Kto da więcej lub kto więcej obieca, nawet jeśli tak naprawdę nie jest osobą decyzyjną.
Dopiero co słyszę, jak pan prezydent podpisał trzynastą emeryturę , która , jak się okazuje nie jest zapisana w budżecie państwa, jedynie utworzono JAKIŚ fundusz, z którego obiecane będzie wypłacane.
Wielkość obiecanego świadczenia to najniższa emerytura w kraju czyli 1200 zł brutto.
Z jakiejkolwiek kwoty emeryt się ucieszy, ale czy nie rani uszu pana prezydenta tak mała kwota? A z takich emerytur nasi seniorzy muszą przeżyć cały miesiąc. I nie są to wyjątki - prowadzę w pracy sprawy socjalne i widuję oświadczenia emerytów i rencistów - co roku zadaje sobie dwa pytania:
1. jak za to można przeżyć?
2. co zrobię, jeśli podobną emeryturę dostanę?
Mało tego, pan prezydent na wiecu wyborczym obiecał kolejne dodatkowe emerytury, nawet piętnastą!
Tylko ja się pytam - czy nie lepiej pomyśleć o stałej podwyżce emerytur i rent, których większość w Polsce jest skandalicznie mała?
Zamierzałam także napisać o innych aspektach dotyczących przechodzenia na emeryturę, bo mnie i mojego męża będzie niebawem ten problem dotyczyć.
Jednak nie zrobię tego lepiej, niż Gordyjka, za której pozwoleniem wklejam Jej list otwarty do głowy naszego państwa.
Jeśli macie cierpliwość i ciekawi Was temat, to zapraszam.
List otwarty...
Szanowny Panie Prezydencie,
Nie zakładam, że kiedykolwiek Pan to przeczyta, ale być może, kiedyś, któryś z kandydatów na ten zaszczytny tytuł, zabłąka się w gordyjskie progi i zastanowi się przez moment...Oby...
Kilka lat temu rozpoczął Pan kampanię z pewnym hasłem..."Emerytury stażowe"...
W wielu wiekowych sercach obudziła się nadzieja...Maleńka, to prawda, ale jednak nadzieja...Promyczek sprawiedliwości...
Przez lata pańskiej kadencji temat ucichł...Ponoć był analizowany...
Analiza, rzecz święta...
Głupich, nieprzemyślanych pomysłów mamy na pęczki...
Ale temat został "odgrzany" i promyczek nadziei znowu błysnął...
Może jednak ??
Migotał delikatnym światełkiem przez pół roku...Nęcił...Kusił...Radował...
Aż do dnia, kiedy się okazało, że analizy wyszły Wam negatywnie...
Elektorat zyskalibyście maleńki...Emerytur nie udźwignąłby budżet..."Stażowi Emeryci" mieliby zbyt niskie emerytury...
A że Gordyjka to stworzenie bardzo logiczne, to jakoś mi ta analiza pokrętną się wydała...Przeanalizujmy...
1. Mały elektorat.
W wyborach różnego typu udział bierze połowa uprawnionych...Pan z tej połowy ma ponoć "zgarnąć" 40%...Jak się nie mylę, to "większą połową" jest pozostałe 60%...Chyba, że matematyka ostatnio się zmieniła ??
W II turze frekwencja będzie prawdopodobnie o 20% mniejsza...
To będzie pański Elektorat ?? Czy nie pański ??
- Jeśli pański, to pozostanie Panu 20%...Trochę mało...
- Jeśli nie pański, to pachnie remisem, albo walką o każdy głos...Nawet pojedyncza sztuka będzie miała znaczenie...
- Jeśli będzie "po 10%", to i tak powinien mieć Pan ból głowy...Goździkowa nie pomoże...
Wybory prezydenckie to loteria...Jedno zdanie może zmieć wszystko...Sam Pan tak wygrał poprzednie wybory...
2. Budżet nie udźwignie obciążenia.
Chwalebna troska o budżet, skoro ma się w dorobku rozdawnictwo w wielu wymiarach...Tylko, że skoro Elektorat jest tak marginalny, że starać się o niego szkoda, to jaki biedniutki musi być ten nasz budżet, że tego nie udźwignie ??
I truskaweczka na torcie...
3. Stażowe emerytury byłyby zbyt niskie...
Przy takim braku logiki, to już nie tylko ręce opadają...
Cóż za ekspertów ma Pan w swoim otoczeniu ??
Skoro Elektorat jest marginalny, emerytury byłyby zbyt niskie, to jakim cudem wynikiem tego mnożenia staje się wygórowane obciążenie budżetu ??
Jakim cudem "Stażowcy" po przepracowaniu czterdziestu lat będą klepać emerytalną biedę, a kiedy przepracują na przykład czterdzieści trzy lata, to będą opływać w emerytalnych luksusach ??
Właściwie, ogarniam...
I brutalność tego faktu jest zabójcza...W przenośni i dosłownie...
"Stażowcy" to w dużej mierze pracownicy przemysłu...To Oni szli do pracy w wieku 17-18 lat...Jeśli się dokształcali, to głównie wieczorowo lub zaocznie...Potencjalni Kandydaci, którzy przepracowali 40-42 lata i do ustawowej emerytury trochę im brakuje...
Ich pensje odbiegają od najniższej krajowej, chociaż do dobrobytu Im daleko...
Ale to Oni są płatnikami składek emerytalnych na więcej niż przyzwoitym poziomie...
To oni napełniają ten "kubełek"...
Gdyby odeszli, dziura budżetowa byłaby spora...
Niby marginalny Elektorat, ale jednak znaczący...
Brutalna prawda ??
Raczej przykra prawda...
Brutalną prawdą jest fakt, że Ci Ludzie nie dożywają emerytury systemowej, a jeśli dożywają, to cieszą się nią kilka miesięcy...
Czysty interes...
Złoty interes...
Argumentacja ekspertów do mnie nie przemawia, bo nie jest logiczna...Logicznym jest pazerność systemu...Wykorzystywanie ciężko pracujących Ludzi do zera...
W końcu o ten "Margines" nikt się nie upomni...
Na naszym Osiedlu mieszka wielu takich Ludzi...Mieszkają, pracują i umierają...Nad klepsydrami pięćdziesięciolatków przestaliśmy nawet kiwać głowami...Na widok klepsydry sześćdziesięciopięciolatka uśmiechamy się gorzko...Ciekawe czy zdążył ??
Moi Sąsiedzi mają staż pracy po czterdzieści, czterdzieści pięć lat...Pracowali ciężko i w trudnych warunkach...Ale dla systemu to zbyt mało...
Bo Oni nie pracowali i nie pracują dla Polski, Oni pracują dla systemu...Bezdusznego...Bezimiennego...
I Pan w tym uczestniczy...
Pan się w to wpisuje...
Prawdziwa praworządność i sprawiedliwość...
Słucha Pan ludzi, którzy nie mają pojęcia co analizują...To nie jest marginalny Elektorat...To Ludzie, którzy zasługują na nasz największy szacunek...I na kilka lat wytchnienia bez zawodowych obowiązków...Taki to jest "Margines"...
Życząca chwili refleksji...
Gordyjka
Dziękuję autorce listu za możliwość wykorzystania na blogu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wybory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wybory. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 27 lutego 2020
niedziela, 3 listopada 2019
Z Krzysiem po wyborach...
Gwoli wyjaśnienia - chłopiec startował w wyborach do samorządu uczniów.
Dzień przed wyborami wszyscy kandydaci wzięli udział w debacie przed kolegami.
Wpadł na chwilę, jak zwykle on, z tajemniczym uśmiechem i już widzę, że chce o wyborach pogadać, a właściwie o wynikach:
- No gratuluję Ci wyniku, dostałeś się do zarządu!
- Szczerze? Byłem dopiero piąty, ale jestem też przewodniczącym klasy...
- Piąty wynik to też sukces, głosowało prawie 500 uczniów, przecież chciałeś działać w samorządzie?
- No tak, nawet z tej okazji przyniosłem cukierki dla klasy.
- A pogratulowali Ci?
- ..................
- No widzisz, nieładnie, a ja pogratulowałam i cukierka nie dostałam...
- yyyy, zraz wracam !
- Ale poczekaj, żartowałam...
Wrócił po chwili i poczęstował mnie kwaśnymi nadziewanymi szklakami, które lubię.
- To uczciłeś, jak rozumiem swój sukces?
- Może sobie z tej okazji fotel do klasy wstawię, w końcu jestem w zarządzie...
- Ale i tak masz lekcje w różnych salach.
- To fotel na kółkach.
- A twój pierwszy pomysł do realizacji?
- Szafki dla uczniów!
- Z tym może być ciężko, kasy i miejsca brak.
- To można załatwić, szafki gdzieś się upchnie, a na przykład MacDonald's zasponsoruje kupno.
- Ale sponsor chce coś w zamian...
- To może logo Maca na każdej szafce, to chyba nic złego?
- Widzę, że masz na wszystko rozwiązanie...
- W końcu przygotowałem się do debaty!
- Wypadłeś dobrze, byłam, słuchałam...
- Podobało się pani?
- Najmniej pomysł z zostawianiem po lekcjach uczniów, którzy się biją...
- Mogliby zostawać z nauczycielami...
- To kto tu będzie ukarany?
- Już wiem, pani dyrektor z nimi posiedzi!
- No nie wiem czy się ucieszy.
- To lecę, zostały mi jeszcze cukierki do rozdania...
Dzień przed wyborami wszyscy kandydaci wzięli udział w debacie przed kolegami.
Wpadł na chwilę, jak zwykle on, z tajemniczym uśmiechem i już widzę, że chce o wyborach pogadać, a właściwie o wynikach:
- No gratuluję Ci wyniku, dostałeś się do zarządu!
- Szczerze? Byłem dopiero piąty, ale jestem też przewodniczącym klasy...
- Piąty wynik to też sukces, głosowało prawie 500 uczniów, przecież chciałeś działać w samorządzie?
- No tak, nawet z tej okazji przyniosłem cukierki dla klasy.
- A pogratulowali Ci?
- ..................
- No widzisz, nieładnie, a ja pogratulowałam i cukierka nie dostałam...
- yyyy, zraz wracam !
- Ale poczekaj, żartowałam...
Wrócił po chwili i poczęstował mnie kwaśnymi nadziewanymi szklakami, które lubię.
- To uczciłeś, jak rozumiem swój sukces?
- Może sobie z tej okazji fotel do klasy wstawię, w końcu jestem w zarządzie...
- Ale i tak masz lekcje w różnych salach.
- To fotel na kółkach.
- A twój pierwszy pomysł do realizacji?
- Szafki dla uczniów!
- Z tym może być ciężko, kasy i miejsca brak.
- To można załatwić, szafki gdzieś się upchnie, a na przykład MacDonald's zasponsoruje kupno.
- Ale sponsor chce coś w zamian...
- To może logo Maca na każdej szafce, to chyba nic złego?
- Widzę, że masz na wszystko rozwiązanie...
- W końcu przygotowałem się do debaty!
- Wypadłeś dobrze, byłam, słuchałam...
- Podobało się pani?
- Najmniej pomysł z zostawianiem po lekcjach uczniów, którzy się biją...
- Mogliby zostawać z nauczycielami...
- To kto tu będzie ukarany?
- Już wiem, pani dyrektor z nimi posiedzi!
- No nie wiem czy się ucieszy.
- To lecę, zostały mi jeszcze cukierki do rozdania...
środa, 9 stycznia 2019
Dziwne pytania...
W jednej z książek natrafiłam na pomysł zabawy w trudne pytania lub raczej trudne wybory.
Pytania mogą wydać się dziwne, bo nie są to dylematy, które rozstrzygać musimy codziennie, ale w teorii można pokusić się o zawierzenie swojej wyobraźni.
Może przy okazji dowiemy się czegoś o sobie?
Podobna zabawa może okazać się dobrym rozwiązaniem w kontaktach towarzyskich, zamiast gry planszowej lub dla zajęcia uwagi pasażerów auta, stojącego w korku na autostradzie.
Jeśli macie ochotę spróbujcie sobie odpowiedzieć na niektóre z tych pytań, a jeśli napiszecie coś w komentarzach, będę wdzięczna.
Część pytań pochodzi z książki, część wymyśliłam sama:
1. Wolałbyś mieć rogi czy ogon?
2. Wolałabyś się pocić czy marznąć?
3. Czy wolałbyś spędzić noc w szpitalu psychiatrycznym czy w nawiedzonym zamku?
4. Wolałbyś uczestniczyć w katastrofie lotniczej czy morskiej?
5. Wolałbyś zjadać sam farsz do czegoś czy sam sos?
6. Czy wolałbyś wiedzieć kiedy umrzesz czy jak umrzesz?
7. Czy wolałbyś stracić wzrok czy słuch?
8. Co byś wybrał: mieszkanie w piwnicy czy na strychu?
9. Gdyby przyszło ci zamieszkać samotnie, wybrałbyś chatę w lesie czy zakonną celę?
10. Wolałbyś uciekać przed powodzią czy przed pożarem?
Dobrej zabawy dla tych, co lubią podobne wyzwania i pozdrowienia dla wszystkich:-)
Pytania mogą wydać się dziwne, bo nie są to dylematy, które rozstrzygać musimy codziennie, ale w teorii można pokusić się o zawierzenie swojej wyobraźni.
Może przy okazji dowiemy się czegoś o sobie?
Podobna zabawa może okazać się dobrym rozwiązaniem w kontaktach towarzyskich, zamiast gry planszowej lub dla zajęcia uwagi pasażerów auta, stojącego w korku na autostradzie.
Jeśli macie ochotę spróbujcie sobie odpowiedzieć na niektóre z tych pytań, a jeśli napiszecie coś w komentarzach, będę wdzięczna.
Część pytań pochodzi z książki, część wymyśliłam sama:
1. Wolałbyś mieć rogi czy ogon?
2. Wolałabyś się pocić czy marznąć?
3. Czy wolałbyś spędzić noc w szpitalu psychiatrycznym czy w nawiedzonym zamku?
4. Wolałbyś uczestniczyć w katastrofie lotniczej czy morskiej?
5. Wolałbyś zjadać sam farsz do czegoś czy sam sos?
6. Czy wolałbyś wiedzieć kiedy umrzesz czy jak umrzesz?
7. Czy wolałbyś stracić wzrok czy słuch?
8. Co byś wybrał: mieszkanie w piwnicy czy na strychu?
9. Gdyby przyszło ci zamieszkać samotnie, wybrałbyś chatę w lesie czy zakonną celę?
10. Wolałbyś uciekać przed powodzią czy przed pożarem?
Dobrej zabawy dla tych, co lubią podobne wyzwania i pozdrowienia dla wszystkich:-)
piątek, 20 maja 2016
Kandydat na prezydenta....
Jeśli pamiętacie Krzysia, to dziś druga rozmowa warta przytoczenia. Krzyś odwiedza mnie codziennie, ale nie każda rozmowa bywa równie frapująca, czasami też przerywają nam inne dzieci.
Zaczęło się od tego, że w środę chłopiec przyniósł rysunek, którym chciał się pochwalić, a wykonał go używając cyrkla i ekierki, potem pokolorował figury. Bardzo spodobał mi się ten rysunek i zapytałam czy może mi go podarować. Minę miał niepewną, więc powiedziałam, aby wziął go najpierw do domu i pokazał mamie. Na to Krzyś, że w domu zrobi drugi dla mnie.
W czwartek przyszedł z dwiema pracami, każda w innej kolorystyce:
- Dzień dobry, przyniosłem dla pani…
- O, a czemu dwa?
- Żeby mogła pani wybrać sobie.
- Obydwa są ładne, ale ja wybieram ten w ciepłych kolorach.
- No tak, bo tamten jest trochę zimowy… a co pani przypomina ten ciepły?
- Piłkę do koszykówki , ale może to być wzór na tkaninę lub dywan.
- Dywan?
- No tak, mógłbyś projektować wzory dywanów...
- Mógłbym, ale tylko do 35 roku życia.
- Dlaczego do tej pory? Ach tak, rozmawialiśmy o wyborach.
- No właśnie, bo ja będę kandydował na prezydenta we wszystkich miastach.
- To chcesz być prezydentem miasta?
- No spróbuję w miastach , a jak nie wyjdzie to na prezydenta Polski.
- I co będziesz wtedy robił?
- Będę uchwalał uchwały.
- Ale musi je zatwierdzić sejm.
- To zatwierdzi.
- A twoja pierwsza uchwała?
- Wakacje dłuższe o miesiąc.
- A dla dorosłych?
- No, może urlop dłuższy o tydzień…
Tutaj doszła koleżanka Krzysia Maja, którą mylę z jej starszą siostrą Weroniką. Maja przyniosła rysunek ołówkiem i przeprosiła za "niegrzeczne" zachowanie poprzedniego dnia.
Krzyś pyta:
- Maja , a ty masz rodzeństwo?
- Nie mam.
- Jak to nie masz ? – pytam
- Mam tylko brata i siostrę
- Oj Maja, to jest właśnie rodzeństwo, ja będę miał brata lub siostrę, bo tata z ciocią będą mieli dziecko. Bo wie pani, tata nie mieszka z nami.
- Czyli będziesz miał przyrodnie rodzeństwo…
- Przyrodnie? A co to znaczy?
- Będziecie mieli tego samego tatę, ale inne mamy. To teraz idźcie z Mają do czytelni i poczytajcie czasopisma.
- Dobrze, ale powie nam pani, o której dzwonek, bo zaczynamy lekcje, a musimy jeszcze iść do świetlicy po rzeczy…
- Powiem , macie jeszcze 20 minut… kandydat na prezydenta nie może się spóźniać.
Zaczęło się od tego, że w środę chłopiec przyniósł rysunek, którym chciał się pochwalić, a wykonał go używając cyrkla i ekierki, potem pokolorował figury. Bardzo spodobał mi się ten rysunek i zapytałam czy może mi go podarować. Minę miał niepewną, więc powiedziałam, aby wziął go najpierw do domu i pokazał mamie. Na to Krzyś, że w domu zrobi drugi dla mnie.
W czwartek przyszedł z dwiema pracami, każda w innej kolorystyce:
- Dzień dobry, przyniosłem dla pani…
- O, a czemu dwa?
- Żeby mogła pani wybrać sobie.
- Obydwa są ładne, ale ja wybieram ten w ciepłych kolorach.
- No tak, bo tamten jest trochę zimowy… a co pani przypomina ten ciepły?
- Piłkę do koszykówki , ale może to być wzór na tkaninę lub dywan.
- Dywan?
- No tak, mógłbyś projektować wzory dywanów...
- Mógłbym, ale tylko do 35 roku życia.
- Dlaczego do tej pory? Ach tak, rozmawialiśmy o wyborach.
- No właśnie, bo ja będę kandydował na prezydenta we wszystkich miastach.
- To chcesz być prezydentem miasta?
- No spróbuję w miastach , a jak nie wyjdzie to na prezydenta Polski.
- I co będziesz wtedy robił?
- Będę uchwalał uchwały.
- Ale musi je zatwierdzić sejm.
- To zatwierdzi.
- A twoja pierwsza uchwała?
- Wakacje dłuższe o miesiąc.
- A dla dorosłych?
- No, może urlop dłuższy o tydzień…
Tutaj doszła koleżanka Krzysia Maja, którą mylę z jej starszą siostrą Weroniką. Maja przyniosła rysunek ołówkiem i przeprosiła za "niegrzeczne" zachowanie poprzedniego dnia.
Krzyś pyta:
- Maja , a ty masz rodzeństwo?
- Nie mam.
- Jak to nie masz ? – pytam
- Mam tylko brata i siostrę
- Oj Maja, to jest właśnie rodzeństwo, ja będę miał brata lub siostrę, bo tata z ciocią będą mieli dziecko. Bo wie pani, tata nie mieszka z nami.
- Czyli będziesz miał przyrodnie rodzeństwo…
- Przyrodnie? A co to znaczy?
- Będziecie mieli tego samego tatę, ale inne mamy. To teraz idźcie z Mają do czytelni i poczytajcie czasopisma.
- Dobrze, ale powie nam pani, o której dzwonek, bo zaczynamy lekcje, a musimy jeszcze iść do świetlicy po rzeczy…
- Powiem , macie jeszcze 20 minut… kandydat na prezydenta nie może się spóźniać.
niedziela, 15 lutego 2015
Oj, Magdaleno...
Kampania prezydencka ruszyła pełną parą i zrobiło się ciekawie. W kolejnych wypowiedziach kandydatów można prześledzić, jak łatwo jest obiecywać gruszki na wierzbie, gdy nie bierze się osobistej odpowiedzialności za słowa. Czasem mam wrażenie, że kandydaci mają wyborców za idiotów, przecież te przedstawienia są żałosne, plebejskie. Każdemu obiecać to, czego mu brakuje, byle mnie wybrali. Ja zwracam uwagę głównie na to, w jaki sposób kandydaci podchodzą do prezydentury przeciwnika. I tutaj pani Ogórek jest dla mnie przegrana podwójnie: jej wystąpienie to głównie lista przewinień obecnego prezydenta i parę okrzyków, co to ja bym zrobiła, gdybym... Gwoździem do trumny było dla mnie stwierdzenie, że nie bałaby się pani Magdalena zadzwonić do Putina i mu nawtykać. Już to widzę... Boi się dziennikarzy, mediów w ogóle, a do Putina zadzwoni! Z drugiej strony nie dziwię się komuś, kto chce mieć swoje 5 minut(parę razy w Tv wystąpiła), natomiast zdumiewa mnie rekomendacja SLD. Może oni coś biorą, albo raczej decydenci tej partii są już w tym wieku, że lubią młode i ładne i to wcale nie z powodów tacierzyńskich. Wystarczy spojrzeć na minę lidera, jak się ślinił patrząc na swoją kandydatkę na szpilkach. Pewnie jestem cyniczna, ale jak tu nie być? Swoją drogą przewrotna rekomendacja: kandydatka partii lewicowej historykiem kościoła - bomba!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




