywają, a to obraża się uczucia polskie lub religijne. Przy takiej okazji dostaje się tez nagrodzonym: nie taka kreacja, nie umieli się zachować, powiedzieli nie to co trzeba itp. Widoczne jest to nawet w oglądalności polskich produkcji w kinach rodzimych i poza granicami.
Zgoda, nie wszystko, co chwalą krytycy musi się nam podobać, każdy lubi inny rodzaj filmu, książki, muzyki. Ale jeśli odnosi ktoś spektakularny sukces na arenie międzynarodowej, w jakiejkolwiek dziedzinie to czy my Polacy nie możemy się po prostu cieszyć?
Mistrzostwa wygrane? Tak, ale mecz był kiepski. Zdobyty puchar skoczni? Tak, ale stać go na więcej. Wygrała bieg na 10 km? Tak, ale Norweżki nie było... I tak dalej.
Wystarczy rozejrzeć się wokół własnego podwórka: chwali cię szef za coś? Zaraz usłyszysz z boku: przecież nie robi tego za darmo!
Zawsze znajdziemy coś na usprawiedliwienie własnego lenistwa, nieudacznictwa, zazdrości. Jeśli nie umiemy zwyczajnie pogratulować komuś za coś, co się udało na naszym własnym podwórku, to nie dziwmy się, że nie cenią nas na świecie(a może to raczej nasz polski kompleks narodowy).
P.S.
Widziałam film z nagrodzoną J.Moore "Still Alice" - świetny i przerażający zarazem. Polecam.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Rozmowa o pracę.

Nie zazdroszczę ludziom szukającym pracy z jednego głównie powodu: nasłuchałam się opowieści o tym, jak przebiegają castingi na pracownika, co trzeba wiedzieć o firmie już na starcie, jakie rzeczy należy przewidywać, jakie kwoty wymieniać w temacie spodziewana pensja, jak się ubierać, jakich min i słów unikać, czego nie robić z rękami, jak długo patrzeć w oczy.
Przecież żeby to spamiętać, trzeba chyba odbyć specjalne studia pod tytułem "Jak zadowolić headhuntera starając się o stanowisko".
Swoją drogą nie ma już dziś tzw.kadrowych, są za to specjaliści do spraw kadr, headhunterzy i tym podobni. Pomysłowość tych "specjalistów" nie zna granic. Gdyby starający się o pracę znał te wszystkie rzeczy, o które go pytają byłby już pewnie prezesem, że o doświadczeniu w branży nie wspomnę. Sami zresztą kadrowi przyznają, że kierują się często własnymi sympatiami, upodobaniami czy fanaberiami. A skąd ja mam wiedzieć jaki kolor lubi pani kadrowa, jaka wysokość obcasów jest optymalna i jaka kwota pensji nie będzie szokiem? Bo jak zbyt mała, to ja się nie szanuję, jeśli zbyt wysoka, to mam wygórowane ego itd.
Panie i panowie pracodawcy, postawcie się choć raz w roli rozmówcy po tej drugiej stronie biurka lub po prostu zejdźcie na ziemię...

środa, 22 października 2014

Podziw lub zawiść.

Ludzie z pasją, utalentowani, ludzie odnoszący sukces często spotykają się z podziwem lub zawiścią ze strony innych. Nie mam tu na myśli sukcesu w polityce czy pozornej sławy dzięki bywaniu tu i tam, ale autentyczne osiągnięcia, które zawdzięczamy ciężkiej pracy, uporowi, pomysłowości,poświęceniu, podążaniu za marzeniami.
Nieuzasadniona zawiść świadczy moim zdaniem o kalibrze człowieka( usprawiedliwia jego lenistwo, brak aspiracji, ignorancję).
Nawet osobom zaangażowanym w swoją pracę( bo zdarza się, że ktoś pracuje z pasją)przypina się łatkę lizusa, pracoholika,nudziarza. Być może niektórzy mają wymienione przywary, ale nie są one problemem dla nich samych. Jeśli tak wybrali i nikogo nie krzywdzą, to o co chodzi?
O to chyba, że w głębi ducha im zazdrościmy, bo nam się nie chce , bo mamy sto wymówek żeby coś odłożyć na potem...
A zazdrość może być inspirująca. Nie myślę tu o inspiracjach typu: lepszy samochód czy droższe futro, jak mają sąsiedzi. Prawdziwą inspirację niech stanowią umiejętności, pasja tworzenia i upór w dążeniu do celu. Znajomość kilku języków obcych, talent plastyczny, pasja pomagania potrzebującym, bieganie w maratonach - tego zazdroszczę, ale nie jest to zawiść. Staram się rozwijać w innych dziedzinach.