Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uzależnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uzależnienia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lutego 2017

Ku pamięci i ku przestrodze...

Urodził się jako bliźniak. Wraz z siostrą szybko ochrzczeni po narodzinach, bo lekarze obawiali się czy dni kilka przeżyją. Przeżyli wbrew prognozom i wyrośli na schwał, bardzo zżyci ze sobą, jak to bliźnięta.
Jerzyk chował się zdrowo, mały rozrabiaka, w przeciwieństwie do siostry, która wydawała się cicha i spokojna. Skończył dobre technikum, na studia nie poszedł, bo wolał pogrzebać przy motorze czy pójść z kolegami na piwo, niż nad książkami ślęczeć.
Dziewczyny miewał, a jakże, ale żadna jakoś rodzicom do gustu nie przypadła, więc kawalerem był , podczas gdy siostra za mąż wyszła i po kolei 3 córki urodziła.
Jerzy żył życiem siostrzenic, smykałkę miał do wszystkiego, biurko zrobić, huśtawkę, pokój pomalować, to dla niego była pestka. Dla kolegów zawsze jednak czas znalazł, bo przy piwie gadało się dobrze o tym i owym. Mocniejsze trunki mu nie smakowały, może jedynie wino, które ojciec sam pędził z owoców hodowanych na działce.
Na wszystkich uroczystościach rodzinnych wino domowe lało się strumieniem obfitym, dla smakoszy mocniejsze trunki były, dla pań likiery.
Gdy Jerzy zaczął pracę w PGRze, nie obyło się bez wkupnego – flaszka na głowę to przyjęta norma. Właściwie tam zaczął Jerzy popijać także mocniejsze trunki i coraz częściej wracał do domu wstawiony. Kryzys młodego człowieka pogłębiły problemy finansowe. Podżyrował koledze pożyczkę, którą potem spłacał przez kilka lat, bo tamtego wylali za pijaństwo w pracy.
Gdy pożyczka była niemal spłacona zlikwidowano jego etat w spółdzielni, więc wrócił na garnuszek rodziców, którzy suszyli mu ciągle głowę: a o to, że się nie ożenił, a to, że roboty nie szuka, a to, że na działce nie pomaga. Wyniósł się w końcu od rodziców i zamieszkał z babcią. Póki staruszka żyła, to i Jerzy jakby się ustatkował, miała na niego dobry wpływ. Gdy zmarła, mieszkał nadal w mieszkaniu po babci i zaczął go odwiedzać kuzyn, który też miał alkoholowe ciągoty, a znalazł sobie u Jerzego metę, bo żona nie pozwalała mu pić w domu.
Działo się to w czasach, gdy o alkoholizmie jako chorobie nikt nie słyszał, mówiło się najwyżej, że ktoś za kołnierz nie wylewa lub lubi wypić.
Widywało się dwóch kuzynów w pielgrzymce od baru do baru. Za co pili? A to najęli się do wykopania rowu, a to pomocy na budowie ktoś potrzebował, a to złom znaleźli i sprzedali. Potem już i na te prace sił nie było.
Jerzy zmarł w jednym z barów, gdzie pił po raz ostatni. Nawet pięćdziesiątki nie dożył. Jego kuzyna widuję czasami, jak z niewidzącym wzrokiem błądzi po ulicach, zasuszony, ale w miarę czysty, widocznie żona nie wyrzuciła go z domu i widocznie ma silniejszy organizm, skoro tyle lat przeżył swego kompana od kielicha…

Dlaczego o tym piszę? Bo to nadal aktualny problem, bo nadal widuję ludzi w różnym wieku i w stanie upojenia alkoholowego, a zaczyna się niewinnie i najbliżsi nie dostrzegają z początku problemu.
Badania naukowe dowodzą, że jedna na 10 osób pijących uzależnia się od picia alkoholu.

piątek, 20 marca 2015

Hikikomori

Hikikomori – japoński wirus samotności i wyobcowania, spowodowany uzależnieniem od Internetu, a szczególnie od gier komputerowych, powodujący odizolowanie się od społeczeństwa, unikanie bezpośrednich kontaktów z innymi ludźmi, a dotyka głównie młodzież płci męskiej.
Tak to brzmi według literatury fachowej(polecam stronę Uzależnienia behawioralne)
Zjawisko przywędrowało do nas z Azji, głównie z Japonii, wysoko rozwiniętej cyfrowo, ale niestety rozszerza się w zastraszającym tempie. Jest moim zdaniem tym bardziej niebezpieczne, że zabija w młodych ludziach jakąkolwiek motywację do działania. Po co kształcić się, pracować, wychodzić z domu, poznawać ludzi, skoro cały świat, wszystko, czego młody człowiek potrzebuje jest w Internecie. W swoim najbliższym otoczeniu widzę coraz więcej młodych ludzi, na oko 30-latków, którzy nie uczą się, nie pracują, rzadko ich widuję, bo siedzą w domach i grają, często przez większość doby, z krótkimi przerwami na posiłki lub wyprowadzenie psa. Utrzymanie i opierunek zabezpieczają rodzice lub dziadkowie, a gracze wiecznie poszukujący pracy nie maja już czasu ani ochoty, aby pójść na rozmowę kwalifikacyjną, złożyć podanie, zasięgnąć porady. Jeśli nawet zdobędą się na wysiłek i sprawdzą dostępne oferty, najczęściej okazuje się, że nie o taką pracę im chodziło lub płaca za niska, dojeżdżać trzeba albo praca zmianowa. I tak żyją z dnia na dzień i nawet do głowy im nie przyjdzie, żeby choć sezonowo zarobić parę groszy i wspomóc rodzinny budżet.
Najgorsze, że nie widzą w tym nic nagannego, a rodzice często sa nawet zadowoleni, bo w domu "dzieciak" siedzi, nic złego nie robi, nie pije, nie chuligani, pracy nie ma, a z domu przecie pani nie wyrzucę.
Zaczyna się wcześnie, już rodzice małych dzieci dają pociechom tablety, żeby bajki oglądały. W pokojach dziecięcych królują laptopy, tablety, konsole, smartfony. Uczniowie zapisujący się w pracowni na komputery dostają histerii, jeśli wszystkie stanowiska są zajęte i muszą odejść z kwitkiem. Od jednego z uczniów usłyszałam z płaczem w głosie: to co ja będę teraz robił? Może idź do czytelni i czasopisma poczytaj? Spojrzał na mnie tak, jakbym mówiła po syczuańsku lub miała antenki na głowie.
Cóż, pokolenie cyfrowe, ale kto zarobi na moją emeryturę?