Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niechęć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niechęć. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 stycznia 2016

Jak płachta na byka...

Wokół siebie mamy różnych ludzi: obcych, bliższych lub dalszych znajomych, przyjaciół. Jednych lubimy mniej, innych bardziej, z niektórymi łączą nas stosunki zawodowe. Dziś chcę wspomnieć o takim typie ludzi, którzy działają czasami na nas, jak płachta na byka. Nic nam nie zrobili, ale nie są też obojętni, bo każdorazowa ich obecność w pobliżu lub zwrócenie się bezpośrednie z jakąś sprawą powoduje szczękościsk i jak to mówią: nóż się w kieszeni otwiera...
Mam w pracy koleżankę, która tak właśnie na mnie działa i zastanawiałam się nieraz, co jest tego powodem. Ma trochę denerwujący sposób bycia, ale nie ona jedna, bywa uprzejma, nigdy nie zalazła mi za skórę (no może raz), ale gdy przychodzi z jakąś sprawą, zaraz robię się sztywna. Oczywiście uprzejmość nie pozwala mi łamać zasady dobrego wychowania i staram się być pomocna.
Nie cierpię jednak gdy muszę tłumaczyć owej koleżance po raz piąty to samo i widzę, że ona nawet nie stara się zapamiętać, a następnym razem zaczyna się od nowa. Zagryzam wtedy wargę lub liczę do 10 i nikt nie chciałby słyszeć wówczas moich myśli.
Na dodatek, gdy ostatnio już chciałam ją obsztorcować, że wreszcie mogłaby postarać się zapamiętać i poćwiczyć w domu, ona mi na to:
- dziękuję ci za pomoc tym bardziej, że gdy mi wszystko tłumaczysz nie przewracasz oczami jak inni i masz tyle cierpliwości...
Po takim zdaniu mój wewnętrzny złośliwy chochlik zwija się w kłębek ze wstydu. Z drugiej strony wolę jeśli ktoś przyzna szczerze, że prosi o pomoc, bo nie ma zamiłowania do jakiejś czynności i w życiu się tego nie nauczy, niż kombinuje jak koń pod górkę i tak mnie zmanipuluje, że niby pomagam dobrowolnie, ale w głębi duszy czuję się wykorzystywana.

Rozważania na temat ludzi, którzy działają na nas jak przysłowiowa płachta na byka przypomniały mi zasłyszany przypadek, mówiący o tym, że pewne małżeństwo nie mogło doczekać się potomstwa i po wielu badaniach lekarze nie potrafili wskazać przyczyny. W końcu ktoś podsunął teorię, że żona może być uczulona na nasienie męża lub na niego samego. Para rozstała się i każde z małżonków wstąpiło w nowy związek. Gdy spotkali się po latach, okazało się , że bez problemów doczekali się dzieci z nowymi partnerami.
Czyli można zaryzykować stwierdzenie, że nasienie mężczyzny działało na komórkę jajową kobiety jak płachta na byka...