Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 marca 2026

Za dużo myślenia?

 Moja mama mawiała: nie martw się na zapas, co ma być, to będzie, a jak będzie, to się z tym zmierzymy! I nie był to bynajmniej hurra optymizm, bo raczej twardo stąpała po ziemi, nie uznawała jednak biadolenia i negatywnego myślenia.

Sama staram się robić podobnie, bo już samo myślenie może wywołać lawinę nie do zatrzymania, a do paniki już wówczas blisko.

Wystarczy jedna natrętna myśl i już sen oddala się... hen daleko. A znacie układanie strasznych scenariuszy? bo co będzie, jeśli to czy tamto? 

Jak się zdarzy, to wtedy zaradzimy!

Pamiętam, jak syn wybrał się do kolegi na drugi koniec osiedla. Długo nie wracał, telefonu nie odbierał, ja w oknie, a w głowie scenariusze z najgorszych horrorów. Gdy wreszcie wrócił, okazało się, że telefon padł po prostu i jak to nastolatek - nie wpadł na to, by do matki z telefonu kolegi zadzwonić.

Mawiają, że kto za dużo myśli, na pewno wymyśli problem, którego nie ma. Wystarczy zafiksować się na myślach typu: 

* czy zamknęłam drzwi,

*  czy wyłączyłam gaz, 

*  czy wszystkie okna zamknięte przed wyjazdem?

Ileż to razy dręczyły nas myśli :

-  brać kredyt czy lepiej nie? a jeśli stracę pracę lub choroba mnie dopadnie?

- podżyrować pożyczkę koleżance? a jeśli przestanie spłacać lub wyemigruje? 

- lecieć na urlop daleko czy wypoczywać w kraju? a jak biuro zbankrutuje lub zaginie bagaż?

Pół biedy, gdy potrafimy z podobnymi myślami uporać się racjonalnie, ale gdy powodują stan lęku lub bezsenność, to mamy problem...

A co z myślami, które nas samych zaskakują? czy mieliście tak kiedyś, że własny strumień myśli galopujących w głowie przeraził was nieco? czy to moje myśli, czy podszept  diabła, czy jestem złym człowiekiem lub coś ze mną nie tak?

Przypomniały mi się porzekadła o myśleniu:

Od myślenia głowa boli.

Nie myśl tyle, bo cię zjedzą motyle.

Kogut myślał o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścięli.

Wyszukałam także cytaty znanych i mniej znanych:

1. Człowiek może, choć nie zawsze, kontrolować to, co mówi, ale nigdy tego, co myśli. (W.Herman)

2. On za wiele myśli. Tacy ludzie są niebezpieczni. (W. Shakespeare)

3. I do tego właśnie prowadzi myślenie, pomyślał. Prowadzi do kłopotów. Nawet kiedy wiesz, że inni potrafią myśleć za siebie, ty zaczynasz myśleć za nich też. (T. Pratchett)
 
4. Głowa mi pęka. Myśli chyba galopują mi z jednego końca mózgu na drugi, bo słyszę wewnątrz czaszki stukot ich kopyt. (K.Wilczyńska)

5. Najważniejszych problemów, przed którymi stoimy, nie da się rozwiązać na tym samym poziomie myślenia, na jakim je stworzyliśmy. (A.Einstein)

6. Niesamowite, że tam, gdzie świat ma tysiące odcieni, kościół chciałby, żeby był czarno-biały. Za to tam, gdzie trzeźwe myślenie nie widzi więcej niż dwie opcje, kościół dopatruje się istnienia trzeciej. (A.Eldrycz)


Jak radzicie sobie z natrętnymi myślami? A może nie nękają Was wcale?

niedziela, 17 sierpnia 2025

Odcienie przyjaźni...

Znamy wszyscy powiedzenie, że przyjaciół poznaje się w biedzie.
Ale czy przyjaźń jest tylko od tego, by zaradzić kolejnym kryzysom , by rozwiewać rozterki , podawać pomocną dłoń i prawić czułe słówka?
Czy nie jest tak, że określenie PRZYJACIEL/ PRZYJACIÓŁKA używane jest na wyrost dla znajomych, kolegów z pracy, koleżanek ze studiów itd.
Znalazłam bardzo ciekawy wywiad z Ewą Woydyłło, zatytułowany "Przyjaźń czy falsyfikat?"*
Lubię felietony pani Ewy, bo zawsze otwarcie i bez zadęcia tłumaczy pewne zjawiska społeczne i niektóre psychologiczne rozterki.

Jak więc jest z tą przyjaźnią?
Może odpowiednie będą znane mi  cytaty - chcesz mieć przyjaciół, staraj się być przyjacielem oraz kto szuka ideału w przyjaźni, najczęściej zostaje bez przyjaciół.

Bo kim jest osoba uważana za przyjaciela?
Cytując panią Ewę - przyjaciel to nie kosz na śmieci czy bezpłatny psychoterapeuta, a szczerości i życzliwości nie należy mylić z bezpardonowym nadużywaniem bliskiej relacji.
Gdy na dodatek, jedna ze stron jest ciągle w "potrzebie", a druga ciągle wspiera, to każda przyjaźń będzie wystawiona na wielką próbę. Ileż można przyjąć na siebie problemów drugiej osoby? Ile razy słuchać narzekań i złych opinii o innych, z jednoczesnym lekceważeniem rad i pomysłów przyjaciela?
 
A najgorsze jest obrażanie się na szczerość. W prawdziwej przyjaźni cenne są emocje i szczerość właśnie. Chcesz znać moje zdanie, to nie obrażaj się za moją opinię!

Co może być papierkiem lakmusowym do sprawdzenia czy chodzi o diament , czy tylko o falsyfikat?
Zadaj sobie pytania:
- w jakim nastroju wychodzę ze spotkania z przyjaciółką?
- jak się czuję w jej obecności : czy nie jestem przygnębiona, zakłopotana, rozczarowana, zmęczona, znudzona?
- czy tęsknię za kolejnym spotkaniem, czy raczej go unikam?
- czy spotykamy się z poczucia "obowiązku" czy ze szczerej chęci?
- czy czuję się gorsza lub lekceważona w tej relacji?
- czy oprócz wspomnień z dawnych czasów łączy nas coś jeszcze?

Zadano pani Ewie pytanie: po co więc są przyjaciółki?
Dobrze mieć pokrewną duszę do dzielenia pasji, spędzania czasu wolnego; do rozmów o książkach i filmach, o dzieciach i wnukach; do doradzania w trakcie wspólnych zakupów, a nade wszystko do rozmów o rzeczach ważnych, w atmosferze szczerości i zaufania.

Przyjaźń powinna inspirować do odkrywania ciekawych stron życia, do dzielenia się czymś dobrym i szlachetnym. Nie wyklucza to wspierania się w potrzebie, byle nie zalewać przyjaciółki / przyjaciela swoimi problemami, bo nasze spotkania to nie kolejne odsłony życiowego dramatu...

A jaka jest Wasza wizja przyjaźni i jak to jest z liczbą przyjaciół obecnie?

No i jeszcze karty art żurnala powiązane z tematem...




* Twój Styl nr 9 /2024, ss.78-79

piątek, 15 listopada 2024

Magiczne stoliki


Wyobraźcie sobie kawiarenkę z niecodziennym klimatem, gdzie wita was barman - magik, który oprócz drinków serwuje gościom sztuczki magiczne i gdzie każdy przybył w określonym celu, by usiąść przy wybranym stoliku.

Każdy stolik także jest magiczny:

1. przy pierwszym będziesz mógł czytać w myślach swojego rozmówcy.

2. drugi stolik jest miejscem powrotów do przeszłości, ale wracają tylko dobre wspomnienia.

3. przy trzecim stoliku - nadziei, zrobisz przegląd wszystkich sytuacji najgorszych w życiu, które jednak  obróciły się na dobre, przyniosły nadzieję i otuchę.
"szczęście mogą w pełni odczuwać tylko ci, którzy przeżyli wielkie wzloty i upadki [...] , ci, którzy taplają się w letnich emocjach, nigdy nie poznają istoty życia. To nauka płynąca ze studni: czasami trzeba sięgnąć dna, by pojąc czym jest raj..."

4. stolik zamieniający ludzi w poetów, a jeśli jesteś poetą, doskonalisz się w pisaniu haiku, na przykład o miłości: "pióro w prawej, serce po lewej, a ty wszędzie!"

5. stolik wybaczania samemu sobie - każdy ma za sobą jakieś złe decyzje, niefortunne słowa, ale nie można żyć przeszłością, kiedyś trzeba ruszyć dalej!

"życie można zrozumieć patrząc w przeszłość, ale żyć można wyłącznie patrząc w przyszłość"

6. stolik pożegnań - siadasz przy nim na ostatnie spotkanie z kimś, kogo więcej nie zobaczysz...

A wszystkie te magiczne przeżycia, refleksje i cytaty znalazłam w książce, której okładka poniżej.


To taka pozycja, którą zaliczam do balsamów dla duszy, czyta się sympatycznie, ja zawsze robię jakieś notatki, powracam do pewnych fragmentów - refleksyjnie i optymistycznie.
Czasami po prostu takiej lektury mi trzeba.

Czy któryś stolik zainteresował Was bardziej, a może zabrakło jednak tego najwłaściwszego, który pomógłby w poszukiwaniu sensu wszystkiego?

Ja dodałabym jeszcze stolik mądrych opowieści...

wtorek, 14 maja 2024

Gdy pocą się oczy...

 

...a my ukradkiem ocieramy łzy i coś sznuruje nam gardło to znak, że dopadło nas nagłe wzruszenie. 

Według Słownika Języka Polskiego PWN -wzruszenie, to stan uczuciowy o przyjemnym lub przykrym zabarwieniu, występujący nagle i krótkotrwale, ale w silnym natężeniu, objawiający się przyśpieszeniem niektórych procesów fizjologicznych.

Mówi się, że niektórzy szczególnie mają oczy w mokrym miejscu, inni rzadko poddają się wzruszeniu lub bardzo maskują swoje reakcje. Kiedyś funkcjonowało powiedzenie, że chłopaki nie płaczą, teraz na szczęście ulega to zmianie, co wpływa na pewno korzystniej na psychikę wielu osób, bo nie ma nic gorszego, niż tłumienie emocji.

Podatność na wzruszenia zmienia się także w ciągu naszego życia, często hormony, choroba czy sytuacja życiowa mają wpływ na to, jak i kiedy się wzruszamy.
Pamiętam mojego tatę, jak nagle wychodził z pokoju w czasie oglądania filmu, że niby do kuchni, ale widziałam, jak ukradkiem ocierał oczy...
Widziałam łzy i brak tchu u mojego męża, na widok swojego syna po naszym powrocie ze szpitala.

Wzruszamy się na ślubach, koncertach, w trakcie wręczania medali naszym sportowcom, pocą nam się oczy, gdy odprowadzamy dziecko do żłobka lub witamy dawno niewidzianych gości.

Ostatnio wzruszyłam się, gdy rozmawiałam z synem przez telefon i w tle słyszę głos mojego wnuka: ciem ziobaczić babcie! Musieliśmy przejść na połączenie przez kamerkę, bo maluch nie dawał spokoju.
A już przytulenie się dziecka spontaniczne i gorące, kompletnie rozmiękcza serce babci.
A pamiętacie sami to wzruszenie, gdy nasze własne dzieci występowały w przedszkolu lub szkole?

Co poza tym mnie wzrusza? Niektóre sceny filmowe lub fragmenty książek, objawy życzliwości ze strony różnych osób, niektóre widoki, utwory muzyczne... bywało, ze nie mogłam dokończyć czytania książki dzieciom, bo wzruszenie pozbawiło mnie głosu. Żegnanie kogoś, na przykład pracownika odchodzącego na emeryturę czy chorego przed operacją, to także niełatwe emocjonalnie momenty.


Jeśli to nie będzie zbyt osobiste, napiszcie proszę, co Was  wzrusza najbardziej?

A na koniec specjalnie dla JoAnny piękne maki, których widok na pewno ją wzruszy, rosły sobie w środku miasta pod płotem i miały potrójne płatki:-) 


czwartek, 8 lutego 2024

Na małym ekranie...

 Lubię książki i filmy, które  rozwijają, pomagają uporać się z własnymi emocjami lub wyzwalają refleksje na temat rozmaitych życiowych sytuacji. Często oglądamy z mężem filmy, po których następuje dyskusja, jeśli nie bezpośrednio po projekcji, to podczas spacerów lub picia kawy sobotniego poranka.

Nie zawsze kierujemy się treścią, recenzje bywają zresztą mylące, czasami wybieramy film z powodu aktorów, których cenimy i znamy z innych produkcji. Powody wyborów mogą być różne, oceny na portalach dla widzów czy napisane przez krytyków nie zawsze zgadzają się z naszymi odczuciami.

Każdy w końcu lubi co innego, inne filmy wybieramy zależnie od nastroju, niektóre lepiej obejrzeć w kinie, inne w zaciszu domowym na kanapie.

Dziś wspominam o filmach, które według mnie są warte obejrzenia. Niektóre to filmy drogi, inne typowo psychologiczne. Tematyka niełatwa, ale historie ciekawe, niejednokrotnie z zaskakującym zakończeniem, gra aktorska przednia...

Oczywiście to moja subiektywna ocena, być może oglądaliście coś z poniższych propozycji i wasze odczucia są inne. Jestem ich ciekawa...


Green Sea - tytuł jak na plakacie, klimaty greckie, nietypowa fabuła, ciekawe relacje między ludźmi...


Niewybaczalne - aktorka niebyt lubiana przeze mnie, ale tu zagrała świetnie, historia niesamowita, z zaskakującym zakończeniem.


Stillwater - tu jeden z ulubionych aktorów, historia zagmatwana, odwieczny konflikt pokoleniowy, kryzys zaufania i długa dyskusja po filmie...


Nowiny ze świata - jeden z najlepszych filmów, jakie widziałam w ostatnim czasie!


Niebo o północy - arktyczna scenografia, psychologicznie zajmuje do ostatniego kadru,  obejrzeć warto, opis na Filmweb w ogóle nie oddaje klimatu filmu!


Niedokończone życie - świetni aktorzy, problemy stare jak świat,  może być pomocny w uporaniu się ze swoimi zmorami, jeśli takowe macie... 


Cztery dobre dni - rewelacyjna rola Glenn Close, uzależnienie w rodzinie, kryzys zaufania, fabuła nie wpędza widza w depresję...


Nasze noce - pogodny film o przezwyciężaniu samotności, , scenariusz chyba pisany pod dojrzałych aktorów, do obejrzenia w walentynkowy wieczór, o ile jesteś seniorem:-)

(Wszystkie fotosy i recenzje znajdziesz TUTAJ)

sobota, 25 lutego 2023

Ludzie z kolcami?

 

Każdy pewnie zna kogoś takiego...nie tylko sroga mina i wzrok lodowaty, ale usposobienie, że bez kija nie podchodź. 
W zasadzie nie wiadomo, jak rozmawiać z takim osobnikiem, bo cokolwiek powiesz, to dostaniesz po łapkach, a jak ignorujesz, to też niedobrze.
Jeśli to możliwe, najlepiej unikać i uciekać gdy pojawi się na horyzoncie, a gdy nie da rady zejść mu z drogi, to trzeba być mistrzem ciętej riposty, ja niestety nie jestem...

Kiedyś w sklepie byłam świadkiem rozmowy takiego gościa z żoną, nie wiem jak ona z nim wytrzymuje, bo znam tę parę z widzenia i czy na spacerze, czy w rozmowie telefonicznej, on taki jest zawsze:
- ciekawe czy mają mój ulubiony krem?
- to nie zastanawiaj się tylko szybko sprawdź i wychodzimy
- zapytam ekspedientkę
- po co, one niczego nie doradzą, łażą tylko i udają, że pracują
- o, jest, ale podrożał!
- to kup tańszy, cudów i tak nie zdziała!

Innym razem w rozmowie z koleżanką przyrzekłam sobie, że nie powiem jej już nigdy żadnego komplementu:
- cześć, ładnie wyglądasz!
- ale tam, całą noc nie spałam, łeb mi pęka!
- braku snu nie widać i kolor włosów zmieniłaś, podoba mi się
- eee,  spieprzyła mi fryzjerka kolor, miał być bardziej blond, a wyszedł szary
- za to pasuje do oczu i sukienki
- stara kiecka, od siostry dostałam, bo w nic się już nie mieszczę...

Na skromną imprezę w bibliotece wpada koleżanka, zapraszam na kawę, imprezka składkowa, ktoś zrobił sałatkę, kto inny ciasto kupił,  owoce do kompletu.
- zapraszamy, kawka czy herbata?
- herbatę mi zrób, bo od kawy mnie wątroba boli
- częstuj się, jest sałatka, ciasto, od czego zaczniesz?
- a w sałatce nie ma ryby, bo nie lubię?
- nie ma, same warzywa
- a majonez swojski czy kupny, bo kupnego nie jadam
- trudno, to spróbuj ciasta
- pewnie z cukierni, tam wszystko mają wczorajsze...

To tylko sygnalne przykłady i za każdym razem zastanawiam się, czy to takie przykre przywary tych osób, jednostkowe zachowania spowodowane gorszym nastrojem czy postawa obronna?
Wszystkie kolce mają swoje zastosowanie w przyrodzie, czy u ludzi także?



piątek, 17 lutego 2023

Kilka zdań o szczęściu....

 

Podobno bywamy szczęśliwi, bo nie da się permanentnie trwać w stanie pełnej szczęśliwości.

Poza tym dla każdego z nas szczęściem jest inny moment, inna sytuacja, inne osoby o tym współdecydują oraz różne doświadczenia.

Przeczytałam wywiad z terapeutą Bogdanem de Barbaro i spodobała mi się myśl, że "szczęście to nie tylko chwilowy stan nasilonej przyjemności. To akceptacja siebie i świata, wewnętrzny egzystencjalny spokój".

Może dlatego niektórzy z nas rzadko czują się szczęśliwi, bo nigdy tego spokoju nie osiągnęli?

Może niektórzy z nas szukają za daleko, a szczęścia pod bokiem nie zauważają?

Bardzo ujął mnie pan de Barbaro ideą HOMO VIATOR czyli człowieka w drodze, który pokonuje zakręty, potyka się , ale kroczy naprzód, bo wierzy, że właśnie bycie w drodze ma sens. Może dlatego mi się to spodobało, bo lubię podróże i filmy drogi? ktoś mądry odkrył już dawno, że podróże kształcą, a życie najlepiej poznawać namacalnie, a nie tylko z literatury.

Jak mówi cytowany terapeuta "życie to nie spacer po kwietnej łące, choć miło sobie po niej spacerować, ale nie należy się do tego przywiązywać, bo to nie jest stan naturalny ani jedyny."

Podobnie mówił  poeta Jan Twardowski - w życiu najlepiej, gdy jest dobrze i źle, kiedy jest nam tylko dobrze, to jest niedobrze...

Warto także oswajać różne strachy, bo zawsze  czegoś się boimy i ten strach pozbawia nas spokoju i poczucia szczęścia, ale na świecie zawsze były i będą wojny, choroby, katastrofy... na ile damy się obezwładnić strachom i lękom, o tyle trudniej będzie osiągnąć stan wewnętrznego spokoju. 

Amerykańscy naukowcy przebadali dwie grupy ludzi pod kątem poczucia szczęścia, jedna grupa to szczęśliwcy z wygranymi na loterii , druga to ofiary wypadków. Po roku od zdarzeń, których byli uczestnikami, obie grupy wykazały ten sam poziom zadowolenia z życia. wierzyć się nie chce!

Wiele osób powierza swoje szczęście innym - Bogu, kuponom totka, partnerom, dzieciom - a później oczekują cudu i świat obwiniają za swoje braki i niedostatki. Tymczasem , gdy uświadomimy sobie czas i miejsce w jakich przyszło nam żyć, łatwiej zaakceptować pewne zdarzenia i osoby, które na swej drodze spotykamy. Bo z tą akceptacją związany jest także stan naszych relacji z innymi oraz brak rozczarowań.

Strach i brak akceptacji powodują agresję, a przez to niemożność dialogu. A przecież nikt nie jest pępkiem tego świata i czasami warto posłuchać nawet tych, z którymi się nie zgadzamy. I tu dochodzimy w rozważaniach aż do sfery polityki. Dlaczego? bo nawet w postrzeganiu najbliższego i dalszego  otoczenia kierują nami emocje  i uczucia. Jeśli kierowaliśmy się wyborach emocjami, to naszym wybrańcom wiele wybaczamy, a z drugiej strony, naszym przeciwnikom nigdy nie przyznamy racji, choć często ją mają.

Na koniec fragment, który w trakcie czytania podkreśliłam na czerwono:

"Organizowanie państwa przy pomocy nienawiści  jest społecznym przestępstwem. Nienawiść jest jak używka: może smakować , ale dewastuje wewnętrznie nadawcę i odbiorcę. Zdumiewającym jest, że w kraju, w którym politycy chętnie deklarują się jako katolicy, można tak ostentacyjnie łamać ósme przykazanie."

A jak można czuć się szczęśliwym w kraju, gdzie jedni ludzie publicznie lżą innych , wzbudzają niepokój , a media potęgują te wszystkie strachy i nierówności?

(na podstawie wywiadu z B.de Barbaro, Newsweek nr 51-52/2022)

piątek, 24 czerwca 2022

W rozkroku...

 

Czy zdarza się Wam czasami stanąć wobec sytuacji, gdy nie macie pewności czy dokonany wybór jest najlepszym, co mogliście zrobić, a chciałoby się wszystkiego, co w danym momencie możliwe? 

Nie  jest to więc kwestia dokonania wyboru, choć i z tym miewamy problem, ale nawet jeśli zdecydujemy się w końcu na jedną czynność lub przedmiot, z tyłu głowy mamy wątpliwości czy  na pewno dobrze robimy...

Najprostszy przykład - siedzisz sobie wygodnie w fotelu, kawka z ciasteczkiem, a tu coś szepce do ucha : idź na spacer, nie siedź bezczynnie! Chciałoby się poleniuchować, ale i spacer dobrze ci zrobi...

Idziesz w końcu na spacer, a tu znowu głos w głowie - co tak się wleczesz krok za krokiem, trza było wyciągnąć z piwnicy rower! Przyspieszasz więc kroku, a tu znowu - skoro tak gnasz, to dlaczego kijki w domu zostały, znowu nie dałaś im szansy.

Przychodzi weekend po ciężkim tygodniu, oczy naczytały się druków wszelakich , nawet z ekranu laptopa, wybierasz więc film z Netflixa, bo telewizyjne reklamy powodują rozstrój nerwowy, wprowadzasz się w nastrój thrillera albo skandynawskiego kryminału, a tu koło ucha ostrzeżenie - obiecywałaś sobie nadrobić zaległości książkowe, a znowu marnujesz czas na głupie filmy! a jak juz gapisz się w ten telewizor, to choć swetra kawałek udziergaj...

Podobne rozterki dotyczą wyborów typu : wino czy piwo, tort czy lody, spodnie czy sukienka, teatr czy kino? Pojechaliście ze znajomymi na działkę rekreacyjną, a można było nad jezioro lub do lasu samotnie...

Nie można mieć wszystkiego i robić kilku rzeczy naraz, wybierasz więc na chybił trafił i zawsze zostajesz w rozkroku, zawsze jakiś niedosyt...


czwartek, 1 lipca 2021

To mój wnuk...


Wakacje nie są wolne niestety od trudnych tematów.
Tak zwane rozmowy Polaków toczą się wszędzie - na ławkach w parku, w pubach,  tramwajach, domach. Ich tematyka bywa tak różna, jak różni są ludzie i sprawy aktualnie omawiane w mediach.

Rozmowa między panami w bardziej, niż średnim wieku.
Miejsce - gdziekolwiek, w dowolnym czasie. 
Niby nie uczestniczysz, ale słyszysz wszystko, tym bardziej, że w emocjach nie zniża się głosu do szeptu.

Słowa zapadają w pamięć, zmuszają do refleksji. Żadna wielka polityka, ot wynurzenia rozgoryczonego człowieka, co to z niejednego pieca chleb jadł, a teraz świata nie pojmuje, bo dziwny jest i nie wszystkim przyjazny.

- Zobacz stary - z komuną walczyłem, dwa lata ukrywałem się przed bezpieką. Potem na osiedlu pomagałem kościół budować, bo czasy szły lepsze, nadzieja była,  dzieciakom świat chcieliśmy przybliżyć. A teraz jeden z drugim, co to tamtych czasów nie pamiętają nawet, nazywają mojego wnuka nienormalnym, że to nie człowiek jest, a ideologia...
- Co ty gadasz, to Maciej gejem jest?
- No jest,  więc  co? Mam się go wyrzec? To mój wnuk, nic złego nie zrobił, taki się urodził, ale to fajny chłopak, mądry i dobry! A tu z ambony, że wbrew przykazaniom, że nie godzien...
- Ale kościół niczego złego nie naucza...
- O nie, za to pedofilom i mordercom wybacza! ja już do kościoła nie chodzę!
- No co ty, na pana Boga się obraziłeś?
- Ja do Boga drogę zawsze znajdę, ksiądz mi do tego niepotrzebny, a zwłaszcza biskup. Sobie wybaczają wszystko, a ludzi za nic mają i jeszcze po rękach każą się całować.
- Ekscelencje przecież, my za mali by ich sądzić...
- No weź mnie nie denerwuj, już całkiem zdziadziałeś, godzisz się na wszystko, byle na piwo było...
a wnuki masz?
- Mam, a jakże, ale do kościoła chodzić nie chcą.
- No wiesz, dziś młodzi więcej wiedzą, inaczej na świat patrzą.
- Ale te elgiebety to z zachodu przyszły, u nas tego nigdy nie było! 
- No stary, ty chyba radia Rydzyka słuchasz?
- A co?  Katolickie i patriotyczne radio, nic złego nie dam powiedzieć!
- To wiesz co, ja się napiję i idę, bo nie pogadamy...

*****
Coraz młodsze dzieci zadają pytania o orientację seksualną, obserwują starszych kolegów, rodzeństwo.
Coraz częściej dorośli zastanawiają się jak rozmawiać z dziećmi i młodzieżą na delikatne tematy płci, seksu, wartości rodzinnych i etycznych.
Komunikaty płynące z mediów, ambon, Sejmu, ministerstw nie ułatwiają tego zadania rodzicom, a tym bardziej nauczycielom, nie mówiąc o katechetach.
Młodzi ludzie nie znajdują akceptacji we własnych rodzinach, rozmowy z wychowawcą, psychologiem bywają jedyną drogą szukania ratunku przed ostatecznym rozwiązaniem.

Samookaleczenia, depresja, samobójstwa to nie wymysł terapeutów czy szkolnych pedagogów, to prawdziwe tragedie, wymagające pilnych działań.

Zwiększenie godzin historii w szkole nie rozwiąże problemu pomocy psychologicznej dla uczniów, o czym politycy zdają się nie pamiętać, a wypowiedzi ministra od edukacji na temat osób LGBT nie przystoją przedstawicielowi rządu, nauki, człowiekowi po prostu... 


poniedziałek, 17 maja 2021

Tobie to dobrze!

Patrzymy na człowieka i zbyt często widzimy czubek góry lodowej, zbyt powierzchownie oceniamy sytuację.

Zanim padnie tytułowe zdanie, zastanówmy się, czy naprawdę chcielibyśmy być na miejscu danej osoby lub zapłacić tę samą cenę za  to , co widzimy tylko przez chwilę.

Sama doświadczyłam podobnej sytuacji, będąc młodą mężatką.
Robiłam wtedy swetry na drutach, szyłam  ubrania, nie tylko by dorobić do dwóch nauczycielskich pensji, ale także po to, by za niewielkie pieniądze lepiej wyglądać. Czasami ubierałam też koleżanki, niewiele brałam za usługę, bo to koleżanki. Wiele popołudni i wieczorów ślęczałam przy maszynie i drutach, bo zbieraliśmy kasę na nowe mieszkanie. Mąż pracował niemal na dwóch etatach, mnie męczyły straszne migreny, mieszkaliśmy  6 lat w małym pokoiku u rodziców.
Tym bardziej zabolała mnie kiedyś uwaga jednej znajomej - tobie to dobrze, stroisz się, nie masz zmartwień, dostaliście mieszkanie...

Inny przykład to zaobserwowana zawiść pewnej grupy znajomych w stosunku do koleżanki, która jeździła drogim autem, ubierała się w markowych sklepach, wakacje dwa razy w roku w tropikach, zawsze zadbana i tylko oczy miała ciągle smutne. Bo ten cały luksus wiele ją kosztował, za bywanie w tzw. towarzystwie, za drogie torebki i wizyty w SPA płaciła codziennie dużą cenę. Ja wolałabym skromniej, ale z człowiekiem, który mnie ceni, nie poniża , nie wypomina, nie zmusza do robienia rzeczy, których się wstydzę.

Na podobnej zasadzie obserwuję  stosunek do kobiet, które osiągnęły sukces, cokolwiek to znaczy.
A mało kto zastanawia się, że te kobiety często skończyły najlepsze uczelnie, znają kilka języków, dbają o kondycję, dają innym pracę. Może im dobrze, ale zapracowały na to ciężką pracą i wieloma wyrzeczeniami. Gdy zabraknie argumentów, słyszymy - ale nie ma rodziny i dzieci. A czy każda musi?

Bliska mi osoba , odchodząc na emeryturę usłyszała od młodszych współpracowników - tobie to dobrze... 
Odpowiedziała wtedy: zazdrościcie mi emerytury, ale czy także wieku i wysokości zasiłku? Chyba jednak nie. 

Trudno obserwować i nie oceniać, to podobno wyższy stopień inteligencji, ale nie potrzeba chyba wielkiego ilorazu IQ by wykrzesać trochę empatii w stosunku do innych i trzy razy zastanowić się, zanim krzykniemy - tobie to dobrze!


wtorek, 4 maja 2021

Wyspa jest kobietą...

 

To taki żarcik, ja w wianku  :-) ,  ale wianek cudny, prawda?

Chcę napisać o projekcie , którego efektem jest książka, a ja miałam zaszczyt i przyjemność, że mnie do tego projektu zaproszono.

Pomysłodawczyni, Gabriela Kotas wymyśliła zaproszenie pań w różnym wieku, od 35 do 79 lat do spędzenia 10 dni na bezludnej wyspie (wirtualnie oczywiście). Nie znałyśmy się wcale, jedynym łącznikiem była Gabrysia właśnie.
W ciągu tych 10 dni każda z nas zmierzyła się ze swoimi wspomnieniami, nie zawsze miłymi, emocjami, pragnieniami...

Przegadanie pewnych  tematów i poznanie punktu widzenia innych kobiet to swoiste katharsis, utwierdzenie się w przekonaniu, że kobiety mają MOC, są w stanie przetrwać wszelkie zawieruchy życiowe i dziejowe.

Spotkacie tu powroty do lat dzieciństwa, smaki i zapachy, niezawodne babcie, ciocie i Anioły, marzenia i rozczarowania, lęki i wyzwania,  radość i smutek, choroby i śmierć, ale nade wszystko nadzieję.

Pomysł na projekt narodził się spontanicznie i miał być antidotum na małe i całkiem spore smutki szarej rzeczywistości , a powstała mocna grupa wsparcia i  finalnie książka pod tytułem (Bez)ludna wyspa.

Nie wiem czy książkę należy polecać szeroko, bo jak wynika z pierwszych recenzji, jej lektura była przyczyną przypalenia obiadu, nieprzespanej nocy, oraz innych perturbacji, o czym możecie przeczytać TUTAJ i  TUTAJ



Każda z uczestniczek projektu wyniosła cos dla siebie, chwilami dało się zapomnieć o pandemii i być może uda się kiedyś nam wszystkim spotkać w realu przy ognisku.

Koordynatorka projektu podziękowała wszystkim uczestniczkom w bardzo sympatyczny sposób.
Otrzymałyśmy nie tylko autorskie egzemplarze książki, ale także wzruszające listy na specjalnie zaprojektowanej papeterii i wyspowe wianki.
Powiem szczerze, że gdy założyłam wianek, taki wesoły, wiosenny, poczułam jakby ubyło mi lat i miałam ochotę naprawdę wyjechać na jakąś wyspę, na taki szczególny sabat czarodziejek, bo przecież nie czarownic:-)

A co Wam pomaga przetrwać najgorsze chwile?

Pytanie bardzo osobiste, ale być może taka refleksja jest nam wszystkim potrzebna, bo jednak trwamy, mimo wszystko...


czwartek, 28 lutego 2019

Złudzenia...

Złudzenia to nie tylko malarstwo 3D na chodnikach czy murach, które oszukuje nasz wzrok.
Używamy określeń: złudne nadzieje, złudne marzenia...
Złudzenia oszukują nie tylko nasze oczy, także inne zmysły.
Nawet nasz organizm wysyła złudne sygnały, jak się okazuje i żyłoby nam się lżej, gdybyśmy potrafili je interpretować, nie mówiąc o lekarskich diagnozach..
Ileż to razy zastanawiamy się, dlaczego dokucza nam ból głowy czy głód, a okazuje się, że wystarczy nawodnić organizm, bo domagał się wody.
A czy zdarzyło się Wam, że odczuwaliście podwyższoną temperaturę ciała, braliście termometr, a tu tylko 35,6?
Podobnie jest w aucie, gdy przez szybę grzeje słońce i wydaje się, że na zewnątrz upał niemal, a tymczasem wieje lodowaty wiatr...

Znane są typowe złudzenia optyczne typu: czarny kolor wyszczupla, a poprzeczne paski pogrubiają.
Z drobnymi wzorami na tkaninie ja mam np. ten problem, że gdy patrzę na pepitkę, drobną kratkę, prążki itp. to mam wrażenie drgania obrazu i od razu dostaję migreny...
Podobno by jeść mniej i czuć się szybciej nasyconym powinno się jadać na małych talerzach, oczy dają wtedy sygnał do mózgu, że zjedliśmy baaardzo dużo, o wiele szybciej się najadamy, niż z dużego naczynia, mimo, że wielkość dania była identyczna.
Te filiżanki to takie moje domowe złudzenie optyczne. Na pierwszy rzut oka więcej kawy mieści filiżanka po prawej, taka bardziej pękata, na oko większa. Tymczasem w obu ilość kawy jest identyczna!

Miałam w liceum dwie szczupłe koleżanki, jedna bardziej płaska i koścista, druga cała apetycznie okrągła...
Założyliśmy się o ich wymiary, nie o wagę, bo z tym bywa różnie.
Większość stawiała na to, że mniejsze wymiary ma ta płaska i koścista, a okazało się, że centymetr krawiecki był innego zdania, zakład przegrany...wygrały apetyczne krągłości.

Złudzeniom ulega także nasz słuch, najlepsze w oszukiwaniu są koty. Gdy przychodzi pora marcowania, wydają takie dźwięki, że wielekroć ludzie poszukiwali porzuconych płaczących dzieci, a to były koty...
Dziś wracałam z pracy przez park i usłyszałam wysokie dźwięki piosenki, ktoś śpiewał, prawdopodobnie pod wpływem mocniejszego trunku, szukałam wzrokiem jakiejś podchmielonej kuracjuszki. Nie widziałam wykonawcy, bo krzewy zasłaniały. Gdy skończył się szpaler zarośli moim oczom ukazał się wielki postawny mężczyzna w przekrzywionej czapce...

Innym, częstym dla podróżujących złudzeniem jest droga - w linii prostej lub na oko, krótsza i łatwiejsza , niż w rzeczywistości.
A słońce lub księżyc? gdy wisi nisko nad nami wielka błyszcząca kula, niemal na wyciągnięcie ręki...i
Jeśli możecie, podzielcie się swoimi doświadczeniami w temacie złudzenia...

wtorek, 15 stycznia 2019

Co znaczy być przyzwoitym?

Według definicji słownikowej PRZYZWOITY to:
1. postępujący zgodnie z obowiązującymi zasadami etycznymi i moralnymi; porządny, uczciwy, solidny;
2. świadczący o takim postępowaniu, np. przyzwoite zachowanie;
3. spełniający wymogi, taki jak należy; odpowiedni, właściwy, zadowalający

Wiele razy słyszymy takie określenia:
- to przyzwoity człowiek;
- ktoś zachował się przyzwoicie;
- popełnił błąd, ale to porządny człowiek;
- różnie jej się w życiu wiodło, ale to przyzwoita kobieta...
- zachowaj się przyzwoicie i zrób to...

Niektórzy twierdzą, że przyzwoitość to postawa typu - nie kopnął psa, a mógł... ale czy to wystarczy?
Pozornie sprawa jest prosta, ale czy na pewno?

Przecież sama słownikowa definicja tak naprawdę nie precyzuje tego znaczenia, a zasady moralne zmieniają się w różnych czasach i okolicznościach lub raczej innemu osądowi podlegają.
Jak często zastanawiamy się czy jesteśmy lub bywamy przyzwoici?

Mój mąż stanął kiedyś wobec groźby utraty pracy. Dwaj koledzy zrezygnowali z części swoich etatów, by on mógł pracować choćby w wymiarze połowy należnych godzin. Jakoś ten okres przetrwaliśmy, a nie było łatwo, nawet nie ze względów finansowych, bo niejeden kryzys przetrzymaliśmy. Każdy mężczyzna czuje pewną presje i odpowiedzialność za utrzymanie rodziny.
W takich sytuacjach przekonujemy się właśnie czy mamy do czynienia z przyzwoitymi ludźmi. Na szczęście mąż miał przyzwoitych kolegów.

Czasem też spotykamy na swej drodze mniej przyzwoitych.
Pracowałam kiedyś ze starszą panią emerytką. Ona na 2/3 etatu, ja na całym etacie. Byłam młoda, zbieraliśmy z mężem pieniądze na mieszkanie, zależało mi na dodatkowych godzinach, nie bałam się pracy. Gdy zwróciłam się do dyrektora o przyznanie mi 1/3 wolnego etatu, niby zgodził się,ale pod pewnym warunkiem - że napiszę czarno na białym, iż moja starsza koleżanka nie bardzo sobie już radzi i powinna pracy zaprzestać.
Nie zgodziłam się, a 1/3 etatu pozostała bez obsady, chociaż uczniów było wówczas dwa razy więcej, niż teraz.
Nie poparła mnie także przewodnicząca związków zawodowych, gdyż dyrektor inaczej przedstawił jej sprawę, a ona uwierzyła jemu, nie mnie, młodej bibliotekarce.
Nie wiem dla kogo szykował to miejsce, jakie miał w ogóle zamiary, ale gdy ktoś chwalił go jako człowieka, ja miałam moralnego kaca, bo i dowodów żadnych na jego brak przyzwoitości.
Nadgodzin oczywiście nie dostałam i wypisałam się ze związków...

Gdy zmarła moja mama, ojciec znalazł w Jej dokumentach listę osób, którym w potrzebie pomogła, pożyczyła pieniądze. Nie wszyscy je oddali i nie wszyscy po śmierci mamy kwapili się do uregulowania długu. Przykrym było dla wdowca upominanie się o zwrot pożyczonych kwot.
Pytanie, czy dłużnicy mieli krótką pamięć czy liczyli na to, że mąż pogrążony w żałobie nie zajmie się tak przyziemnymi sprawami?

Czy naprawdę tak trudno być przyzwoitym człowiekiem, cokolwiek to znaczy?

poniedziałek, 23 lipca 2018

Mówić, nie mówić?

Dziś przerywnik w tematach wakacyjnych.
Czy zdarza Wam się mówić czasem do siebie lub inaczej głośno myśleć ?
Okazuje się, że nie jest to oznaka choroby umysłowej czy zdziwaczenia. Kanadyjscy naukowcy twierdzą nawet, że może to być dowód na wysoką inteligencję...
Gdy chodziłam do szkoły często na głos powtarzałam różne rzeczy, zwłaszcza te, które chciałam lepiej zrozumieć i nie jestem pewna czy był to dowód na moją inteligencję czy raczej brak zdolności szybkiego przyswajania wiedzy.

Z badań naukowców podobno wynika, że mówienie do siebie pomaga w pracy umysłowej, poprawia koncentrację i rozładowuje negatywne emocje. Jeśli więc nie potrafimy się skupić, a mamy do wykonania ważne zadanie, warto zacząć mówić o nim głośno i nie przejmować się, że w pomieszczeniu poza nami nikogo nie ma. To pomoże uporządkować myśli, zaplanować dalsze działanie i kontrolować ciało.

Ileż to razy ciche rozmawianie z sobą pomagało także pokonać strach:
- Nie bój się, po ciemku wszystko wygląda inaczej.
- Nie panikuj, ten facet za tobą nie musi być mordercą!
- Ale burza, mam nadzieję, że w nas nie trafi!

Tak właściwie cały niemal czas gadamy do siebie, tylko w myślach. Ciekawe jakbyśmy odbierali tych wszystkich, którzy zamiast w myślach mówiliby na głos?

Obserwuję jak dzieci w pracowni komputerowej często mówią do siebie, grając w gry lub rozwiązując zadania w programach edukacyjnych.

Widujemy także sportowców mamroczących pod nosem jakieś zaklęcia, co pozwala im się lepiej skupić i zaczarować wynik.

A ile razy
zdarzało Wam się gadać do swego odbicia w lustrze:
- Boże, jak Ty wyglądasz, było tyle nie pić!
- Czy ja zgłupiałam, przecież ta kiecka jest za krótka...
- No co to ma być? trzeba zmienić fryzjera...

Gdy chcemy utwierdzić się w słuszności naszego postępowania, a nie mamy pod ręką arbitra - rozmawiamy ze sobą czyli na głos wyrażamy wszelkie wątpliwości i faktycznie, wyartykułowane sprawiają, że czasem zmieniamy zdanie...

Trudno także zaprzeczyć, że mówienie do siebie niweluje uczucie samotności, na podobnej zasadzie gadamy do naszych zwierzęcych domowników, a trudno to nazwać dialogiem...

A w jakich sytuacjach
Wam zdarza się gadać do siebie i czy w ogóle przyłapaliście się na tym?

piątek, 13 października 2017

Dojść do ściany...

Nikt z nas nie żyje w próżni, poddawani jesteśmy różnym próbom ze strony najbliższych i otoczenia.
Na wiele spraw i sytuacji przymykamy oko, na inne zgadzamy się dla świętego spokoju, nasza cierpliwość i wytrzymałość wystawiane są na próbę.
Przychodzi jednak taki moment , że dochodzimy do przysłowiowej ściany i musimy dokonać radykalnej zmiany.
Dlaczego?
Bo czujemy, że wystrzelimy w powietrze, zaczniemy krzyczeć, udusimy się w krepującej rzeczywistości lub dowalimy komuś słono. Taki wentyl bezpieczeństwa, żeby nie zwariować, móc spojrzeć w lustro bez obrzydzenia, by zwyczajnie poczuć się panem swego życia.
Jeśli nigdy jeszcze nie znalazłeś się w takiej sytuacji, to może znaczyć, że albo życie nie doświadczyło Cię w ten sposób i nie wywierano na Tobie presji.
Co zrobiłeś jednak, gdy podświadomość buntowała się i nalegała by wyrazić swoje zdanie, odmówić wykonania niepotrzebnej czynności, wyrwać z ciągłego podporządkowania się konwenansom lub bezsensownym nakazom?

Ile razy ważyłeś na szali wszystkie za i przeciw przed podjęciem ważnej decyzji?
Ile razy odkładałeś wykonanie radykalnego ruchu z lenistwa, wygodnictwa, ze strachu?

Ilu presjom ulegałeś w miejscu pracy, w gronie rodzinnym, w przestrzeni publicznej, wśród znajomych z podtekstem - bo Ty musisz, bo tak wypada, bo nikt inny nie może, bo Ty to zrobisz najlepiej, bo wszyscy na Ciebie liczą...

Ja już tego doświadczyłam, jestem w wieku, gdy chce się być autorem własnego scenariusza na życie i czasami trzeba stawać okoniem, nie zawsze jeszcze bywam asertywna i nie wszystko mi wychodzi, ale po każdym przejściu przez ścianę czuję się lepiej i oddycham lżej...
Staram się powtarzać tej twarzy w lustrze - ja już nic nie MUSZĘ, jedynie MOGĘ.

Nie namawiam Was na bardzo osobiste zwierzenia, ale jeśli możecie podzielić się bardzo ogólnikowo swoim przykładem, będę wdzięczna i może mądrzejsza...

wtorek, 9 maja 2017

Zez duchowy

Tytułowe określenie znalazłam w jednej z książek i tak mi się spodobało, że sobie zapisałam, aby podzielić się swoimi refleksjami na ten temat na blogu.
Zez duchowy to taki stan, który powoduje u nas brak skupienia na jakimś zadaniu, jakie mamy do wykonania, niezależnie od tego czy robimy coś dobrowolnie i ochoczo czy pod pewnym przymusem. Mówiąc inaczej - wszystko nas rozprasza i odwodzi od wykonywania tej czynności, na której postanowiliśmy się skupić. Znajome?
Każdy z nas pewnie czegoś takiego doświadczył.
Koleżanka opowiadała mi kiedyś, że jej mąż nie mógł sie skupić w kościele na modlitwie, bo siedziały przed nimi dwie urodziwe panny, z których jedna prezentowała w klęku bardzo skąpe stringi, druga ciekawy tatuaż i módl się tu człowieku...
Sama pamiętam swoje przygotowania do matury ustnej z historii - czego ja nie robiłam, byle odwlec zakuwanie: naczynia myłam, kogel mogel kręciłam, nawet Bolka i Lolka obejrzałam.
A czy zdarzyło Wam się czytać książkę i po kilku stronach zaczynaliście od nowa, bo nie pamiętaliście o czym było? Ileż to razy spoglądałam też na zegarek by sprawdzić godzinę, by po chwili pytać siebie: to która była na zegarku?
Takie sytuacje nazwać można właśnie zezem duchowym. Niby robimy coś świadomie, niby kierujemy uwagę na daną czynność lub osobę, a tu niespodzianka, nasze drugie ja było w innym wymiarze...
W trakcie przygotowywania potraw wystarczy zboczyć myślami na inny tor i potem okazuje się, że ciasto bez proszku do pieczenia poszło do pieca lub nie pamiętamy czy wsypaliśmy sól...
Nie na darmo czasem uczniowie tłumaczą się: ale ja się całe popołudnie uczyłem...natomiast skutek opłakany, no po prostu zez duchowy.


Dopisek: oglądałam maraton Wings for Life pełna podziwu dla biegaczy na całym świecie, trzymałam kciuki za naszych biegaczy, których było kilkoro w finale. Okazuje się, że im nawet pomaga zez duchowy, bo gdy przychodzi kryzys, gdy ból nie pozwala skupić sie na celu, zaczynają zerkać w myślach na prawo i lewo, byle odwrócić uwagę mózgu od swoich słabości: recytują wiersze, nucą piosenki, rozmyślają o planach na przyszłość, o rodzinie itd.

Ciekawa jestem, czy Was także dopada czasem ZEZ DUCHOWY?