Dawno nie rymowałam, wena kapryśna jest.
Wczoraj w drodze do pracy spotkanie pierwszego stopnia, równie sympatyczne, co zaskakujące.
Z przymrużeniem oka powstało, słowo do słowa się przytuliło.
Osądźcie sami czy to w ogóle da się czytać:-)
Lament wróbla
Witam pięknie
Panie wróblu
Cóż za rwetes
Co za gwałt,
Że z impetem
Na gałęzi
Pan tak siadł?
Na gałęzi
W liści mrowiu
tak pan czeka
W pogotowiu
A ja stoję zadziwiona,
Jakiż rwetes
Jaki wrzask.
Czyżby z żoną
Coś strasznego?
Gniazdo spadło
Zniszczył kot
Może pomóc?
W razie czego
śpieszę chętnie
W dzień i w noc.
Ach, rozumiem
To małolat
W piórka strojny
Wprawdzie liche
Lecz odważnie
Stroszy puch,
Samodzielnie
dom opuścił
Chce już latać
Ptasi zuch.
Lecz spokojnie,
Już powraca
Skacze śmiało
Drobiąc krok
Słysząc rwetes
wśród gałęzi
Bez problemu
Znalazł trop…
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wróble. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wróble. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 23 czerwca 2020
piątek, 7 września 2018
Jeszcze o wróblach :-)
Mogłabym je obserwować bez końca.
Pisząc post siedzę w fotelu koła okna, a one spacerują po parapecie okiennym, wycierają dziobki o rant i czasem kłócą się niemiłosiernie.
Rankiem znaczą swoje ślady na parapetowej powierzchni, wilgotnej od nocnej rosy, a na kaflach balkonu zostawiają resztki kolacji lub śniadania.
Wróble nasze pospolite. Obserwuję ich zachowania w różnych miejscach. Zadomowiły się na dobre i to dosłownie. W ocieplinie budynku wydziobały małe otwory, z których wystają elementy ich gniazd - trawa, nitki, piórka...
Potrafią też zbudować dom w rynnie, w szczelinie między cegłami, wszędzie gdzie czuja sie bezpieczne.
Materiał do budowy dostępny łatwo - kiedyś sąsiadka wywiesiła na balkonie pościel do wietrzenia i zauważyłam, że wróble siadały na poduszce i wyciągały piórka z poszwy.
Dokarmiane zimą naśladują czasem sikory lub kolibry nawet, posilając się w pozycji pionowej lub zawisając nad jakimś smakołykiem niczym helikopter.
Nie krepują się korzystać z ludzkich jadłodajni. Widywałam jak siadały na stołach w ogródku Mac Donalda i porywały klientom frytki lub w parkowej kawiarni zebrały od spacerowiczów okruszki ciastek lub kawałki lodowych wafelków.
W dużym markecie - to dopiero raj dla wróbli. Wlatują zapewne drzwiami, co jak bramy stoją otworem i zwabione zapachem, dobierają się do pieczywa, a zmęczone lub spłoszone siadają na belkach pod wysokim sufitem.
Gdy pada deszcz chowają się pod zaparkowanymi autami lub pod dachem wiaty śmietnikowej. Uwielbiają gęste krzewy, niekiedy z cierniami, w których siedzą ukryte przed kotem lub sroką. Blisko mojego bloku rosną krzewy, na których wróble przesiadują stadami i gdy nastroszą piórka, wyglądają jak żywe bombki na choinkę.
Czasami znikają po burzy, jakby przestraszone nawałnicą, ale mam nadzieję, że ich świergot nigdy nie umilknie, bo raźniej z nimi witać dzień:-)
Pisząc post siedzę w fotelu koła okna, a one spacerują po parapecie okiennym, wycierają dziobki o rant i czasem kłócą się niemiłosiernie.
Rankiem znaczą swoje ślady na parapetowej powierzchni, wilgotnej od nocnej rosy, a na kaflach balkonu zostawiają resztki kolacji lub śniadania.
Wróble nasze pospolite. Obserwuję ich zachowania w różnych miejscach. Zadomowiły się na dobre i to dosłownie. W ocieplinie budynku wydziobały małe otwory, z których wystają elementy ich gniazd - trawa, nitki, piórka...
Potrafią też zbudować dom w rynnie, w szczelinie między cegłami, wszędzie gdzie czuja sie bezpieczne.
Materiał do budowy dostępny łatwo - kiedyś sąsiadka wywiesiła na balkonie pościel do wietrzenia i zauważyłam, że wróble siadały na poduszce i wyciągały piórka z poszwy.
Dokarmiane zimą naśladują czasem sikory lub kolibry nawet, posilając się w pozycji pionowej lub zawisając nad jakimś smakołykiem niczym helikopter.
Nie krepują się korzystać z ludzkich jadłodajni. Widywałam jak siadały na stołach w ogródku Mac Donalda i porywały klientom frytki lub w parkowej kawiarni zebrały od spacerowiczów okruszki ciastek lub kawałki lodowych wafelków.
W dużym markecie - to dopiero raj dla wróbli. Wlatują zapewne drzwiami, co jak bramy stoją otworem i zwabione zapachem, dobierają się do pieczywa, a zmęczone lub spłoszone siadają na belkach pod wysokim sufitem.
Gdy pada deszcz chowają się pod zaparkowanymi autami lub pod dachem wiaty śmietnikowej. Uwielbiają gęste krzewy, niekiedy z cierniami, w których siedzą ukryte przed kotem lub sroką. Blisko mojego bloku rosną krzewy, na których wróble przesiadują stadami i gdy nastroszą piórka, wyglądają jak żywe bombki na choinkę.
Czasami znikają po burzy, jakby przestraszone nawałnicą, ale mam nadzieję, że ich świergot nigdy nie umilknie, bo raźniej z nimi witać dzień:-)
niedziela, 6 listopada 2016
Gang wróbli
Na moim balkonie zamieszkały kiedyś wróble.
Codziennie odwiedzają nas 4 dorodne osobniki. Czasami nad ranem budzą nas tuptaniem po parapecie, czasami słychać ich zawzięte kłótnie. Bałam się, że znikną, bo gdy ocieplali nasz blok, zniknęły. Poza tym sąsiad próbował zalepić im wejście do gniazda między balkonami (widocznie nie lubi wróbli). One jednak zrobiły nowe lokum i są nadal z nami.
Ostatnio pojawiły sie także sikorki. Rzadko , na szczęście, pojawiają sie gołębie, przybyło natomiast hałaśliwie skrzeczących srok. Gdy zrobiło się zimno zawiesiłam sikorkom dwa kawałki słoniny. Mój ulubiony fotel stoi przy oknie, więc mam dobre miejsce do obserwacji. O dziwo, jako pierwsze przy słonince pojawiły sie wróble, nie wiedziałam, że te małe ptaszki są mięsożerne.
Sikory nieśmiało czekały na swoją kolej. Gdy jedna z nich siadła obok większego kawałka sadła wróbel natychmiast ją przegonił. Próbowała druga, też ją przegonił. Przyleciała wielka sroka i dwoma szarpnięciami zerwała jeden z kawałków słoniny. Teraz było dopiero o co walczyć!
Biedne sikorki czekały cierpliwie na swoją kolej i czasami pod nieobecność wróbli udawało im się uszczknąć co nieco. Gdy wróble wracały, zastosowały specjalną taktykę biesiadowania - jeden się posilał, trzy pozostałe pilnowały, by mógł jeść w spokoju. Nie znam hierarchii tych ptaszków, ale wyglądało, jakby jeden z wróbli był przywódcą gangu...
Po kilku dniach ze słoniny zostały strzępy, mizerne resztki i wróble straciły zainteresowanie łupem. Sikorki natomiast z rozkoszą delektują się resztkami z pańskiego (wróblego) stołu .
Planuję zawiesić na zimę karmnik, będzie co oglądać, na TV nie ma co liczyć :-)
Codziennie odwiedzają nas 4 dorodne osobniki. Czasami nad ranem budzą nas tuptaniem po parapecie, czasami słychać ich zawzięte kłótnie. Bałam się, że znikną, bo gdy ocieplali nasz blok, zniknęły. Poza tym sąsiad próbował zalepić im wejście do gniazda między balkonami (widocznie nie lubi wróbli). One jednak zrobiły nowe lokum i są nadal z nami.
Ostatnio pojawiły sie także sikorki. Rzadko , na szczęście, pojawiają sie gołębie, przybyło natomiast hałaśliwie skrzeczących srok. Gdy zrobiło się zimno zawiesiłam sikorkom dwa kawałki słoniny. Mój ulubiony fotel stoi przy oknie, więc mam dobre miejsce do obserwacji. O dziwo, jako pierwsze przy słonince pojawiły sie wróble, nie wiedziałam, że te małe ptaszki są mięsożerne.
Sikory nieśmiało czekały na swoją kolej. Gdy jedna z nich siadła obok większego kawałka sadła wróbel natychmiast ją przegonił. Próbowała druga, też ją przegonił. Przyleciała wielka sroka i dwoma szarpnięciami zerwała jeden z kawałków słoniny. Teraz było dopiero o co walczyć!
Biedne sikorki czekały cierpliwie na swoją kolej i czasami pod nieobecność wróbli udawało im się uszczknąć co nieco. Gdy wróble wracały, zastosowały specjalną taktykę biesiadowania - jeden się posilał, trzy pozostałe pilnowały, by mógł jeść w spokoju. Nie znam hierarchii tych ptaszków, ale wyglądało, jakby jeden z wróbli był przywódcą gangu...
Po kilku dniach ze słoniny zostały strzępy, mizerne resztki i wróble straciły zainteresowanie łupem. Sikorki natomiast z rozkoszą delektują się resztkami z pańskiego (wróblego) stołu .
Planuję zawiesić na zimę karmnik, będzie co oglądać, na TV nie ma co liczyć :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





