Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powódź. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powódź. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 września 2024

W oczekiwaniu...

 Bez zbędnych wstępów i rozważań, dziś mój wiersz napisany na gorąco. Jako sprzeciw przeciw tym, którzy wykorzystują sytuację klęski żywiołowej dla swoich celów - ekonomicznych, politycznych, przeciw wszelkiemu złu wymierzonemu w poszkodowanych. Dla równowagi, zdjęcia przyrody , która koi w każdym nieszczęściu...

Wody opadną

jak zwykle

łzy wyschną

być może

wściekłość da siłę 

nielicznym

nadzieja umrze ostatnia...


Wśród łez

i zakasanych rękawów

z dziur czarnych 

wychodzą padalce

by swój chleb

jeszcze grubiej

masłem posmarować...


Wody opadną

jak zwykle

uśmiech znowu 

na twarzach zatańczy

być może

nadzieja wygra z rozpaczą

raz jeszcze...


Wśród łez

i zakasanych rękawów

niech ziemia

pochłonie

tych bez sumień

co na cudzej

tragedii się pasą!


I jeszcze na koniec, "złota myśl" dla tych, co za wierszami nie przepadają.


Siły i wytrwałości dla wszystkich dotkniętych powodzią! 
Nie trzeba wojny, natura zawsze nas pokona!

poniedziałek, 16 września 2024

Zapiski codzienności cz.5

 Zapiski jak zwykle o przeróżnych sprawach. Po pierwsze, piękna aleja pełna hortensji na jednym z  miejscowych cmentarzy. Wreszcie mogiły żołnierzy doczekały się należytej oprawy i to nie tylko przy okazji 1 listopada. Spoczywają tutaj zarówno powstańcy wielkopolscy, jak i żołnierze i mieszkańcy cywilni polegli w obu wojnach światowych. Na końcu alei, pomnik ku czci poległych w latach 1914-1921, odsłonięty w 1930 roku, zmieniony po roku 1945 i przywrócony do stanu pierwotnego w 2001 roku. Monument zaprojektował poznański architekt Lucjan Michałowski.


Przy okazji sierpniowych okazji imieninowo - urodzinowych przytuliłam dwie piękne rośliny doniczkowe, obficie kwitnące i w niesamowitych kolorach, zdjęcie tylko w połowie oddaje realia.


Chciałam zrobić dobry uczynek i oddać list adresatowi, bo listonosz pomylił skrzynki. W dodatku ktoś wyjął list i odłożył byle gdzie, nie martwiąc się , że może ktoś na niego czeka. Poszłam pod właściwy adres, zagadnęłam sąsiada, ale okazało się, że adresat od dawna już mieszka gdzie indziej. poprosiłam więc tylko, by wrzucił list do właściwej skrzynki, może listonosz  lub aktualny lokator dostrzegą pomyłkę...


Moje ostatnie zamówienie lekturowe - zaczęłam czytać "Małą niespodziankę", bo znam inne książki autora i polecam - taka nietypowa komedia pomyłek z czarnym humorem i świetnymi postaciami dramatu :-)


Aby mieć więcej czasu na spacery i czytanie, obiady muszą być szybkie i bez wymyślania, bo kuchnia, to nie jest moje ulubione pomieszczenie w domu. Szybka potrawa, która często gości w naszym domu : makaron włoski, sos polski, ser szwajcarski, wyszło kosmopolitycznie :-)


Z ostatnich doniesień medialnych przerażają obrazy powodziowe. Przypominają się wydarzenia z roku 1997. Byliśmy wtedy w Zakopanem, uciekaliśmy ostatnim pociągiem po 3 dniach ulewy, z pociągu obserwowaliśmy, jak woda wdziera się na pola, podchodzi pod tory. Rok później widziałam ślady powodzi we Wrocławiu. Straszne przeżycie, mocne emocje!
Polecam film Wielka woda, jeśli jeszcze nie widzieliście.
Gdy szliśmy wczoraj na spacer w przerwie między deszczami, zajrzeliśmy do kilku studzienek odpływowych. Zapchane totalnie liśćmi i rozmaitym śmieciem. Nikt tego nie czyści, a potem zdziwienie, że po ulewach woda zalewa miasto...

poniedziałek, 15 lipca 2024

A to opowieść!

 

Swoją relację ze Szczawnicy rozpoczęłam już wcześniej  od spotkania z Anią. Później  wróciłam na chwilę do krynickich opowieści.

 Teraz z kolei zaczynam od końca, od ostatniego dnia pobytu w sercu Pienin, póki mam świeżo w pamięci ciekawa opowieść naszego przewodnika po maleńkim ośrodku historii turystyki górskiej przy schronisku na Orlicy.

Niezwykle sympatyczny gawędziarz, pan Ryszard Remiszewski, autor wielu publikacji o Pieninach, opowiedział nam historię o wielkiej powodzi w Pieninach i na Podhalu w 1934 roku, właśnie w lipcu. 

Trafiliśmy więc w rocznicę tych wydarzeń. Powódź tę nazwano powodzią stulecia!

A zaczęło się od pytania o piękny most na Dunajcu, który zobaczyłam na jednym ze zdjęć wystawy.

Most istniał do 1934 roku, a zniszczyła go powódź właśnie i nie tyle sama woda, co dom płynący wezbranym Dunajcem, który uderzył w ten most.

Dom ów był willą na półwyspie, niedaleko dzisiejszego schroniska Orlica. W willi tej bywali znani ówczesnego świata, m.in. żona marszałka Józefa Piłsudskiego.

W 1934 roku w lipcu deszcze padały obficie, ale nikt nie spodziewał się, że dojdzie do sytuacji, kiedy "domy rzekami płyną", a fala powodziowa wzrośnie do 7m wysokości.

(grafika - https://krakow.wyborcza.pl/krakow/56,44425,21690542,gdy-domy-plynely-powodz-stulecia-1934-w-malopolsce-zdjecia.html)

W willi na półwyspie bawiono się świetnie, grając namiętnie w brydża, kuchnia przygotowywała kotlety schabowe na obiad dla gości. Dom posiadał, jako jedyny w okolicy łączność telefoniczną ze światem, ale nikt nie wierzył, że gościom ośrodka może cokolwiek zagrażać. Oddział ratunkowy nie mógł przybyć na czas, bo drogi od Nowego Targu już były zalane, więc gdy przyszło do ewakuacji, mieszkańcy willi weszli do łodzi tak, jak stali, a dom porwała woda i poniosła Dunajcem.

Legenda głosi, że pewien kajakarz, szukający powodzian na rzece, wpłynął do willi i znalazł w kuchni smażące się jeszcze kotlety! 


Wystawa w mini muzeum pienińskim bardzo ciekawa. moją uwagę zwróciły mapy Pienin, wykonane własnoręcznie przez Edwarda Moskalę w 1956 roku. A nie było wówczas dronów czy zaawansowanej technologii topograficznej. Autor sam spenetrował szlaki turystyczne, naniósł je na mapę , a w dalszej kolejności wykonał tez mapkę skałkową Szczawnicy i okolic.


Poprosiłam o zdjęcie na pamiątkę naszego spotkania, dostaliśmy także jeden z numerów periodyku Prace Pienińskie, którego nasz przewodnik jest redaktorem naczelnym i w którym publikowane są artykuły, wiersze i zdjęcia o Pieninach współczesnych i dawnych.
Niewykluczone, że coś o tym jeszcze napiszę...


A na tym półwyspie sobie siadłam i o powodzi rozmyślałam...