Nie wiem jak to nazwać - pechem, zbiegiem okoliczności, fatum... w każdym razie zdarzają mi się sytuacje co najmniej dziwne.
Mój mąż twierdzi, że mi się zdaje lub to przypadek, ale sama nie wiem.
Gdy robię zakupy w sklepie i zmierzam do kasy, wydaje mi się, że moja kolejka posuwa się najwolniej, a mogłam wybrać inną.
Siedzę w przychodni w kolejce do lekarza, a gdy przychodzi moja kolej lekarka wyjeżdża na wizytę domową. Zdarzyło mi się to nawet kiedy miałam grypę jelitową i specjalnie wybrałam miejsce blisko toalety.
Cały wieczór na przykład czytam sobie książkę, a w momencie gdy wchodzę do wanny akurat dzwoni telefon. Niby nic, mogę oddzwonić, ale sami rozumiecie...
Oczywiście najczęściej na mnie trafia, gdy w toalecie kończy się papier toaletowy, na szczęście nie muszę chodzić po nowy daleko, mam pod ręką.
Ilekroć gotowałam dla dziecka mleko i czekałam by nie wykipiało, wystarczyło, że spojrzałam w okno, a mleko oczywiście wyłaziło z garnka i piec był cały do mycia, podobnie jest z naleśnikami, czekam by się zrumieniły, chwila nieuwagi i klops...
W pracy mogę siedzieć czasami godzinę na stanowisku i nikt nie przychodzi, a gdy tylko wyjdę do toalety lub innego pomieszczenia, po powrocie widzę kolejkę pod drzwiami biblioteki. Normalka...
Podobnie bywa w trakcie zakupów odzieżowych. Lubię obniżki cen, bo wychodzę z założenia, że drogo kupić to nie sztuka. Gdy spodoba mi się bluzka, buty czy spodnie to akurat nie ma mojego rozmiaru, wszystkie inne są... akurat sprzedaliśmy - to słyszę najczęściej.
Jeśli pójdę na spacer w towarzystwie kilku osób, to tylko na mnie narobi ptak, na bank.
Jeśli spotykają Was podobne niespodzianki, dajcie znać, będzie mi raźniej...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pech. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pech. Pokaż wszystkie posty
środa, 28 listopada 2018
wtorek, 20 września 2016
Pechowy wyjazd...
Pani Wanda nie lubiła ruszać się z domu. Długo już żyła na tym świecie, męża pochowała, ale może ze dwa razy wyjeżdżała ze swojego miasteczka, w tym raz na pogrzeb siostry. Zdrowie pani Wandy pogarszało się z roku na rok, jak to w tym wieku bywa i dorosłe dzieci namawiały starszą panią na sanatorium. Pani Wanda miała zawsze tę sama odpowiedź - jak mi lekarz z przychodni nie pomoże, to po co sanatorium, szkoda nerwów i pieniędzy, a towarzystwa nie potrzebuję. Jedyną jej rozrywką było chodzenie 2 razy w tygodniu na grób męża i spotkania z wnuczką. Na zakupy chodziła czasem z córką, ale rzadko coś sobie kupiła. Lubiła popatrzeć, nadziwić się i ponarzekać.
Zdarzył się jednak cud i pani Wanda dała się namówić na wyjazd, tym bardziej, że w pobliżu miała być synowa w sanatorium także i razem miały wracać samochodem syna.
Długo marudziła, ze zakupy wyjazdowe musi poczynić, bo w sanatorium tego i owego potrzebować będzie.
Już w pociągu pani Wanda stłukła termos z herbatą, a że miała go w torebce, pod ręką, zalała wszystko, co w niej było, także pieniądze na wyjazd ( bo przecież bankomaty to jej zmora ). Pokój trafiła z zacną panią Eugenią, która ciągle i głośno słuchała Radia Maryja, a gdy uprosiła zamianę pokoju, okazało się, że kolejna sublokatorka strasznie chrapie. Na wyżywienie pani Wanda nie narzekała zbytnio, bo wymagająca nie była, chociaż godziny posiłków nie bardzo jej odpowiadały.
Wymęczona bieganiem na zabiegi doczekała wreszcie pani Wanda terminu wyjazdu i niecierpliwie oczekiwała na przyjazd syna, z którym razem mieli jechać po synową do pobliskiej miejscowości.
Pech chciał, że w drodze po matkę syn miał wypadek, o czym telefonicznie ją powiadomił. Nic mu się nie stało, ale auto nie nadawało się do dalszej jazdy. Pani Wanda usiadła z wrażenia i wykrzyknęła: a mówiłam, że najlepiej siedzieć w domu. Nie dość, że zmartwił ja wypadek syna, to jeszcze musiała zorganizować sobie podróż powrotną do domu. Jakaś dobra dusza pomogła zakupić bilety na pociąg, pani z recepcji w dzień wyjazdu przywołała taksówkę.
Szczęśliwie wsadzona do wagonu umościła się pani Wanda na swoim miejscu, nic już nie mogło zakłócić jej podróży, termos wyrzuciła, kanapki nie wybuchają, bagaż miała na oku. Nie mogła jednak przypuszczać, że na tory , po których jechał skład osobowy do miejsca urodzenia pani Wandy, jakis młodzieniec rzuci sie w akcie desperacji i wstrzyma podróż pasażerów na 3 godziny.
Jak łatwo się domyślać, wszystkie okoliczności podróży do sanatorium i z powrotem utwierdziły naszą bohaterkę w tym, aby nigdy więcej nie ruszać się z domu...
Zdarzył się jednak cud i pani Wanda dała się namówić na wyjazd, tym bardziej, że w pobliżu miała być synowa w sanatorium także i razem miały wracać samochodem syna.
Długo marudziła, ze zakupy wyjazdowe musi poczynić, bo w sanatorium tego i owego potrzebować będzie.
Już w pociągu pani Wanda stłukła termos z herbatą, a że miała go w torebce, pod ręką, zalała wszystko, co w niej było, także pieniądze na wyjazd ( bo przecież bankomaty to jej zmora ). Pokój trafiła z zacną panią Eugenią, która ciągle i głośno słuchała Radia Maryja, a gdy uprosiła zamianę pokoju, okazało się, że kolejna sublokatorka strasznie chrapie. Na wyżywienie pani Wanda nie narzekała zbytnio, bo wymagająca nie była, chociaż godziny posiłków nie bardzo jej odpowiadały.
Wymęczona bieganiem na zabiegi doczekała wreszcie pani Wanda terminu wyjazdu i niecierpliwie oczekiwała na przyjazd syna, z którym razem mieli jechać po synową do pobliskiej miejscowości.
Pech chciał, że w drodze po matkę syn miał wypadek, o czym telefonicznie ją powiadomił. Nic mu się nie stało, ale auto nie nadawało się do dalszej jazdy. Pani Wanda usiadła z wrażenia i wykrzyknęła: a mówiłam, że najlepiej siedzieć w domu. Nie dość, że zmartwił ja wypadek syna, to jeszcze musiała zorganizować sobie podróż powrotną do domu. Jakaś dobra dusza pomogła zakupić bilety na pociąg, pani z recepcji w dzień wyjazdu przywołała taksówkę.
Szczęśliwie wsadzona do wagonu umościła się pani Wanda na swoim miejscu, nic już nie mogło zakłócić jej podróży, termos wyrzuciła, kanapki nie wybuchają, bagaż miała na oku. Nie mogła jednak przypuszczać, że na tory , po których jechał skład osobowy do miejsca urodzenia pani Wandy, jakis młodzieniec rzuci sie w akcie desperacji i wstrzyma podróż pasażerów na 3 godziny.
Jak łatwo się domyślać, wszystkie okoliczności podróży do sanatorium i z powrotem utwierdziły naszą bohaterkę w tym, aby nigdy więcej nie ruszać się z domu...
środa, 13 stycznia 2016
Pech do sześcianu...
Na blogu Marty Pozytywnej przeczytałam post o dniu pechowym pod każdym względem. I tu przypomniała mi się historia sprzed lat, której skutków byłam świadkiem, bo przytrafiła się koleżance z pracy. Nazwałabym ten ciąg zdarzeń "pechem do sześcianu", bo rzadko bywa , że wszystko co zdarza się jednego dnia łączy się w taką lawinę nieszczęść. Po takim dniu nic tylko zaszyć się w mysią dziurę...
Dodać należy, że bohaterka tych zdarzeń należy do osób słabo zorganizowanych, roztargnionych i nie przejmuje się zbytnio drobiazgami, co niektórych doprowadza do szewskiej pasji...
A wszystko zaczęło się od tego,że koleżanka przeniosła się wreszcie na "swoje", aby odpępnić się od rodziców. Wszyscy znajomi powątpiewali czy poradzi sobie z ogarnianiem tzw. życia, bo różne kiksy jej się zdarzały. Razu jednego zaspała do pracy, budzik nie zadzwonił, do dziś nie wiadomo z jakiego powodu. Zamiast jak najszybciej wyszykować się do wyjścia, XY wzięła jeszcze prysznic, umyła włosy, zrobiła kawę. Do pracy nie mogła zadzwonić, bo komórek wówczas nie było, a stacjonarnego jeszcze nie zainstalowała.
W czasie układania włosów oparzyła się lokówką, złamała obcas wkładając buty, więc musiała poszukać innych. A czas leciał...Gdy wreszcie pobiegła na przystanek, okazało się, że wsiadła do niewłaściwego autobusu, który wywiózł ją na koniec miasta, czego w trakcie nie zauważyła, bo zamyśliła się i z zamyślenia wyrwała ją kontrola biletów. Musiała zapłacić mandat, bo bilet miesięczny opiewał na inną trasę i na nic zdały się tłumaczenia, że spieszy się do pracy i pomyliła autobusy.
Zanim przyjechał powrotny autobus jadący w kierunku właściwym minęło trochę czasu i poziom stresu u XY wzrastał niepokojąco. Gdy kobieta dotarła wreszcie do pracy została od razu wezwana do gabinetu dyrektora, po rozmowie z którym już mogła zrobić tylko jedno czyli rozpłakać się....
Oczywiście nie był to koniec dnia, bo stres spowodował, że koleżanka dostała rozstroju żołądka i do końca pobytu w pracy każdą przerwę spędzała w toalecie...
Od tego czasu nastawiała na budzenie trzy czasomierze, ale roztargnienia i nieogarnięcia nie udało jej się ograniczyć do dziś.
Dodać należy, że bohaterka tych zdarzeń należy do osób słabo zorganizowanych, roztargnionych i nie przejmuje się zbytnio drobiazgami, co niektórych doprowadza do szewskiej pasji...
A wszystko zaczęło się od tego,że koleżanka przeniosła się wreszcie na "swoje", aby odpępnić się od rodziców. Wszyscy znajomi powątpiewali czy poradzi sobie z ogarnianiem tzw. życia, bo różne kiksy jej się zdarzały. Razu jednego zaspała do pracy, budzik nie zadzwonił, do dziś nie wiadomo z jakiego powodu. Zamiast jak najszybciej wyszykować się do wyjścia, XY wzięła jeszcze prysznic, umyła włosy, zrobiła kawę. Do pracy nie mogła zadzwonić, bo komórek wówczas nie było, a stacjonarnego jeszcze nie zainstalowała.
W czasie układania włosów oparzyła się lokówką, złamała obcas wkładając buty, więc musiała poszukać innych. A czas leciał...Gdy wreszcie pobiegła na przystanek, okazało się, że wsiadła do niewłaściwego autobusu, który wywiózł ją na koniec miasta, czego w trakcie nie zauważyła, bo zamyśliła się i z zamyślenia wyrwała ją kontrola biletów. Musiała zapłacić mandat, bo bilet miesięczny opiewał na inną trasę i na nic zdały się tłumaczenia, że spieszy się do pracy i pomyliła autobusy.
Zanim przyjechał powrotny autobus jadący w kierunku właściwym minęło trochę czasu i poziom stresu u XY wzrastał niepokojąco. Gdy kobieta dotarła wreszcie do pracy została od razu wezwana do gabinetu dyrektora, po rozmowie z którym już mogła zrobić tylko jedno czyli rozpłakać się....
Oczywiście nie był to koniec dnia, bo stres spowodował, że koleżanka dostała rozstroju żołądka i do końca pobytu w pracy każdą przerwę spędzała w toalecie...
Od tego czasu nastawiała na budzenie trzy czasomierze, ale roztargnienia i nieogarnięcia nie udało jej się ograniczyć do dziś.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





